Выбрать главу

– Przecież tam, pod krzyżem, sam uznałeś go za syna Bożego – przypomniałem. – Osobiście byłeś ze mną w grobie i na własne oczy widziałeś nie naruszony całun po jego zmartwychwstaniu.

– Prawdę mówisz – przyznał Adenabar. Nagle cisnął glinianą czarkę na podłogę, zerwał się na równe nogi i krzyknął z twarzą ściągniętą gniewem: – Niech będzie przeklęty ten żydowski król, przeklęte całe miasto czarów i przeklęta Świątynia, w której nie ma nawet obrazu ich Boga, bym mógł go posiekać na kawałki! Do czego to podobne, żeby nie można było uśmiercić jednego człowieka! Dawniej też krzyżowano niewinnych, ale oni nie wstawali, żeby straszyć. Nazarejczyk obraca mi wniwecz dyscyplinę wojskową!

W Świątyni zagrały trąby. Żydzi zaczęli czytać wieczorne modlitwy. Przez cienką ściankę mego pokoju słyszeliśmy trzask zamykanej bramy. Szabat żydowski się zakończył. Instynktownie obydwaj odetchnęliśmy. Adenabar poprosił o wybaczenie, że w gniewie rozbił glinianą czarkę do wina, i rzekł:

– Jestem wściekły, bo jako setnik powinienem być mądrzejszy od moich żołnierzy. Ale też jestem zabobonny i niedouczony i dlatego włócznia Longinusa i ręce kata nie dają mi spokoju. Budzę się w nocy i nadsłuchuję niewidzialnych kroków. Poradź mi, skoro potajemnie zbierasz informacje, jak mogę się uwolnić od tych żydowskich czarów?

– Co ci jest, Adenabarze? Czy przyznajesz, że jesteś człowiekiem grzesznym?

– O jakie grzechy ci chodzi? – patrzył na mnie zdziwiony.

– Zawsze przestrzegałem dyscypliny wojskowej, regulaminu i otrzymanych rozkazów tak dobrze, jak tylko umiałem. Oczywiście każdy ma jakieś grzeszki na sumieniu, ale sądzę, że nie jestem gorszym od innych żołnierzem i oficerem. Teraz, kiedy dowiedziałem się o ewentualnym awansie, uważam, że dobrze na niego zasłużyłem długoletnią służbą.

– Niech będzie, jak mówisz. Ale jeśli tak jest, to jakie sprawy może mieć do ciebie Jezus Nazarejski? Słyszałem, że nie przyszedł szukać wspaniałych, ale grzesznych. Możesz się uwolnić tylko mówiąc: „Synu Boży, bądź miłościw mnie grzesznemu".

– Łatwiej bym uwierzył w żydowski rytuał oczyszczenia – ocenił Adenabar. – Myślałem, że powinienem raczej się obmyć, palić na wietrze kolorowe nitki i temu podobne. Sądzę, że jesteś w wielkim błędzie co do Jezusa Nazarejskiego. Nie przyszedł szukać niczego innego oprócz wybranego narodu, jak to oni mówią: dzieci Abrahama. Zobaczyłeś na własne oczy, jak mu się powiodło. Ja osobiście tylko wykonywałem otrzymane rozkazy, więc nie ponoszę odpowiedzialności za jego śmierć. Nie byłoby porządku na świecie, nawet wojen nie można by prowadzić, gdyby żołnierz zaczął według własnego rozumu osądzać rozkazy, które otrzymuje. A czy pewien rzymski dowódca, zapomniałem jego nazwiska, nie polecił ściąć własnego syna, kiedy ten, wbrew rozkazowi, przed czasem rzucił się ze swoją drużyną do ataku? Odniósł wprawdzie wspaniałe zwycięstwo, ale naruszył dyscyplinę wojskową! Tak nas przynajmniej uczono.

– Odniosłem wrażenie – powiedziałem – że Nazarejczyk sam chciał, aby z jakiegoś jeszcze dla nas niezrozumiałego powodu wszystko przebiegało właśnie tak, jak się wydarzyło. Wkrótce to pojmiemy, bo jego Królestwo wciąż trwa tu, na ziemi. Sądzę, że właśnie dlatego pancerze spadają ze ścian w twierdzy Antonia, a ciebie budzą w nocy niewidzialne kroki. To sygnał, że on czegoś od nas, od Rzymian, oczekuje. Nie musisz się bać. On sam nauczał, że złem nie odpowiada się na zło. Jeśli ktoś uderzy cię w twarz, nadstaw mu drugi policzek i zmień swoje obyczaje na takie, które są przeciwne zdrowemu rozsądkowi.

– Opowiadali mi to i owo o jego naukach. – Adenabara wcale nie zdziwiły moje słowa. – Dlatego uważam, że jest niegroźny, i nie boję się go spotkać, jeśli faktycznie krąży po mieście. Chociaż… chyba włosy stanęłyby mi dęba na głowie, gdyby nagle się zjawił i przemówił do mnie. Ale on nie objawia się nie obrzezanym, tak mnie zapewniano, tylko swoim uczniom i niewiastom, które mu towarzyszyły z Galilei.

Tak mnie zachęcił swoimi podstępnymi słowami, że zapomniałem o ostrożności i opowiedziałem o dziwnej postaci w domu Szymona Cyrenejczyka i o tym, jak rano po zmartwychwstaniu zobaczyłem Jezusa pod postacią ogrodnika. Adenabar z politowaniem potrząsnął głową i powiedział:

– Przypuszczam, że pędziłeś w Aleksandrii hulaszcze życie i na pewno czytałeś więcej, niż może znieść głowa. Tutejszy klimat ci nie służy. Najrozsądniej byś zrobił, gdybyś niezwłocznie stąd wyjechał. Na szczęście jestem twoim przyjacielem i nie wydam cię, jeśli tylko obiecasz, że się uspokoisz i weźmiesz w garść.

– Wystarczy, że podejrzewano mnie o donoszenie Rzymianom! – krzyknąłem zdenerwowany. – Nie zmuszaj mnie, bym doszedł do wniosku, że wysłano cię do mnie z oficjalnym ostrzeżeniem, abym się nie mieszał do spraw żydowskich.

– Gwoli uczciwości wyznam, że dowódca twierdzy prosił mnie, żebym zobaczył, co u ciebie słychać, bo w żadnym razie nie życzy sobie, aby przyjaciel prokonsula został zamieszany w jakieś incydenty.

– Adenabar unikał mojego wzroku i zmieszany tarł ręce między kolanami. – Sądzę też, że z uwagi na panującą w mieście niespokojną atmosferę, chciałby wiedzieć, czy coś istotnego udało ci się ustalić, jeśli idzie o żydowskie knowania przeciwko porządkowi i spokojowi. On nie może sobie pozwolić na szpiegowanie ciebie, ponieważ jesteś obywatelem rzymskim i masz rekomendację z tak wysokiego szczebla, że nawet nie ośmielę się głośno tego powiedzieć. Nie mam zamiaru przekazywać dalej, co mi powiedziałeś jako przyjacielowi. Najwyżej wspomnę, że jesteś podniecony i rozgorączkowany, jak w tych dniach wielu się przydarzyło. Ale o widzeniach i zjawach będę trzymał język za zębami. Dowódca jest surowym człowiekiem i w coś takiego nie uwierzy. Tylko bym siebie wystawił na pośmiewisko i naraził na szwank obiecany awans. – Otarł twarz, spojrzał w sufit i dodał: – Już myślałem, że sufit przecieka, bo czułem, że kilka kropli spadło mi na twarz. To tanie wino galilejskie jest chyba mocniejsze, niż myślałem. Zawrzyjmy umowę: pogódź mnie z Nazarejczykiem, jeśli uda ci się go złapać i jeśli cię posłucha. Chyba rozumiesz, że oficerowi rzymskiemu nie wypada za nim biegać, a chciałbym mieć od niego spokój.

Gwałtownie zaczął się drapać. Rozejrzał się dookoła i zdziwiony powiedział:

– Tutaj chyba nie ma robactwa? Nigdy bym nie polecił ci tego mieszkania, gdybym wiedział, że insekty zaczną mi łazić po skórze, gdy tylko na chwilę usiądę.

Orał paznokciami całe ciało. Ja też poczułem świerzbienie, jakby wszystkie włosy na skórze mi się zjeżyły. Dreszcz mnie przeszedł.

– W tym pokoju nie ma robactwa, to bardzo czyste mieszkanie – powiedziałem. – Zdaje się, że ktoś do nas idzie.

– Jeśli tak, nie będę ci przeszkadzał i zabieram się stąd – szybko wstał i owinął się płaszczem. – Obgadaliśmy, co było do obgadania, a wino też się kończy.

Ale nie zdążył uciec, bo usłyszeliśmy na dole głos mego gospodarza i zaraz potem na schodach zaskrzypiały kroki. Adenabar usunął się pod ścianę i podniósł dłoń jakby w obronie. Do pokoju wpadł Zacheusz, ciągnący za sobą mężczyznę owiniętego płaszczem, którym tak szczelnie okrywał głowę, że nie mogłem zobaczyć jego twarzy.

– Pokój tobie, Zacheuszu! Jak widzisz, siedzę w domu i czekam na wiadomość od ciebie.