Выбрать главу

Kiedy następnego wieczoru wracałem do domu przez szarzejący w zmroku zaułek, mój gospodarz zobaczył mnie już z daleka i wybiegł naprzeciw. Chytrze się uśmiechając i zacierając ręce mówił:

– Pytano o ciebie i ktoś na ciebie czeka.

– Kto może mnie oczekiwać? – spytałem radośnie zdziwiony.

– Nie mam w tym mieście przyjaciół. Czemu jesteś taki tajemniczy?

Karanthes nie mógł już dłużej wytrzymać, tylko wybuchnął śmiechem i krzyknął:

– Ach, jakże się cieszę, że jesteś znowu zupełnie zdrowy i żyjesz jak człowiek. Nie interesują mnie twoje drogi, ale żeby uniknąć złych języków, zaprowadziłem ją po kryjomu do twojego pokoju. Siedzi tam grzecznie na podłodze, a nogi okryła płaszczem. Można by oczywiście znaleźć lepszą, ale każdy ma swój gust. Tak czy owak, jest ślicznie zbudowana i ma piękne oczy.

Wywnioskowałem, że czeka na mnie jakaś kobieta, lecz nie miałem pojęcia, kto to może być. Szybko wszedłem na górę, nie poznałem jej wszakże, chociaż na moje powitanie odkryła twarz i patrzyła na mnie jak dobra znajoma. Tyle że wcześniej widziałem ją po ciemku, po głosie natomiast poznałem od razu.

– Z pewnością źle uczyniłam, wdzierając się do ciebie, nie chciałabym narazić na szwank twej opinii, jeśli jesteś na nią wrażliwy. Kobieta taka jak ja nie powinna w dzień zdradzać, że zna mężczyznę, z którym rozmawiała w nocy, ale mam ci do powiedzenia coś, co na pewno cię zaskoczy.

– Mario z Beeret, znam cię, ale nie przypuszczałem, że jesteś tak piękna i że oczy masz jak gwiazdy. Wcale nie jestem czuły na punkcie swojej opinii. Przeciwnie, bardzo się cieszę, żeś przyszła, choć nie wiem, jak mnie odnalazłaś.

– Nie mów o mojej twarzy i oczach, bo one są moim przekleństwem – prosiła. – A miasto jest mniejsze, niż myślisz. Wiele osób już zna ciebie i twój upór w dociekaniu spraw, które nie powinny cię obchodzić. A więc znalazłeś mężczyznę, który niósł dzban z wodą? Chyba nie miałeś z tego tyle pociechy, ileś się spodziewał?

– To prawda, i przyznaję, że jestem twoim dłużnikiem – powiedziałem szybko, bo przypuszczałem, że przyszła prosić o zapłatę za radę, jakiej mi udzieliła.

– Nie, nie, nic mi nie jesteś winien – potrząsnęła głową.

– Przeciwnie, to ja jestem twoją dłużniczką i właśnie dlatego bez zaproszenia przyszłam do ciebie.

Patrzyłem na nią i naprawdę nie wiedziałem, o co jej chodzi i czego ode mnie chce. Sądząc po wyglądzie, była młodsza, niż myślałem. Miała okrągłą typową buzię pięknej żydowskiej dziewczyny, której nie szpeciły żadne cechy uprawianego zawodu.

Stojący przy drzwiach Karanthes, zakrywając usta, dyskretnie kaszlnął, aby zwrócić moją uwagę. Ciekawy jak sroka, przyszedł w ślad za mną.

– Wieczerza gotowa – powiedział – ale oczywiście może poczekać, jeśli chcesz się najpierw zabawić ze swoją przyjaciółką. Każ tylko, a przyniosę wam wody i czyste ręczniki. Zrobisz też dobrze, jeśli sprawdzisz, czy nie grzebała w twoich rzeczach i nie schowała czego w fałdach szat.

Maria z Beeret poczerwieniała i zawstydzona opuściła wzrok na ziemię.

– Jesteś w błędzie, gospodarzu. Wcale nie mam takich zamiarów, o jakich myślisz – powiedziałem prędko. – Bądź tak dobry i poleć żonie lub córce, żeby podały nam posiłek, albo sam nam przynieś, co uważasz za stosowne, bo jestem głodny i będę jadł z moim gościem.

Maria z Beeret przeraziła się, w geście protestu podniosła rękę i krzyknęła:

– Nie, nie! Mężczyźnie nie przystoi jeść razem z niewiastą, zwłaszcza z taką jak ja. Pozwól, abym ci usługiwała, chętnie zjem resztki po tobie.

– Widzę, że jesteś mądrą i dobrze wychowaną dziewczyną.

– Karanthes spojrzał na nią życzliwie. – Ten Rzymianin nie zna jeszcze wystarczająco dobrze naszych obyczajów. Moja żona wolałaby raczej umrzeć, niż usługiwać tobie, a nie mogę też pozwolić, aby moja córka zobaczyła coś, czego nie przystoi oglądać niewinnej dziewczynie. Jeśli chcesz, możesz przynieść z dołu posiłek, podasz go w roli służebnej i zjesz, co zostanie. – Zwrócił się do mnie: – Wiesz, że nie lubię przesady, ale wszystko ma swoje granice. Gdyby zjawiła się tutaj w lektyce, w naszyjnikach i kolorowych sukniach, w haftowanych złotą nitką jedwabiach, ciągnąc za sobą smugę wonnych perfum, poczułbym się zaszczycony mogąc jej osobiście usługiwać, chociaż wzdychałbym z niepokoju z uwagi na ciebie. To mądra dziewczyna, zna swoje miejsce i nie przysporzy ci kłopotów. *

Poprosił Marię, aby poszła z nim na dół. Po chwili dziewczyna wróciła, niosąc moją wieczerzę. Podwinęła suknię jak służebna, tak że widziałem jej gołe łydki aż do kolan. Uprzejmie zaprowadziła mnie na taras, polała mi ręce wodą i osuszyła je czystym ręcznikiem. Kiedy usiadłem, uniosła pokrywę glinianego naczynia, położyła chleb przede mną i rzekła:

– Jedz, Rzymianinie, a oczy twojej sługi będą radośnie błyszczały za każdym kęsem, jaki włożysz do ust. Chciałabym zawsze ci usługiwać.

Dostrzegłem, jak łakomie patrzy na chleb, który łamałem na kawałki. Przyciągnąłem ją i zmusiłem, żeby usiadła koło mnie, umoczyłem chleb w pikantnym sosie i włożyłem jej do ust, choć się sprzeciwiała. Dopiero za trzecim razem zgodziła się sama to zrobić.

Po posiłku ucałowała moje ręce i rzekła:

– Naprawdę jesteś taki, jak opowiadano i jak sobie wyobrażałam, gdy rozmawialiśmy po ciemku przy starej bramie. Traktujesz kobiety na równi z mężczyznami, choć u nas kobieta nie jest warta nawet tyle co osioł albo muł. Kiedy rodzi się dziewczynka, mężczyzna rozdziera szaty i nie chce nawet zobaczyć dziecka ani powiedzieć żonie dobrego słowa. – Wpatrując się przed siebie ciągnęła: – Życie na wsi jest godne litości. Ładne dziewczyny wydaje się za mąż za starców, którzy mają więcej niż inni ziemi i winnic. Mnie własna próżność doprowadziła do zguby. Z lubością przyglądałam się odbiciu swej twarzy w zwierciadle wody. Z głupoty szłam na pole z każdym, kto podarował mi kolorowe wstążki i korale, a do ucha szeptał kłamliwe obietnice. Moja historia jest tak krótka i prosta, że nie warto jej opowiadać, bo zakończenie zna się z góry. Gdybym mieszkała w innym kraju, to póki byłabym młoda, nie miałabym większych trosk niż dziewczyny do mnie podobne. Ale ja jestem wzgardzoną, przeklętą córką Izraela, brzemię grzechu tak mnie przygniata, że oddałabym wszystko, aby się z niego oczyścić. Bóg Izraela jest straszliwym Bogiem, a nieczysta kobieta jest przed Jego obliczem tyle warta co pies albo ścierwo.

– Mario z Beeret, nie możesz być bardziej grzeszna niż wiele innych, które na całym świecie muszą żyć tak jak ty – powiedziałem, aby ją pocieszyć.

– Nie rozumiesz – popatrzyła na mnie i lekko potrząsnęła głową.

– Cóż mi pomoże myślenie, że wiele popełnia większe grzechy ode mnie? Znam siebie, wiem, że wnętrze mego ciała to tylko robactwo i zgnilizna. Był ktoś, kto mógłby mi pomóc. Nie potępił nawet kobiety cudzołożnej, zlitował się nad nią i uratował przed ukamienowaniem. Błogosławił dzieci, również dziewczynki, i nie było w nim grzechu. Nie odważyłam zbliżyć się do niego, patrzyłam tylko z daleka. Wątpię zresztą, czy dopuszczono by mnie przed jego oblicze. On mocą swoją leczył chorych fizycznie. Na pewno i nade mną by się zmiłował, bo serce mam chore i wstydzę się siebie i swego życia.

– Myślę, że wiem, o kim mówisz – powiedziałem.

– Tak, tak – Maria z Beeret skinęła głową-lecz pobożni, uczeni i bezgrzeszni ukrzyżowali go. Potem wstał z martwych i ukazał się uczniom. Wiem o tym z pewnego źródła, choć to tak niewiarygodne. Mówiono mi, że ty również wiesz o tym, chociaż jesteś cudzoziemcem i odtrąconym. Dlatego przyszłam do ciebie. – Nagle wybuchnęła płaczem, rzuciła się przede mną na ziemię, ramionami obejmowała moje kolana i błagała: – Zaklinam cię, weź mnie ze sobą i idźmy razem do Galilei, aby go szukać! Kto tylko mógł, wyszedł dzisiaj z miasta. Kobiety także. On ukazał się późno wieczorem uczniom i obiecał prowadzić ich do Galilei. Tam mają go spotkać. Może i ja będę go mogła zobaczyć, jeśli zgodzisz się wziąć mnie ze sobą.