– Stosujesz się do moich wskazówek bardziej, niżbym się spodziewał. Brodę masz dłuższą niż ja, a frędzle przy płaszczu wskazują, że dopuszczany jesteś co najmniej do bramy prozelitów. Czy mogę spytać, czego sobie życzysz i czy jesteś zadowolony?
– Wiadomości mam więcej, niż mi potrzeba – wyznałem ostrożnie – a zadowolony jestem do tego stopnia, że dość mam Jeruzalem. Pod niebo wychwalano mi piękno Galilei i nowego miasta Heroda Antypasa, Tyberiady, na wybrzeżu jeziora Genezaret. Można tam podreperować zdrowie kąpielami w gorących źródłach, bywać w teatrze i cyrku i żyć na grecką modłę, nie wzbudzając zgorszenia.
Arystenos zrobił jakąś dziwną minę i unikał mego wzroku. Dlatego szybko dodałem:
– Zimą w Aleksandrii podupadłem zarówno fizycznie, jak psychicznie. Potrzebuję kąpieli, masażu i greckiego teatru, żeby mi głowa nie pękła od tego wszystkiego, czego się dowiedziałem i nauczyłem.
– Widać dostałeś się w sidła jakiegoś wygadanego poplecznika Heroda – zauważył z uśmiechem Arystenos. – Tetrarcha wydał wiele pieniędzy, chcąc uczynić swoje miasto jak najbardziej nowoczesnym i greckim zarazem w nadziei, że podróżni i rekonwalescenci będą tam licznie ściągać. Czy masz zamiar podróżować przez Samarię czy też świętą trasą pielgrzymów po wschodniej stronie Jordanu?
– Tego chciałbym się dowiedzieć od ciebie. Chciałbym również podjąć pieniądze i wziąć od ciebie list polecający do któregoś z twoich znajomych bankierów w Tyberiadzie. Żeby być zupełnie szczerym, znalazłem sympatyczną dziewczynę jako towarzyszkę podróży. Z Bajów wyniosłem przekonanie, że każdy jeszcze młody mężczyzna powinien przez rozsądek udawać się do wód z własnym zaopatrzeniem, inaczej łatwo może stracić głowę i sakiewkę.
– Jako bankier jestem tylko twoim sługą – uśmiech Arystenosa zmienił się w złośliwy grymas – i nie mam prawa ani potrzeby wtrącać się do twoich spraw. Ale czy się mylę, czy też dowiedziałeś się wystarczająco dużo o nauce ukrzyżowanego Jezusa Nazarejskiego?
Miałem początkowo zamiar po prostu skłamać. Dobierałem już odpowiednich słów, a on cały czas obserwował mnie chytrze. W końcu powiedziałem:
– Przyznaję, że słyszałem o nim dużo, i to ciekawych rzeczy. Być może w Galilei jeszcze czegoś się dowiem. Wiem, że w waszym świętym mieście po jego śmierci były jakieś objawienia. Tak, dużo myślałem o nim w tych dniach.
– Zaskoczyła mnie twoja nagła chęć wyjazdu do Galilei – powiedział Arystenos po chwili namysłu, w czasie którego nie spuszczał ze mnie wzroku. – Opowiadano mi, że wczoraj w ciągu dnia wielu ludzi wyruszyło na pielgrzymkę do Galilei. Podobno wśród prostego ludu rozeszła się pogłoska, że mają tam się zdarzyć jakieś cuda. Oczywiście wiem, że jako mąż wykształcony nie będziesz szedł śladami rybaków i cieśli, niemniej ta zbieżność mnie zaskoczyła. Bądźmy wobec siebie uczciwi. Ja mam powody wierzyć, że nasza rada ma dosyć Galilejczyków, którzy towarzyszyli temu człowiekowi, oraz dość pogłosek, które szerzyli zarówno oni, jak i ich kobiety. Przecież prosty naród gotów jest uwierzyć w najbardziej bzdurne historie! Pogłoski zwalczać jest bardzo trudno, a jeszcze trudniej oskarżać kogoś tylko na ich podstawie. Wtedy wszyscy mówiliby między sobą, że nie ma dymu bez ognia. Jeden ukrzyżowany wystarczy jako nauczka, prześladowanie uczniów byłoby tylko dolewaniem oliwy do ognia. Lepiej, żeby o nim zapomnieli. Dlatego moim zdaniem rada dała do zrozumienia Galilejczykom jakąś pośrednią drogą, że nie będzie ich prześladować, jeśli tylko strząsną z sandałów pył Jeruzalem. Niech sobie idą z powrotem do Galilei. Tam rządzi Herod Antypas, który postąpi z nimi, jak będzie uważał za celowe. Sądzę, że we własnym środowisku, gdzie wszyscy ich znają, ci ludzie są nieszkodliwi. Nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Wyjaśniam to wszystko, żebyś sobie nie wyobrażał czegoś, czego rozsądniej szy mężczyzna nawet w słowa nie obleka.
Mówił to, siedząc w wytwornym kantorze, zabezpieczonym grubymi ścianami, bramami i ryglami, a jego rozważne słowa były jak pył, którym chciał ugasić płomienie moich myśli.
– Jeśli są to sprawy tak błahe, jak powiadasz, to wiesz o nich nadspodziewanie dużo – stwierdziłem wyniośle. – Dlaczegóż i ja nie mam być uczciwy? Słyszałem, że on zmartwychwstał, objawił się swoim uczniom i obiecał iść przed nimi do Galilei.
Arystenos schwycił się za szatę na piersiach, jakby ją chciał rozerwać. Ale natychmiast się opanował, spróbował fałszywie uśmiechnąć i rzekł:
– Przeklęte niech będzie niedbalstwo, przez które przebiegli uczniowie wykradli jego ciało w czasie trzęsienia ziemi! Na tej podstawie mogli głosić nawet największe brednie. Oczywiście taką historyjkę mogą wmawiać swoim skrytym zwolennikom, aby uszlachetnić swoją ucieczkę z Jeruzalem. Jeszcze mógłbym cię zrozumieć, gdybyś był urzeczonym księgami Hebrajczykiem, skisłym w czekaniu na mesjasza. Ale przecież jesteś Rzymianinem i filozofem! Człowiek umarły nie może wstać z grobu! Coś takiego nigdy się nie wydarzyło i nie może się zdarzyć.
– Czemu więc tak się gorączkujesz i taki jesteś wstrząśnięty, ty, człowiek rozumny? – spytałem. – Pojmuję twoje przywiązanie do domu, pieniędzy i interesów; pojmuję, że pragniesz zachować wszystko w takim stanie, w jakim jest. Ja natomiast mogę swobodnie przychodzić i odchodzić, kiedy zechcę, a nawet myśleć o tym, o czym ty nie odważysz się pomyśleć. Jadę kąpać się w gorących źródłach Tyberiady i nie twój interes, jeśli równocześnie mam nadzieję dowiedzieć się, a może i samemu zobaczyć coś, co nigdy przedtem się nie wydarzyło.
Popatrzyłem na jego małą bródkę, wypielęgnowaną twarz i ręce oraz utrefione na wzór grecki kędziory włosów i ogarnął mnie wstręt do niego i jego całego świata. Wspomniałem siostry Łazarza, Marię Magdalenę i Marię z Beeret. One miały nadzieję – i przez to były mi bliższe niż ten przywiązany do swoich pieniędzy i przywilejów człowiek. On nie miał żadnej nadziei, dlatego tak kategorycznie negował możliwość nadziei dla innych.
Arystenos chyba wyczuł moje myśli, bo zaraz zmienił temat rozmowy. Otworzył ramiona i oświadczył:
– Wybacz mi, sam przecież wiesz najlepiej, co czynisz. W głębi serca jesteś poetą, stąd twoja skłonność do takiego myślenia, które ja, jako człowiek interesu, odrzucam. Na pewno nie staniesz się ofiarą naciągaczy i nie uwierzysz w ich bajeczki. Jaki więc rodzaj podróży ci odpowiada? Mogę dać do twojej dyspozycji doświadczonego przewodnika karawany, wielbłądy lub osły. I najelegantsze wyposażenia namiotowe, abyś uniezależnił się od domów zajezdnych. Unikniesz wówczas brudu i robactwa, no i podejrzanego towarzystwa. Najrozsądniej byłoby, gdybyś opłacił kilku syryjskich legionistów jako eskortę. Wtedy nie będziesz się bał niczego w nocy ani w dzień. Oczywiście to wszystko będzie kosztowało, ale stać cię na to.
Właśnie taką organizację miałem na myśli, dlatego zwróciłem się do niego. Rozumiałem również jego gorliwość – przecież dobrze zarobi na zorganizowaniu mi podróży. Ale jego zaufany człowiek będzie pilnował każdego mego kroku i każdego słowa, aby potem donieść mu o wszystkich moich poczynaniach. Arystenos z kolei, mając na względzie własne korzyści, będzie informował członków rady o wszystkim, co tylko zechcą wiedzieć. Dlatego znalazłem się w rozterce i nie umiałem natychmiast podjąć decyzji.
– Właściwie – powiedziałem – myślałem o wycieczce na własną rękę. W Jeruzalem nie uczęszczałem do gimnazjonu, nie uprawiałem też żadnych ćwiczeń fizycznych, więc chciałbym, aby trudy podróży rozruszały mi trochę ciało. Ale oczywiście muszę też myśleć o wygodzie niewiasty, która pojedzie ze mną.