Выбрать главу

– Maria Magdalena to dobra kobieta i mądrzejsza od ciebie! – przerwała jej krzykiem zdenerwowana Maria. – Ty szkaradna chłopko odziana w zgrzebny worek!

– Skoro jej bronisz, to już wiem, coś ty za jedna i czemu co wieczora tak gorliwie pchasz się w objęcia tego Rzymianina! – Zuzanna też się zdenerwowała. – To prawda, jestem brzydką wiejską babą, odzianą w zgrzebną płachtę, ale tymi rękami umiem prząść i tkać, piec chleb, gotować i sprzątać do czysta, pług też poprowadzę, żeby nie wyrzucać pieniędzy na najemników. W ogóle Jezus Nazarejski był za dobry jak na ten świat, był też nierozsądny i łatwowierny. Cuda robił i leczył chorych nie zważając, czy mają zasługi i czy są grzeszni. Wystarczyło dotknąć jego szaty, a dolegliwości mijały. Uważałam go za lekkomyślne dziecko dopuszczone do władzy w zepsutym świecie. Gdyby posłuchał mądrej rady, nigdy nie pojechałby na Paschę do Jeruzalem. Ale był uparty. Myślał, że również o sprawach tego świata wie wszystko. No i stało się to, co się stało.

Jeszcze teraz Zuzanna narzekała na Jezusa Nazarejskiego jak na nieposłusznego chłopca. Aż nagle, uprzytomniwszy sobie, co powiedziała, wybuchnęła płaczem.

– Nic mi po nim nie zostało, tylko to zgrzebne odzienie i modlitwa, której nas nauczył. Po jego śmierci rozpierzchliśmy się jak stado wróbli. Chora z przerażenia uciekłam, gdy zobaczyłam go ukrzyżowanego! Przez wiele dni nic nie mogłam przełknąć. Leżałam w pieczarze pod Świątynią i pragnęłam tylko, żeby nikt mnie nie poznał. W końcu spotkałam ubranego na biało Natana, który dla Nazarejczyka obciął włosy. Natan przekazał mi wiadomość, że Jezus powstał z martwych i wraca do Galilei.

Zakryła usta ręką i jęła wpatrywać się w Natana z obawą, że powiedziała za dużo. Lecz Natan rzekł:

– Gadanie babskie jest jak trzask suchej gałęzi w płomieniach. Wiedziałem, że niedalekie jest przyjście Królestwa, ale Jezusa nie znałem. Obciąłem włosy, kiedy usłyszałem, że zmartwychwstał, bo w takim razie jest mesjaszem, na którego czekamy.

– Ja go znałam – potwierdziła Zuzanna – i to najlepiej, skoro prałam jego szaty. Był człowiekiem, znał głód i pragnienie, nie raz zmęczony był swoimi uczniami i ludzkim uporem. Ale niewątpliwie powstał z martwych, jak zapowiedział, i wcale się temu nie dziwię. Przeciwnie, płaczę z radości z tego powodu i wierzę, że całe zło w dobro się obróci. Może Jezus założy w Galilei Królestwo, jeśli cierpliwie poczekamy i jeśli aniołowie będą o niego walczyć? W przeciwnym razie nic z tego nie będzie. Ale cokolwiek się stanie, ja i tak rano, w południe i wieczorem będę odmawiała jego modlitwę. Zapewniał, że to wystarczy.

Jej słowa wywarły na Marii ogromne wrażenie. Spytała z niedowierzaniem:

– Czy naprawdę prałaś jego szaty?

– A któż by inny utrzymał je w nieskazitelnej bieli? – odrzekła chełpliwym głosem. – Twoja Maria Magdalena chyba nigdy w życiu nie prała, a Salome miała dość roboty z odzieniem uczniów. Jan miał własną służącą, która nosiłaby nawet lektykę za Jezusem, gdyby się tylko nie wstydziła. Dobrze, że chociaż nauczyła się chodzić na własnych nogach.

– Właściwie – nie mogłem już opanować zdumienia – dlaczego poświęciłaś majątek i poszłaś za nim, chociaż nie akceptowałaś zachowania ani jego, ani uczniów, ani reszty otoczenia?

– Przecież on był jak nieszczęsne jagnię w gromadzie wilków!

– Zuzanna patrzyła na mnie równie zdumiona. – Któż by go nakarmił, kto by się o niego troszczył? Nawet jego matka myślała, że zeszedł z właściwej drogi. Mieszkańcy Nazaretu chcieli go zaprowadzić na skraj przepaści i strącić, ale się nie odważyli.

– Więc go kochałaś? – spytałem.

– A co ja tam wiem o miłości, stare babsko! – niknęła ze złością Zuzanna, niespokojnie się wiercąc. – Świat jest pełen leniwych łajdaków, chciwych kapłanów, bezlitosnych poborców podatkowych i innych oszustów. Wystarczy, by wiejska kobieta weszła do miasta, a natychmiast ostrzygą jej włosy! Chyba mi go było żal, bo był taki niewinny i nie miał pojęcia o podłości świata. – Zacisnęła złożone ręce i dodała niskim głosem, jakby ze wstydem: – Poza tym mówił o życiu wiecznym.

– Co przez to rozumiesz?

– Nie zastanawiałam się, co znaczą jego słowa – odparła niecierpliwie. – Po prostu wierzyłam.

– I nadal wierzysz?

– Nie wiem! – krzyknęła ze złością. – Kiedy na krzyżu z jego ciała spływała krew i pot męki, przestałam wierzyć i uciekłam, bo nie mogłam patrzeć na takie cierpienia. Rozchorowałam się z tego rozczarowania i myślałam, że na próżno straciłam majątek. A może nie… Najbardziej bolało mnie, że tak cierpiał, bo nie zasłużył na taką śmierć, chociaż źle mówił o uczonych w Piśmie i faryzeuszach. Zresztą nie mówił o nich gorzej niż każdy prosty wieśniak, który musi zniszczyć swoje zbiory owoców albo wyrzucić warzywa na śmietnik tylko dlatego, że nie dość dobrze zna przepisy Prawa. Ale teraz wszystko będzie znów dobrze i z pewnością znowu będę wierzyła, jeśli jeszcze raz go zobaczę i usłyszę jego głos.

Rozum nakazywał mi powątpiewać w szczerość jej udręki w tę upalną noc, gdy osły niespokojnie kręciły się przy żłobie, a lwy ryczały. Podejrzewałem, że celowo przedstawiła się jako osoba bardziej prostoduszna, niż była, że chytrze skryła przede mną to co najważniejsze. Bo przecież jeśli faktycznie towarzyszyła Jezusowi Nazarejskiemu, widziała dokonywane przez niego cuda, słuchała, jak nauczał naród, i słyszała tu i ówdzie o tym, jak nauczał apostołów, to z pewnością musiała mieć i takie wiadomości, które nie były przeznaczone dla wszystkich.

– Nie zapamiętałaś nic więcej z jego mądrości? – spytałem.

– Dzieci i kobiet nie uczy się mądrości – zauważyła Zuzanna, spoglądając na mnie nieprzychylnie. – Właśnie dlatego nie mogłam znieść Marii Magdaleny, która stale się do niego pchała i wyobrażała sobie, że wszystko rozumie, podczas gdy my, pozostałe kobiety, obsługiwałyśmy wszystkich. To nam wystarczyło, ba, było aż za wiele. Boże uchowaj, przecież ich nie było tylko dwunastu, ale czasami nawet siedemdziesięciu do obsłużenia i nakarmienia! Dla mnie mądrością był sam Jezus. Był dla mnie chlebem życia, jak sam powiedział. Nie wiem, co przez to rozumiał, ale wierzyłam, kiedy to powiedział.

Wzruszyłem ramionami nad jej beznadziejną prostotą i zaprzestałem dalszego wypytywania. Płomień glinianej lampki słabiutko dygotał, a Zuzanna z takim natężeniem coś rozważała, aż wyłamywała palce i kołysała się, w końcu zaczęła mnie przekonywać:

– Jego Ojciec w niebie jest też moim Ojcem. Tak mówił. Pozwolił również przyjść do siebie dzieciom i zapewnił, że jego Królestwo jest otwarte dla ludzi podobnych dzieciom. To zrozumiałam od razu. Skoro jestem dzieckiem, to nie muszę dociekać, jaki jest cel mego Ojca, bo on wie najlepiej, co jest dla mnie dobre. To jedyna tajemnica, jakiej dostąpiłam.

Nie zasnąłem w tę niespokojną noc. Stłumione ryki lwów jako żywo przywodziły mi na pamięć Rzym. Chwilami zdawało mi się, że znajduję się w Rzymie i za moment ocknę się na purpurowych poduszkach, oszołomiony zmysłowym zapachem olejku różanego. Ten sen był dręczącą zmorą. Potem zasnąłem i znów się obudziłem, a wówczas ogarnęło mnie ponure wrażenie bezsensowności moich poczynań. Leżę oto tutaj zarośnięty, nie uczesany, śmierdzący potem, w brudnej lepiance i w towarzystwie osłów i Żydów, a wyobrażam sobie, że w ten sposób osiągnę coś, czego niepodobna ogarnąć zmysłami! W Rzymie uczesałbym się, starannie udrapował togę, wszystko jak należy. Mógłbym sobie poczytać albo poszedłbym posłuchać interesującej rozprawy sądowej, albo jeszcze inaczej spędzałbym czas, oczekując kolejnego spotkania z Tulią. Tam, w Rzymie, moje obecne myśli wywołałyby tylko salwy śmiechu, i to zarówno w kręgach nowobogackich głupców, jak i u wykształconych mądrali, gdzie dobrą manierą jest w nic nie wierzyć. Ja sam śmiałbym się najgłośniej.