Выбрать главу

Prawdopodobnie nie była świadoma tego, co wygaduje, po prostu jak kapryśne dziecko musiała wyładować z siebie całą złość i zmęczenie trudami podróży. Nic jej nie odpowiedziałem. Obrażona została w tyle, skierowała swego osiołka do boku Zuzanny i słyszałem, jak najpierw się ze sobą okropnie kłóciły, a potem wspólnie psioczyły na Natana i na mnie.

Tego wieczora słońce zachodziło za górami przeraźliwie czerwono, na moment powietrze w dolinie zabarwiło się upiornie, a w dole Jordan poczerniał w głębokim korycie. Ten niecodzienny koloryt odrealnił całe otoczenie i rozproszył moje złe myśli. Przypomniałem sobie, jak pociemniał dzień, gdy król żydowski cierpiał na krzyżu, i jak ziemia zatrzęsła się w chwili jego śmierci. Przez swoje zmartwychwstanie dał świadectwo prawdzie o swoim Królestwie. A ja w sercu gardziłem towarzyszami podróży, uważałem się za lepszego od nich i nosiłem w duszy żal! Przez głupotę dziewczyny oddaliłem się od jego Królestwa!

Gdy więc na postoju umyliśmy się, podszedłem do Marii i powiedziałem:

– Wybaczam ci złe i nieprzemyślane słowa i zapomnę o nich.

– Ty mi chcesz wybaczyć?! – krzyknęła rozgniewana jeszcze bardziej, aż oczy pociemniały jej ze złości. – Najpierw głęboko mnie uraziłeś, a potem cały dzień odwracałeś się do mnie plecami. W głębi duszy byłam gotowa ci wybaczyć i rzec dobre słowo, bo Zuzanna powiedziała, że nie można niczego oczekiwać od mężczyzny. Ale nie ścierpię, byś ty mi wybaczył, zanim ja zdążyłam wybaczyć tobie.

Natan słyszał to wszystko, podniósł wzrok do nieba i w beznadziejnym geście rozłożył ręce. Jego uległość i mnie się udzieliła, więc nie zdenerwowałem się.

– Niech będzie, jak sobie życzysz, Mario z Beeret – powiedziałem. – Wybacz mi więc, a ja szczerze przyznaję, że nie mam ci nic do wybaczenia, chcę jedynie pogodzić się z tobą.

Maria wsparła się pięściami pod boki i wrzasnęła piskliwie do Zuzanny:

– Chodź, popatrz i sprawdź, czy ten człowiek to faktycznie mężczyzna czy może rzymski eunuch!

Zuzanna, która zbierała trzcinę i suchy nawóz na ognisko, zachichotała zasłaniając ręką usta, a ja nie mogłem już się opanować, bo krew uderzyła mi do głowy – uderzyłem Marię w twarz, aż plasnęło. Nie zdążyłem opuścić ręki, a już żałowałem swego czynu i gotów byłem nie wiem co zrobić, żeby go cofnąć. Maria zaczęła szlochać, głośno chwytała powietrze i masowała piekący policzek. Chciałem przepraszać, ale wstrzymał mnie Natan podniesieniem ręki. Po chwili Maria opuściła wzrok ku ziemi. Cichutko podeszła do mnie i pokornie powiedziała:

– Słusznie mnie uderzyłeś. Cały dzień specjalnie cię drażniłam. Twój gniew oznacza, że lubisz mnie trochę więcej niż osła, którego poklepywałeś po szyi. Teraz mnie pocałuj na dowód, że naprawdę wybaczasz moje złośliwe zachowanie.

Nieśmiało objęła mnie ramieniem, a ja pocałowałem ją raz i jeszcze raz, aby pokazać, że znowu wszystko jest między nami w porządku. Po tym gniewie przyjemnie było trzymać ją w objęciach i całować, więc ucałowałem ją jeszcze trzeci raz. Potem Maria odepchnęła mnie od siebie, nadal trzymając szyję, spojrzała badawczo i spytała:

– Czy tak samo całowałbyś Zuzannę, gdyby cię obraziła i potem prosiła o wybaczenie?

Spojrzałem na pomarszczoną, starczą twarz Zuzanny i porównałem w myśli jej suche usta z miękkimi wargami Marii. Dotarła do mnie świadomość pułapki, w jaką chytrze wpędziła mnie moja młoda przyjaciółka. Podszedłem do Zuzanny, przytrzymałem ją za łokieć i poprosiłem:

– Jeśli w jakikolwiek sposób cię obraziłem, pocałuj mnie na znak przebaczenia.

– Oj, biedny człeku, że też pozwalasz tak sobą igrać tej lekkomyślnej dziewczynie! Ale w głębi ducha Maria nie jest zła – rzekła z politowaniem. Zawstydzona wytarła wierzchem dłoni usta i pocałowała mnie, patrząc z ukosa na Marię, która speszyła się, ale zaraz zbeształa Zuzannę:

– Jakże to? Ty, córa Izraela, całujesz nie obrzezanego Rzymianina? Ja mogę, bo i tak jestem grzeszna, ale ty się strefiłaś.

– Nie znam wystarczająco Pisma – usprawiedliwała się Zuzanna

– ale i tak już jadłam z nim z tego samego naczynia. Wydaje mi się, że w głębi serca jest dzieckiem tego samego Ojca co ja, chociaż jest Rzymianinem.

Jej słowa bardzo mnie wzruszyły. Przestała też wydawać mi się wstrętną staruchą, chociaż jej oddech mocno czuć było czosnkiem, który gryzła całą drogę dla wzmocnienia.

– Zuzanno – rzekłem – skoro Jezus sam zgodził się, byś prała jego szaty, to zrobiłaś mi wielką łaskę, że zgodziłaś się mnie pocałować.

Po posiłku odprowadziłem Marię na bok i wprost spytałem:

– Chyba nie masz ochoty nakłaniać mnie do grzechu? Inaczej nie mogę zrozumieć twego zachowania. Przecież nie po to wziąłem cię ze sobą!

– Obchodziłeś się ze mną lepiej niż inni mężczyźni i nie rozumiem sama siebie, ale twoja obojętność mnie denerwuje – szepnęła mi do ucha. – Może poczułabym, że nie jestem ci obojętna…

– Ciało jest tylko ciałem – rzekłem gorzko. – Nie musisz długo mnie namawiać, żebym się skusił. Nie jestem związany ślubami wstrzemięźliwości ani nikomu nie przysięgałem wierności. Ale równie dobrze możemy wówczas tą samą drogą wrócić do Jeruzalem.

– Życie jest dziwne… Bardzo się boję Jezusa Nazarejskiego

– westchnęła Maria. – Wierzę też, że tylko on potrafi mnie rozgrzeszyć i przywrócić mi czystość. Zapewniano mnie, że nie był surowy dla grzeszników, jeśli wierząc żałowali za swe winy. Gdybym jednak zgrzeszyła z tobą, prawdopodobnie wcale bym tego nie żałowała. Przeciwnie, wydaje mi się, że zrobiłbyś dobry uczynek, gdybyś mnie wziął w ramiona. Widzisz więc, że jestem grzesznicą aż do szpiku kości, bo przecież żadna niewinna dziewczyna nigdy by tak nie pomyślała. No, ale nikt nie może ustrzec się grzechu. Maria Magdalena pocieszała mnie, że dla Jezusa mężczyzna, który patrzy na niewiastę z pożądaniem, już w swoim sercu cudzołoży. W ten sposób Nazarejczyk postawił żądania, których żaden człowiek nie jest w stanie spełnić.

– Mario z Beeret – prosiłem gorąco – czy nie mamy dość kłopotów cielesnych przez trudy podróży? Musimy jeszcze zadręczać się grzesznymi myślami? Nie wymyślaj dziś w nocy żadnego lwa, żeby się przysuwać do mnie. Obojgu nam będzie za gorąco.

– Nie będę ci przeszkadzać ani się narzucać, chyba że sam zapragniesz popełnić grzech ze mną.

– Niech i tak będzie – odburknąłem. – W sercu już zgrzeszyłem z tobą.

– Tak bardzo chciałabym być bez grzechu i niewinna – szepnęła, przyłożywszy moją rękę do gorącego policzka. Więcej mnie jednak nie prowokowała ani nie przysuwała swojej maty do mojej.

Z pewnością niewiele wiedziała o Królestwie, do którego szukała drogi, ale też nie można było od niej wiele wymagać. Zacząłem się zastanawiać, czego Natan chciał od Jezusa Nazarejskiego, skoro nawet obciął włosy, aby zyskać jego przychylność. A czy ja przypadkiem nie chcę czegoś, co w skali Królestwa jest tak samo dziecinne jak życzenie Marii?

Na drugi dzień zostawiliśmy kapryśne koryto Jordanu, odbiliśmy od szlaku wytyczonego dla karawan i weszli na zbocza górskie. Rozpostarło się przed nami Morze Galilejskie.

Wionął ku nam świeży wiatr, woda kipiała spienionymi falami, a dalej, bardzo daleko wznosił się ku niebu pokryty śniegiem grzbiet górski. Wędrując wzdłuż zachodniego wybrzeża dotarliśmy pod wieczór do gorących źródeł i z daleka zobaczyliśmy krużganki miasta Heroda Antypasa. Ostry zapach siarki rozchodził się dokoła, bo woda z gorących źródeł była doprowadzona do wielu basenów, wokół których książę wybudował wspaniałe kąpielisko. Na wybrzeżu wzniesiono greckie domy letniskowe i domki rybackie, a także pomieszczenia dla przyjezdnych Greków i Żydów.