– Rzeczywiście bardzo się zmieniłeś. – Klaudia Prokula dopiero teraz zwróciła uwagę na moje odzienie. – Nie wiem, czy mojemu mężowi spodobałbyś się w tych szatach. – Gawędząc swobodnie opowiadała o samopoczuciu i kłopotach Poncjusza Piłata i poleciła, by poczęstowano mnie lodowato zimnym winem, ciasteczkami i owocami. Później odesłała służbę i poprosiła: – Joanno, zobacz, czy nikt nas nie słucha. Nie znoszę, gdy mnie ktoś podsłuchuje.
Joanna spełniła polecenie bardzo umiejętnie: leniwie wyjrzała do przedpokoju, przespacerowała się na pozór niedbale po całym pomieszczeniu, skontrolowała zasłony i wychyliła się przez okno. Klaudia Prokula gestem poprosiła, aby zajął miejsce obok niej, wreszcie ściszonym głosem spytała:
– Czy pamiętasz jeszcze Jezusa Nazarejskiego, którego ukrzyżowano w Jeruzalem?
– Pamiętam, niepokoi moje myśli – potwierdziłem z wahaniem, patrząc na Joannę. – Chętnie dowiedziałbym się o nim czegoś więcej, ale jego uczniowie są podejrzliwymi ludźmi i nie akceptują obcych.
– Uczniowie wrócili do Galilei – rzekła Klaudia Prokula – i do swoich dawnych zajęć. Większość łowi ryby w jeziorze.
– Na wyjezdnym z Jeruzalem słyszałem pogłoski, jakoby opuścili miasto. Podobno wielu ludzi wyjechało za nimi. Czy tu ich nie prześladują?
– Nie, nie prześladują – rzekła szybko Joanna. – Mądrzy doradcy przekonali księcia Heroda, że nic nie zyska na prześladowaniu. Uzyskali nawet zapewnienie tolerancji. W gruncie rzeczy Herod się ich boi i wolałby nic o nich nie wiedzieć. Popełnił kiedyś błąd polityczny, ścinając Jana Chrzciciela. Teraz nie chce nawet słyszeć o żadnych prorokach.
– Chyba pamiętasz, że zrobiłam wszystko, aby mój mąż nie zaszkodził temu świętemu człowiekowi? – spytała Klaudia Prokula.
– Czemu się zadręczasz starymi historiami? – zagadnąłem przebiegle. – Przecież i przedtem zabijano niewinnych. Świat jest taki, jaki jest. Nie możemy go zmienić. Zapomnij o królu i zajmij się swoim zdrowiem, przecież po to tu przybyłaś.
– Nie rozumiesz, o co chodzi – rozgniewała się. – Świat nie jest wcale taki sam jak przedtem, bo Jezus Nazarejski powstał z grobu, chociaż wtedy w to nie uwierzyłeś. Objawił się swoim. Możesz wierzyć lub nie, ale on jest tutaj.
– Nie wiesz, co mówisz, dominai – wykrzyknęła Joanna, zamykając dłonią usta Klaudii.
Przyjrzałem się jej pilnie. Przypomniałem sobie, że Zuzanna wspominała to imię, i śmiało zagadnąłem:
– Joanno, czy to ty poszłaś za Jezusem, kiedy żył? Chyba nie zaprzeczysz?
– Nie zaprzeczam i nie chcę zaprzeczać – przyznała wpatrując się we mnie ze strachem. – Opuściłam dla niego dom i męża, poszłam za nim, ale z uwagi na pozycję męża musiałam wrócić. Skąd o tym wiesz? Przecież jesteś cudzoziemcem.
– Wierzę w jego zmartwychwstanie – zapewniłem, bo czułem się słaby i przygnębiony, nie chciałem już dłużej udawać. – Dlatego wierzę, że jest synem Boga. Ale nie wiem, co to znaczy. Nic podobnego wcześniej się nie wydarzyło. Chciałem szukać jego Królestwa, ale bliscy Jezusa nie uznali mnie i nie przyjęli do swego grona. Usłyszałem, że poszedł przed nimi do Galilei, więc przybyłem tu w nadziei, że go tutaj znajdę. Ale – ciągnąłem rozgoryczony – dostałem zakażenia krwi i nie mogłem go szukać, nie mogłem w ogóle się poruszać. To chyba był znak, że Jezus nie chce mnie uznać. Klaudio, przyznaj szczerze, że ty także przybyłaś do Galilei dla niego!
Obydwie kobiety były zdumione moim oświadczeniem, patrzyły wzajem na siebie i na mnie, aż jednym głosem spytały:
– Naprawdę wierzysz, ty, Rzymianin i filozof, że Jezus powstał z martwych i przybył do Galilei?!
– Wierzę, bo muszę wierzyć – powiedziałem wciąż rozgoryczony. Ogarnęła mnie nieprzezwyciężona ochota, by wyrzucić z siebie wszystko. Opowiedziałem im, jak gościłem w domu Łazarza i spotkałem Marię Magdalenę, jak apostołowie Tomasz i Jan odtrącili mnie, co wydarzyło się w domu Szymona Cyrenejczyka i jak Mateusz w towarzystwie Zacheusza przyszedł do mnie i surowo zabronił mi nawet wymieniać na głos imię Jezusa Nazarejskiego.
– Źle postąpił – stwierdziła Joanna. – Dobrze pamiętam, że pewnego dnia jakiś nie znający go człowiek jego imieniem uzdrowił chorego. Uczniowie zakazali mu tego, ale wówczas Jezus ich zganił, mówiąc, że ten człowiek przynajmniej nie mówił o nim nic złego. Nie rozumiem więc, dlaczego miałbyś nie wzywać jego imienia, skoro w niego wierzysz.
Powiedziałem jeszcze, że przywiozłem z Jeruzalem Zuzannę i spytałem Joannę, czy ją zna. Joanna z trudem skrywała pogardę:
– Znam tę głupawą zadziorę. To prosta wieśniaczka i nie zna Pisma. Ale Jezus i jej pozwolił iść za sobą.
– Naprawdę zmieniłeś się, Marku, od czasów rzymskich.
– Klaudia Prokula patrzyła na mnie ze zdumieniem, a zarazem podejrzliwie. – Przez tego Jezusa na pewno i o Tulii zapomniałeś. Nie myśl, że o niej nie wiem. Plotki z Rzymu dochodzą aż do Cezarei. Trudno mi pojąć, czego właściwie szukasz w Jezusie Nazarejskim?
– A czego ty szukasz? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
– Jestem kobietą i mam prawo marzyć – kapryśnie wzruszyła kościstymi ramionami. – Marzę, że gdybym go spotkała, wyleczyłby moją bezsenność i odjąłby wszystkie moje bóle. I szalenie chciałabym ujrzeć proroka, którego ukrzyżowano i który wstał z martwych.
– We mnie wygasła ciekawość i chęć marzeń – powiedziałem.
– Będę szukał tylko jego Królestwa, jak długo ono będzie na ziemi. Mówiono mi, że on ma słowa życia wiecznego… Ale co tam ja! Powiedzcie raczej, czy naprawdę przybył do Galilei i czy tutaj objawił się swoim?
– Nie wiem tego na pewno. – Joanna rozchmurzyła się i zaczęła opowiadać. – Swoim uczniom powierzył tajemnicę Królestwa, a do ludu i do kobiet mówił przypowieściami. Patrzyliśmy, a jednak nie widzieliśmy, słuchali, a jednak nie słyszeli. Uczniowie trzymają się razem i niczego już nie opowiadają kobietom. Dlatego zagniewana Maria odeszła od nich i wróciła do siebie, do Magdali. Wiem tylko, że siedmiu uczniów wypłynęło kilka dni temu rano na połów. Wrócili z pozrywanymi od obfitości ryb sieciami i coś im się musiało przydarzyć, bo aż pojaśnieli i śmiali się ze szczęścia. Ale nie chcieli zdradzić przyczyny.
– Dziwię się wielce, że ci rybacy rozgniewali Marię Magdalenę, która przecież dla nich poświęciła majątek. Należałoby też oczekiwać, że z wdzięczności powinni zatrzymać ciebie, Joanno, bo przecież jesteś znamienitą niewiastą. Mniemam, że twoją zasługą jest tolerancja tutejszych władz.
– To niewdzięczni ludzie – poskarżyła się Joanna, lecz zaraz spróbowała ich usprawiedliwić: – Chyba muszą strzec tajemnic, które im powierzono. Ale dlaczego Jezus wybrał właśnie tych ludzi?
– Jako małżonka prokuratora Judei – wyniosłym tonem ozwała się Klaudia Prokula – zajmuję wysoką pozycję. Ci rybacy muszą powiedzieć swemu panu, że chcę go spotkać. Przecież dla takich prostych ludzi jak Jezus jest oznaką największej przychylności, jeśli raczę się do nich zwrócić za czyimś pośrednictwem. Wiele może znaczyć dla nich wszystkich moja cicha życzliwość.
– Klaudio, sądzę, że niewiele rozumiesz z jego Królestwa – musiałem się wtrącić. – Jezus nie jest magiem ani szarlatanem. Spróbuj zrozumieć, że to syn Boga.
– Nie zapominaj – obraziła się Klaudia – że jestem krewną cesarza i wielokrotnie jadłam z nim przy jednym stole, gdy jeszcze był w Rzymie.
– Jestem tylko niewiastą, a Izrael nie przyznaje kobiecie duszy – Joanna rozłożyła porozumiewawczo ręce. – Jezus pozwolił, byśmy mu towarzyszyły, i w głębi serca przeczuwam coś z jego Królestwa. Uczniowie wciąż się spierają i kłócą między sobą, czy Jezus w ogóle zbuduje Królestwo dla Izraela i kiedy to zrobi. Ale Izrael go odtrącił i przez to przestał być narodem przez niego wybranym. To mówi mi mój kobiecy rozum.