Zaczynało już mnie męczyć to bezowocne gadanie. Klaudia Prokula wiele straciła w moich oczach. Niecierpliwie spytałem:
– Niech będzie, co chce, ale co mamy zrobić, aby go spotkać?
– Nie wiem – przyznała Joanna. – Możemy tylko czekać. A jeśli zapomniał o nas, kobietach? Przeraża mnie także myśl, że zachorowałeś i nawet nie możesz się poruszać, żeby go szukać.
– Jestem już prawie zdrowy. Łodzią albo w lektyce wszędzie mogę się dostać. Ale jestem przygnębiony i nie chcę niczego robić na siłę. Sądzę, że Jezus objawi się temu, kogo sam wybierze. Jeśli tak musi być, podporządkuję się, wierzę, że nie jestem godzien, aby mnie się objawił.
– Nie rozumiem twojej bierności – wtrąciła się ironicznie Klaudia Prokula. – Osobiście niecierpliwie oczekuję spotkania z nim, bo nie spodziewam się, żeby kąpiele wyleczyły mnie z bezsenności. Gdybym była mężczyzną, coś bym zrobiła. Jestem jednak kobietą i muszę pamiętać o swej pozycji.
– Mógłbyś popłynąć do Magdali i spotkać się z Marią – zaproponowała Joanna po chwili namysłu. – Ze względu na męża nie mogę złożyć jej wizyty, ma złą opinię. Z tego samego powodu nie możemy zaprosić jej tutaj, aby po kryjomu zobaczyła się z Klaudią Prokulą. Ale ty popłyń do niej i poproś o radę. Wytłumacz, że nie wstydzę się jej towarzystwa teraz, skoro nie wstydziłam się go w czasie wędrówek z Jezusem, ale w obecnej sytuacji muszę myśleć o pozycji mego męża na książęcym dworze. To skomplikowana sprawa, której ty jako mężczyzna raczej nie rozumiesz, ale ona na pewno dobrze pojmie.
– Spostrzegła, że się waham, więc roześmiała się ironicznie i dodała:
– Jesteś młodym, żądnym uciech Rzymianinem, bez obaw możesz złożyć jej wizytę. Nikt się nie będzie dziwił. Swego czasu miała w sobie siedem biesów. W całej Galilei jest z tego sławna, chociaż poprawiła swoje obyczaje.
Byłem coraz bardziej przekonany, że nie powinienem mieszać się w kłótnię między babami. Niemniej obiecałem to przemyśleć i rozmawialiśmy już o sprawach zupełnie prozaicznych. Klaudia Prokula pytała, czy będę chciał jej towarzyszyć na wyścigach, ponieważ czuje się znacznie lepiej. Herod Antypas jest dumny ze swego miasta i z wybudowanego przez siebie toru wyścigowego i teatru. Klaudia uważała, że przez grzeczność powinna pokazywać się na niektórych imprezach. Potem pozwoliła mi odejść, na pożegnanie zaś obiecaliśmy sobie, że niezwłocznie zawiadomimy się nawzajem, gdyby któreś z nas dowiedziało się czegoś o Jezusie Nazarejskim. Klaudia zapowiedziała rychłe zaproszenie mnie na ucztę.
Wracałem do swego zajazdu, gdy zobaczyłem siedzącego w cieniu krużganków kupca z Sydonu. Zatrzymałem się i kupiłem jedwabną, haftowaną złotymi nićmi chustę, którą niezwłocznie wysłałem jako podarunek dla Klaudii Prokuli.
Maria z Beeret niecierpliwie mnie oczekiwała. Prawdopodobnie widziała z daleka, jak dobijałem targu z sydońskim kupcem o kędzierzawej brodzie, i myślała, że kupiłem prezent dla niej. Skoro zaś niczego się nie doczekała, jęła głośno wyrzekać:
– Widzę, że jeśli tylko coś idzie po twojej myśli, dobrze się trzymasz na nogach! Ukrywasz mnie za zasłonami w zamkniętym pokoju, jakbyś się wstydził mojego towarzystwa. A przecież tutaj znają mnie tylko jako tę, która cię pielęgnowała, gdy byłeś blisko śmierci. Ja też chętnie przeszłabym się po tych przepięknych ogrodach, spotkała z ludźmi, porozmawiała z kobietami, posłuchała muzyki i popływała łódką pod baldachimem. Ale ty nie pomyślisz o mnie, masz w głowie tylko własne wygody…
Uświadomiłem sobie, z jakim zapałem wyruszaliśmy z Jeruzalem i jak wszystkie nasze nadzieje spełzły na niczym. Ogarnął mnie ponury nastrój. Zupełnie inaczej Klaudia Prokula mówiła o Jezusie Nazarejskim w dniu popełnienia na nim zbrodni w Jeruzalem, kiedy ziemia zadrżała. Jej towarzyszka, Joanna, też z pewnością była inna, gdy towarzyszyła Jezusowi w Galilei nie myśląc ani o domu, ani o wysokiej pozycji swego męża, kwestora Heroda Antypasa. W Tyberiadzie, wśród marmurowych krużganków i wspaniałych ogrodów, aromatów mirtu i siarki, w rytmie muzyki fletów, wszystko zdawało się wracać do starego świata. W tym luksusie i przepychu nie mogło być nic nadprzyrodzonego.
– Mario z Beeret, czy nie pamiętasz, po co ruszyliśmy w tę podróż?
– Pamiętam lepiej od ciebie. – Maria odrzuciła głowę do tyłu, patrząc na mnie pustymi oczyma w okrągłej twarzy. – I niecierpliwie oczekuję na wieści od Natana czy Zuzanny. Nic innego nie mogę uczynić. Dlaczego w tym czasie nie mogłabym cieszyć się tym wszystkim, co jest dla mnie nowe?
– To wszystko jest stare – powiedziałem. – Takie towarzystwo i takie otoczenie nudzi się szybciej niż każde inne. Wszystko to bym oddał, gdybym choć z daleka mógł zobaczyć zmartwychwstałego.
– Oczywiście, oczywiście-potakiwała Maria. – Ja również. Ale dlaczego nie mogę się cieszyć czekając? Jestem tylko biedną wiejską dziewczyną, która pierwszy raz w życiu w czasie wycieczki do miasta dostała się do sklepu z zabawkami. Nie pragnę tych zabawek otrzymać na własność, czy jednak nie mogę na nie popatrzeć i dotknąć?
– Doczekasz się – obiecywałem, a w myślach gorąco pragnąłem uwolnić się od niej. Nie rozumiałem jej i męczyła mnie jej kłótliwość.
– Jutro wynajmę łódź i popłyniemy do Magdali. Dowiedziałem się, że hodowczyni gołębi odeszła od uczniów Jezusa i wróciła do domu. Pojedziemy złożyć jej wyrazy szacunku.
– Maria Magdalena to zapalczywa kobieta. – Maria z Beeret wcale nie ucieszyła się z tej zapowiedzi, ale powiedziała potulnie: – Co prawda okazała mi wiele życzliwości, rozmawiała ze mną jak z człowiekiem i nauczyła mnie wierzyć, że Jezus Nazar ej ski jest królem, mimo to boję się jej.
– Czemu? Przecież to właśnie ona wysłała cię w nocy, żebyś mnie spotkała przy bramie starego muru, i powiedziała, co masz mówić.
– Bo może zażądać ode mnie tego, czego nie będę więcej chciała, odkąd mnie wziąłeś pod swoją opiekę – tłumaczyła Maria. – Ma bardzo silną wolę i skoro coś mi rozkaże, będę musiała to uczynić.
– Cóż takiego może ci kazać zrobić? – pytałem zdziwiony.
– Maria z Magdali ubiera się tylko na czarno. Może mi kazać ściągnąć te piękne szaty, które od ciebie dostałam, i włożyć pokutny worek. A także odejść od ciebie, skoro już mnie przywiozłeś do Galilei. Tego najwięcej się boję.
– Mario z Beeret! – krzyknąłem zapalczywie. – Czego ty właściwie chcesz i oczekujesz ode mnie?!
– Niczego nie pragnę ani sobie nie obiecuję! – krzyknęła równie porywczo i mocno potrząsnęła głową. – Nie wyobrażaj sobie za dużo! Chcę tylko przeżyć jeszcze jeden dzień w twoim towarzystwie! Jeszcze kilka dni temu wszystko było inaczej: trawiony gorączką rzucałeś się w pościeli, a ja zwilżałam twoje spieczone wargi. Błagałeś mnie, żebym kładła dłoń na twoim czole, i nawet zasypiając żądałeś, żeby całą noc trzymać cię za rękę. Nie myśl jednak, że sobie coś wyobrażam! To były dobre dni, najlepsze w mym życiu. Nie chciałabym, aby się nagle skończyły. Oczywiście, zrobimy, jak zechcesz, przecież nigdy nie będzie tak, jak ja bym chciała.
Doszedłem do wniosku, że najwyższy czas się z nią pożegnać. Im dłużej byliśmy razem, tym bardziej z dnia na dzień wiązała mnie ze sobą w rozmaity sposób, tym bardziej się od niej uzależniałem, jak człowiek, który bezmyślnie kupił niewolnika lub psa tym samym zaciągnął zobowiązanie wobec tego człowieka czy zwierzęcia.
Nazajutrz wynająłem łódź rybacką z dwoma wioślarzami i popłynęliśmy po jasnych falach Morza Galilejskiego w kierunku Magdali. Maria z Beeret starannie osłaniała twarz przed promieniami słońca, żeby zapobiec opaleniźnie. W Tyberiadzie nie tylko unikała światła dziennego, ukrywając się za zasłonami, ale jeszcze – podobnie jak inne kobiety z kąpieliska – pilnie nacierała twarz sokiem ogórkowym. O czymś takim nawet nie myślała, jadąc na grzbiecie osła z Jeruzalem!