– Rozmawiamy wśród przyjaciół. Lis jest mądrym zwierzęciem, a słyszałem, że księcia Heroda Antypasa pochlebnie nazywają lisem. A więc książę-lis chciałby, aby kobieta mająca najwyższą rangę we wschodnich prowincjach, Rzymianka i krewna cezara, publicznie się pokazała w towarzystwie jego żony na dowód, że akceptuje to małżeństwo, które już tyle krwi napsuło, a nawet doprowadziło do zamordowania pewnego proroka. Można sobie wyobrazić, jaką burzę życzliwości wzbudziłaby twoja osoba, gdyby fanatyczni Galilejczycy zademonstrowali w cyrku swoją miłość równocześnie do Rzymian i do księżnej. Sądzę, że w cyrku będą potrzebne ze dwie kohorty żołnierzy dla utrzymania porządku, a widzów przydałoby się sprawdzać przy wejściu, żebyś nie dostała czymś po głowie.
– Nie mam nic przeciwko księżnie Herodiadzie – zastrzegła się szybko Klaudia. – Jeśli jednak będę patronować wyścigom, a powstaną z tego powodu jakieś rozruchy, mój mąż nie będzie mógł nawet zdecydować, czy są to zamieszki skierowane przeciw Rzymianom, czy tylko przeciwko księżnej. Słyszałam, że naród nie chce jej pozdrawiać i gdy pokazuje się na ulicach, ludzie uciekają albo odwracają się plecami.
– Gdyby doszło do rozruchów – zabrał głos rzymski doradca Heroda – zawsze można stwierdzić, że są wymierzone przeciwko Rzymianom. Da to księciu możliwość wykazania się lojalnością wobec Rzymu i udzielenia narodowi nauczki. Także księżna byłaby zadowolona z takiego obrotu rzeczy.
– Ale mój mąż tego by nie pochwalał – odparła Klaudia Prokula.
– Poncjusz Piłat jest bardzo umiarkowany i stara się unikać niepotrzebnych zamieszek. Oczywiście byłaby to sprawa księcia, a nie prokuratora Judei, ale nie można przewidzieć, kto i jak tego rodzaju historie będzie relacjonować w Rzymie. Dziękuję ci, Marku, że mnie bronisz. Podjęłam już decyzję: przyjmę zaproszenie, ale jako osoba prywatna. Oznacza to, że zasiądę we własnej loży, chociaż oczywiście po wyścigach jestem gotowa powitać księżnę Herodiadę i zawrzeć z nią przyjaźń. Nie jestem uprzedzona, to mi nawet nie przystoi jako małżonce prokuratora Judei.
– Nie wiedziałem, że Galilejczycy organizują gonitwy konne
– powiedziałem, aby skierować rozmowę na bezpieczniejsze tory.
– Ci rybacy i oracze w ogóle się nie znają na koniach – rzekł pogardliwie lekarz. – Ale cyrk i teatr to najlepsze środki dla szerzenia cywilizacji i przezwyciężania uprzedzeń. Nie żyjemy w czasach ucieczki Żydów z Egiptu i wędrówki przez pustynię. W różnych krajach wyścigi rydwanów są bardzo popularne. Do Tyberiady przysłano na przykład zaprzęgi z Idumei, Cezarei i Damaszku, a książęce konie krwi arabskiej są nieokiełznane! Nic nie może przeszkodzić wyścigom!
– Wyścigi potrafią jednak szerzyć nienawiść plemienną – zauważył Chuza. – Arabowie są rozgoryczeni, jako że poprzednia żona księcia była Arabką i została odesłana do namiotów ojca.
– Dziwny kraj – powiedziałem ironicznie – w którym wyścigi konne powiększają spory między narodami. W Rzymie zwolennicy różnych barw cyrkowych okładają się czym się da, zarówno przed, jak i po wyścigach, ale na tym się kończy.
– Jeśli z powodu wyścigów będą jakieś guzy i potłuczone czaszki, to trzeba je uznać za przejaw cywilizacji – orzekł rzymski doradca księcia. – Znacznie gorsze są awantury na tle religijnym. Ale mamy nadzieję, że będziemy mogli znów kilka lat żyć w spokoju, skoro pozbyliśmy się króla, którego twój mąż, Klaudio, tak sprawnie kazał ukrzyżować w Jeruzalem.
– Masz na myśli Jezusa Nazarejskiego? – spytałem. – A czy wiesz, że on zmartwychwstał i wrócił do Galilei?
Powiedziałem to w tej samej lekkiej tonacji, jakiej użyłem wcześniej, aby myśleli, że żartuję. Mimo to nagle wszyscy sposępnieli, aż dopiero Chuza zauważył:
– Galilejczycy są narodem zabobonnym. Proszę bardzo, oto przykład: przecież z początku sam książę, gdy usłyszał o Jezusie, myślał, że zmartwychwstał ten ścięty prorok, co nosił odzienie z wielbłądziej sierści. Ale prawdę mówiąc nie sądziłem, że te nieprzyjemne pogłoski dotarły już do uszu przyjezdnych.
– Kiedy o tym usłyszałem, dużo rozmyślałem i rozpytywałem tych, którzy widzieli go umierającego – żywo gestykulując mówił upodobniony do Greka lekarz. – Nie połamano mu goleni, chociaż ciało trzeba było szybko zdjąć z krzyża. Powiadają również, że z jego boku ciekła krew, gdy dla potwierdzenia zgonu żołnierz przebił go włócznią. Sztuka medyczna stwierdza, że martwe ciało nie wydala krwi. Jest więc możliwe, że napojono go odurzającym winem i zapadł w podobny do śmierci sen. Bo niby dlaczego jego uczniowie wykradli ciało z grobu? Może ocucili go i rzeczywiście teraz gdzieś się tu kryje w jaskiniach? Był przecież zdolnym magiem.
– Człowiek ukrzyżowany przez Rzymian nie wraca do życia
– rzekł ostro rzymski doradca. – Ciężko obwiniasz Poncjusza Piłata. Licz się ze słowami!
– Akurat wtedy przybyłem do Jeruzalem i przypadkiem widziałem na własne oczy, jak umierał – wtrąciłem się do rozmowy.
– Dlatego ta sprawa mnie interesuje. Mogę zapewnić, że naprawdę umarł na krzyżu. Gdyby się tylko dusił do utraty przytomności, to i tak by zmarł w chwili przebicia serca. Podkreślam, że widziałem to na własne oczy.
– Laikowi trudno jest orzekać o zgonie – grecki lekarz uznał za stosowne odwołać się do własnej profesji. – Do tego potrzebny jest doświadczony lekarz. – I zaczął opowiadać o przypadku, który sam widział, aż Klaudia Prokula zatkała uszy ręką i pisnęła:
– Nie mów takich potwornych rzeczy, bo znowu będą mi się śniły koszmary!
– Czy Maria Magdalena, jak powiadają, rzeczywiście skończyła z wiadomą profesją? – zapytał zmieszany lekarz, chcąc zmienić temat rozmowy.
Po tych słowach zapadła martwa cisza. Zdziwiony lekarz rozejrzał się dookoła i zapytał:
– Czy powiedziałem coś złego? Czy o tym nie należało mówić? Ale dlaczego?! Galilea ma milion mieszkańców, a może i więcej, ale to mały kraj, gdzie wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Przecież swego czasu Maria Magdalena stanowiła swego rodzaju ciekawostkę, tak że wieczorami niesiono do niej z Tyberiady lektyki, które w świetle pochodni tworzyły kolejkę! Podobno byłeś u niej i zostawiłeś na wychowanie dziewczynę, którą przywiozłeś aż z Jeruzalem. Co w tym złego?!
– Ponieważ nie odpowiadałem, ciągnął beztrosko: – Wielu uważało ją za niewiastę niebezpieczną. Podobno swego czasu jakaś czarownica z Samarii wodziła ją za sobą, przy jej pomocy wzywając duchy. Rozsądny lekarz oczywiście uważa takie opowieści za bzdury.
– Moja żona ją zna – rzekł niechętnie Chuza – ale oczywiście już się z nią nie spotyka. Jezus Nazarejski uzdrowił ją, tak że Maria Magdalena nie ma już nic wspólnego z czarami, tylko rozdaje jałmużnę i żyje jak zwykła kobieta. W ogóle uważam, że ten Jezus uczynił więcej dobrego niż złego. Nie był żadnym buntownikiem ani bluźniercą, chociaż go za to skazano. Moja żona, Joanna, chodziła za nim jakiś czas, aby spełnić przyrzeczenie, jakie złożyła, gdy uzdrowił naszą krewną z gorączki, i nie słyszałem, żeby opowiadała o nim coś ztego.
– Zdenerwował się, walnął pięścią w dłoń i ciągnął: – Nic by mu się nie stało, gdyby nie poszedł do Jeruzalem. Wielokrotnie przychodzili tu faryzeusze, żeby spreparować oskarżenie przeciwko niemu, ale im się nie udawało. Moim zdaniem bezmyślnym marnotrawstwem jest wysyłanie z całego kraju dziesięcin podatkowych do Świątyni. O ile wiem, Jezus Nazar ej ski nauczał modlitwy do Boga w duchu i w prawdzie. Sanhedryn oczywiście doszedł do wniosku, że takie nauki zmniejszają dochody Świątyni. A przecież to szaleństwo, żeby ubogi wieśniak płacił jedną dziesięcinę Świątyni, drugą księciu, daninę i cło Rzymianom i jeszcze podatek drogowy, podatek solny i opłaty targowe. Jeszcze trochę, a chłopi stracą swoje ziemie i sady, bo już więcej nie są w stanie płacić. Tak już się stało w Judei, gdzie bogaci skupują coraz większe obszary ziemi i tworzą wielkie majątki. Konsekwencją jest zwiększanie się liczby włóczęgów, ogólny niepokój i niezadowolenie oraz nienawiść wszystkich do wszystkich. Zapewniam księcia Heroda, że nie musi się bać Jezusa.