Выбрать главу

– Ani ja, ani Natan nie oszukaliśmy cię i nic ci nie zginęło. Przeciwnie, Natan wozi na osiołkach piasek i glinę na budowę nowego budynku celnego w Kafarnaum, żeby nie tracić daremnie czasu, za który mu płacisz. Ze wszystkiego dokładnie się rozliczy. Osły pracują na twoją korzyść i zarabiają sporo, powiększając jeszcze twoje bogactwa. Ale naprawdę nie wiem, czy postępuję źle czy dobrze, zdradzając ci tajemnice. Z pewnością nie ośmieliłabym się przyjść do ciebie, gdybyś mnie wtedy nie pocałował w usta, chociaż jestem tylko staruchą i niewiele mam zębów. Wiele moich rówieśniczek z Galilei ma jeszcze wszystkie. Nie wiem, czemu tak to jest…

– Przestań mi pleść o swoich zębach – burknąłem – i powiedz natychmiast, czy coś słyszałaś o Jezusie Nazarejskim.

– Tak, tak… Och, łatwo ci mnie łajać!… Dowiedz się zatem, że Jezus Nazarejski już jakiś czas temu ukazał się wielu uczniom nad brzegiem jeziora, jadł razem z nimi, nauczał ich i mianował Szymona Piotra ich zwierzchnikiem. Chcę powiedzieć, że wskazał Piotra jako pasterza, który począwszy od zaraz powinien paść jego trzodę. Ale niech mnie biesy porwą, jeśli kiedykolwiek Piotr zgodzi się ciebie nakarmić albo prowadzić jako członka trzody, jeśli nie jesteś obrzezanym synem Izraela! Nie rozumiem, dlaczego wybrał do tego zadania właśnie Piotra, który zanim kur zdążył zapiać, wyparł się go w Jeruzalem. Choć rzeczywiście, z nich wszystkich Piotr jest największy i najmocniejszy, a poza tym entuzjastycznie doradza innym.

– Czy aby oni to wszystko ci powiedzieli? – spytałem podejrzliwie.

– Oj… – westchnęła Zuzanna, trzymając ręce między kolanami

– jakże nogi mnie bolą! Nie dałabym rady dotrzeć pieszo aż do Kafarnaum, gdybym nie przypłynęła łodzią poborcy podatków do Tyberiady, tego pogańskiego miasta. Jestem tylko prostą starą babą i nikt mi nic nie opowiada. Ale uszy mam dobre, a przecież trzeba komuś oczyścić i nasolić ryby, uprać odzienie i ugotować strawę. W ten sposób słyszę to i owo, może nawet więcej niż potrzeba, bo wszycy uważają mnie za tak mało rozgarniętą, że na pewno nic nie zrozumiem. Ze swojej słabości i tęsknoty za Jezusem nie mogę spać po nocach, więc chodzę modlić się nad brzeg morza. Jeśli wówczas zdarzy mi się usłyszeć coś takiego, co nie jest przeznaczone dla moich uszu, to nie ma w tym mojej winy, tylko raczej wola niebios, bo wbrew nim do tego by nie doszło. Wątpię, by uczniowie naprawdę byli tacy święci, za jakich się uważają! Aż skwierczą z pychy, że Jezus już wielokrotnie im się ukazywał i nauczał ich. A Piotr, Jakub i Jan są jego największymi pupilami, nawet ich twarze stały się promienne. Widać ich po ciemku bez lampy i latarni. Natan nie jest oszustem – ciągnęła jednym tchem Zuzanna. – Złożył też śluby, a ponieważ mężczyzna jest zawsze mężczyzną, więc bardziej wierzę jemu niż memu babskiemu rozumowi. Powiedział, że powinnam cię poinformować, skoro przywiozłeś mnie z Jeruzalem do Galilei, chociaż święci mnie odtrącili, a ty byłeś dla mnie jak miłosierny Samarytanin, którego za przykład dawał Jezus w swoim nauczaniu. A moim zdaniem Rzymianin nie jest gorszy od Samarytanina, bo Samarytanie gardzą Świątynią i czczą Boga na swojej górze, i po swojemu obchodzą Paschę, a Rzymianie przecież o niczym nie wiedzą, oczywiście oprócz ciebie.

W tej nieprawdopodobnej paplaninie Zuzanna wyładowała swój strach i zmartwienie. W końcu musiałem jej przerwać i spytałem:

– Więc Jezus Nazar ej ski jest Chrystusem, synem Boga i tym, który zmartwychwstał?

– On naprawdę zmartwychwstał i chodzi po Galilei, i ukazał się już wielu ludziom – zapewniła Zuzanna i wybuchnęła płaczem.

– Niechaj mi wybaczy, jeśli postępuję żle zdradzając ci to. Ale przecież ty mu źle nie życzysz.

– Ale dlaczego nie ukazał się ani Marii Magdalenie, ani Joannie czy tobie? – spytałem zdziwiony.

– Och, panie, przecież jesteśmy tylko niewiastami – odrzekła Zuzanna szczerze zaskoczona. -Dlaczego miałby się nam pokazywać?

– Zakryła usta ręką i głośno zachichotała, widać sprowokowana moim głupim pytaniem. Zaraz jednak znów spoważniała. – Synowie Zebedeusza z pewnością coś opowiadali swojej matce, Salome, bo to tak samolubna i żądna władzy niewiasta, że nie ośmieliliby się przed nią czegoś przemilczeć. Innym niewiastom, przynajmniej na razie, Salome nic nie przekazała. Wiem jednak na pewno przynajmniej tyle, że przez Galileę puszczono w obieg wiadomość do tych, którzy szli za Jezusem, a teraz pełni byli trwogi. Oni mu wierzyli i do nich uczniowie mieli zaufanie. To siedemdziesiąt osób, które kiedyś posłał, by głosiły jego imię, ale jest również dużo innych, cichych. Wieść przekazywano z ust do ust, z wioski do wioski: Pan zmartwychwstał, bądźcie gotowi. Czas się wypełnia. Jezus będzie przebywał na ziemi tylko czterdzieści dni. Ale nim stąd odejdzie, wezwie wszystkich swoich na górę, aby się z nimi pożegnać. Zresztą nie wiem, czy sam wezwie, czy też zorganizują to jego uczniowie.

– Na górę? Na którą górę?

– Nie wiem – Zuzanna potrząsnęła głową – ale sądzę, że ci którzy w niego wierzą i cisi, wiedzą. Jest wiele gór, na które wchodził, aby modlić się w samotności, zarówno w Kafarnaum, jak i po tamtej stronie jeziora, ale myślę, że ta góra jest w głębi Galilei i blisko szlaku pielgrzymiego, aby ci, którzy dostaną wiadomość, mogli zgromadzić się szybko i nie zwracając na siebie uwagi. Mówi się również o eliksirze nieśmiertelności, ale czy dał go swoim uczniom, czy też zamierza dać wszystkim swoim dopiero tam, na górze, tego nie wiem.

– Zuzanno – powiedziałem – nie wiem, jak mam ci dziękować za wierność! Niech nam Jezus pobłogosławi cię za ten dobry uczynek, za to, że nie opuściłaś mnie w ciemności. Pragnę iść za nim na tę górę, kiedy chwila nadejdzie, choćby mieli mnie zabić. Każ, aby Natan miał osiołki przygotowane do wyjazdu i żeby zarezerwował osiołka dla ciebie, jeśli tamci się o to nie zatroszczą.

– Tak, tak właśnie myślałam i błogosławię cię, Rzymianinie, że jesteś od naszych litościwszy! – ucieszyła się Zuzanna. – Dręczy mnie strach, że nagle odejdą, a ja zostanę z tą kulawą nogą i już nigdy nie ujrzę mego Pana. Obiecaj, że ty mnie nie zostawisz!

Naradzaliśmy się jeszcze, czy nie powinienem zbliżyć się w Kafarnaum do uczniów. Zuzanna podejrzewała jednak, że rozpoznają mnie, zanim czas nadejdzie, i będą się mnie obawiali. W każdym bądź razie przez Tyberiadę prowadzi główny szlak do centrum Galilei, a w ogóle odległości wzdłuż wybrzeża są stosunkowo niewielkie. Jej zdaniem najlepiej będzie spokojnie pozostać na miejscu i oczekiwać na Natana albo na nią. Przypuszczała, że na górze zbierze się tak wielu ludzi, przybywających z różnych stron, że jedni drugich nie będą znali. Dlatego we właściwym czasie będzie można dojść na górę na hasło cichych, choćby uczniowie pod osłoną nocy ulotnili się z Kafarnaum.

Rozstaliśmy się więc pełni nadziei. Zuzanna odeszła wybrzeżem nie posiliwszy się, chociaż chętnie bym ją ugościł. Obawiała się jednak bardzo, by ktoś nie odkrył naszego spotkania i nie opowiedział o nim uczniom Jezusa.

W taki oto sposób znów moje serce wypełniła nadzieja. Uciszyłem myśli, napełniłem się pokorą. I zniknął mój niepokój. W głębi serca powtarzałem modlitwę, której nauczyła mnie Zuzanna, i pragnę wierzyć, że nie istnieją żadne ziemskie zaszczyty, sukcesy, dowody uznania lub mądrości, których bym z radością nie oddał za Królestwo Jezusa Nazarejskiego, gdyby mi je otworzył. Badałem głębię swojej duszy i sądzę, że nie pożądam nieśmiertelności ani życia wiecznego. Pragnę tylko, aby Jezus pojrzał na mnie i uznał za swojego.