Po odejściu Zuzanny przez wiele dni zajmowałem się wyłącznie opisywaniem tego, co się wydarzyło.
LIST DZIESIĄTY
W głębi serca już dawno z Tobą, Tulio, skończyłem. Wiem, że żadne moje pisanie nie będzie w stanie Cię o tym przekonać. Gdybyś przeczytała to, co piszę, drwiłabyś ze mnie i sądziła, że Żydzi zamącili mi w głowie. A jednak moje serce nurtuje dziwne przekonanie, że gdybym raz mógł spojrzeć na Ciebie i zaczęłyby z Ciebie opadać jedna po drugiej poszczególne części garderoby, a ciało również stałoby się tylko zbędnym ubiorem, mógłbym wtedy zobaczyć Twoje myśli i przekonać Cię, byś uwierzyła w to, w co i ja wierzę.
Sądzę, że oznaczałoby to konieczność rezygnacji z wielu rzeczy, do których przywiązujesz wagę i które są Ci miłe. Lecz gdybyś mogła w taki sposób na siebie spojrzeć, wszystko inne straciłoby w Twoich oczach wartość. Czyli zrezygnowałabyś tylko z tego, co byłoby dla Ciebie zbędne, jak używane szaty. Takie moje myślenie z pewnością jest całkiem beznadziejne. W to, w co ja wierzę, można uwierzyć tylko wówczas, jeśli samemu się to przeżyło i widziało na własne oczy. Zresztą wielu spośród tych, którzy widzieli, nie uwierzyło.
Będę opowiadał następne wydarzenia.
W dzień wyścigów Klaudia Prokula wezwała mnie i oznajmiła, iż zabiera mnie do swojej loży, gdzie będę mógł za nią siedzieć. Podkreśliła, że to wielkie wyróżnienie. Ubrała się w jedwab i purpurę, co nie było chyba rozsądne, chociaż mogła powoływać się na bliskie pokrewieństwo z cesarzem. Włosy miała pięknie ułożone, a na czole drogocenny diadem. Dla mnie przygotowała rzymską togę i fryzjera, który czekał, żeby zgolić mi brodę i utrefić włosy.
– Najwyższy czas, żebyś skończył udawać Żyda i wystąpił przed barbarzyńcami jako Rzymianin – oznajmiła.
Na próżno tłumaczyłem, że w kąpielisku istnieje całkowita dowolność strojów, i przypomniałem, że rzymski doradca Heroda również zapuścił brodę i ubiera się na modłę wschodnią, aby dwór książęcy zbytnio nie zaznaczał swojej rzymskości. W końcu musiałem jej powiedzieć wprost:
– Nie gniewaj się, Klaudio, ale nie mam ochoty stąd się oddalać i jechać z tobą na wyścigi. Przeciwnie. Muszę być w każdej chwili gotów, bo mam podstawy wierzyć, że zwolennicy Jezusa Nazarejskiego wkrótce zbiorą się, żeby go spotkać. Mam nadzieję, iż otrzymam na czas wiadomość, abym mógł ruszyć w pewnym oddaleniu za uczniami i znaleźć się na tym spotkaniu.
– To dla mnie żadna nowina – rzekła opryskliwie Klaudia Prokula. – Joanna zna sprawę. Gdybym była młodsza i gdyby to się działo w Rzymie, znalazłabym aż nadto wielu mężczyzn, którzy umieliby trzymać język za zębami, a pod ich opieką i ja skusiłabym się na szukanie przygód i w białych szatach udałabym się w góry. Bo to na górze mają się zebrać, czyż nie?
– Dlaczego Joanna mi nic nie powiedziała? Czyżby mi nie ufała?
– pytałem zaskoczony.
– Sądzę, że nakazano jej milczenie – zauważyła beztrosko Klaudia. – Ale obiecała, że osobiście powie o mnie Nazarejczykowi. Już i przedtem Jezus uzdrawiał chorych na odległość, a może da Joannie dla mnie jakąś szatę, którą nosił? Ty więc, Marku, wcale nie będziesz tam potrzebny. Wracaj do swej rzymskiej postaci i bądź rozsądny. Wyścigi są największym wydarzeniem roku zarówno w całej Galilei, jak i w sąsiednich krajach.
– A więc przedkładasz wyścigi nad syna Bożego?! – krzyknąłem oskarży cielsko, nie wierząc własnym oczom i uszom.
– Wszystko w swoim czasie – oświadczyła. – Kąpiele dobrze mi zrobiły, więc nie jestem już tak zaślepiona jak ty. Wydaje mi się, mówiąc serio, że nie potrafisz ustalić hierarchii ważności.
– Klaudio Prokulo, twój mąż skazał go na ukrzyżowanie i tego nie zmieni już, choćby nie wiem ile razy umywał ręce. Czy ty się nie boisz?
– Ależ, Marku – rozłożyła ręce – ja przecież zrobiłam wszystko, aby go uratować! Z pewnością wie o tym, a przynajmniej powinien wiedzieć. Ponadto Joanna dokładnie mi wyjaśniła, że tak właśnie musiało się stać, aby spełniły się przepowiednie świętych Ksiąg żydowskich. Dlatego w istocie rzeczy Jezus powinien być wdzięczny Poncjuszowi Piłatowi, który pod naciskiem Żydów pomógł mu spełnić Pismo. Filozofia żydowska jest wprawdzie mglista i skomplikowana, ale z tym większą chęcią daję wiarę Joannie. Zresztą Joanna także będzie mi towarzyszyć na wyścigach, chociaż przez to mogłaby się spóźnić na spotkanie w górach. Rozumiesz teraz, jak ważnym wydarzeniem są te wyścigi.
Nie miałem już argumentów. Ale nie pozwoliłem fryzjerowi zgolić brody. Przyciął ją tylko umiejętnie, namaścił i powiedział, że właśnie taki zarost noszą herodianie.
Cyrk Heroda Antypasa nie jest budowlą monumentalną. Nie sądzę, aby na widowni zmieściło się bodaj trzydzieści tysięcy osób. W każdym razie był do ostatniego miejsca wypełniony ciekawską szumiącą gawiedzią. Moim zdaniem wśród widzów było więcej obcokrajowców niż rodzimych Galilejczyków.
Herod Antypas kazał wznieść dla Klaudii Prokuli lożę naprzeciwko swojej wysokiej loży, po drugiej stronie toru, i pokryć balustrady drogimi dywanami. Wszystko wskazywało na to, że chce utrzymywać dobre stosunki z Poncjuszem Piłatem, bo loża Klaudii była zaledwie o jeden stopień niższa od jego własnej. Skonstruowano też wiele innych lóż dla arabskich władców i innych goszczących w Tyberiadzie osobistści. Dworzanie księcia musieli otrzymać ścisłe instrukcje, bo gdy tylko Klaudia Prokula zjawiła się ze swoją świtą w loży, zewsząd rozległy się potężne wiwaty. Tłum chętnie podchwytywał okrzyki, gdyż w ten sposób wyładowywał emocje.
Zobaczyliśmy Herodiadę i jej młodą córkę, gdy wchodziły do loży. Szaty miały bez porównania wspanialsze niż Klaudia, o ile mogłem ocenić, siedząc z drugiej strony toru. Klaudia Prokula zaś westchnęła i rzekła, iż ta żądna władzy cudzołożnica bodaj przez grzeczność dla niej i dla Rzymu mogła była ubrać się nieco skromniej. Potężne wiwaty podnosiły się na jej cześć z różnych stron widowni, ale pospólstwo się do nich nie przyłączyło. Obcokrajowcy także milkli, zauważywszy, że wiwatujących się popycha, szturcha i wygwizduje. Herodiada musiała się tym zadowolić i usiąść. Na końcu przyszedł Herod Antypas, który wesoło rozkładał ręce, witając obecnych na wszystkie strony. A ludzie, jakby chcąc okazać swoje nastawienie do księżnej, pozdrawiali jej męża na stojąco, wrzawą, wściekłym wyciem i tupaniem.
Na arenie pokazali się gladiatorzy, którzy walczyli parami i grupowo, ale mieli tępą broń, tak że krew się nie polała. Zgodnie z prawem żydowskim Herod nie pozwalał na arenie walczyć skazanym na śmierć.
Potem były pokazy sztuki jeździeckiej, dopóki tłum nie zaczął tupać i domagać się wyścigu rydwanów.
Bezsprzecznie rydwany były wspaniałe i konie wyborne. Gdy kolejno wykonywały pokazowe okrążenia, organizatorzy zakładów chodzili z wielkimi tablicami między rzędami widzów i przyjmowali zakłady. Faworytem wydawał się czarny jak smoła rydwan Heroda Antypasa. Nie we wszystkich zaprzęgach konie miały jednakową maść, bo barbarzyńcy wybierali je ze stajen gospodarzy według własnego uznania. Kolory, na które stawiano zakłady, trzeba więc było określać według barw uprzęży i ubrań powożących. Słyszałem, że oprócz kolorów wykrzykiwano nazwy rydwanów idumejskiego i syryjskiego.
Ostatni wyjechał rydwan księcia arabskiego zaprzężony w śnieżnobiałe konie. Ale właśnie wtedy wozy, które wcześniej wyjechały na tor, zdążyły się splątać w jeden kłąb tuż przy wjeździe. Białe rumaki aż padły na kolana, gdy ich woźnica musiał nagle wstrzymać je z pełnego galopu. To był tak kiepski prognostyk, że wiele osób wybuchnęło głośnym śmiechem. Woźnica wpadł w furię i siekł konie biczem, co jeszcze bardziej je spłoszyło.