Выбрать главу

Ulice Tyberiady zapełniały tłumy ludzi różnych narodowości i podejrzewałem, że wieczorem będzie niespokojnie mimo oddelegowania oddziałów straży żydowskiej i legionów rzymskich dla utrzymania porządku. Bez trudu znalazłem maleńki grecki teatrzyk, na którym nie wisiało żadne ogłoszenie o spektaklu. Wejście było jednak otwarte i biedacy, którzy przyszli do miasta, a nie znaleźli dachu nad głową, koczowali tutaj na ławkach. Kilku rozpaliło nawet ognisko i szykowało sobie jedzenie; mogłem sobie wyobrazić, jak ten piękny nowy teatrzyk będzie nazajutrz wyglądał.

Wszedłem między scenę a widownię. Nikt nie bronił mi wstępu do podziemi, gdzie znajdują się rekwizyty, a niekiedy nocują aktorzy, jeśli nie znajdą chętnych, którzy by ich gościli u siebie. Wszędzie było głucho, pusto i w pewnym sensie upiornie, jak zwykle bywa pod sceną, kiedy wyjdą aktorzy – zupełnie jakby bohaterowie odegranych przedstawień wciąż byli obecni, a wypowiedziane przez nich słowa wisiały w powietrzu. Takie ciemne pomieszczenia w podziemiach teatru zawsze przybliżały mi pojęcie królestwa zmarłych, jakie przedstawiają poeci. Jakże kiedyś byłem zachwycony, gdy udało mi się po spektaklu wpaść pod scenę, aby wręczyć prezent aktorowi, który potrafił mnie poruszyć! Za każdym razem ogarniało mnie tam chłodne uczucie nierealności. Aktor po zdjęciu stroju staje się zupełnie inną istotą niż na scenie.

Kiedy tak krążyłem po królestwie podziemi, zrozumiałem, jak daleko odszedłem od mego poprzedniego życia i wszystkiego, co dawniej przynosiło mi radość i zadowolenie. Cała przeszłość była już tylko wspomnieniem, które dławiła myśl, że już nigdy więcej nie potrafiłbym o to zabiegać.

W ciemnym korytarzu ujrzałem nagle kuśtykającego brzuchatego Greka ze spuchniętymi od przepicia oczami; zdawało mi się, że widzę upiora. Wyciągnął do mnie laskę i klnąc zapytał, czego szukam i jak wszedłem pod scenę. Uspokoiwszy go spytałem, czy ktoś nocuje w podziemiu teatru. Rozgniewał się jeszcze bardziej i wrzasnął:

– Chyba nie myślisz o tych egipskich włóczęgach, krętaczach, którzy przyciągnęli za sobą nieszczęście wnosząc do teatru trupa?! Zniknęli w nocy i nic nie zapłacili. Och, jakże chciałbym ich złapać!

– Powiedziano mi, że znajdę tu dziewczynę, która straciła brata.

– Chyba nie jesteś jednym z nich? – staruch popatrzył na mnie podejrzliwie. – Co ty knujesz? Trzymam dziewczynę jako zakładniczkę, zabrałem jej odzienie i buty i nie wypuszczę, póki nie zapłaci długu.

– Przysłano mnie, żebym ją wykupił – wyjaśniłem i potrząsnąłem sakiewką. – Zaprowadź mnie do niej, a nie pożałujesz.

Z wahaniem i podejrzliwością stary powiódł mnie długim korytarzem i zdjął zasuwę z drzwi małej komórki. Gdy je otworzył, zobaczyłem skuloną we wnęce chudą nagą dziewczynę z twarzą okrytą potarganymi włosami, która tak skamieniała w swej żałobie, że nawet się nie poruszyła. W komórce nie było ani wody, ani jedzenia, ani żadnego okrycia.

– Czy jest chora? – spytałem.

– To złośliwa dziewucha, wytargała mnie za brodę, gdy próbowałem ją zmusić, żeby poszła tańczyć koło bram miasta – wyjaśnił stary.

– Przyjechało wielu gości, może by jej co rzucili, gdyby zatańczyła. Zrozum, muszę przecież zapłacić za pogrzeb jej brata! Nikt nie powinien się dowiedzieć, że podrzucili mi zwłoki do teatru. Ci perfidni Egipcjanie są mi winni dużo więcej.

– Posłano mnie, żebym ci przyniósł sto czterdzieści złotych monet – powiedziałem głośno, dotykając ramienia dziewczyny i rzucając jej sakiewkę. – Zapłać swoje długi, zabierz ubranie i rzeczy. Możesz iść, dokąd chcesz.

Dziewczyna ani drgnęła.

– Sto czterdzieści monet w złocie! – wrzasnął staruszek i prawą ręką zrobił gest odpychający złe moce. – Tego się bałem! Koniec z winem! Mam przywidzenia i źle słyszę.

Próbował złapać sakiewkę, ale na wszelki wypadek zabrałem ją z powrotem, skoro dziewczyna jej nie tknęła. Spytałem, ile jest winna. Stary zaczął zacierać ręce, w zamyśleniu wpatrywał się zapuchniętymi ślepiami w sufit, mruczał, liczył na palcach i w końcu chytrze powiedział:

– Nie jestem chciwy, chociaż ta uparta dziewczyna ściągnęła nieszczęście na moją głowę. Zaokrąglijmy dług do dziesięciu złotych monet. Zapłać, to zaraz przyniosę jej rzeczy, wino i strawę. Na pewno z głodu jest taka słaba, że ust nie może otworzyć. W tym stanie nie będziesz miał z niej wiele pociechy. Sto czterdzieści złotych monet to straszliwa cena za taką dziewuchę – ciągnął mnie za ramię, szepcząc wprost do ucha. – Chyba oszalałeś. Wystarczy, jeśli spłacisz jej długi. Weź ją, dokąd chcesz, i zrób z nią, co chcesz. Dodaj mi jeszcze jedną złotą monetę, to dostarczę ci potrzebne dokumenty. Będziesz mógł sądownie uznać ją za swoją niewolnicę i wypalić znak na jej tyłku, bo nie ma żadnego opiekuna.

– Daj temu upartemu staruchowi pięć złotych monet – syknęła dziewczyna nie unosząc głowy, ale odrzucając włosy z oczu. – Wielokrotnie spłacisz dług i mój, i reszty naszej trupy. A potem daj mu kopniaka!

Otworzyłem sakiewkę i odliczyłem staremu pięć złotych monet. Był tak zachwycony, że nawet się nie targował, tylko natychmiast pognał po ubranie dziewczyny. Wrzucił węzełek do komórki i pełen animuszu krzyknął, że idzie po jedzenie i wino. Znowu wetknąłem sakiewkę do rąk dziewczyny i odwróciłem się, aby wyjść. Ale ona zatrzymała mnie, pytając:

– Czego chcesz ode mnie? Nie dam ci radości nawet za sto czterdzieści sztuk złota. Tej nocy miałam się powiesić na własnych włosach.

– Niczego od ciebie nie chcę. Posłano mnie, żebym ci dał pieniądze.

– Takie rzeczy się nie zdarzają – rzekła sceptycznie i wreszcie podniosła głowę, by na mnie spojrzeć. Ku mojemu zdumieniu poznałem ją. To była Myrina, tancerka, którą poznałem na statku w drodze do Joppy. Nie od razu mnie rozpoznała z uwagi na brodę i żydowski ubiór.

– Myrina! Nie wiedziałem, że to ty. Co się stało? Co za nieszczęście cię spotkało, że chcesz się wieszać?

– Nie patrz na mnie! – Myrina zwinęła się w kłębuszek i wstydliwie okrywała włosami gołe ciało. – Odwróć się, żebym przynajmniej mogła się ubrać.

Otworzyła węzełek z rzeczami, znalazła grzebień, uczesała włosy i związała je wstążką, nałożyła krótką tunikę i ozdobne sandały. Nagle wy buchnęła gorzkim płaczem. Tuliła się do mnie całym ciałem, przycisnęła głowę do mojej piersi, zraszając mi łzami płaszcz. Głaskałem ją po ramionach, pocieszałem dobrymi słowami i wreszcie zapytałem:

– Czy dlatego płaczesz, że twój brat umarł?

– Już dawno go opłakałam – wy szlochała. – Teraz płaczę, że mam na świecie jeszcze kogoś życzliwego. Tej nocy chciałam się powiesić i nie miałam nawet jednego ropo, aby go włożyć do ust i zapłacić przewoźnikowi do krainy śmierci.

Tuląc się mocno do mnie, zaszlochała jeszcze rozpaczliwiej. Trudno było wydobyć z niej jakieś rozsądne słowa, ale w końcu uspokoiła się na tyle, że opowiedziała o złym fatum, jakie prześladowało cały czas ich trupę aktorską. Krążyli po Perei i dawali przedstawienia dla legionistów w miejscach wypoczynkowych, lecz padli ofiarami gorączki. Żeby przeżyć, w drodze powrotnej musieli występować w stodołach, a Żydzi obrzucali ich kamieniami. Przy okazji wyścigów w Tyberiadzie chcieli dać przedstawienie, ale wtedy jej brat utonął w czasie kąpieli. Wyłowili go, obracali na ziemi, wytrząsali zeń wodę, nie udało się go jednak przywrócić do życia. Po kryjomu przenieśli ciało do teatru i w końcu ten stary Grek dopomógł w potajemnym pochówku, aby nie trzeba było – zgodnie z religijnymi przepisami Żydów – oczyszczać całego budynku. Inni aktorzy uciekli, a Myrina została sama jako zakładniczka. Nie była w stanie tańczyć, bo przerazili ją Żydzi, którzy obrzucali ją kamieniami.