– Dopóki żył mój brat, broniliśmy jedno drugiego i nie czułam się samotna na świecie. Po jego śmierci, po pogrzebie zrozumiałam, że gdziekolwiek się udam, zły los będzie mnie prześladował, że jestem bezbronna i że nie chcę dłużej żyć. Nie mogę jeść ani pić, ciało mam odrętwiałe i nic już mnie nie interesuje na tym świecie, niczego nie chcę widzieć, słyszeć ani próbować. Wszystkiego już zakosztowałam, została mi tylko rozpacz po bracie. A ciebie nie rozumiem – ciągnęła.
– Te pieniądze to na pewno jakiś nowy podstęp i pokusa, żebym dalej męczyła się i czekała na nowe ciosy zdradzieckiego losu. Nie, nie, zabierz swoje pieniądze i skoro wrócił mi rozum, pozwól mi raczej umrzeć tu samotnie, żebym już nie doznawała rozczarowań na tym świecie, gdzie żyjemy bezbronni i wyzuci z nadziei.
Wrócił stary Grek, przyniósł chleb i kaszę w misce. Drżącą ręką nalał jej do kubka wina, zachęcając do picia.
– Przejdźcie do pokoju warty przy scenie – prosił. – Tam jest widniej i stoi łoże. Wygodnie wam pościelę.
– Każde miejsce jest równie dobre – odrzekłem. – Zostaw nas samych, musimy porozmawiać.
Usłużnie zawołał, że możemy tu być sami choćby do rana, a gdybyśmy chcieli jeszcze wina, to możemy od niego wziąć. Wyszedł z dzbanem wina pod pachą, Myrina zaś zabrała się do jedzenia, początkowo opornie, potem coraz łapczywiej, aż zjadła wszystko do ostatniego kęsa i nie zostawiła nawet okruszynki chleba.
– Co złego jest w moim tańcu? – zacząła wyrzekać po posiłku.
– Dlaczego rzucono na mnie klątwę i nie mogę już polegać na sobie, tylko się boję? Przecież widziałeś, jak tańczyłam na statku. Wcale nie kusiłam mężczyzn, tańczyłam dla zabawy i aby wzbudzić swoją sztuką radość widzów. Jeśli nawet tańczę nago, to dlatego, że w powiewnych sukniach potykam się i tracę równowagę. Niewiele jest zresztą do oglądania w moim chudym ciele, zostały tylko wyćwiczone mięśnie, nawet nie mogę skusić nikogo piersiami. Nie pojmuję, dlaczego Żydzi tak bezlitośnie obrzucali mnie kamieniami… – Pokazała siniaki na swoim ciele i nie zagojoną ranę na głowie pod włosami. – Na wsi chcieliśmy coś zjeść i w podzięce zabawić ludzi w najlepszym tego słowa znaczeniu, śpiewem, muzyką i tańcem. A oni omal na śmierć mnie nie ukamienowali! Dręczy mnie myśl, że zrobiłam coś niedozwolonego i na pewno już nigdy nie będę tańczyła tak jak dawniej.
– Sądzę, że wiem, skąd bierze się ich nienawiść – tłumaczyłem Myrinie. – Słyszałem, że księżna Herodiada pozwoliła swojej córce tańczyć rozpustnie przed Herodem Antypasem, aby skłoniła go do ścięcia pewnego proroka żydowskiego, który źle się wyrażał o księżnej. Dlatego na tym krańcu świata bogobojni Żydzi nienawidzą pogańskich tańców.
– Dawniej byłam dumna ze swej sztuki i kochałam wolne i urozmaicone życie aktorki – rzekła Myrina, spuszczając głowę.
– Ale spotykały nas niepowodzenia jedno po drugim, aż w końcu ogarnęło mnie zniechęcenie i bałam się każdego następnego dnia. Śmierć mego brata była ostatnią kroplą.
Gdy wreszcie Myrina wyżaliła się, wpadła w zdziwienie. Otworzyła sakiewkę, przesypywała w palcach złote monety i pytała, dlaczego właściwie chcę jej to dać i jakim cudem ją znalazłem. Opowiedziałem jej o samotnym rybaku i o wygranej na wyścigach, na koniec zaś powiedziałem:
– Sądzę, że ten człowiek przez jezioro usłyszał, że płaczesz tutaj pod sceną teatru. Ale jak to jest możliwe i skąd się dowiedział, że twój brat umarł, tego nie ośmielę się wyjaśnić. W każdym razie pieniądze należą do ciebie i możesz odejść lub zostać, jak zechcesz.
– Przypomnij sobie tego człowieka – poprosiła Myrina marszcząc w zamyśleniu czoło. – Czy wyglądał tak, jakby dużo wycierpiał i zupełnie opadł z sił? Czy miał tkliwą i poważną twarz, której nie można zapomnieć? Czy miał blizny na rękach i nogach?
– Mówisz o tym samym człowieku. A więc spotkałaś go?
– Kiedy uciekaliśmy od rozwścieczonych Żydów, nie mieliśmy do jedzenia nic poza kłosami, które zbieraliśmy z pola – opowiadała, wygrzebując szczegóły z pamięci. – Wreszcie znaleźliśmy studnię i przygnębieni postanowiliśmy na noc przy niej zostać. Wówczas nadszedł ten człowiek bardzo zmęczony i poprosił: „Dajcie i mnie się napić". Ale my wszyscy byliśmy wściekli na Żydów, mężczyźni więc odegnali go od studni, a mój brat szydził z niego, wołając: „Choćbyś był w żydowskim piekle, nie umoczyłbym czubka palca, aby cię orzeźwić, bo jesteś przeklętym Żydem". Ale mnie w końcu żal się go zrobiło. Zaczerpnęłam wody, dałam mu pić i umyłam jego poranione nogi, bo sam nie mógł. Nikt mi nie przeszkadzał. W gruncie rzeczy artyści są ludźmi wrażliwymi. Mój brat także tylko żarty sobie stroił, na pewno by go dopuścił do studni. W tamtej chwili byliśmy na Żydów bardzo rozgoryczeni. Kiedy już ugasił pragnienie i miał nogi umyte, popatrzył ciepło na mnie, pobłogosławił i powiedział: „To, co mnie uczyniłaś, uczyniłaś temu, który mnie posłał. Tylko za ten jeden uczynek wiele będzie ci wybaczone. Książęta i królowie będą ci zazdrościć, że napoiłaś mnie, kiedy byłem spragniony".
– Naprawdę ci tak powiedział, Myrino? – spytałem zdumiony.
– Właśnie tak! Jego słowa zostały mi w pamięci, chociaż ich nie zrozumiałam. Zapamiętałam je, ponieważ były takie dziwne. Kiedy odwróciłam się do kolegów, on zniknął. Dla zabicia głodu gryźliśmy korę drzew i na noc położyliśmy się koło studni. W jakiś czas później szła drogą staro winka i rozglądała się dookoła. Miała ze sobą w koszu chleb jęczmienny i baraninę. Poczęstowała nas, ale powiedzieliśmy, że nie mamy ani grosza, żeby jej zapłacić. Kobieta rzekła: „Bierzcie i jedzcie. Obiecano mi, że cokolwiek dam od siebie, wielokrotnie mi się to zwróci". Wzięliśmy więc i jedli wszyscy do syta. Mężczyźni domyślali się, że Żydów dręczyło sumienie z powodu złego potraktowania nas i dlatego próbują nas udobruchać. A staruszka zebrała okruchy do koszyka i poszła swoją drogą. Myślę, że to ten wycieńczony człowiek spotkał ją i kazał przynieść nam jedzenie, bo byłam dla niego życzliwa. Kimon właściwie jest, jeśli to rzeczywiście ten sam człowiek, którego spotkałeś po tamtej stronie jeziora?
– Nie wiem, sam tego nie rozumiem – odrzekłem po dłuższym zastanowieniu. – W każdym razie po królewsku odwdzięczył ci się za ten łyk wody, którym go ugościłaś. Nawet w najskrytszych myślach nie przyszło mi do głowy, że to ciebie, Myrino, miałem tu spotkać i właśnie tobie podarować wygrane pieniądze. Nie mogę tego zrozumieć inaczej niż jako znak i przypomnienie, że nie tylko z własnej woli wsiadłem na statek w Aleksandrii. Ale pokój tobie, Myrino. Zrób z pieniędzmi, co chcesz. Muszę iść, bo czekam na pewne wezwanie.
– Nigdzie nie pójdziesz. – Myrina zdecydowanie schwyciła moją rękę i zmusiła, bym znów usiadł na podłodze. – Tak łatwo cię nie wypuszczę. Ten, o kim mówiłeś, nie może być zwykłym człowiekiem. Człowiek nie zachowuje się i nie mówi tak jak on.
– Otrzymałaś od niego, co miałaś otrzymać, a jest to więcej, niż zasługujesz. Przestań mnie męczyć – odpowiedziałem niechętnie, bo nie miałem ochoty wyjawiać tajemnicy Królestwa obcej dziewczynie uprawiającej tak podejrzany zawód.
– Trzymaj więc swoje pieniądze i niech parzą twoje sumienie do śmierci! – krzyknęła ze złością, wciskając mi sakiewkę do ręki. – Tym nie uwolnisz się ode mnie, bo w moim cierpieniu pieniądze nie mają znaczenia. Już raczej wolę się powiesić. Opowiedz wszystko, co o nim wiesz, i zaprowadź mnie do niego.
– Jego czyny są czynami ponadludzkimi, nie pojmuję ich rozumem człowieka! – zawołałem, bo wyczułem kłopotliwość własnej sytuacji. – Czy w tym kraju brakuje żydowskich wdów i sierot, które czczą Boga i szukają Królestwa? Czemu ku memu utrapieniu wybrał właśnie grzeszną od dzieciństwa Egipcjankę?