Выбрать главу

Potem popatrzył wprost na mnie. To było takie spojrzenie, że byłem pewien: umrę, jeśli mnie dotknie. Poruszałem ustami i na pewno mówiłem, choć nie słyszałem swego głosu. Sądzę, że prosiłem:

– Panie, weź mnie do swego Królestwa.

– Nie każdy, który mi mówi: „Panie, Panie!" wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten kto słucha moich słów i spełnia wolę mego Ojca.

– Jakie są twoje słowa i jaka wola twego Ojca?

– To już wiesz. Cokolwiek czynisz jednemu z tych najmniejszych, mnie czynisz.

Chyba jeszcze raz ponowiłem pytanie o Królestwo, bo wybaczająco uśmiechnął się do mnie, jak do natarczywego dziecka, mówiąc:

– O królestwie niebieskim nie można powiedzieć, że jest tutaj czy tam, bo ono jest w tobie i we wszystkich, którzy mnie znają. – I dodał:

– Nie odtrącam nikogo, kto mnie wzywa. Gdzie dwóch albo trzech zbierze się pod moim wezwaniem, tam będę z nimi aż do końca. I nigdy nie będziesz samotny, gdyż ja będę z tobą, jeśli mnie wezwiesz.

Odwrócił wzrok ode mnie, zatrzymał się i spojrzał na Natana. Widziałem, jak usta Natana poruszały się, ale ani słowa nie słyszałem. Później spojrzał ciepło na Myrinę, lecz nawet ust nie otworzyła. Odwrócił się od nas i przeszedł do innej grupy.

Ślepiec i jego syn leżeli jak martwi na ziemi. Natan, zauważywszy moje przerażenie, potrząsnął głową i wyszeptał:

– Oni nie umarli. Tylko śpią. Nie dotykaj ich.

Widziałem jeszcze, jak jedenastu apostołów skupiło się wokół Jezusa. Zdawało mi się, że coś mówił do nich z miłością i podobnie oni mu odpowiadali. Jednakże łzy przesłoniły mi oczy mgłą do tego stopnia, że wyraźnie widziałem tylko jego w postaci jasnej mgły wśród tych jedenastu. Wreszcie przestałem płakać i otarłem łzy z oczu. Zobaczyłem, że już go nie ma, że odszedł – nie potrafię powiedzieć, jak i w którym momencie. Właściwie raczej to poczułem, ponieważ wraz z nim zniknęła jego moc. Jakbym obudził się ze snu, kichnąłem i znów mogłem poruszać kończynami jak przedtem.

Wróciło mi poczucie czasu. Widziałem po niebie, że to trzecia zmiana warty i zbliża się świt. Ludzie podnieśli się i rozglądali dookoła. Słyszałem nawoływania i zażarte dysputy, zupełnie jakby jeden przez drugiego każdy chciał opowiedzieć, co komu powiedział.

– Natanie, Natanie, rozmawiałem z nim i on mi odpowiedział!

– ja też wołałem zachwycony. – Bądź mi świadkiem, że nie zabronił mi wejścia do swego Królestwa.

– Nie mogę być twoim świadkiem – odparł zdziwiony Natan, potrząsając głową. – Widziałem wprawdzie, że ruszałeś ustami, ale chyba ci język skołowaciał, bo nie słyszałem ani słowa. Ja natomiast mówiłem do niego i mi odpowiadał.

– Nie śmiałam do niego przemówić – wołała w ekstazie Myrina, oburącz ściskając moje dłonie – ale on mnie poznał! Uśmiechnął się i powiedział, że nigdy w życiu nie będę łaknąć, bo napoiłam go, kiedy był spragniony.

– Zupełnie rozum wam odjęło! – rozzłościł się Natan, tracąc cierpliwość. – Nie mówił wcale do was! Z naszej trójki mówił tylko do mnie i wskazał mi drogę. Pouczał mnie, że nic z tego, co idzie do wnętrza człowieka, nie jest skalane, trefne jest to, co z niego wychodzi. W jego Królestwie jest dużo miejsca. Każdy otrzyma wedle swojej miary, jeden dostanie więcej, drugi mniej, ale każdy, kto gorąco prosi, będzie wysłuchany. A tym jedenastu mam wierzyć, bo sam wybrał ich na apostołów. Jego Królestwo jest podobne ziarnku gorczycy. Wschodzi powoli, ale wyrasta z niego drzewo, na którego gałęziach gnieżdżą się ptaki ze wszystkich stron świata. – Natan umilkł, wbił wzrok w przestrzeń, jakby nasłuchując, i zakończył apatycznie: – Wielu jeszcze innych rzeczy mnie nauczył, ale boję się, że zapomniałem. Gdy przyjdzie czas, to sobie przypomnę.

Byłem zdumiony, ale Królestwo wciąż we mnie trwało i duch mój był spokojny.

– Nie gniewaj się, Natanie – prosiłem. – Naprawdę zdawało mi się, że mówi także do mnie. Być może rozmawiał z każdym, kto tego oczekiwał. Gdybym to wiedział i mógł zanotować wszystko, o czym tej nocy rozmawiał ze swoimi, na pewno nie pomieściłbym tego w żadnej księdze. Może dlatego inni nie słyszeli, o czym z kim rozmawiał.

– W każdym razie widziałem, że patrzył na ciebie i nic złego ci się nie stało – udobruchany Natan położył mi rękę na ramieniu.

– Dlatego dotykam cię i nie jesteś dla mnie nieczysty.

Naradziliśmy się i obydwaj doszliśmy do wniosku, że najlepiej zejść z góry przed dniem, ażeby mnie nie rozpoznali. Ale ślepiec i jego syn wciąż spali na ziemi jak zabici, a my nie śmieliśmy ich rozbudzić. Nie mogliśmy też zostawić ich na los szczęścia. Dlatego usiedliśmy na ziemi, żeby zaczekać. Kiedy zaczęło świtać, w tłumie coraz bardziej narastało podniecenie i uczucie radości. Wiele osób intonowało pieśni pochwalne. Inni biegali zdyszani od grupy do grupy, by witać przyjaciół i zaświadczyć, iż na własne oczy widzieli zmartwychwstałego Jezusa. Z zaczerwienionymi z emocji twarzami wołali jedni do drugich:

– Pokój tobie. Czy i tobie też odpuszczono grzechy? Czy i tobie obiecał życie wieczne? Naprawdę my, którzyśmy widzieli go tutaj na górze, nigdy nie umrzemy.

Czułem twardy grunt pod nogami, napinałem mięśnie i ugryzłem się w rękę, aby poczuć swoje żywe ciało.

Gdy już rozwidniło się i ludzie rozpoznawali jedni drugich, w tłum ruszyła jedenastka apostołów, idąc pod dwóch lub po trzech. Widziałem, jak budzą i stawiają na nogi tych, których dotknął Zmartwychwstały i którzy omdleni padli na ziemię.

Trzech apostołów zbliżało się do nas. Jednego z nich poznałem

– to on zabierał tej nocy głos i mówił twardym głosem. Poznałem go po okrągłej głowie i szerokich barach, a przy jasnym świetle poranka stwierdziłem, że jego brodatą twarz cechuje zapalczywość i upór. Towarzyszył mu młody Jan. Miał twarz bladą od czuwania, lecz najczystszą i najjaśniejszą, jaką kiedykolwiek widziałem, aż miło było na niego spoglądać. Trzeciego nie znałem, ale z jego twarzy wyczytałem, że także jest jednym z jedenastu. Nie umiem tego wytłumaczyć inaczej jak tylko tak, że było w niej coś z twarzy Jezusa Nazarejskiego, chociaż była inna, o rysach rozmytych, jakby przysłonięta całunem.

I wtedy przypomniał mi się ów samotny rybak, z którym rozmawiałem w nocy nad brzegiem jeziora. Gdy przed godziną patrzyłem na zmartwychwstałego Jezusa Nazarejskiego, próbowałem w pamięci odtworzyć wygląd rybaka. I nadal nie jestem pewien, czy to był naprawdę Jezus! Wierzę jednak, że nad jeziorem widziałem jego i z nim rozmawiałem, chociaż go wtedy nie znałem. Ale dlaczego zechciał się mnie objawić, tego w żaden sposób nie pojmuję.

Im bliżej była ta trójka, tym większe poczucie winy mnie ogarniało, aż wreszcie spróbowałem odwrócić głowę i ukryć przed nimi twarz. Jeszcze nie zwracali na mnie uwagi. Pochylili się nad ślepcem, potrząsnęli nim, postawili na nogi i rozkazali:

– Obudź się, śpiochu!

– Widzę was – rzekł ślepiec, przecierając dłonią oczy. – Jest was trzech, ale was nie znam.

– Jesteśmy przez Jezusa Nazarejskiego, syna Bożego, wybrani na apostołów. Ja jestem Szymon, którego nazwał Piotrem. A kim ty jesteś, bo cię nie znamy?

– Ujrzałem w nocy wielką jasność – powiedział ślepiec, dotknął ręką czoła, rozejrzał się dookoła widzącymi oczami i ucieszył ogromnie. – Siła dotknęła moich oczu tak boleśnie, że straciłem przytomność. A teraz widzę na oboje oczu, choć byłem ślepy, gdy tu przyszedłem. – Zachwycony pochylił się nad chłopcem, potrząsał nim, aż go obudził, postawił na nogi i chwycił w ramiona, wołając: