– Czy to naprawdę jesteś ty i czy wracasz z góry? – spytała cierpkim tonem. – Ale bym się zawiodła, gdybym polegała tylko na tobie! I cóż to za dziewczynę masz ze sobą, skoro z takim trudem ledwie pozbyłeś się pierwszej?
Zarówno ona, jak i Maria z Beeret zmierzyły wzrokiem Myrinę; widocznie Maria Magdalena oczekiwała, że ją zabiorę na górę. Ale wcale na ten temat nie rozmawialiśmy, zresztą ona też żadnej informacji mi nie przysłała. Gdyby Natan nie był mi taki oddany, nigdy nie dostałbym się na górę. Podejmowanie na ten ïemat dyskusji uznałem za bezsensowne.
– Pozwól, że cię odprowadzę i będę chronił, bo jak widzę, nie masz męskiego towarzysza – zaproponowałem. – Nadchodzi wieczór. Poszukajmy zajazdu, zjedzmy razem, przenocujmy, a jutro bezpiecznie doprowadzę cię do domu.
– Dawniej miałam do dyspozycji lektykę, a i opiekunów nie brakowało – arogancko fuknęła Maria Magdalena, widocznie urażona moimi słowami. – Dzisiaj zobaczyłam Pana na górze i on jest moim opiekunem, więc nie musisz mnie zawstydzać, że nie mam męskiego towarzystwa.
Jeszcze bardziej zdziwiłem się, gdy Maria z Beeret nagle odwróciła się do mnie i rzekła:
– Ależ z ciebie lekkoduch i uwodziciel, skoro tak szybko się pocieszyłeś! Mogę ci tylko pogratulować, bo na mnie nie masz co liczyć. Otrzymałam rozgrzeszenie i znów jestem czysta jak dziewica. Nic mnie już z tobą nie może łączyć, bo jesteś Rzymianinem i gojem. Nie patrz więc na mnie tak lubieżnie i nie pozwalaj, aby ta kurnosa wlepiała we mnie swoje wstrętne gały.
Na szczęście Myrina niewiele zrozumiała z tej rozmowy, jednakże domyśliła się czegoś ze spojrzeń kobiet, więc schyliwszy się opuściła głowę. Zrobiło mi się przykro z jej powodu i spytałem:
– Co się wam stało? Dlaczego tak wrogo do mnie mówicie?
– Dzisiaj rano na górze spotkałam młodzieńca, którego oczy są czyste jak źródło, a policzki ma jak owoc granatu i zarost jeszcze nie stężał na jego podbródku – rzekła Maria z Beeret. – Patrzył na mnie z upodobaniem i obiecał niezwłocznie przysłać przyjaciela do domu Marii Magdaleny, aby umówić się, kiedy wspólnie rozbijemy puchar wina. On jest niecierpliwy w miłości, ja też chętnie się pospieszę, póki jestem czysta. Jego ojciec ma pole, winnicę, gaj oliwny, owce, a mnie nic więcej nie potrzeba do dobrego życia. Sprzyja naszym planom i szczerze wierzy w moją niewinność, ponieważ Jezus Nazarejski ubiegłej nocy uzdrowił mu wzrok i nie musi za mnie płacić wykupu.
– To wszystko prawda! – powiedziała Maria Magdalena. – Wystarczyło, że na chwilę spuściłam ją z oczu, a tamten już się oświadczył! I dobrze, bo inaczej musiałabym ją wydać za ciebie, a to byłby grzech. Niewiasty Izraela nie mogą poślubiać gojów, choć mężczyźnie to uchodzi. Trzeba też uznać za wielkie szczęście, że ojciec chłopca został uzdrowiony ze ślepoty i uradowany wierzył w oczyszczenie Marii ze wszystkich grzechów. Inni, choćby uwierzyli, mieliby opory ze względu na jej przeszłość.
Patrząc na podobną do białego kamienia twarz Marii Magdaleny zrozumiałem, że ona naprawdę miała nade mną władzę i mogła mnie zmusić do ożenku z Marią z Beeret, choćbym nie wiem jak tego nie chciał. Odetchnąłem z ulgą.
– Pozostaje mi tylko złożyć gratulacje i życzyć ci szczęścia, Mario. Miałem proroczy sen, którego nie rozumiem. We śnie szedłem przez pustynię z tą oto Greczynką i razem z nami była Maria z Beeret.
– Opowiedz dokładnie! – rozkazała Maria Magdalena, podnosząc bacznie głowę. – Czy jesteś pewien, że Maria z Beeret była z tobą?
Opowiedziałem sen szczerze i możliwie najdokładniej; w trakcie opowiadania czułem, że traci na ważkości i wydaje się jeszcze bardziej niejasny.
– Maria z Beeret była z nami. Siedziała na grzbiecie osiołka, jak ty teraz. Była gruba i spuchnięta, a w kącikach jej ust krył się grymas niezadowolenia, jednak po oczach ją poznałem.
– Nie masz prawa mieć takich snów o mnie! – krzyknęła rozzłoszczona Maria z Beeret. – Nie wierzę ci zresztą! Sam roztyjesz się i spuchniesz od swoich grzechów, zęby ci wypadną i do tego jeszcze wyłysiejesz.
– Niechaj ten sen okaże się senną marą! – rozłożyłem ręce, zaklinając się. – Ale czemu wykrzykujemy sobie wzajem złe słowa? Przecież wszyscy widzieliśmy na górze Zmartwychwstałego, a on nikogo z nas nie odtrącił, tej dziewczyny, Myriny, także nie!
Opowiedziałem, jak znalazłem Myrinę, o jej spotkaniu z Jezusem przy studni i o tym, że nie ubywało wina z jej czarki. Opowiedziałem jeszcze, jak rydwan na drodze potrącił młodzieńca i jak wraz ze ślepym ojcem zabraliśmy go na górę. Maria Magdalena wyrozumiale pokiwała głową i stwierdziła:
– Z pewnością wszystko to się wydarzyło, bo tak było przeznaczone. Wynika stąd, że Jezus kojarzy pogan z poganami, a córki Izraela z Izraelitami… Ale cienie się wydłużają i boję się dalej jechać, bo mam w sakiewce dużo pieniędzy. Nie dałam ich uczniom, skoro nie zgodzili się wziąć mnie ze sobą do Jeruzalem, Piotr zaś kazał mi wracać do domu. Tylko nie rozumiem, czego oni jeszcze szukają w Jeruzalem… Ruszajmy więc i szukajmy noclegu. Jeśli pomyślnie dojedziemy do domu, zostaniemy w dobrej komitywie.
Na drodze nie było już zbyt wielu ludzi. Myrina milczała i pochylona wpatrywała się w ziemię, dopiero gdy ruszyliśmy, spytała szeptem, kim są te kobiety. Odpowiedziałem, że Maria Magdalena towarzyszyła Jezusowi w wędrówkach i pierwsza weszła do pustego grobu. Myrina natychmiast poczuła szacunek dla niej, przyspieszyła kroku, żeby się zrównać z osiołkiem, i poprosiła potulnie:
– Opowiedz mi o Zmartwychwstałym, najszczęśliwsza z niewiast.
Jej pokora ujęła Marię, która zaczęła na nią przyjaźnie spoglądać i mówić po grecku. Na górze spotkała parę małżeńską z Kany, na której weselu Jezus uczynił pierwszy cud, przemieniając wodę w wino ku radości gości weselnych. Potem mówiła o narodzinach Jezusa, o aniele, który objawił się jego matce, a ta w cudowny sposób stała się brzemienną, o tym, że Józef, z którym była zaręczona, zamierzał uciec od Maryi, ale miał we śnie objawienie, by tego nie robił. Słuchałem tych opowiadań i doszedłem do wniosku, że lepiej rozumiem, dlaczego mężowie, których Jezus wybrał na apostołów, twierdzą, iż Maria Magdalena jest zbyt gadatliwa. Ale Myrina słuchała, wstrzymując oddech, a oczy jej błyszczały z ciekawości.
– Mity mówią – uznałem za konieczne wtrącić – że bogowie Grecji i Rzymu wplątywali się w życie córek ludzkich i te rodziły im dzieci. Według tych legend prarodzic Rzymu jest latoroślą Afrodyty. Obecnie mędrcy uznają te podania za przenośnie, alegorie. Podobnie studiujący w Aleksandrii Żydzi interpretują przekazy swoich świętych Ksiąg. Moim zdaniem Jezus Nazarejski jest synem Boga i nie potrzebuje żadnych baśniowych opowieści.
– My, kobiety, jesteśmy takie same, czy pochodzimy z Grecji, czy z Izraela. – Maria Magdalena zasmuciła się i położyła rękę na ramieniu Myriny. – Mężczyźni nigdy nas nie rozumieją. I przestań mówić, Rzymianinie, o bóstwach i idolach tego świata, które dają człowiekowi fałszywy obraz życia na ziemi. Odkąd Jezus przyszedł na świat jako Chrystus, straciły wszelką władzę nad człowiekiem, chyba że sam dobrowolnie wybrałby zło i poddał się jego władzy. A ja opowiadam to, co wiem i co jest najprawdziwszą prawdą. Maria, matka Jezusa, sama powiedziała to mnie i innym niewiastom, które szły za Jezusem. Nawet Herod, ten stary potwór, wiedział, że urodził się król Izraela, dlatego kazał wymordować w Betlejem wszystkie niemowlęta płci męskiej, bo chciał się w ten sposób go pozbyć. Żyje jeszcze mnóstwo świadków tej rzezi.