Выбрать главу

Jej słowa dały mi dużo do myślenia. Maria Magdalena mogła doznawać wielu widzeń i wierzyć w sny, ale matki Jezusa o to nie podejrzewałem. Pamiętam jej zmartwiałą twarz pod krzyżem; odniosłem wtedy wrażenie, że nie mówiła na próżno, że milczała, gdy inni mówili. Z jakiegoż więc powodu miałaby opowiadać coś, co nie jest prawdą? Za Jezusem wystarczająco przemawiały czynione przezeń cuda. Jeśli w nie wierzyłem, a nie mogłem wątpić od czasu spotkania Łazarza, to dlaczego miałbym wątpić w opowiadanie Marii Magdaleny? Dlaczego duch nie mógł zapłodnić kobiety, gdy Bóg miał przyjść na świat jako człowiek? W porównaniu z tym cudem wszystkie inne były mniej ważne.

Myrina nadal pytała o nauki Jezusa. Maria Magdalena popatrzyła na mnie z ukosa, lecz opowiadała:

– Wielokrotnie mówił o siewcy, który poszedł siać. Kilka ziaren upadło na skałę i nie miało na czym wzrastać. Kilka spadło między ciernie, a te rozrosły się i zdusiły rozwój ziaren. Ale kilka upadło na żyzną glebę i przyniosły stokrotny plon. Tak więc nie wszyscy nadają się do Królestwa, choćby słyszeli słowa Jezusa i w nie wierzyli. Ty, Rzymianinie, nie masz twardego serca, lecz za miękkie. Dlatego jesteś słaby. Gdy wrócisz do swoich, ciernie i osty wyrosną wokół ciebie i zamkną ci drogę do Królestwa.

Jej słowa zabolały. Popatrzyłem na czerwone wzgórza Galilei i ciemnozielone winnice pogrążające się w wydłużających się cieniach i rzekłem:

– Jakżebym mógł o tym wszystkim zapomnieć?! Jeszcze w dzień śmierci będę myślą powracał do widoków Galilei, do gór i do Jezusa, jakiego tu widziałem. I nigdy nie będę samotny, bo on będzie ze mną, jeśli go tylko zawołam. – Po chwili dodałem: – Kiepski ze mnie sługa. Mój król ma wyjechać w podróż do dalekiego kraju. Nie wiem, czy powierzył mi talenty, ale jeśli tak, to w myśl polecenia wybranych przez niego apostołów muszę zakopać je w ziemi. To mnie dręczy. Ale złożyłem pewien ślub, któremu chcę być wierny, chociaż ci go nie zdradzę, żebyś mnie nie wyśmiała.

Podobno kiedyś mam umrzeć, aby rozsławić jego imię, myślałem. Wydawało się to nieprawdopodobne, ale przecież tak powiedział mi samotny rybak w nocy nad brzegiem jeziora. Zawsze gdy myślałem o nagłej śmierci, byłem rad, że jestem obywatelem Rzymu i dlatego muszą mnie ściąć mieczem; kaźni na krzyżu bym nie zniósł. A tej przepowiedni nie uważam za złą, bo jej realizacja pozwoli mi okazać Jezusowi Nazarejskiemu, że całkowicie należę do niego.

Przed wieczorem zeszliśmy z głównego szlaku na oślą dróżkę, która według Marii Magdaleny prowadziła górami do Magdali. Maria wiedziała też, gdzie się mamy zatrzymać na nocleg. Doszliśmy tam już po zachodzie słońca, ale zanim jeszcze zupełnie się ściemniło. Chałupa była ponad miarę zapchana ludźmi, zapasy żywności także się kończyły. Dla Marii Magdaleny znalazło się jednak miejsce wewnątrz chaty. Kilku ludzi siedziało przy ognisku i szeptem rozmawiało z roziskrzonymi oczami. Z płaskiego dachu dochodziły szmery ożywionych rozmów. Najwidoczniej wszyscy ci goście przywędrowali tutaj ze spotkania na górze. Wszyscy też byli dla siebie serdeczni, kto miał jedzenie, dzielił się z innymi; Myrina i ja również maczaliśmy chleb we wspólnej misie.

Noc była chłodna i o niczym bardziej nie marzyłem, niż żeby usiąść razem z innymi przy ognisku i słuchać o objawieniu się Jezusa, o jego Królestwie, o darowaniu grzechów i o życiu wiecznym. Ale czułem się obco wśród Galilejczyków, którzy nie uznawali mnie za swojego brata, i nie chciałem na siłę pchać się do nich. Gospodarz wyprowadził osiołki na podwórko, uprzątnął zajmowaną dotąd przez nie przegrodę i wymościł ją słomą – tak więc oboje z Myriną nie musieliśmy spać pod gołym niebem.

W czasie gdy Galilejczycy w słabym świetle jedynej lampy szeptali między sobą, nauczyłem Myrinę modlitwy, którą mnie przekazała Zuzanna. Myrinie modlitwa spodobała się i podniosła ją na duchu. Uznała ją za znacznie lepszą od śledzenia faz księżyca, rozsypywania soli, wygłaszania niezrozumiałych zaklęć lub wróżenia z korzeni winorośli. Przy takich czynnościach nigdy nie jest człowiek pewien siebie, może niechcący popełnić błąd albo pomylić kolejność czynności i cała modlitwa traci swą moc.

Pierwszą osobą, którą zobaczyłem rano po przebudzeniu, była Maria z Beeret. Siedziała obok na słomie i wpatrywała się we mnie. Gdy zobaczyła, że otworzyłem oczy, zaczęła kręcić głową, wyłamywać palce i szeptać niskim głosem:

– Zrobiło mi się gorąco i nie mogłam spać. Chciałam na własne oczy zobaczyć, co robisz i jak trzymasz w objęciach tę obcą dziewczynę. Ja też wolałabym tutaj spać na słomie i przytulić głowę do twego ramienia, niż leżeć z Marią Magdaleną w śmierdzącym potem i pełnym pcheł ciasnym łóżku. Pamiętasz? Tak właśnie spaliśmy nad Jordanem, w drodze do Tyberiady. Wybacz mi wczorajsze złośliwe słowa. Byłam zaskoczona, gdy nieoczekiwanie zjawiłeś się na drodze razem z tą Greczynką, i nie wiedziałam, co myśleć. Nadal nie wiem, co to ma znaczyć. Przez całą noc miałam straszne wyrzuty sumienia, że tak nagle poczułam sympatię do tego młodzieńca i przystałam, aby przysłał do Magdali swojego przyjaciela. A może przyjaciel oblubieńca nigdy nie przyjdzie?

– W tym młodzieńcu nie ma obłudy – zapewniłem ją szybko.

– Jego przyjaciel z pewnością przybędzie i w swoim czasie zgodnie z obyczajem Galilei zaprowadzi cię do komnaty weselnej. Cała wioska pić będzie wino i wytupywać takt o podłogę, a grajkowie będą grali i śpiewali pieśni na waszą cześć.

– Udajesz tylko, że mnie nie rozumiesz – zawołała podniesionym głosem Maria z Beeret; nachmurzyła się i przestała wyłamywać palce. – Całą noc denerwowałam się myśląc o tym i prawie oka nie zmrużyłam. Z pewnością wyglądam źle, bo dwie noce nie spałam i oczy mam jak królik. Wiem, że wybaczono mi grzechy i że znowu jestem niewinna, jakbym nigdy nie znała mężczyzny. Ty mi wierzysz, bo wiesz o Chrystusie. Zresztą temu młodzieńcowi, żeby go nie zrazić, nie opowiadałam za wiele o przeszłości, tylko to, co było konieczne. Przeraża mnie jednak myśl, że jego rodzina i mieszkańcy wsi przyjdą rano sprawdzić prześcieradło. Nie znajdą śladów mojej niewinności, ze wstydem przepędzą mnie, obrzucą kamieniami i zabiorą pierścionek z palca. Wy, Rzymianie, nie jesteście tak skrupulatni w tej sprawie, ale moje plemię znam, a naród galilejski nie różni się od ludu z Beeret.

– Maria Magdalena jest doświadczoną kobietą i hoduje gołębie

– pocieszałem ją. – Zaufaj jej, nawet Rzymianie na wszelki wypadek, żeby narzeczona nie musiała się wstydzić, ofiarowują na weselu parkę gołębi dla Wenus.

– Przestań bredzić i wykręcać się! – Maria z Beeret jeszcze bardziej podniosła głos. – Spróbuj jeszcze twierdzić, że zabrałeś mnie ze sobą do Jeruzalem, żebym oczyściła się z grzechów i była ciebie godna. To prawda, że sprzeniewierzyłabym się swojemu narodowi, gdybym wyszła za Rzymianina, ale dla Jezusa gotowa jestem to uczynić, żeby uratować jednego z najmniejszych. – Spoglądając ironicznie na Myrinę ciągnęła: – Nie czuję żalu do tej dziewczyny. Nie jest tego warta. Nie będę też ciebie winiła, jeśli zechcesz ją zatrzymać jako nałożnicę, bo to nie jest wielkim grzechem i nawet faryzeusze nie są tu bez skazy. Lubię ją zresztą i wskażę jej właściwe miejsce, żeby cały czas była równie pokorna jak teraz.

Myrina już od dłuższego czasu nie spała i spod oka obserwowała nas, próbując zrozumieć, o czym mówi Maria z Beeret. Potem otworzyła szeroko oczy, usiadła i rzekła:

– Byłam bezpieczna i szczęśliwa kładąc się spać, ale blady poranek zmroził mnie chłodem. Chwila prawdy jest chyba w bieli poranku, a nie w cieple nocy. Wszystkiego nie zrozumiałam, ale czuję, że ta żydowska dziewczyna ma do ciebie o coś pretensje. Jeśli stanęłam jej na przeszkodzie albo stałam się balastem, jestem gotowa pójść swoją drogą. Mam przecież złote monety, które mi zapewniają bezpieczne życie. Więc o mnie się nie martw i nie uwzględniaj w rachubach, dogadując się z tą piękną Żydówką.