Выбрать главу

— Dziękuję pani — odpowiedział, chowając żeton kwaterunkowy i podnosząc swoje bagaże. — Jakoś już zaczynam się czuć jak w domu. Niech Bóg Byk po błogosławi panią i zachowa w opiece.

— I niech Wojownik zachowa pana, panie Rutherford — powiedziała, gdy wychodził z namiotu.

* * *

Nie skręcił w stronę koszar, jak je określił w myślach, ale w stronę domu na wzgórzu. Na drodze wiodącej w górę stała grupa strażników, jeśli można było wobec nich użyć tak poważnego terminu. Innym sposobem na opisanie stojących mężczyzn, zapewne o wiele trafniejszym, byłoby określenie ich jako bandy rekreacjonistycznych smarkaczy z podrdzewiałymi halabardami.

Jednak był uprzejmy i dowiedział się od nich, że Edmunda nie ma w domu i prawdopodobnie poszedł do miasta, do ratusza.

Ratusz stanowił kolejny z nowych budynków z kolejnym zestawem bezużytecznych strażników. Kiedy podszedł i poinformował, że chce rozmawiać z panem Talbotem obaj opierali się na swoich włóczniach.

— Jest zajęty — wyburczał strażnik po lewej. — Zbyt zajęty, żeby wciskał się do niego jakiś stary rekreacjonistą.

— Nie dziwi mnie, że jest zajęty — zimno odpowiedział Serż. — Jak brzmią wasze obowiązujące rozkazy na wypadek, gdyby ktoś oświadczył, że jest jego bliskim przyjacielem i ma do niego sprawę?

— Co? — zapytał strażnik po prawej.

— Dobrze — mruknął Rutherford z maksymalną cierpliwością, jaką mógł w sobie zebrać. — Jak brzmią jakiekolwiek wasze rozkazy?

— Powiedziano nam po prostu, żeby nie wpuszczać tam nikogo, kto nie ma jakiejś sprawy — odpowiedział niepewnie ten inteligentniejszy, po lewej. — Nie wiem nic na temat obowiązujących rozkazów.

— Dobrze, wezwijcie sierżanta straży — zażądał Serż, tracąc cierpliwość. — A kto to?

— KTO TO? — wrzasnął. — STÓJ NA BACZNOŚĆ, KIEDY SIĘ DO MNIE ZWRACASZ, TY PRYSZCZU NA TYŁKU PRAWDZIWEGO STRAŻNIKA! BO WEZMĘ TEN KIJ NA ŚWINIE I WSADZĘ CI GO DO TYŁKA W POPRZEK! SPÓJRZ NA TO! — krzyczał dalej, wyrywając włócznię z rąk zaskoczonego strażnika i poddając ją pobieżnej inspekcji. — CZY JA WIDZĘ NA TYM DRZEWCU PRÓCHNO? TEN ŚMIEĆ JEST NAWET GORSZY NIŻ TY. — Złamał na kolanie włócznię, która faktycznie była w kiepskim stanie i połówkę rzucił na ziemię, drugiej części używając jako wskaźnika do podkreślenia swoich słów. — WY DWAJ BEZ WĄTPIENIA STANOWICIE NAJGORSZY PRZYKŁAD STRAŻNIKÓW, JAKI KIEDYKOLWIEK MIAŁEM NIEPRZYJEMNOŚĆ WIDZIEĆ PRZEZ CAŁE SWOJE ŻYCIE, A W SWOIM CZASIE WIDZIAŁEM MNÓSTWO GÓWNIANYCH STRAŻNIKÓW!

* * *

Edmund podniósł głowę znad swoich papierów i z ulgą spojrzał na Myrona.

— Ach, o ile się nie mylę, to przybył Serż.

* * *

— Byłem zajęty innymi sprawami — powiedział Edmund, wzruszając ramionami. Strażnicy zostali odesłani, żeby wyczyścić broń i szczerze mówiąc, żeby mogli zebrać swoje zszarpane nerwy, a Talbot wprowadził Serża do biura, gdzie wyjaśniał mu niektóre realia. — Nie byłem w stanie wyszkolić oddziałów tak, jak należy. Nie tak, jak obaj wiemy, że powinno być. Znów siedzimy po uszy w łajnie, Miles.

— Ty jesteś królem — wyburczał Serż. — To nie twoja praca.

— Nie jestem królem — oświadczył Edmund. — I nie planuję nim zostać. Jeśli zostanę nominowany, nie będę się ubiegał, jeśli zostanę wybrany, odmówię przyjęcia. Monarchia to świetne miejsce na zabawę, ale nie chciałbyś budować na niej społeczeństwa. Zamierzam zrobić z tego miejsca konstytucyjną demokrację, choćbym miał zginąć.

— Podoficer kiwnął głową i podbródkiem wskazał na okno.

— Więc co chcesz, żebym robił?

— Wyszkolił ich.

— Kogo? Jak? Jaka technika?

— Myślałem o pikach.

— Legiony.

— Serż, już się o to spieraliśmy…

— Pikinierzy to nic więcej jak falanga bez zbroi. Legiony biją falangę. Zrobią to, jeśli będą miały jakąkolwiek kontrolę nad terenem. Na idealnie płaskim, równym gruncie falanga może pokonać legion. Ale w takiej sytuacji falangę można pokonać rydwanami. Legiony mogą sobie poradzić z oboma.

— Broń miotająca? — zapytał Edmund.

— Łuk. Albo kusza, sam wybierz. Lekkie włócznie dla legionistów, cóż innego. Znajdź kogoś innego do szkolenia cieniasów od łuków. I lepiej, żeby byli w stanie brać udział w manewrach, razem z nami oczywiście.

— Znajdę. I to będzie długi łuk. Są do niego dobrzy trenerzy, a jeśli nie ma ich w mieście, wykopię ich spod ziemi.

— Legioniści. Znów. Nie mogę się doczekać. — Jednak po chwili westchnął zmęczony.

— Co?

— Nie jestem pewien, czy to możliwe — przyznał podoficer. — Potrzeba… systemu wiary, którego nie mają ci faceci. Rzymianie, Marines Norau, Brytyjskie Czerwone Płaszcze, wszyscy pochodzili ze społeczeństw, które rozumiały koncepcję dyscypliny. Te młode dupki…

— Gaelowie tworzyli cholernie dobre Czerwone Płaszcze — zauważył Edmund. — To oni zbudowali Imperium Brytyjskie.

— Gaelowie byli bardziej zdyscyplinowani, niż wymagało ich szkolenie — zamarudził Serż. — I ufali Gaelom, którzy walczyli po ich stronie. Mogli pochodzić z innego klanu, ale wszyscy byli Gaelami. Nie da się nauczyć czegoś takiego. To się wchłania z mlekiem matki!

— Już o tym rozmawialiśmy — sucho dodał Edmund. — Rzecz w tym, że to trzeba zrobić.

— To wszystko musi być w sercu, szefie — po dłuższej pauzie powiedział Serż. — To wszystko w duszy. Musimy wymyślić coś, co da tym chłopcom instynktowne nastawienie, które pozwoli im wytrzymać, kiedy rozpęta się piekło. Do czasu Upadku nigdy nie musieli się przejmować niczym poza nanoprochami, kobietami i chodzeniem na imprezy. Będą potrzebować czegoś, co utrzyma ich w akcji, kiedy wokół nich wszyscy zaczną umierać. Żeby byli gotowi oddać życie, z radością, i tworząc najlepszą możliwą gwardię honorową, a nie, żeby odwrócili się i uciekli przed czymkolwiek. Owszem, to wiąże się z przywództwem, ale również z tradycją. Bycie wiernym swoim towarzyszom i wiernym swoim korzeniom. A my nie mamy tradycji. Przy odrobinie polerowania, zrobi się z nich na wierzchu przyzwoitych legionistów. Ale legiony walczyły za ludzi i senat Rzymu. I cokolwiek im pokażemy, musi mieć dokładnie ten sam przekaz jak powiedzenie, że walczą za Rzym. Potrzebują czegoś, czegoś… szczególnego. A to już nie jest moja działka.

— Myślę, że mam pewien pomysł — po chwili namysłu oświadczył Edmund. — Przynajmniej coś, co pomoże. Będziemy potrzebować dobrych oddziałów, Serż. Najlepszych. Lepszych niż kiedykolwiek. To będzie długa, ciężka wojna. Musimy zbudować Rzym w jeden dzień.

— Rzeczy trudne załatwiamy od ręki… — krzywiąc się, mruknął Serż.

— Niemożliwe wymagają odrobiny czasu. Daję ci sześć miesięcy.

— Tak jest. — Podoficer przesunął ramiona, jakby opadł na nie ciężar. — Po prostu to zrobimy, mój panie.

* * *

Sheida studiowała diagram przepływu energii, a świat zdawał się wirować wokół niej. W końcu wzięła sobie do serca radę Edmunda i zaczęła myśleć strategicznie, pozwalając swoim świadomym awatarom zająć się chwilowymi kryzysami rozwijającymi się wszędzie, i to prawie co chwila.

Jednak na tym polegał zasadniczy problem Koalicji Wolności: nie było dość energii. Każda ze stron, w związku z kontrolą nad elektrowniami, dysponowała mniej więcej taką samą ilością bazowej energii. Ale Sojusz Nowego Przeznaczenia skądś brał więcej.