Выбрать главу

Ponieważ nie była w stanie określić źródła tego „skądś”, przekreślając tym samym możliwość ataku na nie, Koalicja albo musiała znaleźć jakiś sposób na zdobycie większej ilości energii, albo ograniczyć zużycie mocy przez przeciwnika. Nie wyglądało na to, żeby istniała na to jakaś szansa bezpośrednio. Paul [dość wydajnie kierował przepływem energii ze swoich elektrowni, kierując ją głównie na zablokowanie zużycia przez Koalicję. Nadmiar zdawał się pochodzić znikąd i to właśnie tego używał do wszystkich swoich ataków i… zastosowań.

Pojawiły się nowe informacje, tym razem od uciekinierów, dotyczące zmian, jakich dokonywał Paul, i musiała przyznać, że jeśli na tym polegały jego plany wobec świata, to była to absolutnie sprawiedliwa wojna.

Zastanowiła się nad dokonywanymi „usprawnieniami” i nie po raz pierwszy — ale prawdopodobnie pierwszy raz w uporządkowany sposób-pomyślała o tym, jak ich dokonywano. Oczywistą odpowiedzią były „protokoły Przemiany”, ale to rodziło pytanie, co podlegało Przemianie.

Stanie się członkiem Rady oznaczało znacznie więcej niż tylko możliwość dzielenia swojej osobowości i przeżycie. Pierwszym wymaganiem było podstawowe zrozumienie Sieci i sklęła się za zapomnienie tej prostej, cały czas posiadanej informacji. Studiowała politykę Rady oraz zarządzenie informacją i energią tak długo, że zapomniała, iż wszystko to opiera się na serii programów i protokołów. Przemiany dokonywała Sieć, pod wpływem prostego polecenia „zmień to”, uruchamiając różne zasoby i kierując Przemianą. Wywołała program teoretycznej Przemiany, podobnej do tego, co robiła Celine, a potem rozłożyła proces na szczegółową listę podprogramów i wymagań. Szczerze mówiąc, wcale nie wymagało to tyle energii, ile sądziła, zwłaszcza jeśli część pobrało się z ciała Przemienianego człowieka. Program składał się z mieszanki różnych procedur, między innymi programu medycznego mającego redukować epileptyczne skutki uboczne nieudanej Przemiany. Nic takiego nie zdarzyło się od tysiąca lat, ale program wciąż istniał, głęboko zakopany.

Przez ponad pół godziny studiowała szczegóły procesu, po czym uśmiechnęła się i wysłała mentalną wiadomość do sprzymierzonych członków Rady i wzywając na spotkanie awatary.

— Myślę, że mam sposób, na wsadzenie kija w szprychy Paulowi — oznajmiła z widocznym na twarzy zadowoleniem.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Celine spojrzała z rozdrażnieniem, gdy Chansa wszedł do laboratorium bez pozwolenia.

— Prowadzę bardzo delikatne doświadczenie — powiedziała z irytacją, dłoń mi nadal kształtując formę przed sobą.

— Czy to nie mogło poczekać?

Chansa zerknął na humanoidalną postać na hologramie i skrzywił się, składała się prawie wyłącznie z futra i pazurów, z dziwnymi, luźnymi płatami skóry w różnych miejscach.

— Nie, nie mogło, jeśli faktycznie chcesz stworzyć takiego potworka. Wszystkie posterunki Przemiany zgłaszają, że Przemiany zawiodły.

— Co? — prawie krzyknęła, niedbałym gestem zatrzymując program projektowy. Obraz zamigotał i zgasł. — Coś takiego nie powinno się zdarzyć — wymamrotała, machając ręką w stronę miejsca, gdzie przed chwilą stał hologram. — Dżinnie, aktywacja programu projektowego.

— Nie mogę wykonać polecenia — odparł dżinn, pojawiając się z powietrza. — Program niedostępny.

— Co u dia…

— To właśnie dzieje się we wszystkich punktach Przemiany — powiedział Chansa, uśmiechając się na widok jej konsternacji.

— Dżinnie, diagnostyka, program projektowy — zażądała, a następnie zaczęła się przyglądać rozkładającemu się pakietowi. Cztery podprogramy pakietu wyświetlono w kolorze czerwonym, sygnalizując ich niedostępność. Gdy się przyglądała, kolejna zmieniła barwę. — Dżinnie, przełamać blokady.

— Wymagana autoryzacja.

— Jestem członkiem Rady! Stanowię całą potrzebną autoryzację!

— Przełamanie, Celine Reinshafen. Ustaw hasło. Minimum piętnaście znaków. Hasło wymagane dla każdej blokady. Autoryzacja dotyczy wyłącznie członków Rady, chyba, że dojdzie do przekazania uprawnień.

— Dżinnie, to głupie. Pełne przełamanie.

— Nie mogę wykonać. Zabezpieczenia wprowadzone wymaganą liczbą głosów członków Rady.

— Niech ich szlag! — krzyknęła Celine. — Ci…

— Co się dzieje? — zapytał Chansa.

* * *

Kiedy pojawili się członkowie zebrania, Paul wyglądał na wychudzonego i wyczerpanego, ale po raz pierwszy od wielu dni jego oczy żyły, wyzwanie zdawało się budzić go z jakichś ciemnych miejsc, po których podróżował jego umysł.

— A więc buntownicy blokują podprogramy — rzekł zdziwionym tonem. — My też możemy się w to bawić.

— Nie mogą ruszyć teleportacji i komunikacji — oznajmiła wściekłym głosem Celine. — Ale blokują wszystko inne. Ale nie mogą blokować grup, muszą przechodzić po jednej procedurze naraz. Ale uniemożliwiają mi badania!

— Możesz to przełamywać — zadudnił Demon.

— Tak, ale to uciążliwe. Muszę… na okrągło wyśpiewywać te cholerne hasła!

— Czy nie możemy skasować blokad? — zapytał Chansa.

— Mamy sześć Kluczy — odpowiedziała Celine. — Możemy je odwołać, jeśli dostaniemy do tego autoryzację ze wszystkich naszych Kluczy i na dodatek skłonimy Finna, żeby stanął po naszej stronie.

— Nie odpowiada mi przekazywanie autoryzacji — oświadczył Ragspurr. Celine rzuciła okiem na Paula, ale on tylko popatrzył na Ragspurra i skinął głową.

— -Kto miałby tę… niezwykłą autoryzację?

— Ktokolwiek wyłączałby blokady — wyjaśniła Celine. — Potrzeba do tego kogoś, jakiegoś człowieka. Nie awatara ani nanoformy.

— I ta osoba nie mogłaby być w żaden sposób kontrolowana — zauważył Demon. — Ja również nie czułbym się dobrze z taką władzą. Przy takiej autoryzacji, można by nie tylko usuwać blokady, ale i je zakładać.

— Cóż, nie mam ochoty poświęcić na to całego swojego czasu, ale jeśli będę musiała… — Celine rozejrzała się po pozostałych członkach Rady.

— Finn jak dotąd stał po stronie Koalicji — zauważył Paul. — Jego dzień się zbliża, ale na razie wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby nas teraz poparł.

— To ograniczenie używania Sieci — uparcie argumentowała Celine. — Z pewnością uzna to za niedopuszczalne!

— Potrzebowałabyś także mojej autoryzacji — zauważył Demon. — Przekazanej osobie trzeciej .Nie przekazałbym swoich uprawnień, a już z pewnością nie przez pośrednika.

— Poszaleliście? — krzyknęła Celine. — To ograniczy nas znacznie bardziej niż ich!

— Nie, to ograniczy ciebie — oświadczył Demon z tonem złośliwej satysfakcji w głosie. — Mnie nie ograniczy to w najmniejszym stopniu.

— Jeszcze chwila, a nie będziesz w stanie przywołać filiżanki krwi bez wykrzykiwania jakichś cholernych haseł! — warknęła Celine.

— W przeciwieństwie do niektórych, ja i tak ich używam — odpowiedział Demon. Z powodu noszonej przez niego czarnej zbroi nie sposób było odczytać wyrazu jego twarzy, ale gdyby sądzić po jego tonie, uznał jej sugestię za zabawną.