– Naprawdę?! – zdumiała się. – Możliwe, że kiedyś ojciec opowiadał mi o nim, ale zapomniałam.
– Po powstaniu przeciw Habsburgom stanął na czele państwa. Wskutek zdrady zginął jeden z jego najlepszych generałów, a on sam musiał uciekać do Turcji. Tam zmarł w 1735 roku.
– Jakie to smutne! – wzruszyła się. – Wolałabym, aby ta historia nie zakończyła się tak tragicznie.
– Węgrzy nigdy o nim nie zapomną – dodał Miklos. – Jego odwagę i mądrość potwierdza wiele faktów, jest wysoko ceniony przez historyków, którzy uważają nawet, że byłby wspaniałym królem.
Spojrzała na niego przez stół, wzdychając lekko. – Mówisz o nim z takim przejęciem, jakby dla ciebie wiele znaczył.
– Wszystko, co wiąże się z moją ojczyzną, ma dla mnie znaczenie – powiedział szczerze.
Jedli i pili, ale Gizela nie przestawała myśleć o Miklosu i o tym, co za chwilę miał jej wyznać.
W gospodzie nie było orkiestry. Ktoś jednak grał cicho na fortepianie. Nastrojowa, romantyczna melodia zdawała się najpierw wtapiać w szmer liści na gałęziach poruszanych lekkim tchnieniem wiatru, aby potem wznieść się wysoko i stać częścią nieba i czaru otaczającej ich nocy.
– Wydajesz mi się coraz piękniejsza za każdym razem, kiedy cię widzę, i wiem, że nigdy już nie zwrócę uwagi na inną kobietę, tylko ciebie mając przed oczami.
Mówił z takim smutkiem w głosie, że serce w niej zamierało. I chociaż był wciąż przy niej, miała wrażenie, jakby z każdą chwilą odchodził coraz dalej i dalej… W końcu zniknie i zostanie zupełnie sama.
Nagle postanowiła dowiedzieć się prawdy. Odsuwając od siebie filiżankę z kawą powiedziała:
Mówiłeś, że… mnie kochasz… i wiesz, że ja… kocham ciebie… i nie potrafię już pokochać innego mężczyzny.
Mówiła cicho, patrząc na niego bezradnie, zażenowana.
Wyciągnął do niej ręce.
– Posłuchaj, kochanie, nie wolno ci tak mówić ani nawet tak myśleć. Musisz o mnie zapomnieć. Jesteś przecież mądra i inteligentna. Nie mam wątpliwości, że tak właśnie postąpisz.
Potrząsnęła głową.
– To, co do ciebie czuję, nie ma nic wspólnego z rozumem. Poza tym… podziwiam i uwielbiam słuchać… jak mówisz… jak opowiadasz mi różne historie.
Po chwili dodała:
– Moja miłość płynie z głębi serca… i duszy. Należy do ciebie i nigdy nie obdarzę nią kogo innego.
Zobaczyła w jego oczach ból.
– Przysięgam ci, Gizelo, nie chciałem, aby tak się stało.
– Ale tak jest! odrzekła z prostotą. – I nie potrafimy sprawić, aby było inaczej.
Gwałtownie puścił jej ręce.
– Nie chciałbym cię zranić tym, co mam ci powiedzieć. – Przerwał, obrócił głowę ku miastu w oddali. Nazywam się Miklos Esterhazy…
– Powiedziałeś, że Miklos Toldi!
– Wiem, lecz gdybyś lepiej znała literaturę węgierską, wiedziałabyś, moja słodka, że Miklos Toldi był bohaterem romansu napisanego w 1574 roku.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy…? – zaczęła i nagle przypomniała sobie: – Esterhazy! Tak, słyszałam od papy. To bardzo zacny ród!
– Bardzo! – powiedział ze słabym uśmiechem. – Być może najbardziej na Węgrzech. Przynajmniej lubię tak myśleć.
– I ty należysz do niego?
– Jestem pierwszym księciem.
Patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Mówił dalej:
– Mój ojciec zmarł w ubiegłym roku. Jestem jego najstarszym i jak to się nieraz zdarza, jedynym synem. Dziedziczę więc tytuł.
Westchnął głęboko, jakby przytłoczony tym, co ma powiedzieć.
– Nasza rodzina jest bardzo liczna, ale od lat sukcesja przechodzi w głównej linii z ojca na syna. Przejąłem po ojcu obowiązki związane z kierowaniem rodziną i służbą dla kraju, dla którego wielu z Esterhazych poświęciło życie.
Patrzyła na niego zdumiona. Chłonęła każde jego słowo.
– Musisz zrozumieć, że jedną z najważniejszych powinności panującego księcia jest sprawa sukcesji. I ja właśnie w tym celu przyjechałem do Wiednia.
Uniosła wysoko brwi, więc tłumaczył dalej: – Przez wiele lat zarówno ojciec jak i cała rodzina starali się nakłonić mnie do małżeństwa. Uważałem jednak, że mam czas. Pragnąłem nacieszyć się wolnością. Poznałem wiele pięknych kobiet, ale żadnej z nich nie pokochałem na tyle, aby mogła nosić moje nazwisko.
Gizela spodziewała się, że teraz nastąpi to, czego się obawiała. Zacisnęła znów mocno dłonie, prosząc Boga, aby zachować spokój, cokolwiek usłyszy.
– Zdecydowałem się przyjechać tu na życzenie jednej z moich ciotek. Jej mąż należy do rodziny cesarskiej. Chciała mi przedstawić kilka kobiet, z których, jak uważa, mógłbym wybrać sobie żonę, przyszłą księżnę Esterhazy.
Przerwał na chwilę.
– Wieczorem, po kolacji u ciotki, poszedłem do lasu na spacer…
Ściszył głos:
– Wiesz co było dalej. Zobaczyłem nimfę, której postać malowała się na tle nieba. Po raz pierwszy w życiu zakochałem się!
– Czy to… przyszło tak… nagle? – spytała. Uczynił nieokreślony gest.
– Gdyby mi ktoś powiedział, sam bym nie uwierzył. Ale już zanim cię dotknąłem, wiedziałem, że coś musi nas łączyć. Kiedy zaś pocałowałem cię, byłem pewien, że właśnie ty jesteś kobietą, na którą czekałem całe życie.
– Dla mnie… to było… cudowne – odrzekła. – Ale ty… całowałeś przedtem wiele kobiet.
– Przysięgam na Boga, nie potrafię opisać, ile znaczył dla mnie tamten pocałunek. Miałem wrażenie, że czas zatrzymał się, że należymy do siebie przez całą wieczność.
– Miałam to samo wrażenie – wyszeptała.
– Och, mój skarbie, moje kochanie, nie miałem wątpliwości, że odnalazłem miłość. Było to dla mnie tak jasne i oczywiste, jakby moje myśli zapisano wielkimi głoskami w niebie. Miłość tak niezwykła, tak cudowna może pochodzić jedynie od Boga.
Gizela miała oczy pełne łez.
– Nie płacz, proszę! – rzekł ochrypłym głosem. – Chciałem odejść, by nie zadawać ci więcej bólu. Nie potrafiłem jednak przezwyciężyć uczucia do ciebie, a wie-działem, że i ty mnie kochasz…
Kiedy patrzył na nią, dostrzegła drobne zmarszczki na jego twarzy. Sprawiał wrażenie starszego, niż był w rzeczywistości.
Teraz mówił bardzo powoli, a każde słowo wypowiadał z trudem, jak człowiek w agonii.
– Kocham cię! Jesteś… częścią mnie… będziesz częścią mojego życia aż do śmierci. Ale nie mogę… nie mogę prosić cię o rękę!
Przez cały czas tego właśnie oczekiwała, gotowa na najgorsze, a jednak jego słowa uderzyły ją niczym sztylet prosto w serce. Nie poruszyła się, a jej przeraźliwie kamienny, przejmujący spokój był jak krzyk rozpaczy, Patrzyła na niego i tylko łzy, które wypełniły jej oczy, zaczęły powoli spływać po policzkach.
– O Boże! – Miklos zakrył twarz rękami, tego cierpienia nie mógł znieść.
Z wysiłkiem otarła łzy chusteczką.
– Proszę… Miklos… kochany, już dobrze… Chciałabym jednak… abyś wytłumaczył mi… dlaczego, mimo że mnie kochasz… nie możesz się ze mną… ożenić.
Przez chwilę sądziła, że nie odpowie, potem odjął ręce od twarzy, a z oczu wyzierała rozpacz.
– Kochanie, chciałbym ci to wytłumaczyć, ale nie wiem, czy potrafię. To rzeczy dla mnie naturalne i oczywiste jak słońce, na które patrzę, czy powietrze, którym oddycham!
– Postaram się… zrozumieć.
– Większość węgierskich rodów – zaczął – a szczególnie ród Esterhazych, to rody bardzo dumne. Członkowie tych rodów rzadko kiedy wiążą się z ludźmi pochodzącymi z innej sfery. Myślę, że reszta świata uważa, iż otoczeni wykwintnym luksusem, żyjemy beztrosko, radośnie i ekstrawagancko.