Выбрать главу

– Nie tak prędko! – rzekł ostro oficer. – Jeszcze pani ze mną nie zatańczyła, a ja uparcie twierdzę, iż pani zatańczy!

Zanim odpowiedziała, odezwał się ojciec:

– Nie mogę cię do tego mieszać. Wyjdźmy stąd!

– Jeszcze pan ze mną nie walczył – warknął Niemiec. – Żądałem satysfakcji, a pan nie może mi odmówić i zachowywać się jak tchórz!

Mówił kpiąco, jakby rzeczywiście miał Ferrarisa za tchórza. Już zaczęła się modlić, żeby ojciec nie zwracał na Niemca uwagi i zignorował jego ordynarne zachowanie, gdy usłyszała odpowiedź:

– Jeśli tego pan chce, jestem całkowicie przygotowany do walki z panem. Jakie miejsce pan wybiera?

Oficer roześmiał się.

– A więc pomimo wszystko rzępoła ma w sobie trochę ikry! – zadrwił. – Pozwolę sobie powiedzieć, że poza tą salą nigdzie indziej się nie spotkamy. Będę walczył z panem tutaj, a potem zatańczę z pana córką, bo taki miałem zamiar, kiedy tylko ją zobaczyłem.

– Nie, papo! Nie! Nie wolno ci tego robić! krzyknęła.

Ale widziała, że jej nie słucha. Na jego twarzy malowała się determinacja.

– Zgoda – odpowiedział spokojnie. – Będę z panem walczył, a jeśli wygram, przeprosi pan mnie i moją córkę za grubiaństwo, które uwłacza pana mundurowi!

– To pan mnie będzie przepraszać! – powiedział zawzięcie oficer. – Ustąpić miejsca! Wkrótce będę miał tego grajka na kolanach.

Proszę, mein Herr, tak nie wolno! Wasza ekscelencjo, proszę nie psuć zabawy!

To właściciel zwracał się najpierw do oficera, a potem do Paula Ferrarisa, ale Niemiec odepchnął go. Zmartwiała, zmieszana i przerażona Gizela zobaczyła, że jakiś mężczyzna kładzie na środku sali pudło ze szpadami. Niemiec Przeszedł przez salę w stronę swojego stołu i zdjął kurtkę od munduru. Paul Ferraris obserwował go, a kiedy zaczął zdejmować smoking, Gizela wydała zdławiony okrzyk:

–  Proszę, papo, nie rób… tego… nie wolno ci… walczyć z takim człowiekiem! Lepiej chodźmy stąd. Jeśli pomyśli, że jesteś tchórzem, to co z tego!

– To nie jest wcale obojętne. Nie będzie mnie znieważał chłystek, który nie wie nawet, jak się trzyma kieliszek!

– On może cię zranić, papo.

– Może, ale to nie ma znaczenia.

– Papo, proszę… Ale prośby były bezcelowe i Gizela, widząc wyraz twarzy ojca, wiedziała, że był zdecydowany na wszystko. Przypomniała sobie – choć niewielka to była pociecha – jak opowiadał, że w czasie studiów bardzo lubił szermierkę. Ale to było dawno, a Niemiec był młody. Czy była choćby najmniejsza szansa na zwycięstwo?

– Nie… wolno ci… tego robić, papo. Zatańczę z nim! – powiedziała z desperacją.

– Sądzisz, że pozwoliłbym takiemu łobuzowi, by cię dotykał? Nie powinienem był cię tu przyprowadzać, ale skoro już przyszliśmy, wyjdziemy z godnością.

Zrezygnowana, pomyślała, że mógłby z godnością wyjść w zupełnie inny sposób, dalsza rozmowa jednak nie miała już sensu.

Ojciec w spodniach i batystowej koszuli wyglądał elegancko i dużo młodziej niż w rzeczywistości. Powoli, ze spokojem ruszył w stronę parkietu.

Starszy dystyngowany mężczyzna, wyglądający na kogoś ważnego, został, prawdopodobnie przez gospodarza, poproszony na sekundanta. Stojąc przy stoliku Gizela patrzyła, jak rozmawiał z ojcem, zanim niemiecki oficer podszedł do nich wraz z kolegami, śmiejąc się i pokpiwając. Pomyślała, że bez swojego ozdobnego munduru wyglądał jeszcze mniej sympatycznie niż przedtem, a w spojrzeniu, jakim obrzucił ojca, widziała butę zwycięzcy. Z pewnością też potrafi postawić na swoim, będzie zmuszona z nim zatańczyć. Desperacko chciała podbiec i błagać sekundanta, by zapobiegł pojedynkowi, póki jeszcze czas. Zrobi wszystko, żeby ojciec nie został poniżony i być może także okaleczony. Jednak stała milcząc, świadoma, że tylko zrani jego dumę.

Teraz wszyscy obecni na sali zainteresowali się incydentem. Orkiestra przerwała grę i wydawało się, że jest to coś w rodzaju występu zorganizowanego specjalnie dla gości. Gizela domyśliła się, iż tutaj podczas wieczorów tanecznych pojedynki nie należały do rzadkości. W ten jednak była osobiście zaangażowana. Czekając na nieuniknioną porażkę ojca, czuła, że będzie ona niezwykle dotkliwa; trudno uwierzyć, że do tego doszło. Chciała gdzieś uciec, przeczekać, aż to się skończy, lub chociaż zamknąć oczy, ale duma kazała jej pozostać i trzymać głowę wysoko. Stała osamotniona, wszyscy odsunęli się od niej: nie wiadomo czy na znak szacunku, czy też potępienia. Nie mogła tego wiedzieć, ale i tak ją to nie obchodziło. W głębi sali toczyły się rozmowy. Pomyślała, że ludzie zakładają się, kto zwycięży, i wskazują na nią jako na nagrodę dla zwycięzcy.

Ze wstydu chciała zapaść się pod ziemię.

Podniosła jednak podbródek do góry i zwróciła oczy na ojca, który sprawdzał swoją szpadę, wywijając nią w powietrzu. Jego przeciwnik robił to samo.

Po chwili usłyszała głos sekundanta:

– Panowie, pojedynek. Kto pierwszy zrani przeciwnika, będzie zwycięzcą. Wtedy walka zostanie przerwana, a tańce wznowione. Proszę iść na miejsca i przygotować się na znak do rozpoczęcia walki.

Gizela wpatrywała się w twarz ojca z nadzieją, że na nią spojrzy, ale on patrzył na przeciwnika, jakby badał jego charakter i oceniał zdolności szermiercze.

Przerażona tym, co może się stać, zaczęła się modlić żarliwie i szaleńczo. Błaganie o pomoc skierowane było także do Miklosa.

Gdy pierwszy dźwięk stali zabrzmiał złowieszczo nie tylko w jej uszach, ale i w sercu, poczuła, że nie jest sama, że ktoś bliski stoi tuż za nią.

Nie odwracając głowy, wiedziała kto to, bo jej serce zadrżało, jakby wyczuło obecność Mikiosa, zanim się zbliżył. Bez chwili zastanowienia, nie odwracając oczu, wsunęła swoją dłoń w jego dłoń i poczuła uścisk jego palców.

Ojciec był opanowany, podczas gdy agresywny Niemiec chciał natychmiast zastraszyć przeciwnika i nimi zawładnąć, zanim ten skoncentruje się na walce. Ale Paul Ferraris, mimo iż nie walczył od wielu lat, wiedział, jak się bronić. Każde uderzenie Niemca odparowywał. Być może wypity przez oficera alkohol źle na niego podziałał albo chciał się popisać przed kolegami i szeroką publicznością, dość że stał się dzikszy.

Nagle Ferraris przeszedł z defensywy do ofensywy i przechytrzył przeciwnika. Końcem szpady rozdarł koszulę Niemca nad samym ramieniem i ranił go powierzchownie. Publiczność, która do tej pory milczała, wydała okrzyk, a sędzia podniósł rękę do góry.

– Honor zwrócony! – wykrzyknął głośno, tak żeby wszyscy słyszeli.

Paul Ferraris opuścił szpadę.

Wtedy Niemiec gwałtownie wychyli! się do przodu i trafił go w ramię.

Po tym umyślnym ciosie w tłumie rozległ się okrzyk przerażenia.

– To było haniebne, mein Herr! - powiedział ostro sekundant.

Obrócił się do Paula Ferrarisa, który rzucił szpadę na podłogę i przyłożył lewą dłoń do prawego ramienia.

– Jest pan zwycięzcą, panie Ferraris – kontynuował. – I ubolewam, że został pan raniony w sposób, który mogę tylko określić jako całkowicie nie-sportowy.

Ton jego głosu był ostry, mimo to Niemiec odparł:

– Nonsens! Rozdarł moją koszulę, ale nie zranił mnie do krwi. Ja jestem zwycięzcą i żądam nagrody!

Kiedy to mówił, Gizela puściła rękę Miklosa i podbiegła do ojca.

– Jesteś ranny, papo! Pozwól zabandażować sobie ranę.

– To nic wielkiego – odpowiedział. – Zwykłe draśnięcie. Wyjdźmy stąd.

– Dopiero, gdy zatańczę – przerwał Niemiec i zbliżył się do Gizeli.

Bała się, że może być teraz bardziej zaborczy i groźniejszy. Instynktownie podeszła do ojca.