Выбрать главу

– To jest sprawa, której nie wolno ci odkładać, drogi chłopcze. Wiesz, jak my wszyscy, że powinieneś mieć nie tylko jednego syna, ale z pomocą Boga, dla zapewnienia sukcesji, więcej dzieci.

Gdy dostrzegła wyraz jego twarzy, roześmiała się:

– Wiem, że słyszałeś to już tysiąc razy, ale powinieneś być praktyczny i spełnić rodzinny obowiązek, przy czym nie musi to być tak przykre, jak ci się wydaje.

Obdarzyła go czarującym uśmiechem.

– Zastanawiałam się, gdzie masz szukać żony, a zanim wuj przyjedzie, chcę stanowczo podkreślić, że cokolwiek się stanie, nie wolno ci poślubić Austriaczki!

Uniósł brwi, więc wytłumaczyła mu:

– Chłód i ścisły protokół tutejszych szlacheckich rodzin są takie, jak u samych Habsburgów. Wszyscy wiemy, ile cierpienia przysparza to biednej cesarzowej.

Głos arcyksiężnej był zatroskany.

– Jestem głęboko przejęta sposobem traktowania jej przez okropną teściową i cały dwór. Czynią jej życie trudnym do zniesienia.

– Naprawdę jest tak źle? – spytał Miklos; rozmowa przychodziła mu trudno.

– Nawet gorzej – odparła. – Cesarzowa powiedziała mi, że jest prawdziwie szczęśliwa tylko na Węgrzech.

Miklos doskonale o tym wiedział.

Cesarzową Elżbietę, którą uważano za najpiękniejszą kobietę na świecie, spotkał w Budapeszcie. Zwierzyła mu się wtedy, że tu odnajduje radość, którą utraciła od czasu zamążpójścia.

Na podstawie umowy austriacko-węgierskiej spędzała trzy czwarte roku w ukochanym kraju. Co więcej, zwolniła całą służbę wybraną dla niej przez teściową – arcyksiężnę i zatrudniła samych Węgrów. Zastanawiając się nad słowami ciotki, Miklos doszedł do wniosku, że miała rację.

Jakkolwiek nie zamierzał rozmawiać teraz o swoim małżeństwie, nie wiedział, jak tego uniknąć, powiedział więc lekko:

– Bardzo dobrze – żadnych Austriaczek!

– Wiedziałam, że się zgodzisz – odparła zadowolona. – I oczywiście żadnych Francuzek. Bóg jeden wie, jak ten nieszczęsny kraj przetrwa po ostatniej nawale Niemców.

Uśmiechając się dorzuciła:

– Naturalnie, nie życzyłabym sobie, abyś poślubił Niemkę.

– Oczywiście – zgodził się.

Przypomniał sobie nudę, na którą był narażony w czasie paru wizyt w pewnym księstwie niemieckim, gdzie księżna, arcyksiężna, arcyksiążęta i margrabiowie bez najmniejszych podstaw zachowywali się pompatycznie jak cesarze.

Uśmiechnął się blado:

– To znacznie ograniczyło pole poszukiwań. Wobec tego, ciociu Katarzyno, powinienem wracać do domu i przyjrzeć się Węgierkom!

– Już je oglądałeś i dobrze wiesz, tak samo jak ja. że każda dziewczyna będzie tam szaleć, aby zostać księżną Esterhazy. Popełniłbyś jednak błąd wybierając kogoś zbyt niskiego pochodzenia – chyba że w grę wchodzi uczucie.

Te słowa zaskoczyły Miklosa. Wyraz jego twarzy podpowiedział księżnej, że nieoczekiwanie poruszyła drażliwy temat.

Zanim cokolwiek zdążył odpowiedzieć, odezwała się szybko:

– Przepraszam cię, Miklosu, nie chciałam być wścibska.

Przysunął się do niej. Jakby nagle rozumiejąc, położyła rękę na jego ramieniu.

– Widzę, że jesteś bardzo nieszczęśliwy – powiedziała teraz łagodnie.

Nie próbował nawet zaprzeczać.

– Wiele lat temu przeżyłam to samo co ty – rzekła, jakby go pocieszając. – Mogę ci powiedzieć tylko, że człowiek nigdy nie zapomina, rozrywki jednak pozwalają wyleczyć rany.

W jej głosie było tyle wyrozumiałości i bólu zarazem, że spojrzał na nią wzruszony.

Niejasno przypomniał sobie, jak opowiadano mu, kiedy był młodym chłopcem, że ciotka kochała się szaleńczo w pewnym ambasadorze jednego z obcych państw przy dworze cesarza… Nie pamiętał o tym zupełnie aż do tej chwili. Teraz zrozumiał, dlaczego ta niezwykła ciotka zachowywała się tak szczególnie. Pomimo swego wieku zdawała się więcej rozumieć i była bardziej ludzka niż jego pozostali krewni.

– Twierdzisz, że nie zapomina się nigdy – powiedział zdławionym głosem.

– Jakżeby inaczej? – spytała. – Kiedy się kogoś kocha naprawdę, osoba ta pozostaje najbliższą na świecie do końca życia. Nawet jeśli przeżyjemy choć chwilę szczęścia, powinniśmy być już na zawsze wdzięczni losowi za tak wspaniałą łaskawość.

Mówiła z przejęciem. Po chwili odezwał się:

– Dziękuję, ciociu Katarzyno, za utwierdzenie mnie w moich uczuciach. Nie myliłem się w ich ocenie.

– Nie myliłeś się, ale nasz świat rządzi się swoimi prawami.

Przerwała, a potem powiedziała zmienionym głosem:

– Powróćmy do narodowości twojej przyszłej żony. Myślałam wczoraj wieczorem o tym, że królowa Wiktoria uczyniła z Anglii potęgę, a jasnowłose Angielki o białoróżowej karnacji są bardzo atrakcyjne.

Mówiąc to, nie patrzyła mu w oczy. Obserwowała pawia, który podchodząc do innego, rozłożył pióropusz ogona, ale wyczuwała drżenie w głosie Miklosa. gdy ostro i stanowczo rzucił:

– Nie, nie Angielka!

Po raz kolejny arcyksiężna zorientowała się, że trafiła w jego słaby punkt.

Chciała złagodzić zadrażnienie, które mimowolnie wywołała.

– Są jeszcze Dunki. W końcu małżeństwo księcia Walii z Dunką jest bardzo udane, a sam książę, podobnie jak ty, nic nie może poradzić na to, że jest Romeem.

Miklos daremnie starał się uśmiechnąć. Wstał.

– Teraz trudno mi o tym rozmawiać, ciociu Katarzyno. Może jutro, ale nie w tej chwili.

Arcyksiężna wyciągnęła ku niemu rękę. Nachylił się, by pocałować ją w policzek.

– Wiem, że robisz wszystko, by mi pomóc – powiedział smutno. – Jednak przeżywam taki koszmar, że wolałbym zostać sam.

Gdy odchodził, patrzyła za nim z uczuciem żalu. Kochała Miklosa bardziej niż innych swoich bratanków i bratanice i nigdy nie widziała go tak nieszczęśliwym. Była pewna, że po raz pierwszy naprawdę się zakochał. Wiedziała, jak dręcząca jest bezsilność, kiedy marzenia o prawdziwej miłości stają się nierealne.

Ciekawa jestem, kim jest jego wybranka – zastanawiała się. Nie miała wątpliwości, że musi być wyjątkową osobą, skoro podbiła serce tego wspaniałego mężczyzny, adorowanego przez kobiety prawie od kołyski.

– Jestem gotowa mu pomóc – powiedziała na głos, chociaż pamiętała z własnego doświadczenia, że jedynie czas może tego dokonać.

Miklos nie śmiałby odjechać, nie spotkawszy się z wujem. Nie mógł też pójść do miasta w obawie, że wszystkie jego postanowienia upadną, gdyż nie potrafi odmówić sobie spotkania z Gizelą. Toteż następny dzień spędził spacerując po lesie i jeżdżąc konno.

Owładnęły nim wspomnienia o niej. Nie potrafił się od nich uwolnić. Poczucie, że Gizela jest blisko, dodawało mu siły i łagodziło nieco udrękę.

Po dwóch dniach późnym popołudniem przyjechał arcyksiążę z najmłodszym dwudziestodwuletnim synem. Miklos widział go już kilkakrotnie i zdążył polubić. Młodzieniec miał na imię Antoni. Gdy tylko znaleźli się sami, powiedział do Miklosa:

– Nawet nie wiesz, jak ucieszył mnie list od mamy o twoim przyjeździe do Wiednia. To była wspaniała okazja, żeby tu wrócić.

– Wieś cię chyba nudzi. – Miklos mrugnął do niego porozumiewawczo.

– Okropnie! Papa uczy mnie, jak zarządzać posiadłością. Może od rana do wieczora opowiadać o zbiorach, kaprysach wina, podczas gdy mnie bawią zupełnie inne rzeczy.

– Na przykład co? – zapytał Miklos, domyślając się jednocześnie odpowiedzi.

– Naturalnie kobiety! – odpowiedział Antoni. – Byłeś w operze?

– Tym razem nie.

– Więc musisz pójść! Grają zabawną operetkę. Wy-stępują w niej najbardziej ponętne tancerki, jakie kiedykolwiek widziałem!