Hizdahr roześmiał się w głos.
– W takim razie dostaniesz go, Wasza Promienność. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Lepiej każ swemu seneszalowi rozpocząć przygotowania do wesela.
– Nic nie mogłoby bardziej ucieszyć szlachetnego Reznaka.
Jeśli mieszkańcy Meereen usłyszą o przygotowaniach do zaślubin, już to jedno może jej kupić kilka spokojnych nocy, nawet jeśli wysiłki Hizdahra na nic się nie zdadzą.
Golony Łeb nie będzie ze mnie zadowolony, ale Reznak mo Reznak zatańczy z radości.
Dany nie wiedziała, który z nich niepokoi ją bardziej. Potrzebowała Skahaza i Mosiężnych Bestii i nie ufała żadnej z rad Reznaka. Strzeż się perfumowanego seneszala. Czy Reznak zawarł przymierze z Hizdahrem i Zieloną Gracją? Czy zastawili na mnie jakąś pułapkę?
Gdy tylko Hizdahr zo Loraq sobie poszedł, za plecami Dany pojawił się ser Barristan w długim białym płaszczu. Lata służby w Gwardii Królewskiej nauczyły białego rycerza nie przyciągać do siebie uwagi, gdy przyjmowała gości, zawsze jednak trzymał się blisko.
Wie – uświadomiła sobie natychmiast. I nie pochwala tego. Bruzdy okalające jego usta stały się głębsze.
– Wygląda na to, że mogę znowu wyjść za mąż – odezwała się. – Cieszysz się z mojego szczęścia, ser?
– Jeśli mi rozkażesz, Wasza Miłość.
– Hizdahr nie jest mężem, jakiego byś dla mnie wybrał.
– Nie mam prawa wybierać ci męża.
– Nie masz – zgodziła się. – Ale to dla mnie ważne, żebyś zrozumiał. Moi poddani krwawią. Umierają. Królowa nie należy do siebie, lecz do królestwa. Małżeństwo albo rzeź. Muszę wybierać. Ślub albo wojna.
– Wasza Miłość, czy mogę mówić szczerze?
– Zawsze.
– Jest jeszcze trzecia możliwość.
– Westeros?
Skinął głową.
– Przysięgałem, że będę służył Waszej Miłości i chronił cię przed niebezpieczeństwem, dokądkolwiek się udasz. Moje miejsce jest u twego boku, czy to tutaj, czy w Królewskiej Przystani... ale twoje miejsce jest w Westeros, na Żelaznym Tronie, który należał do twojego ojca. Siedem Królestw nigdy się nie zgodzi mieć Hizdahra zo Loraqa za króla.
– Podobnie jak Meereen nic zgodzi się mieć Daenerys Targaryen za królową. Pod tym względem Zielona Gracja się nie myliła. Muszę mieć u swego boku króla ze starej ghiscarskiej krwi. W przeciwnym razie zawsze będą we mnie widzieć nieokrzesaną barbarzyńską kobietę, która rozbiła ich bramy, wbiła krewnych na pale i ukradła bogactwa.
– W Westeros będziesz zaginionym dzieckiem, którego powrót raduje serce ojca. Lud będzie wiwatował na twą cześć, a wszyscy dobrzy ludzie będą cię kochali.
– Westeros leży daleko stąd.
– Czekaniem z pewnością go nie przybliżysz. Im prędzej opuścimy to miasto...
– Wiem o tym. Naprawdę. – Dany nie potrafiła mu tego wytłumaczyć. Pragnęła powrócić do Westeros tak samo jak on, ale najpierw musi uzdrowić Meereen. –
Dziewięćdziesiąt dni to długi okres. Hizdahr może nie podołać zadaniu. A w takim przypadku zyskam na czasie. Będę mogła zawrzeć sojusze, wzmocnić obronę i...
– A jeśli mu się uda? Co wtedy zrobisz, Wasza Miłość?
– Spełnię swój obowiązek. – Te słowa zdawały się zimne na jej języku. – Byłeś na ślubie mojego brata Rhaegara. Powiedz, czy ożenił się z miłości czy z obowiązku?
Stary rycerz zawahał się.
– Księżna Elia była dobrą kobietą, Wasza Miłość. Była miła i bystra, miała łagodne serce i słodki dowcip. Wiem, że książę bardzo ją lubił.
Lubił – pomyślała Dany. To słowo mówiło bardzo wiele. Mogłabym z czasem polubić Hizdahra zo Loraqa. Być może.
– Byłem też na ślubie twoich rodziców – ciągnął stary rycerz. – Wybacz, ale oni się nie lubili i królestwo drogo za to zapłaciło, Wasza Miłość.
– Jeśli się nie kochali, dlaczego wzięli ślub?
– Tak rozkazał twój dziadek. Leśna wiedźma powiedziała mu, że z tej linii zrodzi się książę, którego obiecano.
– Leśna wiedźma? – zapytała zdumiona Dany.
– Przybyła na dwór w towarzystwie Jenny ze Starych Kamieni. Była maleńka i wyglądała groteskowo. Większość ludzi zwała ją karlicą, ale była droga lady Jenny, która zawsze twierdziła, że wiedźma jest jedną z dzieci lasu.
– I co się z nią stało?
– Summerhall.
To słowo pobrzmiewało wspomnieniem zagłady.
Dany westchnęła.
– Zostaw mnie teraz. Jestem bardzo zmęczona.
– Wedle rozkazu. – Ser Barristan pokłonił się i ruszył w stronę wyjścia, lecz zatrzymał się w drzwiach. – Wybacz, Wasza Miłość, ale masz gościa. Czy mam mu powiedzieć, żeby wrócił jutro?
– Kto to jest?
– Naharis. Wrony Burzy wróciły do miasta.
Daario. Serce zabiło jej szybciej.
– Jak długo już... kiedy...?
Nie mogła wydobyć z siebie słów, ale ser Barristan najwyraźniej ją zrozumiał.
– Kiedy przybył, Wasza Miłość rozmawiała z kapłanką. Wiedziałem, że nie chciałabyś, by ci przeszkadzano. Wieści przyniesione przez kapitana mogą zaczekać do jutra.
– Nie. – Jak mogłabym zasnąć, wiedząc, że mój kapitan jest tak blisko? – Przyślij go tu natychmiast. I... nie będę już cię dzisiaj potrzebowała. Z Daariem będę bezpieczna.
Aha, wezwij Irri i Jhiqui, jeśli łaska. I Missandei.
Muszę się przebrać, żeby wyglądać pięknie.
To właśnie powiedziała służkom, kiedy już przyszły.
– W co Wasza Miłość chce się odziać? – zapytała Missandei.
W blask gwiazd i morską pianę – pomyślała Dany. I w kawałek jedwabiu, który zostawi lewą pierś odsłoniętą ku zachwytowi Daaria. Aha, i kwiaty we włosach. Kiedy się poznali, kapitan codziennie przynosił jej kwiaty, przez całą drogę z Yunkai do Meereen.
– Przynieście szarą płócienną suknię z gorsecikiem wyszywanym perłami. Aha, i skórę białego lwa.
Zawsze czuła się bezpieczniej, gdy spowijał ją dar Droga.
Daenerys przyjęła kapitana na tarasie, siedząc na wyrzeźbionej z kamienia ławic pod gruszą. Na niebie unosił się księżyc w kwadrze w towarzystwie tysiąca gwiazd. Daario Naharis wszedł na taras dumnym krokiem. Wygląda dumnie, nawet kiedy stoi. Kapitan miał na sobie pasiaste pantalony z nogawkami wepchniętymi w wysokie cholewy fioletowych butów, białą jedwabną koszulę i kamizelkę wyszywaną złotymi pierścieniami. Trójdzielną brodę zabarwił na fioletowo, imponujące wąsy na złoto, a długie loki na oba te kolory po równo. U jednego biodra miał sztylet, a u drugiego dothracki arakh.
– Promienna królowo – zaczął – pod moją nieobecność stałaś się jeszcze piękniejsza.
Jak to w ogóle możliwe?
Królowa była przyzwyczajona do podobnych pochwał, ale z jakiegoś powodu komplement pochodzący od Daaria znaczył dla niej więcej niż te, które wygłaszali ludzie tacy jak Reznak, Xaro bądź Hizdahr.
– Kapitanie, słyszeliśmy, że dobrze się nam przysłużyłeś w Lhazarze.
Tak bardzo za tobą tęskniłam.
– Kapitan żyje po to, by służyć swej okrutnej królowej.
– Okrutnej?
W jego oczach odbijał się blask księżyca.
– Zostawił z tyłu swych ludzi, by jak najszybciej ujrzeć jej twarz, a potem musiał czekać, podczas gdy ona posilała się jagnięciną z figami w towarzystwie jakiejś wysuszonej staruchy.
Nie zawiadomili mnie o twoim przybyciu – pomyślała Dany. Gdyby to zrobili, mogłabym wyjść na głupią, każąc natychmiast cię przyprowadzić.