Выбрать главу

– Jadłam kolację z Zieloną Gracją. – Doszła do wniosku, że lepiej nie wspominać o Hizdahrze. – Pilnie potrzebowałam jej mądrych rad.

– Ja pilnie potrzebuję wyłącznie Daenerys.

– Mam wysłać po posiłek? Z pewnością jesteś głodny.

– Nic nie jadłem od dwóch dni, ale skoro już tu przybyłem, wystarczy mi, że mogę się nasycić twoją urodą.

– Moja uroda nie wypełni ci brzucha. – Zerwała gruszkę i rzuciła ją Daariowi. – Zjedz to.

– Jeśli moja królowa rozkaże.

Ugryzł owoc z błyskiem złotego zęba. Po jego fioletowej brodzie spłynął sok.

Ta jej część, która była młodą dziewczyną, pragnęła go pocałować tak mocno, aż strach. Jego pocałunki byłyby twarde i okrutne – powtarzała sobie. I nie przejąłby się tym, gdybym krzyknęła albo kazała mu przestać. Ale ta część jej jaźni, która była królową, wiedziała, że to byłoby szaleństwo.

– Opowiedz mi o swojej podróży.

Wzruszył ramionami od niechcenia.

– Yunkai’i wysłali oddział najemnych żołnierzy, by zamknąć przełęcz Khyzai. Zwą się Długimi Kopiami. Uderzyliśmy na nich pod osłoną nocy i wysłaliśmy kilku do piekła. W Lhazarze zabiłem dwóch własnych sierżantów. Planowali ukraść klejnoty i złoty talerz, powierzone przez królową mojej pieczy jako prezenty dla Owczarzy. Poza tym wszystko poszło tak, jak obiecałem.

– Ilu ludzi straciłeś w walce?

– Dziewięciu – odparł Daario. – Ale dwanaście Długich Kopii doszło do wniosku, że woli być Wronami Burzy niż trupami, więc w sumie zyskaliśmy trzech. Powiedziałem im, że pożyją dłużej, jeśli będą walczyć u boku twoich smoków zamiast przeciwko nim, i zrozumieli mądrość moich słów.

To wzbudziło jej ostrożność.

– Mogą być yunkijskimi szpiegami.

– Są za głupi na szpiegów. Nie znasz ich.

– Ty również nie. Ufasz im?

– Ufam wszystkim swym ludziom. Tak daleko, jak mogę splunąć. – Wypluł ziarnko i uśmiechnął się do podejrzliwej królowej. – Mam ci przynieść ich głowy? Zrobię to, jeśli rozkażesz. Jeden jest łysy, dwaj mają warkocze, a jeszcze inny farbuje sobie brodę na cztery różne kolory. Powiedz mi, jaki szpieg zrobiłby coś takiego? Procarz z czterdziestu kroków trafia kamieniem w oko komara, a brzydal dobrze sobie radzi z końmi, ale jeśli moja królowa mówi, że muszą umrzeć...

– Nic takiego nie powiedziałam. Ja tylko... pamiętaj mieć na nich oko, to wszystko.

Poczuła się głupio, wypowiadając te słowa. Daario zawsze tak na nią działał.

Gapowata, dziecinna i głupawa. Co może o mnie myśleć? Zmieniła temat.

– Czy Owczarze przyślą nam żywność?

– Barki ze zbożem dotrą do nas Skahazadhanem, moja królowo. Inne towary dostarczą karawany przez przełęcz Khyzai.

– Nie Skahazadhanem. Rzeka jest dla nas zamknięta. Morze również. Widziałeś okręty w zatoce. Qartheńczycy jedną trzecią część naszej floty rybackiej przegnali, a drugą zagarnęli. Reszta statków boi się wypłynąć z portu. Już przedtem handel szedł słabo, a teraz ustał całkowicie.

Daario odrzucił ogryzek.

– Qartheńczycy mają mleko w żyłach. Niech tylko zobaczą twoje smoki, a zaraz uciekną.

Dany nie chciała rozmawiać o smokach. Wciąż nachodzili ją wieśniacy przynoszący spalone kości. Skarżyli się, że zginęły im owce, ale Drogon nie wrócił do miasta.

Niektórzy opowiadali, że widzieli go na północ od rzeki, nad trawami Morza Dothraków.

Tymczasem w lochu Viserion zerwał jeden z łańcuchów. Z dnia na dzień stawał się coraz gwałtowniejszy i Rhaegal również. Nieskalani poinformowali Dany, że w pewnej chwili żelazne drzwi rozżarzyły się do czerwoności i przez cały dzień nikt nie śmiał ich dotknąć.

– Astapor również jest oblężony.

– O tym słyszałem. Jeden z Długich Kopii pożył wystarczająco długo, by nam powiedzieć, że w Czerwonym Mieście ludzie zjadają się nawzajem. Oznajmił, że wkrótce przyjdzie kolej na Meereen, więc wyciąłem mu język i rzuciłem żółtemu psu. Żaden pies nie zje języka kłamcy. Żółty pies zeżarł jego ozór, a to znaczy, że mówił prawdę.

– Wewnątrz miasta też mam wojnę. – Opowiedziała Daariowi o Synach Harpii i Mosiężnych Bestiach, o krwi, która zbrukała cegły. – Zewsząd otaczają mnie wrogowie, w mieście i poza nim.

– Zaatakuj – odparł natychmiast. – Ten, kogo otaczają wrogowie, nie może się bronić. Jeśli będzie to robił, powali go topór, wbity w plecy w chwili, gdy będzie parował uderzenie miecza. Nie. Jeśli otacza cię wielu nieprzyjaciół, wybierz najsłabszego, zabij go, przejdź po jego trupie i ucieknij.

– Dokąd miałabym uciec?

– Do mojego łoża. W moje ramiona. Do mojego serca.

Złote rękojeści sztyletu i arakha noszonych przez Daaria ukształtowano na podobieństwo kobiet, nagich i rozwiązłych. Potarł obie kciukami w wyjątkowo obsceniczny sposób, a potem uśmiechnął się łobuzersko.

Dany poczuła, że krew jej napływa do twarzy. Czuła się prawie tak, jakby to ją pieścił.

Czy mnie również uznałby za rozwiązłą, gdybym go zaciągnęła do łoża? Sprawił, że chciała być rozwiązła dla niego. Nigdy nie powinnam spotykać się z nim bez świadków.

Jest zbyt niebezpieczny, bym mogła mu na to pozwolić.

– Zielona Gracja mówi, że muszę mieć ghiscarskiego króla – oznajmiła wytrącona z równowagi Dany. – Nalega, bym poślubiła szlachetnego Hizdahra zo Loraqa.

– Jego? – Daario zachichotał. – A czemu by nie Szarego Robaka, jeśli pragniesz mieć w łożu eunucha? Czy chcesz mieć króla?

To ciebie chcę.

– Pragnę pokoju. Dałam Hizdahrowi dziewięćdziesiąt dni na położenie kresu zabójstwom. Jeśli to zrobi, wezmę go za męża.

– Weź za męża mnie. Ja osiągnę ten cel w dziewięć dni.

Wiesz, że nie mogę tego zrobić. Omal nie powiedziała tego na głos.

– Walczysz z cieniami, zamiast z tymi, którzy je rzucają – ciągnął Daario. – Zabij ich i skonfiskuj ich skarby. Wystarczy, że wyszepczesz rozkaz, a twój Daario usypie dla ciebie stertę głów wyższą niż ta piramida.

– Gdybym wiedziała, kim są...

– Zhakowie, Pahlowie i Merreqowie. Oni i cała reszta. Wielcy Panowie. Któż inny mógłby to być?

Jest równie śmiały, jak krwiożerczy.

– Nie mamy dowodów, że to ich wina. Chcesz, żebym mordowała własnych poddanych?

– Oni z radością zamordowaliby ciebie.

Opuścił ją na tak długo, że Dany niemal zapomniała, kim był. Powiedziała sobie, że najemnicy z natury są zdradzieccy. Kapryśni, niewierni i brutalni. Nigdy nie stanie się kimś innym, niż jest. Nigdy nie będzie się nadawał na króla.

– Piramidy są silne – wyjaśniła mu. – Moglibyśmy je zdobyć, ale wielkim kosztem.

Gdy tylko zaatakujemy jedną, pozostałe powstaną przeciwko nam.

– W takim razie wywab ich z piramid pod jakimś pretekstem. Może być ślub.

Dlaczego by nie? Obiecaj, że oddasz rękę Hizdahrowi i wszyscy Wielcy Panowie stawią się na ślubie. A kiedy zbiorą się w Świątyni Gracji, wypuść nas na nich.

Dany była przerażona. To potwór. Pełen galanterii, ale potwór.

– Masz mnie za króla-rzeźnika?

– Lepiej być rzeźnikiem niż mięsem. Wszyscy królowie to rzeźnicy. Czy królowe czymś się od nich różnią?

– Ta królowa tak.

Daario wzruszył ramionami.

– Większość królowych nie ma żadnego celu poza grzaniem łoża jakiemuś królowi i rodzeniem mu synów. Jeśli taką królową pragniesz być, najlepiej wyjdź za Hizdahra.