Выбрать главу

Rozbłysnął w niej gniew.

– Zapomniałeś, kim jestem?

– Nie, a ty?

Viserys kazałby uciąć mu głowę za taką bezczelność.

– Jestem krwią smoka. Nie waż się udzielać mi lekcji. – Wstała. Narzuta z lwiej skóry zsunęła się z jej barków na podłogę.

– Zostaw mnie.

Daario pokłonił się zamaszyście.

– Żyję po to, by słuchać.

Kiedy wyszedł, Dany z powrotem wezwała ser Barristana.

– Chcę, by Wrony Burzy jutro znowu ruszyły w pole.

– Wasza Miłość? Dopiero co wróciły...

– Chcę, żeby odeszły. Niech ruszą na zwiady na yunkijskie ziemie i osłaniają karawany przechodzące przez przełęcz Khyzai. Od tej chwili Daario będzie składał meldunki tobie. Traktuj go z wszelkimi honorami, na jakie zasługuje, i pilnuj, by jego ludzie byli dobrze opłacani, ale pod żadnym pozorem nie dopuszczaj go przed moje oblicze.

– Jak każesz, Wasza Miłość.

Nocą nie mogła zasnąć, wierciła się i obracała nerwowo w łożu. Posunęła się nawet do tego, że wezwała Irri w nadziei, że jej pieszczoty ją uspokoją, ale po krótkiej chwili odepchnęła dothracką dziewczynę. Irri była słodka, delikatna i chętna, ale nie była Daariem.

Co ja uczyniłam? – myślała, kuląc się w pustym łożu. Tak długo czekałam na jego powrót, a potem go odesłałam.

– Zrobiłby ze mnie potwora – wyszeptała. – Królową-rzeźniczkę.

Potem jednak pomyślała o odległym Drogonie i o smokach uwięzionych w lochu. Ja również mam krew na rękach, podobnie jak w sercu. Nie różnię się od Daaria aż tak bardzo. Oboje jesteśmy potworami.

ZAGINIONY LORD

To nie powinno trwać aż tak długo – powiedział sobie Gryf, spacerując po pokładzie „Nieśmiałej Panny”. Czyżby stracili Haldona, tak samo jak Tyriona Lannistera? Czy to możliwe, że pojmali go VoIanteńczycy? Trzeba było wysłać z nim Duckfielda.

Haldonowi nie można było ufać, kiedy zostawał sam. Dowiódł tego w Selhorys, pozwalając karłu uciec.

„Nieśmiała Panna” cumowała w jednej z uboższych sekcji długiego, chaotycznego nabrzeża, między przechyloną łodzią flisacką, która nie odpływała stąd od lat, a pomalowaną na jaskrawe kolory barką komediantów. Jej pasażerowie byli głośną, krzykliwą zgrają. Ciągle przerzucali się cytatami i z reguły byli pijani.

Dzień był upalny i parny, jak wszystkie, odkąd opuścili Smutki. Na tłoczne nabrzeże Volon Therys padały promienie bezlitosnego słońca południa, ale upał był najmniejszym ze zmartwień Gryfa. Złota Kompania obozowała trzy mile na południe od miasta, daleko na północ od miejsca, gdzie spodziewał się ją znaleźć. Triarcha Malaquo ruszył na północ, prowadząc pięć tysięcy piechoty i tysiąc jazdy, i odciął im drogę do szlaku nad deltą. Daenerys Targaryen nadal przebywała na drugim końcu świata, a Tyrion Lannister... no cóż, on mógł być wszędzie. Jeśli bogowie byli łaskawi, jego głowa pokonała już połowę drogi do Królewskiej Przystani, ale najprawdopodobniej karzeł był cały, zdrowy i siedział gdzieś niedaleko, pijany jak Świnia, planując jakąś nową niegodziwość.

– Gdzie, na siedem piekieł, jest Haldon? – poskarżył się Gryf lady Lemore. – Ile czasu potrzeba, żeby kupić trzy konie?

Wzruszyła ramionami.

– Panie, czy nie byłoby bezpieczniej zostawić chłopaka na łodzi?

– Bezpieczniej, tak. Rozsądniej, nie. Jest już dorosłym mężczyzną i narodził się po to, by wstąpić na tę drogę.

Gryf stracił cierpliwość do takich wątpliwości. Miał po dziurki w nosie ukrywania się, czekania i ostrożności. Nie mam już czasu na ostrożność.

– Dołożyliśmy bardzo wielu starań, by trzymać księcia Aegona w ukryciu przez wszystkie te lata – przypomniała mu Lemore. – Wiem, że nadejdzie czas, gdy będzie musiał zmyć farbę z włosów i wystąpić jawnie, ale to nie jest odpowiednia chwila. Nie w obozie najemników.

– Jeśli Harry Strickland źle mu życzy, ukrywanie go na pokładzie „Nieśmiałej Panny” nic nie pomoże. Strickland ma na rozkazy dziesięć tysięcy mieczy. My mamy Kaczkę.

Aegon ma wszystko, czego można wymagać od księcia. Muszą to zobaczyć Strickland i cała reszta. To są jego ludzie.

– Jego, ponieważ im zapłacono. Dziesięć tysięcy uzbrojonych nieznajomych plus ciury i markietanki. A wystarczy jeden człowiek, by wszystko zniszczyć. Jeśli głowa Hugora była warta lordowskiego tytułu, ile więcej zapłaci Cersei Lannister za prawowitego dziedzica Żelaznego Tronu? Nie znasz tych ludzi, panie. Minęło dwanaście lat, odkąd ostatnio ruszyłeś do boju w szeregach Złotej Kompanii, a twój stary przyjaciel nie żyje.

Czarne Serce. Gdy Gryf widział go po raz ostatni, Myles Toyne wydawał się tak bardzo pełen życia, że trudno było uwierzyć w jego śmierć. Złotą czaszkę zatknięto na tyczkę, a jego miejsce zajął Bezdomny Harry Strickland. Wiedział, że Lemore się nie myli. Kimkolwiek mogli być ich ojcowie albo dziadkowie w Westeros, zanim ich wygnano, ludzie ze Złotej Kompanii przerodzili się teraz w najemników, a najemnikom nie wolno ufać. Niemniej ...

Nocą znowu śnił mu się Kamienny Sept. Sam, z mieczem w dłoni, pędził od domu do domu, rozwalał drzwi, wbiegał na schody, przeskakiwał z dachu na dach, a uszy wypełniał mu dźwięk odległych dzwonów. Głuchy łoskot brązu i kuranty srebra niosły się echem pod jego czaszką, tworząc doprowadzającą do szału kakofonię, która z każdą chwilą stawała się coraz głośniejsza, aż wreszcie miał wrażenie, że głowa zaraz mu eksploduje.

Od Bitwy Dzwonów minęło już siedemnaście lat, ale słysząc ich dźwięk, nadal czuł ucisk w brzuchu. Inni mogli twierdzić, że królestwo zostało stracone, gdy książę Rhaegar padł nad Tridentem pod ciosami młota Roberta, ale do bitwy nad Tridentem nigdy by nie doszło, gdyby tylko gryf zdołał zabić jelenia w Kamiennym Sepcie. Owego dnia dzwony biły dla nas wszystkich. Dla Aerysa i jego królowej, dla Elii z Dorne i jej małej córeczki, dla każdego wiernego mężczyzny i uczciwej kobiety w Siedmiu Królestwach. I dla mojego srebrnego księcia.

– Plan wyglądał tak, że ujawnimy tożsamość księcia Aegona dopiero po dotarciu do królowej Daenerys – ciągnęła Lemore.

– Ale wtedy wierzyliśmy, że dziewczyna maszeruje na zachód. Nasza smocza królowa obróciła ten plan w proch. Dzięki grubemu głupcowi z Pentos złapaliśmy smoczycę za ogon i poparzyliśmy sobie palce aż do kości.

Illyrio nie mógł przewidzieć, że dziewczyna postanowi zostać w Zatoce Niewolniczej.

– Nie przewidział też, że Żebraczy Król umrze młodo, a khal Drogo wkrótce podąży za nim do grobu. Bardzo niewiele przewidywań grubasa się ziściło. – Gryf poklepał urękawicznioną dłonią rękojeść miecza. – Przez wiele lat tańczyłem do jego muzyki, Lemore. I co to nam dało? Książę jest już dorosłym mężczyzną. Jego czas...

– Gryfie – zawołał Yandry, przekrzykując dźwięk komedianckiego dzwonu. – Wrócił Haldon.

Rzeczywiście wrócił. Zgrzany, rozczochrany Półmaester przepychał się przez tłum, zmierzając ku podstawie pirsu. Pod pachami lekkiej lnianej szaty zrobiły mu się ciemne pierścienie od potu. Jego pociągła twarz miała skwaszony wyraz, taki sam, jak w Selhorys, gdy wrócił na „Nieśmiałą Pannę”, by zameldować o zniknięciu karla. Prowadził jednak trzy konie, a tylko to się liczyło.

– Przyprowadź chłopaka – rozkazał sepcie Gryf. – Dopilnuj, żeby był gotowy.