Выбрать главу

Może nawet pomogą nam zorganizować transport do Siedmiu Królestw. Żadne miasto nie chce, by u jego bram obozowała armia.

– To słuszne słowa – stwierdził Lysono Maar.

– Lew z pewnością wyczuł już zapach smoka – dodał jeden z Cole’ów – ale Cersei skupi całą uwagę na Meereen i na drugiej królowej. Nic nie wie o naszym księciu. Gdy wylądujemy i wzniesiemy chorągwie, napłynie pod nie bardzo wielu ludzi.

– Trochę z pewnością napłynie – przyznał Bezdomny Harry. – Ale nie będzie ich wielu. Siostra Rhaegara ma smoki. Jego syn ich nie ma. Nie wystarczy nam sił, by zdobyć królestwo bez Daenerys i jej armii. Jej Nieskalanych.

– Pierwszy Aegon podbił Westeros bez eunuchów – zauważył Lysono Maar. – Czemu szósty nie miałby również tego dokonać?

– Plan...

– Który plan? – przerwał mu Tristan Rivers. – Plan grubasa? Ten, który zmienia się z każdym cyklem księżyca? Najpierw Viserys Targaryen miał do nas dołączyć z pięćdziesięcioma tysiącami dothrackich wyjców. Potem Żebraczy Król zginął i miała go zastąpić jego siostra, posłuszna młodociana królowa, która zmierzała już do Pentos z trzema świeżo wyklutymi smokami. Ale niespodziewanie dziewczyna zjawiła się w Zatoce Niewolniczej, zostawiając za sobą szereg spalonych miast, i tłuścioch zdecydował, że mamy się z nią spotkać w Volantis. A teraz ten plan również legł w gruzach. Mam już dość planów Illyria. Robert Baratheon zdobył Żelazny Tron bez pomocy smoków. My również możemy tego dokonać. A jeśli się mylę i królestwo nie powstanie, by nas poprzeć, zawsze będziemy mogli wycofać się za wąskie morze, jak ongiś Bittersteel i inni po nim.

Strickland potrząsał uparcie głową.

– Ryzyko...

– ...nie jest już tak wielkie, odkąd Tywin Lannister nie żyje. Podbój Siedmiu Królestw nigdy nie będzie łatwiejszy. Na Żelaznym Tronie zasiada kolejny chłopiec, jeszcze młodszy od poprzedniego, a buntownicy zrobili się pospolici jak spadające jesienią liście.

– Mimo to sami nie mamy szans... – nie ustępował Strickland.

Gryf miał już dosyć tchórzostwa wielkiego kapitana.

– Nie będziemy sami. Dorne nas poprze, musi nas poprzeć. Książę Aegon jest nie tylko synem Rhaegara, lecz również Elii.

– To prawda – zgodził się chłopak. – Czy w Westeros został jeszcze ktoś, kto może stawić nam opór? Tylko kobieta.

– Kobieta z rodu Lannisterów – upierał się wielki kapitan. – Ta suka będzie miała u swego boku Królobójcę, możesz być tego pewien, a oboje będzie wspierało całe złoto Casterly Rock. Illyrio mówi też, że młody król jest zaręczony z dziewczyną z rodu Tyrellów, co znaczy, że będziemy mieli przeciwko sobie również potęgę Wysogrodu.

Laswell Peake zastukał kostkami dłoni o blat.

– Choć minęło już stulecie, niektórzy z nas nadal mają w Reach przyjaciół. Potęga Wysogrodu może nie być aż tak wielka, jak się wydaje Mace’owi Tyrellowi.

– Książę Aegonie, jesteśmy twoimi ludźmi – oznajmił Tristan Rivers. – Czy życzysz sobie, byśmy pożeglowali na zachód, zamiast na wschód?

– Tak – potwierdził z zapałem Aegon. – Jeśli moja ciotka pragnie Meereen, może je sobie zatrzymać. Sam zdobędę Żelazny Tron, dzięki waszym mieczom i waszej wierności.

Działajmy szybko i uderzajmy mocno, a możemy odnieść kilka łatwych zwycięstw, nim Lannisterowie zdążą się zorientować, że wylądowaliśmy. To przyciągnie do naszej sprawy innych.

Rivers uśmiechnął się z aprobatą. Inni wymienili zamyślone spojrzenia.

– Wolę zginąć w Westeros niż na szlaku demonów – odezwał się wreszcie Peake.

– A ja wolę przeżyć, zdobyć ziemie i jakiś wielki zamek – dodał z chichotem Marq Mandrake.

Franklyn Flowers klepnął otwartą dłonią w rękojeść miecza.

– Jeśli będę mógł przy okazji zabić kilku Fossowayów, to jestem za tym – oznajmił.

Gdy wszyscy zaczęli mówić jednocześnie, Gryf zrozumiał, że fala się odwróciła.

Takiego Aegona jeszcze nigdy nie widziałem. To nie było roztropne rozwiązanie, ale znużył się już roztropnością, miał dość tajemnic, nie chciał dłużej czekać. Zwycięstwo czy klęska, ujrzy jeszcze przed śmiercią Gniazdo Gryfów i pochowają go w grobowcu obok ojca.

Jeden po drugim, ludzie ze Złotej Kompanii wstawali, klękali i kładli miecze u stóp młodego księcia. Ostatni uczynił to Bezdomny Harry Strickland, nie zważając na pęcherze.

Gdy opuścili namiot wielkiego kapitana, słońce czerwieniało już na zachodzie, malując szkarłatne cienie na pozłacanych czaszkach zatkniętych na włócznie. Franklyn Flowers zaproponował, że oprowadzi księcia po obozie i przedstawi go części tych, których zwał „chłopakami”. Gryf wyraził zgodę.

– Ale pamiętaj, że dla kompanii chłopak musi pozostać Młodym Gryfem, dopóki nie popłyniemy za wąskie morze. W Westeros umyjemy mu włosy i pozwolimy wdziać zbroję.

– Tak jest, rozumiem. – Flowers poklepał Młodego Gryfa po plecach. – Chodź ze mną. Zaczniemy od kucharzy. Ich warto poznać.

Kiedy poszli, Gryf zwrócił się w stronę Półmaestera.

– Pojedź na „Nieśmiałą Pannę” i wróć z lady Lemore i ser Rollym. Będziemy też potrzebowali skrzyń Illyria. Wszystkich pieniędzy i zbroi. Podziękuj Yandry’emu i Ysilli.

Wykonali już swoje zadanie. Nie zapomnimy o nich, gdy Jego Miłość odzyska królestwo.

– Jak każesz, wasza lordowska mość.

Gryf zostawił go i skrył się w namiocie, który przydzielił mu Bezdomny Harry.

Wiedział, że droga przed nimi jest pełna niebezpieczeństw, ale co z tego? Wszyscy muszą umrzeć. Prosił tylko o czas. Czekał już bardzo długo, z pewnością bogowie przyznają mu jeszcze kilka lat, by mógł zobaczyć, jak chłopak, którego zwał synem, zasiądzie na Żelaznym Tronie. A także odzyskać ziemię, nazwisko i honor. Uciszyć dzwony, które tak głośno dzwoniły w jego snach, gdy tylko zamknął oczy, by zasnąć.

Jon Connington siedział sam w namiocie, a złocistoszkarłatne promienie słońca wpadały do środka przez rozsunięte poły. Zrzucił futro z wilków, zdjął kolczą koszulę przez głowę, usiadł na obozowym stołku i ściągnął rękawicę z prawej dłoni. Paznokieć wielkiego palca zrobił się czarny jak gagat. a szarość dotarła już prawie do pierwszego paliczka. Koniuszek serdecznego palca również zaczął ciemnieć, a gdy Gryf dotknął go koniuszkiem noża, nic nie poczuł.

Śmierć – pomyślał – ale powolna. Mam jeszcze czas. Rok. Dwa lata. Pięć.

Niektórzy kamienni ludzie przeżywają dziesięć. Wystarczy mi czasu, by przepłynąć wąskie morze i znowu ujrzeć Gniazdo Gryfów. Raz na zawsze położyć kres rodowi uzurpatora i posadzić syna Rhaegara na Żelaznym Tronie.

Wtedy lord Jon Connington będzie mógł umrzeć szczęśliwy.

PLEWY NA WIETRZE

Wiadomość przemknęła przez obóz niby gorący wicher. Jej zastęp wymaszerował.

Nadchodzi. Gna ze wszystkich sił na południe, w stronę Yunkai, by puścić miasto z dymem i wyrżnąć mieszkańców, a my maszerujemy na północ, by przeciąć jej drogę.

Żaba dowiedział się o tym od Dicka Straw, który dowiedział się od Starego Kościstego Billa, który usłyszał to od Pentoshijczyka nazwiskiem Myrio Myrakis, który miał kuzyna służącego Obdartemu Księciu jako podczaszy.

– Kuzynek usłyszał o tym w namiocie dowodzenia, z ust samego Cagga – zapewniał Dick Straw. – Wymaszerujemy, nim zacznie się dzień, sam zobaczysz.

To przynajmniej okazało się prawdą. Rozkaz wydany przez Obdartego Księcia przekazali kapitanowie i sierżanci: zwijajcie namioty, objuczcie muły, osiodłajcie konie, o świcie maszerujemy do Yunkai.