Выбрать главу

Wiedział, że ma bardzo niewielkie szanse uwolnić się z łańcuchów, lecz i tak czuł się zobowiązany podjąć próbę. Usiłowania wyszarpnięcia dłoni z kajdan doprowadziły jednak tylko do tego, że stracił jeszcze trochę skóry, a jego nadgarstek zrobił się śliski od krwi. Nie zdołał też wyrwać żelaznego pierścienia ze ściany szarpaniem i pociąganiem.

W dupę z tym – pomyślał i osunął się w dół tak daleko, jak pozwoliły mu łańcuchy. W nogach łapały go kurcze. To będzie piekielnie niewygodna noc. Z pewnością pierwsza z wielu.

W izbie panowała duchota, rycerz uchylił więc okiennice, by wywołać przeciąg.

Wciśnięty w róg budynku pod okapem pokój miał na szczęście dwa okna. Jedno wychodziło na Długi Most i otoczone czarnym murem serce Starego Volantis po drugiej stronie rzeki, drugie zaś na położony w dole plac. Mormont nazwał go Targiem Rybnym.

Choć łańcuchy były krótkie, Tyrion był w stanie wyjrzeć przez nie, pochylając się w bok tak, by żelazny pierścień utrzymywał jego ciężar. Upadek nie byłby tak długi, jak z podniebnych cel Lysy Arryn, ale równie śmiertelny. Może gdybym się upił...

Pomimo późnej pory na placu było tłoczno. Marynarze hałasowali, kurwy szukały klientów, a kupcy zajmowali się interesami. Pod oknem przeszła czerwona kapłanka w towarzystwie kilkunastu akolitów z pochodniami. Pod tawerną toczyło wojnę dwóch graczy w cyvasse. Obok stolika stał niewolnik z oświetlającą planszę lampą. Tyrion słyszał głos śpiewającej w nieznanym mu języku kobiety. Melodia była łagodna i smutna.

Gdybym wiedział, o czym śpiewa, mógłbym się rozpłakać. Bliżej okna tłumek otoczył parę żonglerów rzucających do siebie pochodnie.

Porywacz wrócił szybko. Przyniósł dwa kufle i pieczoną kaczkę. Zamknął kopniakiem drzwi, rozdarł ptaka na dwoje i rzucił połowę Tyrionowi. Karzeł złapałby kaczkę w locie, ale gdy spróbował unieść ręce, łańcuchy okazały się za krótkie. Ptak walnął go w skroń i ześliznął się po twarzy, gorący i tłusty. Tyrion musiał przykucnąć i wyciągnąć po niego ręce, pobrzękując łańcuchami. Udało mu się za trzecim razem i wgryzł się z radością w mięso.

– Może by tak trochę ale do popicia?

Mormont wręczył mu kufel.

– Większość Volanteńczyków dziś się upije. Czemu tobie by tego żałować?

Trunek także był słodki. Smakował owocami. Karzeł pociągnął długi łyk i beknął radośnie. Kufel był z cyny, bardzo ciężki. Opróżnię go i rzucę mu nim w głowę – pomyślał. Jeśli mi się poszczęści, rozbiję mu czaszkę. A jeśli bardzo mi się poszczęści, chybię i Mormont zatłucze mnie na śmierć. Pociągnął kolejny łyk.

– Dziś jest jakieś święto?

– Trzeci dzień ich wyborów. W sumie trwają dziesięć. Dziesięć dni szaleństwa.

Marsze z pochodniami, przemówienia, komedianci, minstrele i tancerze, zbiry walczące na śmierć i życie o honor tych, których popierają, słonie z imionami kandydatów wypisanymi na bokach. Ci żonglerzy agitują na rzecz Methysa.

– Przypomnij mi, żebym zagłosował na kogoś innego. – Tyrion zlizał tłuszcz z palców. Gapie rzucali żonglerom monety. – Czy wszyscy kandydaci na triarchów urządzają przedstawienia?

– Robią to, co ich zdaniem przysporzy im głosów – odparł Mormont. – Jadło, napoje, występy... Alios wysłał na ulice sto ładnych niewolnic, żeby spały z wyborcami.

– Zagłosuję na niego – zdecydował Tyrion. – Przyprowadź mi niewolnicę.

– Są przeznaczone tylko dla wolno urodzonych Volanteńczyków spełniających cenzus majątkowy. Na zachód od rzeki znajdziesz takich bardzo niewielu.

– I to trwa dziesięć dni? – zapytał ze śmiechem Tyrion. – To może być niezła zabawa, choć trzech królów to o dwóch za dużo. Wyobrażam sobie, jakby to było, gdybym władał Siedmioma Królestwami ze swą słodką siostrą i dzielnym bratem u boku. Przed upływem roku jedno z nas zamordowałoby pozostałych dwoje. Dziwię się, że triarchowie nie robią tego samego.

– Kilku próbowało. Całkiem możliwe, że to oni są mądrzy, a my jesteśmy głupcami.

Volantis przeżyło różne szaleństwa, ale nigdy nie miało chłopca za triarchę. A gdy wybrano kogoś niespełna rozumu, dwaj współtriarchowie powstrzymywali go, aż roczna kadencja dobiegła końca. Pomyśl, ilu ludzi mogłoby nadal żyć, gdyby Obłąkany Aerys musiał się dzielić władzą z dwoma innymi królami.

Ale zamiast tego miał mojego ojca – pomyślał Tyrion.

– Niektórzy w Wolnych Miastach sądzą, że po naszej stronie wąskiego morza wszyscy jesteśmy dzikusami – ciągnął rycerz. – A reszta uważa nas za dzieci tęskniące za silną ręką ojca.

– Albo matki? – Cersei będzie tym zachwycona. Zwłaszcza kiedy sprezentuje jej moją głowę. – Widzę, że dobrze znasz to miasto.

– Spędziłem tu blisko rok. – Rycerz pociągnął łyk mętnego płynu pozostałego na dnie kufla. – Gdy Stark skazał mnie na wygnanie, uciekłem z drugą żoną do Lys. Wolałbym Braavos, ale Lynesse chciała zamieszkać gdzieś, gdzie jest ciepło. Dlatego zamiast służyć Braavosom walczyłem z nimi nad Rhoyne. Niestety na każdego srebrnika, jakiego zarobiłem, moja żona wydawała dziesięć. Po powrocie do Lys dowiedziałem się, że wzięła sobie kochanka, który oznajmił mi z radością, że zostanę oddany w niewolę za długi, chyba że wyrzeknę się Lynesse i opuszczę miasto. Tak właśnie trafiłem do Volantis... uciekałem przed niewolą, nie mając nic poza mieczem i ubraniem na grzbiecie.

– A teraz chcesz uciec do domu.

Mormont dopił resztkę ale.

– Rano znajdę dla nas statek. Łóżko należy do mnie. Ty wybierz sobie jakiś fragment podłogi, do którego sięgną łańcuchy. Śpij, jeśli możesz. Jeśli nie, licz swoje zbrodnie. To powinno zająć cię do rana.

Ty też masz ich sporo na sumieniu, Jorahu Mormont – pomyślał karzeł. Wolał jednak zachować tę opinię dla siebie.

Ser Jorah powiesił pas na słupku łoża, ściągnął buty i zdjął przez głowę kolczugę.

Następnie uwolnił się od ubrań z wełny i skóry oraz przepoconej bielizny, odsłaniając muskularny, naznaczony bliznami tułów porośnięty ciemnymi włosami. Gdybym zdarł z niego skórę, mógłbym ją sprzedać jako futro – pomyślał Tyrion, gdy Mormont zwalił się na zapadnięty, lekko cuchnący materac.

Niemal natychmiast rycerz zaczął chrapać, zostawiając jeńca sam na sam z łańcuchami. Oba okna były szeroko otwarte i do sypialni wpadał blask ubywającego księżyca. Było słychać napływające z placu dźwięki; urywki pijackiej pieśni, wrzaski grzejących się kotów, odległy szczęk stali uderzającej o stal. Ktoś zaraz zginie – pomyślał Tyrion.

Czuł pulsujący ból w miejscu, gdzie zdarł sobie skórę z nadgarstka, a łańcuchy nie pozwalały mu usiąść, nie wspominając już o położeniu się. Najlepsze, co mógł zrobić, to obrócić się na bok i oprzeć o ścianę. Po chwili zaczął tracić czucie w dłoniach. Gdy się przesunął, by temu zaradzić, wróciło jako ból. Musiał zacisnąć zęby, żeby nie krzyczeć.

Zastanawiał się, co czuł jego ojciec, gdy bełt wbił mu się w krocze, albo co czuły Shae, kiedy zacisnął łańcuch na jej kłamliwym gardle, i Tysha, gdy ją gwałcił. Jego ból był niczym w porównaniu z ich cierpieniami, ale ta świadomość mu nie pomagała. Niech wreszcie przestanie mnie boleć.