– Zachowaj sobie swoje srebro. Ja mam złoto. I oszczędź mi tych złowrogich spojrzeń, ser. Jestem za stara, żeby się ich bać. Widzę, że jesteś twardy i z pewnością biegle władasz tym długim mieczem, który masz u pasa, ale to jest moje królestwo.
Wystarczy, że kiwnę palcem, a możesz popłynąć do Meereen przykuty do wiosła na galerze. – Uniosła nefrytowy wachlarz i rozłożyła go. Rozległ się szelest liści i z zarośniętego pnączami przejścia po jej lewej stronie wyłonił się mężczyzna. Twarz pokrywała mu masa blizn, a w jednej ręce trzymał miecz, krótki i masywny jak tasak. –
Ktoś ci powiedział, żebyś się zwrócił do wdowy z portu, ale zapomniał dodać: „strzeż się dzieci wdowy”. Niemniej poranek jest bardzo słodki, więc zapytam cię raz jeszcze. Po co chcesz dotrzeć do Daenerys Targaryen w chwili, gdy połowa świata pragnie jej śmierci?
Twarz Joraha Mormonta pociemniała z gniewu.
– Żeby jej służyć – odpowiedział jednak. – Bronić jej. Zginąć dla niej, jeśli to będzie konieczne.
Wdowa parsknęła śmiechem.
– Pragniesz ją uratować? Tak to wygląda? Przed tyloma wrogami, że nie potrafię wszystkich wymienić, przed niezliczonymi mieczami... i chcesz, żeby biedna wdowa w to uwierzyła? Że jesteś prawdziwym dzielnym westeroskim rycerzem, który pragnie przemierzyć pół świata, by pośpieszyć na ratunek... no cóż, dziewicą to ona już nie jest, choć może nadal być piękna. – Znowu się roześmiała. – Myślisz, że karzeł jej się spodoba? Czy twoim zdaniem wykąpie się w jego krwi, czy zadowoli się ucięciem mu głowy?
– Ten karzeł to... – zaczął ser Jorah po chwili wahania.
– Wiem, kim on jest. I czym jest. – Skierowała na Tyriona twarde jak kamień spojrzenie czarnych oczu. – Zabójcą krewnych, królobójcą, mordercą, zdrajcą.
Lannisterem... – to ostatnie słowo zabrzmiało jak przekleństwo. – A co ty zamierzasz ofiarować smoczej królowej, mały człowieczku?
Swą nienawiść – pragnął odpowiedzieć Tyrion, ale rozpostarł tylko dłonie, tak daleko, jak pozwoliły mu łańcuchy.
– Czego tylko ode mnie zapragnie. Mądre rady, zjadliwy dowcip, parę fikołków.
Kutasa, jeśli go zechce. Język, jeśli nie. Będę dowodził jej armiami albo masował jej stopy, jak sobie zażyczy. I pragnę za to wszystko tylko jednej nagrody. Chcę, żeby pozwoliła mi zgwałcić i zamordować moją siostrę.
Jego słowa z powrotem przywołały uśmiech na twarz staruszki.
– To przynajmniej było szczere – stwierdziła. – Ale ty, ser... znałam kilkunastu westeroskich rycerzy i z tysiąc poszukiwaczy przygód podobnego rodzaju, ale żaden z nich nie był tak czysty, jak próbujesz mi wmówić. Ludzie to bestie, brutalne i samolubne.
Nawet pod najszlachetniejszymi słowami zawsze ukrywają mroczniejsze motywy. Nie ufam ci, ser. – Kazała im odejść ruchem wachlarza, jakby byli tylko muchami brzęczącymi nad jej głową. – Jeśli chcesz się dostać do Meereen, zrób to wpław. U mnie nie znajdziesz pomocy.
I wtedy rozpętało się siedem piekieł.
Ser Jorah zaczął wstawać, wdowa złożyła wachlarz, człowiek z bliznami wysunął się z cieni... a za nimi krzyknęła jakaś kobieta. Tyrion odwrócił się akurat na czas, by zobaczyć pędzącego nań karła. To dziewczyna – uświadomił sobie nagle. Dziewczyna w męskim stroju. i chce mi wypruć flaki tym nożem.
Na pół uderzenia serca ser Jorah, wdowa i mężczyzna z bliznami zamarli w bezruchu, jak wykuci z kamienia. Ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach gapili się na to, popijając ale i wino, lecz nikt nie próbował interweniować. Tyrion musiał poruszyć obiema rękami jednocześnie, ale i tak łańcuchy ledwie pozwoliły mu dosięgnąć stojącego na stole dzbana. Zacisnął na nim pięści, odwrócił się i chlusnął zawartością prosto w oczy karlicy, a potem rzucił się w bok, by uniknąć noża. Dzban pękł pod nim w tej samej chwili, gdy jego głowa uderzyła w podłogę. Dziewczyna znowu skoczyła na niego.
Przetoczył się na bok i nóż karlicy wbił się w deski podłogi. Wyrwała go, uniosła znowu...
...i nagle uniesiono ją nad podłogę. Wierzgała jak szalona, próbując się wyrwać z uścisku ser Joraha.
– Nie! – zawodziła w języku powszechnym Westeros. – Puść mnie.
Tyrion usłyszał trzask rozrywającej się bluzy.
Mormont złapał dziewczynę jedną ręką za kołnierz, a drugą wyrwał jej sztylet z dłoni.
– Dość tego.
Pojawił się właściciel, trzymający w dłoni pałkę. Na widok stłuczonego dzbana zaklął szpetnie i zapytał, co się tu wydarzyło.
– Walka karłów – wyjaśnił z chichotem Tyroshijczyk o zabarwionej na fioletowo brodzie.
Tyrion spojrzał, mrugając, na szarpiącą się w powietrzu dziewczynę.
– Dlaczego? – zapytał. – Co złego ci zrobiłem?
– Zabili go. – Dziewczyna utraciła wszelką wolę walki. Zwisała bezwładnie w rękach Mormonta. Jej oczy zaszły łzami. – Mojego brata. Zabrali go i zabili.
– Kto go zabił? – zapytał Mormont.
– Marynarze. Marynarze z Siedmiu Królestw. Pięciu. Byli pijani. Zobaczyli, jak stawaliśmy w szranki na placu, i potem poszli za nami. Kiedy się zorientowali, że jestem dziewczyną, puścili mnie, ale mojego brata zabrali i zabili. Ucięli mu głowę.
Tyriona przeszył nagły szok rozpoznania. Widzieli, jak stawaliśmy w szranki na placu. Uświadomił sobie, kim jest dziewczyna.
– Jechałaś na świni czy na psie? – zapytał.
– Na psie – załkała. – Oppo zawsze dosiadał świni.
Karły ze ślubu Joffreya. To ich występ stał się wówczas początkiem wszystkich kłopotów. Jakie to dziwne, że spotkałem ich na drugim końcu świata. Choć może znowu nie takie dziwne. Gdyby mieli choć połowę rozumu własnej świni, uciekliby z Królewskiej Przystani już w noc śmierci Joffa, nim Cersei zdążyłaby obciążyć ich częścią winy za śmierć swego syna.
– Puść ją, ser – poprosił Joraha Mormonta. – Nie zrobi mi krzywdy.
Ser Jorah postawił ją na podłodze.
– Przykro mi z powodu twego brata... ale nie mieliśmy nic wspólnego z jego zamordowaniem.
– On miał. – Dziewczyna podniosła się na kolana, przyciskając podartą, mokrą od wina bluzę do małych, jasnych piersi. – To jego chcieli dorwać. Wzięli Oppa za niego. –
Dziewczyna łkała niepowstrzymanie, błagając o pomoc wszystkich, którzy chcieli jej słuchać. – Powinien zginąć, tak samo jak mój biedny brat. Proszę. Niech ktoś mi pomoże. Niech ktoś go zabije.
Właściciel złapał ją brutalnie za ramię i podniósł na nogi, pytając krzykiem po volanteńsku, kto zapłaci za szkody.
Wdowa obrzuciła rycerza chłodnym spojrzeniem.
– Ponoć rycerze bronią słabych i opiekują się niewinnymi. No pewnie. A ja jestem najpiękniejszą dziewicą w całym Volantis. – Jej śmiech był pełen pogardy. – Jak masz na imię, dziecko?
– Grosik.
Staruszka zawołała coś do właściciela w języku Starego Volantis. Tyrion znał go na tyle, by zrozumieć, że kazała mu zaprowadzić dziewczynę do jej pokoju, dać jej wina i znaleźć dla niej jakieś ubranie.
Kiedy oboje odeszli, wdowa przyjrzała się uważnie Tyrionowi z błyskiem w czarnych oczach.
– Uważam, że potwory powinny być większe. W Westeros jesteś wart tytułu lordowskiego, mały człowieczku. Obawiam się, że tutaj twoja wartość jest cokolwiek mniejsza. Mimo to lepiej będzie, jak ci pomogę. Volantis chyba nie jest teraz bezpiecznym miejscem dla karłów.
– Jesteś zbyt łaskawa. – Tyrion obdarzył ją swym najsłodszym uśmiechem. – Być może twoja łaskawość posunie się tak daleko, że każesz zdjąć mi te czarujące żelazne bransolety? Ten potwór ma tylko połowę nosa i ta połowa swędzi go piekielnie.