– Zło jest w jego krwi – oznajmił Robett Glover. – To bękart zrodzony z gwałtu.
Snow, bez względu na to, co mówi młodociany król.
– Jego nazwisko znaczy „śnieg”, ale serce ma do cna czarne – dodał lord Wyman. –
Ramsay zagarnął ziemie lorda Hornwooda, zmuszając wdowę po nim do małżeństwa, a potem zamknął ją w wieży i zapomniał o niej. Ponoć zjadła z głodu własne palce... a Lannisterowie w swej królewskiej sprawiedliwości oddali mu córkę Neda Starka.
– Boltonowie zawsze byli okrutni i przebiegli, ale ten to prawdziwa bestia w ludzkiej skórze – skonkludował Glover.
– A Freyowie wcale nie są lepsi – dodał lord Białego Portu, pochylając się ku Davosowi. – Gadają o wargach i zmiennoskórych, zapewniają, że to Robb Stark zamordował mojego Wendela. Cóż za arogancja! Nie spodziewają się, że północ naprawdę uwierzy w ich kłamstwa, ale są przekonani, iż musimy udawać, że w nie wierzymy, albo zginiemy. Roose Bolton kłamie w sprawie swego udziału w Krwawych Godach, a jego bękart powtarza kłamstwa o upadku Winterfell. Dopóki więzili Wylisa, nie miałem innego wyboru, jak jeść wszystkie te ekskrementy i zachwalać ich smak.
– A teraz, wasza lordowska mość? – zapytał Davos.
Miał nadzieję, że lord Wyman powie: „A teraz poprę króla Stannisa”, ale grubas uśmiechnął się tylko z dziwną wesołością.
– A teraz muszę pojechać na ślub. Jestem za gruby, by dosiąść konia. Każdy, kto ma oczy, widzi to wyraźnie. Kiedy byłem małym chłopcem, uwielbiałem jeździć konno, a jako młody mężczyzna radziłem sobie z wierzchowcem na tyle dobrze, by okryć się choć niewielką chwałą w szrankach, ale owe dni dawno już minęły. Własne ciało stało się dla mnie więzieniem straszliwszym niż Wilczy Barłóg. Mimo to muszę wyruszyć do Winterfell. Roose Bolton chce, bym ugiął przed nim kolan, a pod jego aksamitną uprzejmością kryje się żelazna kolczuga. Będę podróżował barką i w lektyce, w towarzystwie stu rycerzy i moich dobrych przyjaciół z Bliźniaków. Freyowie przybyli drogą morską i nie mają koni, więc dam każdemu po klaczce jako dar dla gości. Czy na południu gospodarze nadal ofiarowują gościom dary?
– Niektórzy to robią, wasza lordowska mość. W dniu, gdy gość ich opuszcza.
– Być może więc to rozumiesz – Wyman Manderly podniósł się ciężko. – Już od z górą roku buduję okręty. Widziałeś niektóre z nich, ale drugie tyle ukryłem na Białym Nożu. Mimo poniesionych strat nadal mam najwięcej ciężkiej jazdy ze wszystkich lordów na północ od Przesmyku. Moje mury są mocne, a skarbiec pełen srebra. Stary Zamek i Wdowia Strażnica pójdą za mną. Wśród moich chorążych jest tuzin pomniejszych lordów i stu rycerzy na włościach. Mogę ofiarować królowi Stannisowi wierność wszystkich ziem położonych na wschód od Białego Noża, od Wdowiej Strażnicy i Baranich Wrót, aż po Wzgórza Owczej Głowy i górny bieg Złamanej Gałęzi. Przysięgam, że to zrobię, jeśli zapłacisz cenę, której żądam.
– Mogę przekazać twoje warunki królowi, ale...
– Powiedziałem, jeśli ty zapłacisz cenę, której żądam – przerwał mu lord Wyman. –
Nie Stannis. Nie potrzebuję króla, lecz przemytnika.
– Być może nigdy nie poznamy wszystkich szczegółów tego, co wydarzyło się w Winterfell, gdy ser Rodrik Cassel spróbował odbić zamek z rąk żelaznych ludzi Theona Greyjoya – podjął opowieść Robett Glover. – Bękart Boltona twierdzi, że Greyjoy zamordował ser Rodrika podczas rokowań. Wex temu przeczy. Dopóki nie opanuje lepiej sztuki pisania, nie poznamy choćby połowy prawdy... ale przybył do nas, umiejąc przekazać „tak” i „nie”, a to może powiedzieć bardzo wiele, gdy odnajdzie się właściwe pytania.
– To Bękart zamordował ser Rodrika i ludzi z Winterfell – zapewnił lord Wyman. –
Podobnie jak żelaznych ludzi Greyjoya. Wex widział, jak zabijano tych, którzy próbowali się poddać. Kiedy go zapytaliśmy, jak zdołał się uratować, wziął kawałek kredy i narysował drzewo z ludzką twarzą.
– Uratowali go starzy bogowie? – zapytał Davos po chwili zastanowienia.
– W pewnym sensie. Wdrapał się na drzewo serce i ukrył wśród liści. Ludzie Boltona dwukrotnie przeszukali boży gaj i zabili tych, których tam znaleźli, ale żadnemu nie przyszło do głowy, by wspinać się na drzewa. Czy tak właśnie było, Wex?
Chłopak podrzucił sztylet Glovera, złapał go i skinął głową.
– Siedział na drzewie przez długi czas – wyjaśnił Robett. – Spał na konarach, nie śmiąc zejść na ziemię. Aż w końcu usłyszał na dole głosy.
– Głosy umarłych – dodał Wyman Manderly.
Wex rozpostarł pięć palców, dotknął ich kolejno czubkiem sztyletu, a potem podkurczył cztery i raz jeszcze dotknął ostatniego.
– Sześciu? – zapytał Davos.
– Było ich sześciu. W tym dwóch zamordowanych synów Neda Starka.
– Jak niemy chłopak mógł wam to powiedzieć?
– Kredą. Narysował dwóch chłopców... i dwa wilki.
– Jest żelaznym człowiekiem, więc pomyślał, że lepiej się nie pokazywać – ciągnął Glover. – Słuchał uważnie. Sześcioro zbiegów nie zwlekało długo wśród ruin Winterfell.
Czworo ruszyło w jedną stronę, a dwoje w drugą. Wex poszedł za dwojgiem, za kobietą i chłopcem. Musiał cały czas trzymać się pod wiatr od nich, żeby wilk go nie zwęszył.
– Wie, gdzie są – oznajmił lord Wyman.
– Chcesz odnaleźć chłopca – zrozumiał Davos.
– Roose Bolton ma córkę lorda Eddarda. Żeby mu przeszkodzić, Biały Port musi mieć syna Neda... i jego wilkora. Wilk dowiedzie, że chłopiec jest tym, za kogo się podaje, gdyby Dreadfort próbował temu przeczyć. Oto moja cena, lordzie Davosie.
Przemyć do Białego Portu mojego seniora, a uznam Stannisa Baratheona za swego króla.
Stary odruch kazał Davosowi Seaworthowi sięgnąć do gardła. Kości palców były jego amuletem, a z jakiegoś powodu uważał, że będzie potrzebował szczęścia, by wykonać zadanie postawione mu przez Wymana Manderly’ego. Stracił jednak swój talizman.
– Masz na swe usługi ludzi więcej wartych ode mnie – rzekł. – Rycerzy, lordów i maesterów. Po co ci przemytnik? Masz też statki.
– Mam statki – zgodził się lord Wyman – ale ich załogi składają się z flisaków albo rybaków, którzy nigdy nie wypływali poza Zimną Wodę. Do tego zadania potrzebny jest człowiek, który pływał po mroczniejszych wodach i wie, jak niepostrzeżenie ominąć wszelkie niebezpieczeństwa.
– Gdzie jest chłopiec? – Davos wiedział już, że odpowiedź mu się nie spodoba. –
Dokąd chcesz mnie wysłać, panie?
– Wex, pokaż mu – rozkazał chłopakowi Robett Glover.
Niemowa podrzucił sztylet, złapał go, a potem rzucił nim w mapę wiszącą na ścianie.
Nóż obrócił się parę razy w powietrzu i wbił z drżeniem w owczą skórę. Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu.
Przez pół uderzenia serca Davos miał ochotę poprosić Wymana Manderly’ego, by odesłał go z powrotem do Wilczego Barłogu, do ser Bartimusa z jego opowieściami i Gartha z jego śmiercionośnymi damami. Tam nawet więźniowie dostawali na śniadanie owsiankę, a na świecie istniały miejsca, gdzie ponoć dzień zaczynano od posiłku z ludzkiego mięsa.
DAENERYS
Co rano królowa spoglądała z murów na zachód i liczyła żagle w Zatoce Niewolniczej.
Dzisiaj naliczyła ich dwadzieścia pięć, choć niektóre były daleko i się poruszały, nie mogła więc mieć pewności. Zdarzało się, że któryś przeoczyła albo policzyła dwa razy.
Co to ma za znaczenie? Dusiciel potrzebuje tylko dziesięciu palców. Handel ustał całkowicie, a jej rybacy nie śmieli wypływać na zatokę. Najśmielsi próbowali zarzucać sieci w rzece, ale nawet to było ryzykowne. Większość wolała cumować pod zbudowanymi z różnobarwnych cegieł murami miasta.