Выбрать главу

Fetor nie skomentował tego ani słowem. Niektórych rzeczy lepiej było nie mówić, nawet w stajni, gdy jego lordowska mość był daleko. Jedno niewłaściwe słowo mogło go kosztować dodatkowy palec u nogi, a nawet u ręki. Ale nie język. Nigdy nie zabierze mi języka. Lubi słuchać, jak błagam, by oszczędził mi bólu. Lubi mnie do tego przymuszać.

Jeźdźcy spędzili w drodze szesnaście dni, mając do jedzenia tylko suchary i soloną wołowinę, pomijając ukradzione od czasu do czasu koźlęta. Dlatego lord Ramsay rozkazał, by urządzono ucztę dla uczczenia jego powrotu do Barrowton. Ich gospodarz, posiwiały pośledni lord o jednej ręce zwany Harwoodem Stoutem, zdawał sobie sprawę, że nierozsądnie by było mu odmawiać, choć jego spiżarnie z pewnością były już niemal puste. Fetor słyszał, jak służący Stouta skarżyli się, że Bękart i jego ludzie pozbawiają ich zapasów na zimę. „Ludzie mówią, że weźmie sobie do łoża młodszą córkę lorda Eddarda – skarżyła się kucharka, gdy nie wiedziała, że Fetor ją słyszy – ale kiedy spadnie śnieg, to my będziemy wyruchani. Zapamiętaj sobie moje słowa”.

Niemniej lord Ramsay zażądał uczty i musieli ją wydać. W komnacie Stouta ustawiono na kozłach stoły, zarżnięto wołu, a nocą, gdy słońce zaszło, łowcy, którzy wrócili z pustymi rękami, pożerali pieczenie i żeberka, jęczmienny chleb i tłuczoną marchew z grochem, popijając to wszystko wielkimi ilościami ale.

Mały Walder pilnował, by kielich lorda Ramsaya był pełny, natomiast Duży Walder nalewał pozostałym gościom siedzącym za stołem na podwyższeniu. Fetora przykuto obok drzwi, by jego smród nie odbierał ucztującym apetytu. Później będzie mógł zjeść resztki, jakie lord Ramsay uzna za stosowne mu oddać. Psy krążyły swobodnie po komnacie. To one dostarczyły gościom najlepszej rozrywki, gdy Maude i Siwa Jeyne zaatakowały jednego z ogarów lorda Stouta, chcąc mu odebrać szczególnie mięsistą kość rzuconą przez Willa Shorta. Fetor jako jedyny w całej komnacie nie patrzył na walczące psy. Nie spuszczał spojrzenia z Ramsaya Boltona.

Walka się nie skończyła, dopóki pies gospodarza nie padł martwy. Stary ogar miał mniej szans od komedianta. Był jeden przeciwko dwóm, a suki Ramsaya były młode, silne i gwałtowne. Ben od Kości, który lubił je bardziej niż ich pan, opowiadał Fetorowi, że nadano im imiona młodych wieśniaczek, które Ramsay upolował, zgwałcił i zamordował w czasach, gdy był jeszcze bękartem i służył mu pierwszy Fetor.

– W każdym razie tych, które dostarczyły mu dobrej rozrywki. Te, które płaczą, błagają i nie chcą uciekać, nie wracają jako suki. – Fetor nie wątpił, że w następnym miocie, który przyjdzie na świat w psiarniach Dreadfort, będzie też Kyra. – Wyszkolił je też do zabijania wilków – wyznał Ben od Kości. Fetor nie skomentował tego ani słowem.

Wiedział, które wilki mają paść ofiarą dziewczyn, ale nie miał ochoty oglądać, jak gryzą się o jego odcięty palec u nogi.

Dwaj służący przyszli wynieść ciało martwego psa, a stara kobieta z miotłą, grabiami i wiadrem zajęła się przesiąkniętym krwią sitowiem. Wtem drzwi komnaty się otworzyły, stukając na wietrze. Do środka weszło kilkunastu ludzi w szarych kolczugach i żelaznych półhełmach. Odepchnęli na bok młodych wartowników o ziemistej cerze, odzianych w skórzane brygantyny oraz płaszcze ze złotogłowiu i czerwonawego samodziału. Ucztujący umilkli nagle... wszyscy poza lordem Ramsayem, który odrzucił na bok ogryzaną kość, otarł usta w rękaw i rozciągnął zatłuszczone wargi w wilgotnym uśmiechu.

– Witaj, ojcze – rzekł.

Lord Dreadfort spojrzał od niechcenia na resztki uczty, martwego psa, wiszące na ścianach arrasy oraz na zakutego w łańcuchy Fetora.

– Wynoście się – rozkazał ucztującym głosem cichym jak szept. – Wszyscy.

Natychmiast.

Ludzie lorda Ramsaya odsunęli się od stołów, porzucając kielichy i wypełnione mięsem wydrążone bochny. Ben od Kości zawołał dziewczyny, które potruchtały za nim.

Niektóre nadal trzymały w zębach kości. Harwood Stout pokłonił się sztywno i bez słowa opuścił własną komnatę.

– Zabierz Fetora ze sobą – warknął Ramsay do Skwaszonego Alyna, ale jego ojciec powstrzymał sługę skinieniem bladej dłoni.

– Nie, zostaw go.

Nawet strażnicy lorda Roose’a opuścili komnatę, zatrzaskując za sobą drzwi. Gdy echo wybrzmiało, Fetor zorientował się, że został w komnacie sam z dwoma Boltonami, ojcem i synem.

– Nie znalazłeś zaginionych Freyów – powiedział Roose Bolton tonem, który sugerował, że nie jest to pytanie, lecz stwierdzenie faktu.

– Wróciliśmy aż do miejsca, w którym według lorda Minoga rozstali się z nim, ale dziewczyny nie podjęły tropu.

– Pytałeś o nich w wioskach i warowniach?

– Strata czasu. Wieśniacy nigdy nic nie widzą. Równie dobrze mogliby być ślepi. –

Ramsay wzruszył ramionami. – Czy to ważne? Świat nie przejmie się stratą kilku Freyów. Jeśli kiedyś będziemy jakiegoś potrzebować, w Bliźniakach jest ich mnóstwo.

Lord Roose oderwał kawałek od piętki chleba i zjadł go.

– Hosteen i Aenys są zaniepokojeni.

– Niech sami ich poszukają, jeśli mają ochotę.

– Lord Wyman ma wyrzuty sumienia. Jeśli wierzyć jego słowom, szczególnie polubił Rhaegara.

Lord Ramsay robił się zły. Fetor wyczytał to z jego ust, z grymasu mięsistych warg i z uwidaczniających się na szyi ścięgien.

– Ci durnie powinni byli zostać z Manderlym.

Roose Bolton wzruszył ramionami.

– Lektyka lorda Wymana posuwa się bardzo powoli... i oczywiście tusza oraz stan zdrowia nie pozwalają jego lordowskiej mości podróżować dłużej niż kilka godzin dziennie, z częstymi postojami na posiłki. A Freyowie pragnęli jak najprędzej dotrzeć do Barrowton, by spotkać się z kuzynami. Czy można mieć do nich pretensję, że nie chcieli czekać?

– Jeśli naprawdę pojechali przodem. Wierzysz Manderly’emu?

W jasnych oczach lorda Roose’a pojawił się błysk.

– A czy sprawiam takie wrażenie? Niemniej jego lordowska mość jest bardzo przygnębiony.

– Nie aż tak, żeby utracił apetyt. Lord Świnia przywiózł ze sobą chyba z połowę zapasów żywności z Białego Portu.

– Czterdzieści wozów wyładowanych prowiantem. Beczułki wina i hipokrasu, beczki świeżo złowionych minogów, stado kóz, sto świń, skrzynie z krabami i ostrygami, ogromny dorsz... lord Wyman lubi jeść. Może to zauważyłeś.

– Zauważyłem, że nie przywiózł zakładników.

– Ja również.

– I co zamierzasz w tej sprawie zrobić?

– Oto dylemat. – Lord Roose znalazł pusty puchar, wytarł go o obrus i nalał sobie ale z dzbana. – Widzę, że nie tylko Manderly lubi uczty.

– To ty powinieneś wyprawić ucztę, żeby mnie przywitać – poskarżył się Ramsay. – I to w Barrow Hall, nie w tym nędznym zameczku.

– Barrow Hall i jego kuchnie nie są do mojej dyspozycji – odparł łagodnym tonem jego ojciec. – Jestem tam tylko gościem. Zamek i miasteczko należą do lady Dustin, a ona cię nie znosi.

Twarz Ramsaya pociemniała.

– A jeśli utnę jej cycki i rzucę moim dziewczynom, czy wtedy mnie zniesie? Albo kiedy zedrę z niej skórę i zrobię sobie z niej buty?

– Mało prawdopodobne. I to byłaby bardzo droga para butów. Kosztowałaby nas Barrowton, ród Dustinów i Ryswellów. – Roose Bolton usiadł za stołem naprzeciwko syna. – Barbrey Dustin jest młodszą siostrą mojej drugiej żony, córką Rodrika Ryswella, siostrą Rogera, Rickarda i mojego imiennika Roose’a, a także kuzynką innych Ryswellów. Lubiła mojego zmarłego syna i podejrzewa, że miałeś coś wspólnego z jego zgonem. Lady Barbrey to kobieta, która potrafi chować urazę. Ciesz się z tego.