Barrowton jest wierne Boltonom głównie dlatego, że Barbrey nadal wini Neda Starka za śmierć męża.
– Wierne? – Ramsay był wściekły. – Ona ciągle na mnie pluje. Nadejdzie dzień, gdy podpalę to jej wspaniałe drewniane miasteczko. Wtedy się przekonamy, czy potrafi pluciem ugasić pożar.
Roose skrzywił się, jakby ale nagle zrobiło się kwaśne.
– Czasami się zastanawiam, czy rzeczywiście zrodziłeś się z mojego nasienia. Moim przodkom można wiele zarzucić, ale żaden z nich nie był głupcem. Bądź cicho, dość już usłyszałem. Mamy potężnych przyjaciół pod postacią Lannisterów i Freyów oraz niechętne poparcie większości północy... ale co twoim zdaniem się zdarzy, gdy znajdzie się któryś z synów Neda Starka?
Wszyscy synowie Neda Starka nie żyją – pomyślał Fetor. Robba zamordowano w Bliźniakach, a Brana i Rickona... zanurzyliśmy głowy w smole... Jego czaszkę wypełniał pulsujący ból. Nie chciał myśleć o niczym, co się wydarzyło, zanim poznał swe imię. Niektóre rzeczy były zbyt bolesne, by o nich pamiętać, prawie tak samo bolesne jak nóż Ramsaya...
– Małe wilczki Starka nie żyją – stwierdził młodszy Bolton, dolewając sobie trochę ale – i już nie wrócą do życia. Niech tylko pokażą swoje brzydkie gęby, a moje dziewczyny rozszarpią te ich wilki na strzępy. Im prędzej wrócą, tym prędzej znowu ich zabiję.
Jego ojciec westchnął.
– Znowu? Z pewnością się przejęzyczyłeś. Nie ty zabiłeś synów lorda Eddarda, tych dwóch słodkich chłopców, których wszyscy kochaliśmy. To była robota Theona Sprzedawczyka, pamiętasz? Jaki ci się zdaje, ilu tych niechętnych przyjaciół zostanie przy nas, jeśli prawda wyjdzie na jaw? Tylko lady Barbrey, którą chciałbyś przerobić na parę butów... niskiej jakości. Ludzka skóra nie jest tak twarda jak krowia i szybciej się zużywa. Zgodnie z królewskim dekretem jesteś teraz Boltonem, więc spróbuj się zachowywać jak Bolton. Krążą o tobie opowieści, Ramsay. Słyszę je wszędzie. Ludzie się ciebie boją.
– To dobrze.
– Mylisz się. To niedobrze. O mnie nic nigdy nie opowiadano. Sądzisz, że w przeciwnym razie siedziałbym tutaj? Masz prawo do swoich rozrywek, nie będę cię ganił z ich powodu, ale musisz być bardziej dyskretny. Spokojny kraj, cisi ludzie. Tak zawsze brzmiała moja dewiza. Uczyń ją również swoją.
– Czy po to właśnie opuściłeś lady Dustin i tę tłustą świnię, swoją żonę? Chciałeś mi powiedzieć, żebym siedział cicho?
– Bynajmniej. Nadeszły pewne wieści, które musisz usłyszeć. Lord Stannis w końcu opuścił Mur.
Ramsay prawie że zerwał się na nogi. Na jego pulchnych, błyszczących wargach pojawił się uśmieszek.
– Czy maszeruje na Dreadfort?
– Niestety, nie. Arnolf tego nie rozumie. Przysięga, że zrobił wszystko, by zwabić go w pułapkę.
– Nie jestem pewien. Podrap Karstarka, a znajdziesz Starka.
– Po tym, jak Młody Wilk podrapał lorda Rickarda, może być w tym trochę mniej prawdy niż poprzednio. Tak czy inaczej, lord Stannis odebrał Deepwood Motte żelaznym ludziom i zwrócił je rodowi Gloverów. Co gorsza, przyłączyły się do niego górskie klany, Wullowie, Norreyowie, Liddle’owie i cała reszta. Jego siły rosną.
– Ale nasze są większe.
– Na razie.
– To znaczy, że musimy go jak najszybciej zmiażdżyć. Pozwól mi pomaszerować na Deepwood.
– Po twoim ślubie.
Ramsay walnął pucharem w stół. Resztki ale wylały się na obrus.
– Dość już tego czekania. Mamy dziewczynę, mamy drzewo i pod dostatkiem lordów za świadków. Jutro ją poślubię, zasadzę syna między jej nogami i wymaszeruję, nim jej dziewicza krew zaschnie.
Będzie się modliła, żebyś wymaszerował – pomyślał Fetor. Iżebyś już nigdy nie wrócił do jej łoża.
– Zasadzisz w niej syna, ale nie tutaj – sprzeciwił się Roose Bolton. – Postanowiłem, że wasz ślub urządzimy w Winterfell.
Ta perspektywa nie zachwyciła lorda Ramsaya.
– Puściłem je z dymem. Czyżbyś o tym zapomniał?
– Ja nie, ale ty najwyraźniej tak... to żelaźni ludzie puścili z dymem Winterfell i wyrżnęli wszystkich mieszkańców. Theon Sprzedawczyk.
Ramsay obrzucił Fetora podejrzliwym spojrzeniem.
– Tak, to prawda, ale... ślub w tych ruinach?
– Winterfell, nawet leżące w gruzach, pozostaje domem lady Aryi. Jakie miejsce mogłoby być lepsze na jej ślub, pokładziny i potwierdzenie twoich praw? Ale to tylko połowa sprawy. Bylibyśmy głupcami, gdybyśmy ruszyli w pole przeciwko Stannisowi.
Niech on zaatakuje nas. Jest zbyt ostrożny, by ruszyć na Barrowton... ale na Winterfell będzie musiał pomaszerować. Jego ludzie z klanów nie zostawią córki swego sławetnego Neda komuś takiemu jak ty. Stannis będzie musiał zaatakować albo ich straci... a ponieważ jest ostrożnym dowódcą, przed wymarszem wezwie wszystkich swych przyjaciół i sojuszników. Wezwie Arnolfa Karstarka.
Ramsay oblizał spękane wargi.
– I wtedy go załatwimy.
– Jeśli bogowie zechcą. – Roose wstał. – Weźmiesz ślub w Winterfell. Zawiadomię lordów, że wyruszamy za trzy dni i poproszę, by nam towarzyszyli.
– Jesteś namiestnikiem północy. Wydaj im rozkaz.
– Prośba będzie równie skuteczna. Władza najlepiej smakuje, jeśli posłodzić ją odrobiną uprzejmości. Lepiej się tego naucz, jeśli masz nadzieję kiedyś ją sprawować. –
Lord Dreadfort zerknął na Fetora. – Aha, i uwolnij z łańcuchów swojego ulubieńca.
Zabieram go.
– Zabierasz? Dokąd? On jest mój. Nie możesz mi go odebrać.
To wyraźnie rozbawiło Roose’a.
– Wszystko, co masz, otrzymałeś ode mnie. Lepiej o tym nie zapominaj, bękarcie.
Jeśli zaś chodzi o tego... Fetora... Jeśli nie zniszczyłeś go nieodwracalnie, może nam się jeszcze przydać. Weź klucze i zdejmij mu łańcuchy, zanim pożałuję dnia, w którym zgwałciłem twoją matkę.
Fetor zauważył grymas ust Ramsaya, ślinę błyszczącą na jego wargach. Bał się, że młodszy Bolton może przeskoczyć stół ze sztyletem w dłoni. On jednak poczerwieniał tylko, odwrócił jasne oczy od jeszcze jaśniejszych oczu ojca i poszedł poszukać klucza.
Ale gdy uklęknął, by zdjąć okowy z rąk i nóg Fetora, nachylił się nisko nad nim.
– Nic mu nie mów i zapamiętaj każde słowo, które od niego usłyszysz – wyszeptał. –
Odzyskam cię, bez względu na to, co ci powie ta suka, lady Dustin. Kim jesteś?
– Fetorem, panie. Należę do ciebie. Nazywam się Fetor i szpieguję przeto.
– Masz rację. Kiedy mój ojciec przywiezie cię z powrotem, zabiorę ci jeszcze jeden palec. Pozwolę ci wybrać który.
Po policzkach Fetora spłynęły niepowstrzymane łzy.
– Dlaczego? – zawołał załamującym głosem. – Nie prosiłem go, żeby mnie zabrał.
Zrobię, co tylko chcesz, będę służył, słuchał... proszę... nie.
Ramsay uderzył go w twarz.
– Zabierz go – powiedział do ojca. – Nawet nie jest mężczyzną. Brzydzę się jego smrodu.
Gdy wyszli na dwór, nad otaczającą Barrowton palisadą pojawił się księżyc. Fetor słyszał świst wiatru hulającego na pagórkowatych równinach otaczających miasteczko.
Barrow Hall od skromnej twierdzy Harwooda Stouta zbudowanej przy wschodniej bramie dzieliła niespełna mila. Lord Bolton zaproponował mu konia.
– Jesteś w stanie jeździć?
– Tak... wasza lordowska mość... Sądzę, że tak.
– Walton, pomóż mu wsiąść.
Nawet bez kajdan Fetor poruszał się jak starzec. Ciało miał obwisłe, a Skwaszony Alyn i Ben od Kości mówili, że ma tiki. A jego smród... Nawet klacz, którą mu przyprowadzili, spłoszyła się, gdy spróbował jej dosiąść.