Выбрать главу

– Pod warunkiem że ty zrobisz to samo.

Pocałował ją.

Jego włosy pachniały krwią, dymem i koniem, a usta miał twarde i gorące. Dany drżała w jego ramionach.

– Myślałam, że to ty mnie zdradzisz – rzekła, gdy odsunęli się od siebie. – Jedna za krew, jedna za złoto i jedna z miłości. Tak powiedzieli czarnoksiężnicy. Myślałam...

Nigdy bym nie pomyślała, że to Brązowy Ben. Nawet moje smoki mu ufały. – Złapała swego kapitana za ramiona. – Obiecaj, że nigdy się nie zwrócisz przeciwko mnie. Nie mogłabym tego znieść. Obiecaj.

– Nigdy, kochana.

Uwierzyła mu.

– Przysięgłam, że poślubię Hizdahra zo Loraqa, jeśli da mi dziewięćdziesiąt dni pokoju, ale teraz... pragnęłam cię od chwili, gdy ujrzałam cię po raz pierwszy, ale byłeś najemnikiem, kapryśnym i zdradzieckim. Przechwalałeś się, że miałeś sto kobiet.

– Sto? – Spod fioletowej brody Daaria dobiegł chichot. – Skłamałem, słodka królowo. Miałem tysiąc. Ale żadna z nich nie była smokiem.

Uniosła usta do jego ust.

– To na co czekasz?

KSIĄŻĘ WINTERFELL

Kominek wypełniał zimny czarny popiół, komnatę ogrzewały wyłącznie świece. Gdy tylko ktoś otworzył drzwi, ich płomienie kołysały się i drżały. Panna młoda również dygotała. Ubrali ją w białą wełnianą suknię ozdobioną koronkami. Rękawy i gorsecik obszyto słodkowodnymi perłami, a na nogach miała pantofelki z jeleniej skóry, ładne, ale niezbyt ciepłe. Twarz dziewczyny była blada i bezkrwista.

Lico wyrzeźbione z lodu — pomyślał Theon Greyjoy, narzucając jej na ramiona obszyty futrem płaszcz. Trup zagrzebany w śniegu.

— Pani. Już czas.

Za drzwiami grała muzyka, lutnia, dudy i bęben.

Panna młoda uniosła wzrok. Jej brązowe oczy lśniły w blasku świec.

— Będę dla niego dobrą i w... wierną żoną. S... sprawię mu przyjemność i urodzę synów.

Zobaczy, że będę dla niego lepszą żoną niż prawdziwa Arya.

Takie słowa mogą cię kosztować życie albo nawet więcej. Tę lekcję przyswoił sobie jako Fetor.

— Jesteś prawdziwą Aryą, pani. Aryą z rodu Starków, córką lorda Eddarda, dziedziczką Winterfel . — Jej imię, musiała się dowiedzieć, jak ma na imię. — Aryą Wszędobylską. Siostra zwała cię Aryą o Końskim Pysku.

— To ja wymyśliłam to przezwisko. Miała długą końską twarz. Nie taką jak moja. Ja byłam ładna. — Z jej oczu wreszcie popłynęły łzy. — Nigdy nie byłam piękna jak Sansa, ale wszyscy mówili, że jestem ładna. Czy lord Ramsay też tak myśli?

— Tak — skłamał. — Tak mi powiedział.

— Ale on wie, kim jestem. Kim naprawdę jestem. Widzę to, kiedy na mnie patrzy. Widzę w nim mnóstwo gniewu, nawet gdy się uśmiecha, ale to nie moja wina. Mówią, że on lubi zadawać ból.

— Pani, nie powinnaś słuchać takich... kłamstw.

— Mówią, że cię okaleczył. Twoje ręce i...

Zaschło mu w ustach.

— Za... zasłużyłem na to. Rozgniewałem go. Nigdy nie wolno ci go rozgniewać. Lord Ramsay to... słodki i dobry człowiek. Jeśli go zadowolisz, będzie dla ciebie miły. Musisz być dobrą żoną.

— Pomóż mi. — Złapała się go kurczowo. — Proszę. Patrzyłam na ciebie, jak bawiłeś się mieczem na dziedzińcu. Byłeś taki przystojny. — Gdybyśmy uciekli, mogłabym zostać twoją żoną albo... albo twoją... twoją kurwą... co tylko byś zechciał. Byłbyś moim mężczyzną.

Theon wyrwał rękę z uścisku.

— Nie... nie jestem mężczyzną. — Mężczyzna by jej pomógł. — Po prostu... po prostu bądź Aryą, bądź jego żoną. — Jeyne. Nazywa się Jeyne Poole i musi czuć ból. Muzyka stawała się coraz bardziej natarczywa. — Już czas. Otrzyj łzy z oczu. — Ma brązowe oczy. Powinny być szare. Ktoś to zauważy. Ktoś sobie przypomni. — Świetnie. A teraz się uśmiechnij.

Dziewczyna spróbowała to zrobić. Jej drżąca warga uniosła się i znieruchomiała, odsłaniając zęby. Są białe i ładne — pomyślał. Ale jeśli go rozgniewa, to wkrótce się zmieni. Kiedy otworzył drzwi, trzy z czterech świec zgasły. Poprowadził pannę młodą we mgłę, gdzie czekali weselni goście.

— Dlaczego ja? — zapytał, gdy lady Dustin poinformowała go, że musi poprowadzić pannę młodą do ślubu.

— Jej ojciec nie żyje i wszyscy bracia też. Matka poległa w Bliźniakach. Stryjowie i wujowie zaginęli, nie żyją albo są w niewoli.

— Nadal ma brata. — Nadal ma trzech braci. — Jon Snow służy w Nocnej Straży.

— To przyrodni brat z nieprawego łoża, w dodatku związany przysięgą z Murem. Byłeś podopiecznym jej ojca, kimś najbliższym żyjącego kuzyna. Wypada, byś to ty poprowadził ją do ślubu.

Kimś najbliższym żyjącego kuzyna. Theon Greyjoy wychowywał się z dziećmi lorda Eddarda.

Rozpoznałby fałszywą Aryę. Jeśli potwierdzi tożsamość podstawionej przez Boltonów dziewczyny, północni lordowie, którzy zgromadzili się w Winterfel , by być świadkami ślubu, nie będą mieli podstaw, aby kwestionować jej prawowitość. Stoutowie i Slate’owie, Kurwistrach Umber, swarliwi Ryswel owie, ludzie Hornwoodów i kuzyni Cerwynów, gruby lord Wyman Manderly... żaden z nich nie znał córek Neda Starka nawet w połowie tak dobrze jak on. Nawet jeśli niektórzy mieli jakieś wątpliwości, z pewnością okażą wystarczająco wiele rozsądku, by zachować je dla siebie.

Wykorzystują mnie jako zasłonę dla oszustwa, nadają swemu kłamstwu moją twarz. Roose Bolton kazał mu znowu ubrać się jak lord po to, by mógł odegrać swą rolę w tej komedianckiej farsie. Gdy już będzie po wszystkim, gdy odbędą się ślub i pokładziny fałszywej Aryi, Bolton nie będzie więcej potrzebował Theona Sprzedawczyka.

— Jeśli dobrze się nam przysłużysz w tej sprawie, po pokonaniu Stannisa zastanowimy się, jak najlepiej przywrócić ci siedzibę twojego pana ojca — obiecał jego lordowska mość swym cichym głosem, stworzonym do kłamstw i szeptów. Theon nie wierzył w ani jedno jego słowo. Zatańczy dla nich ten taniec, ponieważ nie ma wyboru, ale potem... Potem odda mnie Ramsayowi — pomyślał. A on zabierze mi jeszcze kilka palców i znowu zrobi ze mnie Fetora. Chyba że bogowie będą łaskawi, Stannis Baratheon uderzy na Winterfel i wyrżnie wszystkich, wliczając jego. To najlepsze, na co mógł liczyć.

O dziwo, w bożym gaju było cieplej. Poza jego granicami Winterfel pokrywała twarda biała skorupa. Na zdradzieckich ścieżkach zalegała gołoledź, a pokrywający fragmenty wybitych szyb Szklanych Ogrodów szron lśnił w blasku księżyca. Pod murami nagromadziły się zaspy brudnego śniegu wypełniające wszystkie nisze i zagłębienia. Niektóre były tak wysokie, że całkowicie zasłaniały ukryte za nimi drzwi. Pod śniegiem krył się szary popiół i zwęglone fragmenty, a tu i ówdzie również poczerniała belka albo sterta kości nadal ozdobiona strzępkami skóry i włosów.

Sople długie jak kopie zwisały z blanków i otaczały wieże na kształt sztywnej białej brody. W bożym gaju ziemi nie skuł jednak lód, a z gorących stawów buchała para, ciepła niczym oddech niemowlęcia.

Pannę młodą obleczono w biało-szary strój. Te same kolory nosiłaby prawdziwa Arya, gdyby pożyła wystarczająco długo, by wyjść za mąż. Theon wdział czarno-złoty płaszcz, spięty na ramieniu prostym żelaznym krakenem, wykutym dla niego przez kowala z Barrowton. Pod kapturem kryły się jednak rzadkie białe włosy, a cerę miał szarawą jak starzec. Wreszcie zostałem Starkiem — pomyślał. Przeszedł przez kamienny łuk drzwi, prowadząc pod rękę pannę młodą. Wokół ich nóg tańczyły kosmyki mgły. Drżący werbel bębna brzmiał jak bicie serca dziewicy, a dudy wabiły ich wysokimi, słodkimi tonami. Na ciemnym niebie unosił się sierp księżyca, przypominający oko spoglądające przez jedwabną zasłonę.