Выбрать главу

— Czy tak właśnie zamierzasz ocalić głowę, Krasnalu?

— Ser Krasnalu, jeśli łaska. W rzeczy samej, tak. Gdy tylko Jej Miłość pozna moją prawdziwą wartość, będzie mną zachwycona. W końcu jest ze mnie uroczy mały człowieczek i wiem wiele użytecznych rzeczy o swej rodzinie. Ale nim do tego dojdziemy, będę musiał ją rozśmieszyć.

— Harcuj sobie do woli. To i tak nie zmyje twoich zbrodni. Daenerys Targaryen nie jest głupiutkim dzieckiem, które da się nabrać na twoje wygłupy i fikołki. Potraktuje cię sprawiedliwie.

Och, mam nadzieję, że nie. Tyrion wlepił w Mormonta spojrzenie różnobarwnych oczu.

— A jak ciebie przywita ta sprawiedliwa królowa? Ciepłym objęciem, dziewczęcym chichotem czy katowskim toporem? — Uśmiechnął się do wyraźnie zmieszanego rycerza. — Naprawdę spodziewałeś się, że uwierzę, iż odwiedziłeś ten burdel w służbie królowej? Broniłeś jej na drugim końcu świata? A może raczej uciekałeś, może twoja smocza królowa cię wygnała? Ale dlaczego miałaby to zrobić... ach, chwileczkę, przecież ją szpiegowałeś. — Tyrion cmoknął. -

Zamierzasz z powrotem wkupić się w łaski Daenerys, prezentując jej mnie. Powiedziałbym, że to niezbyt rozsądny plan. Można by go nawet nazwać zrodzonym z pijackiej desperacji. Może gdybym był Jaimem... ale on zabił jej ojca, a ja zamordowałem tylko własnego. Myślisz, że Daenerys mnie straci, a ciebie ułaskawi, ale równie dobrze może się stać na odwrót. Może to ty powinieneś wskoczyć na tę świnię, ser Jorahu. Włożyć żelazny błazeński strój jak Florian... — Po ciosie wysokiego rycerza głowa Tyriona odskoczyła do tyłu. Karzeł zwalił się na bok tak gwałtownie, że jego skroń odbiła się od pokładu. Krew wypełniła mu usta. Podźwignął się na jedno kolano i wypluł złamany ząb. Z każdym dniem staję się coraz ładniejszy. Chyba podrażniłem starą ranę. — Czyżby karzeł powiedział coś, co cię uraziło, ser? — zapytał niewinnym głosem, ocierając grzbietem dłoni pęcherzyki krwi z rozbitej wargi.

— Mam już dość twojego gadania, Krasnalu — oznajmił Mormont. — Masz jeszcze kilka zębów.

Jeśli chcesz je zachować, nie wchodź mi w drogę przez resztę rejsu.

— To może być trudne. Dzielimy ze sobą kajutę.

— Znajdź sobie jakieś inne miejsce do spania. W ładowni, na pokładzie, wszystko mi jedno.

Tylko nie pokazuj mi się na oczy.

Tyrion wstał.

— Jak sobie życzysz — odparł, mając usta pełne krwi, ale rycerz już sobie poszedł, tupiąc głośno buciorami o pokład.

Zszedł do kambuza i przepłukał usta rozwodnionymi rumem, krzywiąc się przy tym z bólu.

Tam znalazła go Grosik.

— Słyszałam, co się stało. Och, krwawisz?

Wzruszył ramionami.

— To tylko odrobina krwi i wybity ząb. — Jestem przekonany, że ja zadałem mu więcej bólu. -

A podobno jest rycerzem. Mówię to z przykrością, ale nie liczyłbym na ser Joraha, gdybyśmy potrzebowali obrony.

— Co zrobiłeś? Och, warga ci krwawi. — Wyjęła chusteczkę z rękawa i otarła Tyrionowi usta. -

Co mu powiedziałeś?

— Kilka prawd, których ser Bezoar nie chciał usłyszeć.

— Nie wolno ci z niego drwić. Czy nic nie wiesz? Nie można tak rozmawiać z dużymi osobami.

One mogą cię skrzywdzić. Ser Jorah mógłby cię wrzucić do morza i marynarze tylko by się śmiali, kiedy byś tonął. Z dużymi osobami trzeba być ostrożnym. Bądź przy nich wesoły i zabawny, staraj się, żeby się uśmiechały, rozśmieszaj je. Tak zawsze mawiał mój ojciec. Czy twój nigdy cię nie uczył, jak postępować z dużymi osobami?

— Dla mojego ojca wszyscy byli mali — odparł Tyrion. — Nie zaliczał się do wesołych ludzi. -

Pociągnął kolejny łyk rozcieńczonego rumu, przepłukał nim usta i wypluł go. — Ale rozumiem, o co ci chodzi. Muszę się bardzo wiele nauczyć, gdy chodzi o to, jak być karłem. Czy mogłabyś udzielić mi kilku lekcji w przerwach między stawaniem w szranki i jeżdżeniem na świni?

— Z chęcią, panie. Ale... co to były za prawdy? Dlaczego ser Jorah uderzył cię tak mocno?

— Ależ z miłości. Z tego samego powodują zrobiłem gulasz z minstrela. — Pomyślał o Shae, o wyrazie oczu dziewczyny w chwili, gdy zaciskał łańcuch na jej gardle, trzymając go w pięści. Bo od złotych dłoni zawsze chłodem wionie, a dotyk kobiety jest ciepły. — Jesteś dziewicą, Grosik?

Zaczerwieniła się.

— Tak. Oczywiście. Kto chciałby...

— Postaraj się, by tak zostało. Miłość to szaleństwo, a żądza to trucizna. Zachowaj dziewictwo. Będziesz szczęśliwsza i raczej nie wylądujesz w jakimś obskurnym burdelu nad Rhoyne w towarzystwie dziwki wyglądającej jak twoja utracona miłość. Ani nie będziesz gnała przez pół świata, licząc na to, że trafisz tam, dokąd odsyła się kurwy. — Ser Jorah marzy o tym, że uratuje swą smoczą królową i będzie się mógł napawać jej wdzięcznością, ale ja wiem to i owo o wdzięczności królów. Wolałbym już pałac w Valyri ... — przerwał nagle. — Poczułaś to? Statek się poruszył.

— Rzeczywiście. — Twarz Grosik rozpromieniała radością. — Znowu płyniemy. Wiatr... -

Podbiegła do drzwi. — Chcę to zobaczyć. Chodź, pościgamy się.

Wypadła z kambuza.

Jest jeszcze młoda — musiał sobie powtarzać Tyrion, gdy Grosik gramoliła się na górę po stromych drewnianych schodach tak szybko, jak tylko pozwalały jej krótkie nogi. To prawie dziecko. Niemniej radowało go jej podniecenie. Podążył za nią na pokład.

Żagiel znowu ożył. Wydymał się, prostował, a potem znowu wydymał. Czerwone pasy na płótnie tańczyły niczym węże. Marynarze biegali po pokładzie, łapiąc za liny, a oficerowie wykrzykiwali rozkazy w języku Starego Volantis. Wioślarze w łodziach poluzowali liny holownicze i zawrócili ku kodze, wiosłując ile sił w rękach. Porywisty wiatr dął z zachodu, szarpiąc olinowaniem i płaszczami niby psotne dziecko. „Selaesori Qhoran” ruszył przed siebie.

Może jednak dotrzemy do Meereen — pomyślał Tyrion.

Gdy jednak wdrapał się po drabince na pokład rufowy i spojrzał na morze za nimi, uśmiech zniknął z jego twarzy. Tutaj niebo i woda są błękitne, ale na zachodzie... Nigdy nie widziałem nieba takiego koloru. Nad horyzontem unosiła się gruba warstwa chmur.

— Horyzont uszczerbiony — rzekł, pokazując to palcem Grosik.

— A co to znaczy? — zapytała.

— Że ściga nas jakiś pierońsko wielki bękart.

Z zaskoczeniem zauważył, że Moqorro dołączył do nich na pokładzie rufowym w towarzystwie dwóch swych ognistych palców. Było dopiero południe, a czerwony kapłan i jego ludzie zwykle nie wychodzili na pokład przed zmierzchem. Moqorro przywitał ich poważnym skinieniem głowy.

— Spójrz, Hugorze Hil . Oto znak gniewu. Z Pana Światła nie wolno drwić.

Tyrion miał złe przeczucia.

— Wdowa powiedziała, że ten statek nie dotrze do celu. Myślałem, że miała na myśli, że gdy tylko znajdziemy się na morzu, poza zasięgiem triarchów, kapitan zmieni kurs na Meereen. Albo może opanujesz statek ze swoją Ognistą Dłonią i zabierzesz nas do Daenerys. Ale wcale nie to widział wielki kapłan, prawda?

— Prawda. — Niski głos Moqorra brzmiał dźwięcznie jak dzwon pogrzebowy. — Widział to.

Czerwony kapłan uniósł laskę i wskazał głową na zachód.

Grosik poczuła się zagubiona.

— Nie rozumiem. Co to znaczy?

— To znaczy, że powinniśmy zejść pod pokład. Ser Jorah wygnał mnie z naszej kajuty. Czy mogę ukryć się w twojej, gdy nadejdzie czas?