— Tak — zgodziła się. — To będzie... hm...
Mknęli z wiatrem przez prawie trzy godziny. Sztorm zbliżał się z każdą chwilą. Niebo na zachodzie zrobiło się zielone, potem szare, a wreszcie czarne. Majaczyła za nimi ściana mrocznych chmur, kipiąca jak mleko za długo pozostawione na ogniu. Tyrion i Grosik obserwowali je z kasztelu dziobowego. Trzymali się za ręce, skuliwszy się pod galionem, by nie wchodzić w drogę kapitanowi i załodze.
Poprzedni sztorm był ekscytujący i oszałamiający. Po nagłym szkwale Tyrion poczuł się czysty i odświeżony. Ta burza od samego początku wyglądała inaczej. Kapitan również to wyczuł. Zmienił kurs na północ ku wschodowi, by spróbować zejść z drogi sztormu.
Nic to nie dało. Burza szalała na zbyt wielkim obszarze. Fale na morzu robiły się coraz większe. Wicher zawodził przeraźliwie. „Śmierdzący Zarządca” wznosił się i opadał, a fale tłukły o jego pokład. Za nimi rozbłysła błyskawica. Jej oślepiający fioletowy blask zatańczył nad wodami, tworząc pajęczyny światła. Po chwili usłyszeli grom.
— Pora się schować.
Tyrion wziął Grosik za rękę i poprowadził pod pokład, na wpół szalony ze strachu. Pies nie przestawał ujadać. Gdy weszli do środka, zbił karła z nóg. Świnia obsrała całą kajutę. Tyrion posprzątał odchody, najlepiej jak potrafił, podczas gdy dziewczyna próbowała uspokoić zwierzęta. Potem przywiązali wszystko, co jeszcze było luźne.
— Boję się — wyznała Grosik. Pokład w kajucie zaczął się przechylać i podskakiwać w rytm uderzających o kadłub fal.
Są gorsze rodzaje śmierci niż utonięcie. Twój brat przekonał się o tym na własnej skórze, podobnie jak mój pan ojciec. I Shae, ta zakłamana pizda. Bo od złotych dłoni zawsze chłodem wionie, a dotyk kobiety jest ciepły.
— Powinniśmy w coś zagrać — zasugerował Tyrion. — To pomoże nam zapomnieć o sztormie.
— Byle nie w cyvasse — sprzeciwiła się natychmiast.
— Nie w cyvasse — zgodził się Tyrion. Pokład pod jego nogami uniósł się gwałtownie. Figury posypałyby się gwałtownie na wszystkie strony, spadając na świnię i psa. — Czy grałaś w zdobądź mój zamek, kiedy byłaś mała?
— Nie. Mógłbyś mnie nauczyć?
Czy mógłby? Tyrion się zawahał. Ty głupi karle. Pewnie, że nigdy nie grała w zdobądź mój zamek. Nigdy nie miała zamku. To była gra dla szlachetnie urodzonych dzieci, mająca ich nauczyć dwornego zachowania, heraldyki, a także tego i owego o sojusznikach i wrogach ich pana ojca.
— To nie... — zaczął. Pokład znowu podskoczył gwałtownie i oboje wpadli na siebie. — Ta gra się nie nadaje — odparł Tyrion, zgrzytając zębami. — Przepraszam. Nie wiem, jaka gra byłaby dobra...
— Ja wiem.
Grosik go pocałowała.
To był niewprawny pocałunek, niezgrabny i pośpieszny. Mimo to całkowicie zaskoczył Tyriona. Uniósł ręce i złapał karlicę za barki, chcąc ją odepchnąć. Zawahał się jednak, a potem przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno. Jej usta były suche i twarde, zaciśnięte szczelniej niż sakiewka skąpca. Niewielka pociecha — pomyślał. Nie pragnął tego. Lubił Grosik, litował się nad nią, a nawet w pewnym sensie ją podziwiał, ale jej nie pragnął. Nie chciał jednak jej skrzywdzić.
Bogowie i jego słodka siostra zadali jej już wystarczająco wiele bólu. Dlatego przeciągał pocałunek, delikatnie trzymając ją za ramiona. Jego usta również pozostawały szczelnie zamknięte. „Selaesori Qhoran” drżał i kołysał się pod ich stopami.
W końcu Grosik odsunęła się od niego na cal albo dwa. Tyrion dostrzegał swe odbicie w jej błyszczących oczach. To piękne oczy — pomyślał. Widział w nich jednak też co innego. Mnóstwo strachu, odrobinę nadziei... ale ani śladu żądzy. Nie pragnie mnie, podobnie jak ja jej.
Gdy opuściła głowę, ujął ją za brodę i znowu uniósł.
— W to nie możemy grać, pani.
— Nie chciałam... nigdy nie całowałam się z chłopakiem, ale pomyślałam tylko, że jeśli się utopimy... to... to...
— To było słodkie — skłamał. — Ale jestem żonaty. Żona była ze mną na uczcie, może ją pamiętasz? Lady Sansa.
— To twoja żona? Jest... jest bardzo piękna...
I zdradziecka. Sansa, Shae, wszystkie moje kobiety... Tylko Tysha naprawdę mnie kochała.
Dokąd odsyła się kurwy?
— To śliczna dziewczyna — przyznał Tyrion. — I połączono nas węzłem w oczach bogów i ludzi.
Niewykluczone, że straciłem ją na zawsze, ale dopóki nie zdobędę pewności, muszę pozostać jej wiemy.
— Rozumiem.
Odwróciła od niego twarz.
Idealna kobieta dla mnie — pomyślał z goryczą. Jest taka młoda, że nadal wierzy w równie bezczelne kłamstwa.
Kadłub skrzypiał, pokład się poruszał, a Śliczna piszczała z przerażenia. Grosik na czworakach podeszła do świni, objęła jej głowę i zaczęła szeptać uspokajające słowa. Patrząc na nie, trudno było określić, kto pociesza kogo. Wyglądało to tak groteskowo, że powinno być śmieszne, ale Tyrion nie potrafił się zdobyć nawet na uśmiech. Zasługuje na coś lepszego niż Świnia — pomyślał. Na szczery pocałunek, odrobinę czułości. Wszyscy na to zasługują, duzi i mali.
Rozejrzał się w poszukiwaniu kubka, ale okazało się, że cały rum się wylał. Utonięcie samo w sobie jest nieprzyjemne — pomyślał z goryczą. Ale utopić się na smutno i trzeźwo to stanowczo zbyt okrutny los.
W końcu statek jednak nie zatonął... choć były chwile, gdy perspektywa miłej, spokojnej śmierci w odmętach wydawała się Tyrionowi całkiem atrakcyjna. Sztorm szalał przez cały dzień i większą część nocy. Wokół zawodziły mokre wichry, a fale uderzały o pokład niczym pięści utopionych olbrzymów. Później się dowiedzieli, że jeden oficer i dwóch majtków wypadli za burtę, kucharz oślepł, gdy garnek z gorącym tłuszczem poleciał mu na twarz, a kapitan spadł z kasztelu rufowego na główny pokład i złamał sobie obie nogi. Pod pokładem Zgryz wył, szczekał i kłapał zębami na Grosik, a Śliczna Świnia znowu zaczęła srać, zmieniając ciasną wilgotną kajutę w chlew. Tyrion zdołał się jednak nie porzygać przez cały ten czas, głównie dzięki brakowi wina.
Grosik miała mniej szczęścia, ale i tak nie przestał jej tulić, choć kadłub skrzypiał i jęczał niepokojąco wokół nich, jak bliska pęknięcia beczka.
Około północy wiatr wreszcie ucichł i morze uspokoiło się na tyle, że Tyrion mógł wyjść na pokład. To, co tam zobaczył, raczej go nie uspokoiło. Koga unosiła się na morzu ze smoczego szkła pod rozgwieżdżoną misą nieba, ale wszędzie wokół nich sztorm nie przestawał szaleć. Na wschodzie i zachodzie, na północy i południu, gdziekolwiek by nie spojrzał, chmury piętrzyły się niczym czarne szczyty gór, a ich skłębione zbocza oraz kolosalne klify rozświetlały niebieskie i fioletowe błyskawice. Nie padał deszcz, ale pokład był wilgotny i śliski.
Tyrion słyszał czyjś dobiegający spod pokładu krzyk, wysoki piskliwy głos pełen histerycznego strachu. Słyszał też Moqorra. Czerwony kapłan stał na kasztelu dziobowym i wpatrywał się w sztorm. Uniósł laskę wysoko nad głowę, wykrzykując grzmiącym głosem słowa modlitwy. Na śródokręciu kilkunastu marynarzy oraz dwa ogniste palce szarpały się ze splątanymi linami i przemoczonym żaglem, karzeł nie miał jednak pojęcia, czy próbują go zwinąć, czy znowu postawić. Tak czy inaczej, miał wrażenie, że to bardzo zły pomysł. Okazało się, że miał rację.