Выбрать главу

Theon Greyjoy nie przyłączył się do krzyków. Nie umknęło jego uwadze, że ludzie z rodu Freyów postąpili tak samo. Oni również są tu obcy — pomyślał, obserwując ser Aenysa Freya i jego przyrodniego brata, ser Hosteena. Urodzeni i wychowani w dorzeczu Freyowie nigdy w życiu nie widzieli takiego śniegu. Północ zabrała już trzech ludzi z ich krwi — przypomniał sobie.

Zaginęli gdzieś między Białym Portem a Barrowton i Ramsay szukał ich nadaremnie.

Gruby lord Wyman Manderly siedział na podwyższeniu między dwoma swymi rycerzami, pochłaniając owsiankę. Nie smakowała mu nawet w przybliżeniu tak dobrze, jak pasztet wieprzowy na uczcie weselnej. W innym miejscu jednoręki Harwood Stout rozmawiał cicho z chudym jak szkielet Kurwistrachem Umberem.

Theon ustawił się w kolejce po owsiankę nakładaną chochlami z szeregu miedzianych kotłów do drewnianych misek. Zauważył, że lordowie i rycerze dostawali do niej mleko i miód, a nawet odrobinę masła, on jednak nie mógł liczyć na podobne luksusy. Jego panowanie jako księcia Winterfel trwało krótko. Odegrał swą rolę w komedianckiej farsie, prowadząc do ślubu fałszywą Aryę, i Roose Bolton już go więcej nie potrzebował.

— Podczas pierwszej zimy, jaką pamiętam, śnieg sięgał mi powyżej głowy — oznajmił człowiek Hornwoodów stojący przed nim w kolejce.

— Jasne, ale miałeś wtedy tylko trzy stopy wzrostu — odparł jeździec ze Strumieniska.

Nocą, nie mogąc zasnąć, Theon zaczął rozmyślać o ucieczce, o tym, że mógłby się wymknąć niepostrzeżenie w chwili, gdy Ramsay i jego pan ojciec skierują uwagę gdzie indziej. Wszystkie bramy były zamknięte, zaryglowane i pilnie strzeżone. Nikogo nie wpuszczano do zamku ani nie wypuszczano z niego bez pozwolenia lorda Boltona. Nawet gdyby Theon zdołał znaleźć jakąś sekretną drogę wyjścia, nie odważyłby się uwierzyć w swą szansę. Nie zapomniał o Kyrze i jej kluczach. Zresztą nawet gdyby wydostał się z zamku, dokąd mógłby pójść? Jego ojciec nie żył, a stryjom nie był potrzebny. Pyke było dla niego stracone. Jedyny dom, jaki mu pozostał, znajdował się tutaj, pośród kości Winterfel .

Ruina człowieka w ruinach zamku. To odpowiednie miejsce dla mnie.

Nadal czekał na owsiankę, gdy do komnaty wpadł Ramsay z Chłopakami Bękarta, domagając się krzykiem muzyki. Abel potarł zaspane powieki, złapał za lutnię i zaczął śpiewać „Żonę Dornijczyka”. Jedna z jego praczek wybijała rytm na bębnie. Bard zmienił jednak słowa. Nie śpiewał o żonie Dornijczyka, lecz o córce człowieka z północy.

Może za to stracić język — pomyślał Theon, gdy napełniano mu miskę. To tylko bard. Lord Ramsay mógłby mu zedrzeć skórę z obu dłoni i nikt nie sprzeciwiłby się ani słowem. Lord Bolton uśmiechnął się jednak, słysząc słowa. A Ramsay roześmiał się w głos. Pozostali zrozumieli, że również mogą bezpiecznie się śmiać. Żółtą Kuśkę piosenka rozbawiła tak bardzo, że aż wino trysnęło mu z nosa.

Lady Arya nie była obecna i nie mogła się śmiać razem z nimi. Od nocy poślubnej nie widziano dziewczyny poza jej komnatami. Skwaszony Alyn mówił, że Ramsay trzyma ją nagą i przykutą do słupka łoża, ale Theon wiedział, że to tylko gadanie. Nie było żadnych łańcuchów, przynajmniej widocznych dla ludzkich oczu. Jedynie dwóch strażników pod drzwiami, by nigdzie nie wychodziła. Ijest naga wyłącznie wtedy, gdy się kąpie.

Ale robiła to niemal co noc. Lord Ramsay chciał, by jego żona była czysta.

— Biedactwo nie ma służek — oznajmił Theonowi. — To zadanie spadnie na ciebie, Fetor. Czy mam cię przebrać w suknię? — Roześmiał się. — Być może to zrobię, jeśli będziesz mnie błagał. Na razie wystarczy, że zostaniesz jej łaziebną. Nie chcę, żeby śmierdziała jak ty.

Dlatego gdy tylko Ramsay zapragnął pójść z żoną do łoża, Theon musiał pożyczać kilka kobiet od lady Waldy lub lady Dustin i przynosić gorącą wodę z kuchni. Arya nigdy nie odzywała się do nikogo z nich, nie mógł jednak nie zauważyć jej siniaków. To jej wina. Nie sprawiła mu przyjemności.

— Bądź Aryą — powiedział kiedyś dziewczynie, pomagając jej wejść do wody. — Lord Ramsay nie chce zadawać ci bólu. Robi to tylko wtedy, gdy... gdy zapominamy. Nigdy nie skaleczył mnie bez powodu.

— Theonie — wyszeptała ze łzami.

— Fetorze. — Złapał dziewczynę za ramię i potrząsnął nią. — Musisz pamiętać, Aryo.

Ona jednak nie była prawdziwą Starkówną, a tylko bachorem zarządcy. Jeyne, nazywa się Jeyne Poole. Nie powinna prosić mnie o ratunek. Theon Greyjoy mógłby jej pomóc. On jednak był żelaznym człowiekiem, odważniejszym niż Fetor. Nazywam się Fetor, jestem słaby przeto.

Ramsay miał nową zabawkę, z cyckami i cipą... ale wkrótce łzy Jeyne utracą dla niego smak i wróci do swego Fetora. Obedrze mnie ze skóry cal po calu. Kiedy palce się skończą, zabierze mi dłonie i stopy. Ale dopiero wtedy, gdy będę o to błagał, gdy ból stanie się tak straszliwy, że będę skomlał oodrobinę ulgi. Dla Fetora nie będzie gorących kąpieli. Znowu będzie się tarzał w gównie i nie pozwolą mu się myć. Jego ubranie zamieni się w szmaty, wstrętne i cuchnące, i będzie je musiał nosić, dopóki nie zgnije. Najlepsze, na co mógł liczyć, to powrót do psiarni, do towarzystwa dziewczyn Ramsaya. Kyra — przypomniał sobie. Nową sukę nazwał Kyrą.

Przeszedł z miską do tylnej części komnaty i znalazł sobie miejsce na pustej ławie, kilka dobrych jardów od najbliższej pochodni. We dnie czy w nocy ławy poniżej soli zawsze były wypełnione co najmniej w połowie. Ludzie pili, grali w kości, rozmawiali albo spali w ubraniu w jakimś cichym kącie. Sierżanci budzili ich kopniakami, gdy przychodziła na nich pora, by wdziać płaszcze i ruszyć na mury. Żaden z nich nie życzył sobie jednak towarzystwa Theona Sprzedawczyka i on również nie przepadał za ich towarzystwem.

Owsianka była szara i wodnista. Odsunął ją już po trzeciej łyżce, pozwalając, by zastygła w misce. Przy sąsiednim stole ludzie kłócili się o śnieżycę, spierając się głośno, jak długo może potrwać.

— Cały dzień i całą noc, a może nawet dłużej — zapewniał masywny, czarnobrody łucznik z toporem Cerwynów wyszytym na piersi. Kilku starszych mężczyzn wspominało dawne zamiecie, zapewniając, że to tylko lekki śnieżek w porównaniu z zimami ich młodości. Ludzie z dorzecza byli przerażeni. Południowcy nie kochają śniegu i zimna. Ludzie wchodzący do komnaty kulili się przy ogniu albo grzali dłonie nad piecykami koksowymi. Ociekające wodą płaszcze wieszali na kołkach przy drzwiach.

W powietrzu unosiło się pełno dymu, a powierzchnia owsianki zdążyła się już zestalić.

— Theonie Greyjoy — odezwała się nagle jakaś kobieta.

Nazywam się Fetor. Omal nie powiedział tego na głos.

— Czego chcesz?

Usiadła okrakiem na ławie obok niego i odgarnęła z oczu rozczochrane, rudokasztanowe kędziory.

— Dlaczego jesz sam, panie? Wstań i przyłącz się do tańca.

Wrócił do owsianki.

— Nie tańczę. — Książę Winterfel tańczył znakomicie, ale Fetorowi brakowało palców u nóg i taniec w jego wykonaniu wyglądałby groteskowo. — Zostaw mnie. Nie mam pieniędzy.

Kobieta uśmiechnęła się z przekąsem.

— Masz mnie za kurwę? — To była jedna z praczek śpiewaka, ta wysoka i szczupła, zbyt chuda i żylasta, by zwać ją ładną... choć był czas, gdy Theon i tak by ją wychędożył, tylko po to, by się przekonać, jak się poczuje, gdy jej długie nogi owiną się wokół niego. — Po co mi tutaj pieniądze?