Выбрать главу

— Jego... jego kości? — zdziwił się Theon.

Wykrzywiła usta w brzydkim uśmiechu, przywodzącym Theonowi na myśl uśmiech Ramsaya.

— Catelyn Tully przed Krwawymi Godami wysłała kości lorda Eddarda na północ, ale twój żelazny stryj zajął Fosę Cailin i zamknął drogę. Od tego czasu nie przestaję jej obserwować. Jeśli te kości kiedykolwiek wyłonią się z bagien, nie dotrą dalej niż do Barrowton. — Obrzuciła podobiznę Eddarda Starka ostatnim przeciągłym spojrzeniem. — Możemy już iść.

Gdy wyszli z krypt, śnieżyca nadal szalała. Lady Dustin po drodze na górę nie odzywała się ani słowem, ale kiedy znowu zatrzymali się pod ruinami Pierwszej Wieży, przerwała milczenie.

— Lepiej nikomu nie powtarzaj nic, co mogłam powiedzieć na dole — oznajmiła, drżąc z zimna.

— Rozumiesz?

Rozumiał.

— Trzymaj język za zębami albo go stracisz — rzekł.

— Roose dobrze cię wyszkolił — odparła i zostawiła go tam.

KRÓLEWSKA BRANKA

Królewski zastęp wymaszerował z Deepwood Motte w złotym blasku świtu, wysuwając się zza palisady niczym długi stalowy robak wyłażący z gniazda.

Rycerze z południa wdziali zbroje płytowe i kolczugi, powgniatane i porysowane w minionych bitwach, ale nadal błyszczące jasno w promieniach wschodzącego słońca. Ich chorągwie i opończe, choć wyblakłe i brudne, podarte i połatane, wciąż lśniły feerią barw w zimowym lesie; lazur i oranż; czerwień i zieleń, fiolet, błękit i złoto połyskiwały wśród nagich brązowych pni, szarozielonych sosen i drzew strażniczych oraz zasp brudnego śniegu.

Każdy rycerz miał giermków, służących i zbrojnych. Za nimi szli płatnerze, kucharze i stajenni; szeregi włóczników, toporników i łuczników; posiwiali weterani stu bitew i zielone chłopaki, mające dopiero stoczyć pierwszą. Przed nimi posuwali się ludzie z podgórskich klanów; wodzowie i wielcy wojownicy dosiadali kudłatych koników, a podlegli im włochaci wojownicy truchtali za nimi, odziani w futra, utwardzaną skórę i stare kolczugi. Niektórzy pomalowali sobie twarze w brązowo-zielone plamy i przywiązali do pleców pęki zarośli, by móc się ukryć pośród drzew.

Za główną kolumną sunęły tabory. Muły, konie i woły, długi na milę szereg dwu- i czterokołowych wozów wyładowanych prowiantem, paszą, namiotami i innymi zapasami. Na końcu jechała tylna straż, również złożona z zakutych w zbroje rycerzy. Osłaniający ją zwiadowcy kryli się wśród drzew, by zapewnić, że żaden wróg nie podkradnie się do nich niepostrzeżenie.

Asha Greyjoy jechała z taborami w krytym wozie o dwóch ogromnych, okutych żelazem kołach. Na rękach i nogach miała kajdany. Dniem i nocą pilnowała jej Niedźwiedzica, chrapiąca głośniej niż jakikolwiek mężczyzna. Jego Miłość król Stannis nie zamierzał ryzykować, że jego branka ucieknie z niewoli. Zamierzał zawlec ją do Winterfel i tam zademonstrować w łańcuchach północnym lordom. Córka krakena, zakuta i złamana, będzie dowodem jego potęgi.

Kolumnę pożegnano dźwiękiem trąb. Groty włóczni lśniły w promieniach wschodzącego słońca, a na poboczach trawa błyszczała od szronu. Deepwood Motte od Winterfel dzieliło trzysta mil lasu. Trzysta mil, w linii lotu kruka.

— Piętnaście dni — powtarzali sobie rycerze.

— Robert dotarłby na miejsce w dziesięć — przechwalał się lord Fel przy Ashy. Jego dziadek zginął z ręki Roberta w Summerhal . W oczach wnuka podnosiło to jego zabójcę do niemal boskiej rangi. — Byłby w Winterfel już od dwóch tygodni. Siedziałby na murach i grał Boltonowi na nosie.

— Lepiej nie wspominaj o tym Stannisowi — zasugerował Justin Massey — bo każe nam maszerować we dnie i w nocy.

Ten król żyje w cieniu swego brata — uświadomiła sobie Asha.

W kostce nadal czuła przeszywający ból, gdy tylko próbowała wesprzeć na niej swój ciężar.

Była pewna, że coś w środku miała złamane. W Deepwood opuchlizna zniknęła, ale ból się utrzymywał. Skręcenie z pewnością już by się zagoiło. Jej okowy pobrzękiwały przy każdym ruchu. Kajdany uwierały jej nadgarstki, a także dumę. Taka jednak była cena kapitulacji.

— Nikt jeszcze nie umarł dlatego, że ugiął kolan — powiedział jej kiedyś ojciec. — Ten, kto klęknie, może znowu wstać i ująć w dłoń miecz. Ten, kto ma sztywne nogi i resztę ciała, już nie ożyje.

Balon Greyjoy dowiódł prawdziwości własnych słów po porażce swego pierwszego buntu.

Kraken ugiął kolan przed jeleniem i wilkorem, ale po śmierci Roberta Baratheona i Eddarda Starka podniósł się znowu.

Dlatego w Deepwood córka krakena postąpiła tak samo, gdy zawleczono ją przed króla, związaną i utykającą — choć szczęśliwie niezgwałconą — i dręczoną bólem w kostce.

— Poddaję się, Wasza Miłość. Uczyń ze mną, co zechcesz. Proszę tylko o to, byś oszczędził moich ludzi.

Obchodzili ją jedynie Qarl, Tris i inni, którzy uszli z życiem z wilczego lasu. Było ich zaledwie dziewięciu. Cromm, który był najciężej ranny, nazwał ich „obdartą dziewiątką”.

Stannis darował im życie, ale nie wyczuwała w nim prawdziwego miłosierdzia. Z pewnością nie brakowało mu determinacji ani odwagi. Ludzie mówili też, że jest sprawiedliwy... a jeśli była to surowa, bezlitosna sprawiedliwość, no cóż, życie na Żelaznych Wyspach przyzwyczaiło do tego Ashę Greyjoy. Mimo to nie była w stanie polubić tego króla. W jego głęboko osadzonych niebieskich oczach zawsze czaiła się podejrzliwość, pod ich powierzchnią kipiała zimna furia. Jej życie znaczyło dla niego bardzo niewiele. Była dla niego tylko zakładniczką łupem mającym udowodnić północy, że Stannis potrafi pokonać żelaznych ludzi.

To świadczy o jego głupocie. Zwycięstwo nad kobietą nie zaimponuje nikomu na północy, o ile znała tutejszych ludzi, a jej wartość jako zakładniczki była mniejsza od zera. Żelaznymi Wyspami władał teraz jej stryj, a Wroniego Oka jej los nic nie obchodził. Mógł co nieco obchodzić okropnego starca, którego Euron uczynił jej mężem, ale Erik Ironmaker nie miał pieniędzy na zapłacenie okupu. Stannisowi Baratheonowi nie sposób jednak było wytłumaczyć podobnych rzeczy. Jej kobiecość była dla niego obrazą. Ludzie z zielonych krain lubili miękkie i słodkie kobiety odziane w jedwabie, a nie obleczone w kolczugę i utwardzaną skórę, a w obu rękach dzierżące toporki. Krótki okres spędzony w Deepwood Motte przekonał jednak Ashę, że Stannis nie polubiłby jej bardziej, gdyby nosiła suknię. Nawet z żoną Galbarta Glovera, pobożną lady Sybel e, rozmawiał uprzejmie i dwornie, ale z wyraźnym skrępowaniem. Ten król z południa najwyraźniej był jednym z tych mężczyzn, dla których kobiety są inną rasą, równie obcą i niepojętą, jak olbrzymy, grumkiny czy dzieci lasu. Na widok Niedźwiedzicy również zgrzytał zębami.

Stannis liczył się ze zdaniem tylko jednej kobiety, a ją zostawił na Murze.

— Wolałbym, żeby była z nami — wyznał ser Justin Massey, jasnowłosy rycerz dowodzący taborami. — Ostatni raz ruszyliśmy do bitwy bez lady Melisandre nad Czarnym Nurtem, gdzie cień lorda Renly’ego rozbił nas i zagnał połowę naszych ludzi do zatoki.

— Ostatni raz? — zdziwiła się Asha. — Czy ta czarodziejka była w Deepwood Motte? Nie widziałam jej.