– Maesterzy nie potrzebują kutasów – zauważył Tyrion.
– Ale Haldon jest tylko półmaesterem.
– Widzę, że karzełek cię bawi, Kaczka – stwierdził Haldon. – W takim razie może pojechać z tobą.
Zawrócił wierzchowca.
Minęło jeszcze parę chwil, nim Kaczka bezpiecznie ulokował wszystkie skrzynie na grzbietach trzech jucznych koni. Haldon zdążył już zniknąć im z oczu, ale rycerz się tym nie przejął. Skoczył na siodło, podniósł Tyriona za kołnierz i posadził go przed sobą.
– Trzymaj się mocno łęku, a nic ci nie będzie. Klacz ma miły słodki chód, a smocza droga jest gładka jak dupa dziewicy.
Ser Rolly ujął wodze w prawą dłoń, a postronki jucznych koni w lewą i ruszył naprzód dziarskim kłusem.
– Życzę szczęścia – zawołał za nimi Illyrio. – Powiedz chłopakowi, że przykro mi, że nie będę na jego ślubie. Dołączę do was w Westeros, przysięgam na dłonie mojej słodkiej Serry.
Gdy Tyrion po raz ostatni ujrzał Illyrio Mopatisa, spowity w brokaty magister stał w swej lektyce, garbiąc masywne barki. Kiedy jego postać znikała we wzbitym przez nich kurzu, serowy lord wydawał się niemal mały.
Kaczka dogonił Haldona Półmaestera ćwierć mili dalej. Od tej chwili jechali obok siebie. Tyrion trzymał się wysokiego łęku, niezgrabnie rozstawiając krótkie nogi.
Wiedział, że nie uniknie pęcherzy, kurczów i otarć od siodła.
– Ciekawe, na co piratom z Jeziora Sztyletów zda się nasz karzełek? – odezwał się w pewnej chwili Haldon.
– Na gulasz? – zasugerował Kaczka.
– Najgorszy z nich jest Urho Niemyty – wyznał Półmaester. – Sam jego smród wystarczy, by zabić człowieka.
Tyrion wzruszył ramionami.
– Świetnie się składa, że nie mam nosa.
Haldon uśmiechnął się półgębkiem.
– Jeśli spotkamy lady Korrę i jej „Zęby Jędzy”, wkrótce może ci zabraknąć również innych organów. Zwą ją Korrą Okrutną. Załoga jej statku składa się pięknych młodych dziewcząt, które kastrują każdego pojmanego mężczyznę.
– Przerażające. Chyba się zleję w portki.
– Lepiej tego nie rób – ostrzegł go Kaczka złowrogim tonem.
– Skoro tak mówisz. Jeśli spotkamy tę lady Korrę, przebiorę się w spódnicę i powiem, że jestem Cersei, sławna brodata piękność z Królewskiej Przystani.
Tym razem Kaczka się roześmiał.
– Ależ z ciebie dowcipny człowieczek, Yollo – stwierdził Haldon. – Powiadają, że Zawoalowany Lord przyznaje jedną łaskę każdemu człowiekowi, który zdoła go rozśmieszyć. Być może Jego Szara Miłość wybierze cię na ozdobę swego kamiennego dworu.
Ser Rolly obrzucił towarzysza zaniepokojonym spojrzeniem.
– Z niego niedobrze jest żartować. Nie, kiedy jesteśmy tak blisko Rhoyne. On słyszy.
– Słowa mądrości z ust kaczki – mruknął Haldon. – Wybacz, Yollo. Niepotrzebnie tak zbladłeś. Tylko żartowałem. Książę Smutków nie udziela swego szarego pocałunku tak łatwo.
Swego szarego pocałunku. Na tę myśl przebiegły go ciarki. Śmierć utraciła już grozę dla Tyriona Lannistera, ale szara łuszczyca to coś całkiem innego. Zawoalowany Lord totylko legenda – powiedział sobie. Nie jest bardziej realny niż duch Lanna Sprytnego, według niektórych straszący w Casterly Rock. Mimo to nie odezwał się ani słowem.
Nagłe milczenie karła nie przyciągnęło uwagi jego towarzyszy. Kaczka zaczął mu opowiadać historię swego życia. Jego ojciec był zbrojmistrzem w Gorzkim Moście, Kaczka urodził się z brzękiem stali w uszach i już od dziecka uczył się posługiwać mieczem. Rosły obiecujący chłopak przyciągnął uwagę starego lorda Caswella, który zaoferował mu miejsce w garnizonie, ale on pragnął czegoś więcej. Widział, jak słabowity syn Caswella został paziem, giermkiem, a w końcu rycerzem.
– To był chuderlawy skarżypyta o wynędzniałej twarzy, ale stary lord miał cztery córki i tylko jednego syna, więc nikomu nic pozwalał powiedzieć na niego ani słowa. Inni giermkowie ledwie się ważyli choć tknąć go palcem na dziedzińcu.
– Ale ty nie byłeś tak bojaźliwy.
Tyrion nie miał trudności z odgadnięciem, dokąd zmierza ta opowieść.
– Na szesnasty dzień imienia ojciec wykuł mi długi miecz – ciągnął Kaczka. – Ale Lorentowi oręż spodobał się tak bardzo, że zagarnął go dla siebie, a mój cholerny staruszek nigdy nie potrafił powiedzieć mu „nie”. Kiedy się poskarżyłem, Lorent oznajmił mi prosto w oczy, że moja ręka jest stworzona do młota, nie do miecza. Dlatego wziąłem młot i waliłem go nim tak długo, aż połamałem mu obie ręce i połowę żeber.
Potem musiałem opuścić Reach i to szybko. Wybrałem się za wodę, by przyłączyć się do Złotej Kompanii. Przez kilka lat pracowałem dla nich jako uczeń kowalski, aż wreszcie ser Harry Strickland przyjął mnie na giermka. Kiedy Gryf przekazał w dół rzeki wiadomość, że potrzebuje kogoś, kto nauczy jego syna władania bronią, Harry wysłał mu mnie.
– I Gryf pasował cię na rycerza?
– Rok później.
– Czemu nie powiesz naszemu małemu przyjacielowi, w jaki sposób zdobyłeś swe nazwisko? – zapytał z bladym uśmieszkiem Półmaester.
– Rycerzowi nie wystarczy tylko jedno imię – odparł rosły mężczyzna – a kiedy mnie pasował, byliśmy na polu, i jak uniosłem wzrok, zobaczyłem te kaczki, więc... nie śmiej się.
Tuż po zachodzie słońca zjechali z drogi, żeby odpocząć na zarośniętym zielskiem dziedzińcu obok starej kamiennej studni. Tyrion zeskoczył z siodła, by rozprostować dręczone kurczami nogi, a Kaczka i Haldon napoili konie. Z przerw między kamieniami wyrastała twarda brązowa trawa oraz bożodrzewy. Mury budynku, który mógł ongiś być wielką kamienną rezydencją, porastał mech. Oporządziwszy zwierzęta, jeźdźcy spożyli kolację złożoną z solonej wieprzowiny i zimnej białej fasoli, popitych ale. Prosty posiłek wydał się Tyrionowi miłą odmianą po frykasach spożywanych w towarzystwie Illyria.
– Te kuferki, które dla was przywieźliśmy – odezwał się w przerwie między kęsami. –
Z początku myślałem, że to złoto dla Złotej Kompanii, ale potem zobaczyłem, jak ser Rolly dźwignął skrzynię na ramieniu. Gdyby była pełna monet, nie uniósłby jej tak łatwo.
– To tylko zbroja – odparł Kaczka, wzruszając ramionami.
– I ubranie – wtrącił Haldon. – Dworskie stroje dla całej naszej grupy. Piękne wełny i aksamity, jedwabne płaszcze. Przed obliczem królowej nie staje się w łachmanach... ani z pustymi rękami. Magister był tak łaskawy, że zaopatrzył nas w stosowne podarunki.
Gdy wzeszedł księżyc, znowu dosiedli wierzchowców i pokłusowali na wschód w blasku gwiazd. Stara valyriańska droga lśniła przed nimi niczym długa srebrna wstęga wijąca się przez lasy i doliny. Na krótką chwilę Tyrion Lannister zaznał czegoś przypominającego spokój.
– Lomas Obieżyświat miał rację. Ta droga to prawdziwy cud.
– Lomas Obieżyświat? – zdziwił się Kaczka.
– To dawno nieżyjący skryba – wyjaśnił Haldon. – Spędził całe życie na wędrówkach po świecie i opisał odwiedzone przez siebie krainy w dwóch książkach o tytułach Cuda i Cuda stworzone przez człowieka.
– Stryj podarował mi je, kiedy byłem chłopcem – dodał Tyrion. – Czytałem je tyle razy, że wreszcie się rozpadły.
– „Bogowie stworzyli siedem cudów, a śmiertelni ludzie dziewięć” – zacytował Półmaester. – Śmiertelnicy prześcignęli bogów o dwa cuda. To nie za dobrze świadczy o ich pobożności, ale tak to już jest. Kamienne drogi Valyrian to jeden z dziewięciu cudów Obieżyświata. Piąty, jeśli się nic mylę.