– Mógłbym cię wysłać do Białego Portu – przyznał lord. – Albo do jakiegoś zimnego, wilgotnego piekła.
Samo Sisterton starczy za piekło. Davos obawiał się najgorszego. Trzy Siostry były kapryśnymi dziwkami, wiernymi wyłącznie sobie samym. Ponoć były zaprzysiężone Arrynom z doliny, ale władza Orlego Gniazda nad wyspami była w najlepszym razie niepewna.
– Gdyby Sunderland dowiedział się o tobie, zażądałby, żebym cię wydał. – Borrell ze Słodkiej Siostry, podobnie jak Longthorpe z Długiej Siostry i Torrent z Małej Siostry, przysięgali wierność Tristanowi Sunderlandowi, lordowi Trzech Sióstr. – On sprzedałby cię królowej za garniec lannisterskiego złota. Dla biedaka cenny jest każdy smok. Ma siedmiu synów i wszyscy pragną zostać rycerzami. – Lord wziął w rękę drewnianą łyżkę i znowu zaatakował gulasz. – Przeklinałem bogów, którzy dali mi tylko córki, dopóki nie usłyszałem, jak Tristan wyrzeka na ceny rumaków. Zdziwiłbyś się, ilu ryb potrzeba, żeby kupić porządną zbroję płytową i kolczugę.
Ja też miałem siedmiu synów, ale czterech pochłonął ogień.
– Lord Sunderland jest zaprzysiężony Orlemu Gniazdu – stwierdził Davos. –
Zgodnie z prawem powinien mnie oddać lady Arryn.
Doszedł do wniosku, że miałby z nią lepsze szanse niż z Lannisterami. Choć Lysa Arryn nie brała udziału w wojnie pięciu królów, była córką Riverrun i ciotką Młodego Wilka.
– Lysa Arryn nie żyje – poinformował go lord Godric. – Zamordował ją jakiś minstrel. Doliną włada teraz lord Littlefinger. Gdzie są piraci? – Gdy Davos nie odpowiadał, Borrell zastukał drewnianą łyżką w stół. – Lyseńczycy. Torrent widział z Małej Siostry ich żagle, a przed nim Flintowie z Wdowiej Strażnicy. Pomarańczowe, zielone i różowe. Salladhor Saan. Gdzie on jest?
– Na morzu. – Salla z pewnością pożeglował wokół Paluchów i dalej, na wąskie morze. Wracał na Stopnie z nielicznymi statkami, które mu zostały. Być może zdobędzie po drodze więcej, jeśli natrafi na jakichś pechowych kupców. Odrobina piractwa dla urozmaicenia podróży. – Jego Miłość wysłał go na południe, by nękał Lannisterów i ich przyjaciół.
Przygotował sobie to kłamstwo, wiosłując przez deszcz w stronę Sisterton. Prędzej czy później świat się dowie, że Salladhor Saan porzucił sprawę Stannisa Baratheona, zostawiając go bez floty, ale nie usłyszy o tym z ust Davosa Seawortha.
Lord Godric zamieszał łyżką w gulaszu.
– Czy ten stary pirat Saan kazał ci dotrzeć do brzegu wpław?
– Przypłynąłem w otwartej łodzi, wasza lordowska mość.
Salla zaczekał, aż z lewej burty „Valyrianina” pokaże się światło Nocnej Lampy, nim kazał mu odpłynąć. Ich przyjaźń była warta przynajmniej tyle. Lyseńczyk zapewniał, że z przyjemnością zabrałby go ze sobą na południe, ale Davos odmówił. Stannis potrzebował Wymana Manderly’ego i ufał, że cebulowy rycerz zdobędzie go dla niego. Oznajmił Salli, że nie zdradzi królewskiego zaufania.
– E tam – odparł książę piratów. – Zabije cię tymi zaszczytami, stary przyjacielu.
Zobaczysz.
– Nigdy jeszcze nie gościłem pod dachem królewskiego namiestnika – oznajmił lord Godric. – Ciekawe, czy Stannis zapłaciłby za ciebie okup?
No właśnie. Stannis dał Davosowi ziemie, tytuły i urzędy, ale czy zapłaciłby złotem za jego życie? On nie ma złota. W przeciwnym razie nie straciłby Salli.
– Jeśli wasza lordowska mość pragnie zapytać o to Jego Miłość, można go znaleźć w Czarnym Zamku.
Borrell chrząknął.
– A czy Krasnal również tam jest?
– Krasnal? – Davos nie zrozumiał pytania. – On jest w Królewskiej Przystani.
Skazano go na śmierć za zamordowanie siostrzeńca.
– Mój ojciec mawiał, że Mur zawsze dowiaduje się o wszystkim ostatni. Karzeł uciekł.
Przecisnął się między kratami celi i gołymi rękami rozerwał na strzępy własnego ojca.
Strażnik widział, jak uciekał, czerwony od stóp do głów, jakby wykąpał się we krwi.
Królowa uczyni lordem każdego, kto go zabije.
Davosowi trudno było uwierzyć w to, co usłyszał.
– Chcesz mi powiedzieć, że Tywin Lannister nie żyje?
– Tak. Zginął z ręki własnego syna. – Lord pociągnął łyk piwa. – Gdy na Siostrach byli królowie, nie pozwalaliśmy karłom żyć. Rzucaliśmy ich do morza jako ofiarę dla bogów. Ale septonowie kazali nam przestać. Banda pobożnych głupców. Po co bogowie nadawaliby człowiekowi taką postać, jeśli nie po to, by zaświadczyć, że jest potworem?
Lord Tywin nie żyje. To wszystko zmienia.
– Wasza lordowska mość, czy pozwolisz mi wysłać kruka na Mur? Jego Miłość zechce się dowiedzieć o śmierci lorda Tywina.
– Dowie się. Ale nie ode mnie. Ani nie od ciebie, dopóki pozostaniesz gościem pod moim przeciekającym dachem. Nie pozwolę, by ludzie mówili, że służyłem Stannisowi pomocą i radą. Sunderlandowie wciągnęli Siostry w dwa bunty Blackfyre’ów i wszyscy straszliwie ucierpieliśmy z tego powodu. – Lord Godric wskazał łyżką na krzesło. –
Usiądź, zanim padniesz z nóg, ser. W moim zamku jest zimno, wilgotno i ciemno, ale słyszeliśmy tu o uprzejmości. Znajdziemy dla ciebie jakieś suche ubranie, ale najpierw musisz coś zjeść. – Na jego krzyk do komnaty weszła jakaś kobieta. – Mamy gościa do nakarmienia. Przynieś piwo, chleb i siostrzany gulasz.
Piwo było brązowe, chleb czarny, a gulasz miał barwę kremowobiałą. Kobieta przyniosła go w wydrążonym czerstwym chlebie. Był gęsty od porów, marchewki, jęczmienia oraz rzep i brukwi. Wszystko to pływało w gęstej śmietanie i maśle. Taki gulasz ogrzewał człowieka aż do kości w zimną wilgotną noc. Davos połykał go z wdzięcznością.
– Jadłeś już kiedyś siostrzany gulasz?
– Tak, wasza lordowska mość.
Tę samą potrawę podawano we wszystkich gospodach i tawernach Trzech Sióstr.
– Ale nie taki dobry jak ten. Ugotowała go Gella, córka mojej córki. Czy jesteś żonaty, cebulowy rycerzu?
– Tak, wasza lordowska mość.
– Szkoda. Gella nie ma męża. Brzydkie kobiety to najlepsze żony. Mamy tu trzy rodzaje krabów. Czerwone, jeżokraby i kraby zwycięzcy. Jeżokrabów nie jadam, chyba że w siostrzanym gulaszu. Czuję się prawie jak kanibal. – Jego lordowska mość wskazał na chorągiew wiszącą nad zimnym czarnym kominkiem. Wyszyto na niej jeżokraba, białego na szarozielonym polu. – Słyszeliśmy, że Stannis spalił swojego namiestnika.
Tego, który był przede mną. Na Smoczej Skale Melisandre oddała Alestera Florenta swemu bogu, by wyczarować wiatr, który zaniósł ich na północ. Lord Florent był silny i milczał, gdy ludzie królowej przywiązywali go do pala, zachował tyle godności, ile to możliwe dla półnagiego człowieka, ale gdy płomienie dotknęły jego nóg, zaczął krzyczeć i te krzyki zaniosły ich aż do Wschodniej Strażnicy, jeśli wierzyć kobiecie w czerwieni.
Davos nie lubił tamtego wiatru. Miał wrażenie, że czuje w nim zapach palonego ciała, a w jego graniu pośród lin słyszy krzyki bólu. To równie dobrze mógłbym być ja.
– Ja nie spłonąłem – zapewnił lorda Godrica. – Choć we Wschodniej Strażnicy omal nie zamarzłem.
– Tak to już jest na Murze. – Kobieta przyniosła świeży, jeszcze ciepły bochen chleba.
Gdy Davos zobaczył jej rękę, wytrzeszczył oczy ze zdziwienia. Nie umknęło to uwadze lorda Godrica. – Tak jest, nosi znak, jak wszyscy Borrellowie od pięciu tysięcy lat. To córka mojej córki. Nie ta, która robi gulasz. – Rozerwał bochen i podsunął połowę Davosowi. – Jedz. Jest dobry.