Выбрать главу

Rzeczywiście był, choć dla cebulowego rycerza czerstwy chleb miałby równie doskonały smak. Znaczyło to, że jest tu gościem, przynajmniej na tę jedną noc. Lordowie Trzech Sióstr mieli złowrogą reputację, a szczególnie Godric Borrell, lord Słodkiej Siostry. Tarcza Sisterton, pan zamku Breakwater i Strażnik Nocnej Lampy... ale starożytne prawa gościnności wiązały nawet lordów-rabusiów i morskich rozbójników.

Ujrzę przynajmniej świt – powiedział sobie Davos. Jadłem jego chleb i sól.

W siostrzanym gulaszu były jednak dziwniejsze przyprawy od soli.

– Czyżbym czuł szafran?

Ta przyprawa była cenniejsza niż złoto. Davos kosztował jej dotąd tylko raz, gdy król Robert podesłał mu połowę ryby podczas uczty na Smoczej Skale.

– Tak. Z Qarthu. I pieprz również. – Lord Godric wziął szczyptę między kciuk a palec wskazujący i wysypał na swój gulasz. – Mielony czarny pieprz z Volantis. Nie ma lepszego. Nasyp sobie, ile tylko zechcesz, jeśli masz ochotę. Mam czterdzieści skrzynek.

Nie wspominając już o goździkach i gałce muszkatołowej, a także funcie szafranu.

Wszystko to dostałem od dziewczyny o tarninowych oczach. – Roześmiał się. Nadal miał wszystkie zęby, choć Davos zauważył, że większość jest pożółkła, a jeden z przednich czarny i martwy. – Płynęła do Braavos, ale szkwał zaniósł ją na Zimną Wodę i rozbiła się o moje skały. Jak widzisz, nie jesteś jedynym darem, jaki otrzymałem od sztormów.

Morze jest okrutne i zdradzieckie.

Ale nie tak zdradzieckie jak ludzie – pomyślał Davos. Przodkowie lorda Godrica byli królami piratów, do czasu, gdy Starkowie policzyli się z nimi ogniem i mieczem. W dzisiejszych czasach Siostrzanie zostawiali otwarte piractwo Salladharowi Saanowi i jemu podobnym, zadowalając się zwabianiem statków na skały. Ognie płonące na brzegach Trzech Sióstr miały rzekomo ostrzegać przed mieliznami, skałami oraz rafami i wskazywać bezpieczną drogę, ale podczas sztormowych lub mglistych nocy niektórzy Siostrzanie zapalali fałszywe światła, by zwabić nieostrożnych kapitanów ku zgubie.

– Sztormy wyświadczyły ci przysługę, przynosząc cię do moich drzwi – stwierdził lord Godric. – W Białym Porcie spotkałoby cię zimne przywitanie. Spóźniłeś się, ser.

Lord Wyman zamierza ugiąć kolan i to nie przed Stannisem. – Pociągnął łyk piwa. –

Manderly’owie nie są ludźmi z północy, nie w głębi duszy. Przybyli na północ zaledwie dziewięćset lat temu, przynosząc ze sobą złoto i własnych bogów. Byli wielkimi lordami znad Manderu, ale pozwolili sobie na zbyt wiele i zielone ręce ich ukarały. Wilczy król zabrał ich złoto, ale dał im ziemie i pozwolił zachować bogów. – Umaczał w gulaszu kawałek chleba. – Jeśli Stannis myśli, że grubas dosiądzie jelenia, myli się. Przed dwunastoma dniami do Sisterton zawinęła „Lwia Gwiazda”, żeby uzupełnić zapasy wody. Znasz ten okręt? Karmazynowe żagle i złoty lew na dziobie. Na pokładzie było pełno Freyów zmierzających do Białego Portu.

– Freyów? – To było ostatnie, czego spodziewałby się Davos. – Słyszeliśmy, że oni zabili syna lorda Wymana.

– To prawda – potwierdził lord Godric. – Grubas tak się wściekł, że poprzysiągł żyć tylko o chlebie i winie, dopóki nie wywrze zemsty. Ale nim dzień się skończył, napychał się już małżami i ciastkami. Między Sisterton a Białym Portem cały czas kursują statki.

Sprzedajemy im kraby, ryby i kozi ser, a oni nam drewno, wełnę i skóry. Sądząc z tego, co słyszałem, jego lordowska mość jest grubszy niż kiedykolwiek. Tyle pożytku ze ślubowania. Słowa to wiatr, a wiatr płynący z ust Manderly’ego nie znaczy więcej niż ten, który wydostaje się drugim końcem. – Lord oderwał kolejny kawał chleba i wytarł nim dno wydrążonego bochna. – Freyowie wieźli grubemu głupcowi worek kości. Niektórzy zwą to uprzejmością. Oddali mu szczątki martwego syna. Gdyby to był mój syn, wykazałbym się równą uprzejmością i podziękowałbym Freyom, zanim bym ich powiesił, ale grubas jest zbyt szlachetny, by tak postąpić. – Wsadził chleb do ust, przeżuł i połknął. – Gościłem Freyów na kolacji. Jeden z nich siedział tu, gdzie ty teraz.

Powiedział, że ma na imię Rhaegar. O mało nie roześmiałem mu się prosto w twarz.

Oznajmił mi, że stracił żonę, ale w Białym Porcie ma nadzieję znaleźć sobie nową. Kruki latały w obie strony. Lord Wyman i lord Walder zawarli pakt. Zamierzają przypieczętować go małżeństwem.

Davos czuł się, jakby lord zdzielił go w brzuch. Jeśli mówi prawdę, mój król jest zgubiony. Stannis Baratheon rozpaczliwie potrzebował Białego Portu. Jeśli Winterfell było sercem północy, Biały Port był jej ustami. Tamtejsza odnoga morska od stuleci pozostawała wolna od lodu, nawet podczas najdłuższych zim. Nadchodziła zima, dlatego znaczyło to bardzo wiele. Lannisterowie mieli całe złoto Casterly Rock, a na dodatek bogactwa Wysogrodu. Kufry króla Stannisa były puste. Muszę przynajmniej spróbować. Może zdołam jakoś zapobiec ternu małżeństwu.

– Muszę dotrzeć do Białego Portu – oznajmił. – Wasza lordowska mość, błagam o pomoc.

Lord Godric zaczął pochłaniać wydrążony bochen, rozdzierając go w wielkich dłoniach. Czerstwy chleb zmiękł od gulaszu.

– Nie darzę miłością ludzi z północy – oznajmił. – Maesterzy mówią, że od Gwałtu na Trzech Siostrach minęły dwa tysiące lat, ale Sisterton nie zapomniało. Przedtem byliśmy wolnym ludem i władali nami nasi królowie. Potem musieliśmy ugiąć kolan przed Orlim Gniazdem, żeby przegnać najeźdźców z północy. Wilk i sokół walczyły o nas przez tysiąc lat, aż wreszcie na spółkę ogryzły cały tłuszcz i mięso z kości tych biednych wysp. Jeśli zaś chodzi o twojego króla Stannisa, kiedy był starszym nad okrętami króla Roberta, wysłał flotę do mojego portu, nie pytając o pozwolenie, i kazał mi powiesić kilkunastu wiernych przyjaciół. Ludzi takich jak ty. Posunął się nawet do tego, że zagroził, iż powiesi i mnie, gdyby się okazało, że jakiś statek wpadł na skały, bo Nocna Lampa nagle zgasła. Musiałem przełknąć jego arogancję. – Zjadł kolejny kęs. – A teraz przybył na północ pokonany, z podwiniętym ogonem. Dlaczego miałbym mu pomagać? Odpowiedz.

Dlatego, że jest twoim prawowitym królem – pomyślał Davos. Dlatego, że to silny i sprawiedliwy człowiek, jedyny, który może odbudować królestwo i obronić je przed nadciągającym z północy zagrożeniem. Dlatego, że ma magiczny miecz, gorejący blaskiem słońca. Te słowa uwięzły mu jednak w gardle. Żadne z nich nie przekona lorda Słodkiej Siostry. Nie zbliży cebulowego rycerza do Białego Portu choćby o jedną stopę.

Jaką odpowiedź pragnie usłyszeć? Czy muszę obiecać mu złoto, którego nie mamy?

Szlachetnie urodzonego męża dla córki jego córki? Ziemie, zaszczyty, tytuły? Lord Alester Florent próbował swych sił w tej grze i król w nagrodę kazał go spalić.

– Widzę, że namiestnik nagle stracił język. Nie smakuje mu siostrzany gulasz albo prawda.

Lord Godric otarł usta.

– Lew nie żyje – zaczął z namysłem Davos. – Oto twoja prawda, wasza lordowska mość. Tywin Lannister nie żyje.

– I co z tego?

– Kto teraz włada w Królewskiej Przystani? Nie Tommen, to jeszcze dziecko. Ser Kevan?

Czarne oczy Godrica lśniły w blasku świec.

– Gdyby tak było, siedziałbyś już w łańcuchach. Władzę sprawuje królowa.

Davos zrozumiał. Ma wątpliwości. Nie chce się znaleźć po przegranej stronie.

– Stannis obronił Koniec Burzy przed Tyrellami i Redwyne’ami. Odebrał Smoczą Skałę ostatnim Targaryenom. Rozbił Żelazną Flotę u brzegów Pięknej Wyspy. Król- dziecko nie zwycięży go w walce.