Выбрать главу

– To dziecko ma na swoje rozkazy bogactwo Casterly Rock i potęgę Wysogrodu. Ma Boltonów i Freyów. – Lord Godric potarł podbródek. – Ale... na tym świecie tylko zima jest pewna. Tak powiedział Ned Stark mojemu ojcu w tej komnacie.

– Ned Stark tu był?

– W zaraniu buntu Roberta. Obłąkany Król wysłał ludzi do Orlego Gniazda, domagając się głowy Starka, ale Jon Arryn odpowiedział sprzeciwem. Gulltown dochowało jednak wierności koronie. Żeby wrócić do domu i zwołać chorągwie, Stark musiał przejść przez góry, dotrzeć do Paluchów i wynająć rybaka, który przewiózłby go przez Zimną Wodę. Po drodze zaskoczył ich sztorm. Rybak utonął, ale jego córka dostarczyła Starka na Siostry przed zatonięciem łodzi. Ponoć zostawił ją z workiem srebra i bękartem w brzuchu. Nazwała go Jonem Snow, na cześć Arryna. Tak czy inaczej, gdy lord Eddard przybył do Sisterton, mój ojciec siedział tu, gdzie ja siedzę teraz. Nasz maester namawiał go, by odesłał głowę Starka Aerysowi, w dowód naszej wierności. To oznaczałoby sutą nagrodę. Obłąkany Król był hojny dla tych, którzy sprawili mu radość.

Wiedzieliśmy już jednak, że Jon Arryn zdobył Gulltown. Robert pierwszy wtargnął na mury i własnoręcznie zabił Marqa Graftona. Rzekłem wówczas: „Ten Baratheon jest nieustraszony. Walczy tak, jak powinien walczyć król”. Nasz maester zachichotał i odparł, że książę Rhaegar z pewnością pokona buntownika. I wtedy właśnie Stark powiedział: „Na tym świecie tylko zima jest pewna. Możemy stracić głowy, to prawda... ale co, jeśli zwyciężymy?”. Mój ojciec wysłał lorda Eddarda w drogę z głową nadal przytwierdzoną do tułowia. Rzekł mu: „Jeśli przegracie, nigdy cię tu nie było”.

– Mnie też nie – zapewnił Davos Seaworth.

JON

Przyprowadzili króla za Murem z rękami związanymi konopnym sznurem i pętlą na szyi.

Drugi koniec sznura przytroczono do łęku rumaka ser Godry’ego Farringa.

Olbrzymobójcę i jego wierzchowca pokrywała posrebrzana, niellowana stal. Mance Rayder miał na sobie tylko cienką tunikę. Jego kończyn nic nie chroniło przed chłodem.

Mogli zostawić mu chociaż płaszcz – pomyślał Jon Snow. Ten, który dzika kobieta wyszyła paskami karmazynowego jedwabiu.

Nic dziwnego, że Mur płakał.

– Mance zna nawiedzany las lepiej niż którykolwiek ze zwiadowców – powiedział Jon królowi Stannisowi, po raz ostatni próbując przekonać Jego Miłość, że król za Murem bardziej przyda mu się żywy niż martwy. – Zna Tormunda Zabójcę Olbrzyma. Walczył z Innymi. Miał też Róg Joramuna i nie zadął w niego. Nie zniszczył Muru, mimo że mógł to zrobić.

Stannis pozostawał głuchy na jego słowa. Prawo jasno mówiło, że karą za dezercję jest śmierć.

Lady Melisandre wzniosła nad głowę białe dłonie u stóp płaczącego Muru.

– Wszyscy musimy wybrać – oznajmiła. – Mężczyźni i kobiety, starzy i młodzi, lordowie i wieśniacy, wszyscy stoimy przed tym samym wyborem. – Jej głos kojarzył się Jonowi z zapachem anyżku, goździków i gałki muszkatołowej. Stała obok króla na drewnianym podwyższeniu wzniesionym nad wykopem.

– Wybieramy światło albo ciemność. Wybieramy dobro lub zło. Wybieramy prawdziwego boga bądź fałszywego.

Gęste siwo-brązowe włosy Mance’a Raydera powiewały na wietrze. Odgarnął je z oczu związanymi rękoma. Uśmiechał się, ale gdy zobaczył klatkę, odwaga go opuściła.

Ludzie królowej sporządzili ją z materiału przyniesionego z nawiedzanego lasu. Z młodych drzewek i giętkich gałęzi, ociekających żywicą sosnowych konarów i białych jak kość palców czardrzew. Powyginali je i posplatali, tworząc drewnianą kratę, a potem zawiesili klatkę wysoko nad głębokim dołem wypełnionym kłodami, liśćmi i chrustem.

Król dzikich wzdrygnął się na ten widok.

– Nie – zawołał. – Łaski! To niesprawiedliwe, nie jestem królem, oni...

Ser Godry popędził wierzchowca i król za Murem nie miał innego wyboru, jak podążyć za nim. Pętla przerwała jego słowa. Przewrócił się, ale Godry zaciągnął go na miejsce. Mance ociekał krwią, gdy ludzie królowej pół wepchnęli, pół wnieśli go do klatki. Kilkunastu zbrojnych wspólnymi siłami pociągnęło ją w górę.

Lady Melisandre przyglądała się temu.

– WOLNI LUDZIE! – zawołała. – Oto wasz król kłamstw. A oto róg, który zgodnie z jego obietnicami miał zniszczyć Mur.

Dwaj ludzie królowej przynieśli Róg Joramuna, czarny i okolony obręczami ze starego złota. Od końca do końca miał osiem stóp długości. W złotych obręczach wyryto runy Pierwszych Ludzi. Joramun umarł przed tysiącleciami, ale Mance znalazł jego grób pod lodowcem, wysoko w Mroźnych Kłach. „Joramun zadął w Róg Zimy i przebudził śpiących w ziemi olbrzymów”. Ygritte powiedziała Jonowi, że Mance nie znalazł rogu.

Kłamała albo trzymał to w tajemnicy nawet przed swoimi ludźmi.

Tysiąc jeńców patrzyło zza palisady, jak uniesiono róg. Wszyscy byli obdarci i wygłodniali. W Siedmiu Królestwach zwano ich dzikimi, ale oni używali nazwy „wolni ludzie”. Nie wyglądali ani na dzikich, ani na wolnych, tylko na głodnych, przerażonych i odrętwiałych.

– Róg Joramuna? – zapytała Melisandre. – Nie. Nazwijmy go Rogiem Ciemności.

Jeśli Mur padnie, nastanie noc, długa noc, która nigdy się nie skończy. To nie może się zdarzyć i się nie zdarzy! Pan Światła ujrzał grożące jego dzieciom niebezpieczeństwo i przysłał im obrońcę, Azora Ahai narodzonego na nowo.

Wskazała na Stannisa. W wielkim rubinie, który nosiła u szyi, pulsowało światło.

On jest kamieniem, a ona ogniem. Ciemnoniebieskie oczy króla głęboko zapadły w wychudłej twarzy. Włożył szarą zbroję płytową, a na szerokie ramiona zarzucił obszyty futrem płaszcz ze złotogłowiu. Napierśnik zdobiło inkrustowane płonące serce, umieszczone w tym samym miejscu co jego własne. Na czole miał czerwono-złotą koronę o kolcach ukształtowanych na podobieństwo tańczących płomieni. Val stała obok niego, wysoka i jasnowłosa. Ukoronowali ją prostym diademem z ciemnego brązu, ale wyglądała w tym metalu bardziej królewsko niż Stannis w złocie. Oczy miała szare, spokojne i nieustraszone. Pod gronostajowym futrem nosiła białe i złote szaty. Włosy barwy miodu splotła w gruby warkocz, który opadał do talii, przewieszony przez lewe ramię. Policzki dziewczyny poczerwieniały od zimna.

Lady Melisandre nie nosiła korony, ale wszyscy obecni wiedzieli, że to ona jest prawdziwą królową Stannisa, a nie pozbawiona urody kobieta, która marzła porzucona we Wschodniej Strażnicy. Mówiono, że król nie zamierza posłać po Selyse i ich córkę, dopóki Nocny Fort nie będzie gotowy do zamieszkania. Jonowi było ich żal. Na Murze można było znaleźć niewiele wygód, do jakich przywykły damy z południa i szlachetnie urodzone dziewczynki, w Nocnym Forcie nie znajdą zaś żadnych. To było ponure miejsce, nawet w najlepszych czasach.

– WOLNI LUDZIE! – zawołała raz jeszcze Melisandre. – Ujrzyjcie los czekający tych, którzy wybierają ciemność!

Róg Joramuna stanął w płomieniach.

Z głośnym świstem języki zielonego i żółtego ognia przebiegły wzdłuż całej jego długości. Konik Jona spłoszył się nagle. Inni również mieli trudności z uspokojeniem wierzchowców. Zza palisady dobiegł jęk. Wolni ludzie ujrzeli, że ich nadzieja płonie.

Garstka zaczęła krzyczeć i przeklinać, ale większość milczała. Przez pół uderzenia serca runy wyryte na złotych obręczach zdawały się migotać za zasłoną rozgrzanego powietrza.