Выбрать главу

– Co spowodowało ten hałas? – zapytał Półmaester.

– Żółw – wyjaśnił Tyrion. – Większy od tej łodzi.

– To był on – zawołał Yandry. – Starzec z Rzeki.

Czemu by nie? Tyrion wyszczerzył zęby w uśmiechu. Bogowie i cuda zawsze nadchodzą w chwili narodzin królów.

DAVOS

„Wesoła Akuszerka” zakradła się do Białego Portu z wieczornym przypływem. Jej połatany żagiel łopotał przy każdym powiewie.

To była stara koga, a nawet w latach młodości nikt nigdy nie zwał jej ładną. Jej galion przedstawiał roześmianą kobietę trzymającą niemowlę za stopy, ale policzki położnej i pupa dziecka były pełne wygryzionych przez robaki dziur. Kadłub pokrywały niezliczone warstwy brudnobrązowej farby, a żagle były szare i wystrzępione. To nie był statek przyciągający spojrzenia, chyba żeby ktoś się zdumiewał, jakim cudem utrzymuje się na powierzchni. Co więcej, „Wesołą Akuszerkę” dobrze tu znano. Statek od lat przewoził tanie towary między Białym Portem a Sisterton.

Nie takiego końca podróży spodziewał się Davos Seaworth, gdy wyruszał w rejs z Sallą i jego flotą. Wszystko wydawało się wtedy prostsze. Kruki nie przyniosły królowi Stannisowi hołdu Białego Portu, Jego Miłość wyśle więc posła, by osobiście porozmawiał z lordem Manderlym. To będzie pokaz siły. Davos przybędzie na pokładzie galeasy Salli, „Valyrianina”, a reszta lyseńskiej floty będzie czekała z tyłu. Kadłuby wszystkich statków pomalowano w paski: czarne i żółte, różowe i niebieskie, zielone i białe, fioletowe i złote.

Lyseńczycy uwielbiali jaskrawe kolory, a Salladhor Saan był najbarwniejszy z nich wszystkich. Salladhor Wspaniały – pomyślał Davos. Ale sztormy położyły temu kres.

Będzie musiał zakraść się do miasta niepostrzeżenie, jak mógłby to zrobić dwadzieścia lat temu. Dopóki się nie dowie, jak stoją tu sprawy, rozsądniej będzie występować jako prosty marynarz, nie lord.

Przed nimi, na wschodnim brzegu, gdzie Biały Nóż wpadał do zatoki, wznosiły się mury miasta zbudowane z bielonych kamieni. Część fortyfikacji wzmocniono, odkąd Davos był tu ostatnio przed sześciu laty. Na molu dzielącym wewnętrzny port od zewnętrznego wzniesiono kamienny mur, długi prawie na milę i wysoki na trzydzieści stóp. Co sto jardów umieszczono w nim wieże. Również z Foczej Skały, gdzie przedtem były tylko ruiny, ku niebu wznosił się dym. To może być dobra albo zła wiadomość, zależnie od tego, po której stronie opowie się lord Wyman.

Davos zawsze lubił to miasto. Pierwszy raz przypłynął tu jako chłopiec okrętowy na „Kocim Łbie”. Choć Biały Port był niewielki w porównaniu ze Starym Miastem i Królewską Przystanią, panowały tu porządek i czystość, a szerokie brukowane ulice ułatwiały trafienie do celu. Domy zbudowano z bielonych kamieni, a strome, spadziste dachy pokryto dachówką z szarego łupka. Roro Uhoris, stary zrzędliwy kapitan „Kociego Łba”, utrzymywał, że poznaje wszystkie porty po zapachu. Zapewniał, że miasta są jak kobiety i każde ma własną, niepowtarzalną woń. Stare Miasto miało kwietny zapach, jak wyperfumowana wdowa. Lannisport był mleczarką, pachnącą świeżością i ziemią, o włosach przesyconych dymem. Królewska Przystań cuchnęła jak niemyta kurwa.

Natomiast woń Białego Portu była ostra i słona, lekko zalatująca rybą.

– Tak właśnie powinna pachnieć syrena – stwierdził Roro. – Tu czuje się zapach morza.

I to się nie zmieniło – pomyślał Davos, choć wyczuwał również nutę torfowego dymu, docierającą tu znad Foczej Skały. Nad wejściem do zewnętrznego portu dominował morski kamień, potężne szarozielone wypiętrzenie wznoszące się pięćdziesiąt stóp nad wodę. Jego szczyt zdobiła korona ze zwietrzałych kamieni, pierścieniowy fort Pierwszych Ludzi, który od stuleci stał opustoszały. Teraz jednak go obsadzono. Davos zauważył skorpiony i ogniomioty ukryte za monolitami, a także wyglądających spomiędzy nich kuszników. Na pewno jest tam zimno i wilgotno.

Podczas wszystkich poprzednich wizyt widział foki wygrzewające się na strzaskanych głazach na dole. Ślepy Bękart kazał mu je liczyć, gdy „Koci Łeb” opuszczał port. Roro zapewniał, że im więcej fok zobaczą, tym większe szczęście będzie im sprzyjać podczas rejsu. Teraz nie było tam ani jednej. Przestraszyły się dymu i żołnierzy. Mądrzejszy człowiek uznałby to za ostrzeżenie. Gdybym miał choć krztynę rozsądku, odpłynąłbym z Sallą. Mógł wrócić na południe, do Maryi i synów. Czterech moich synów zginęło w służbie królowi, a piąty jest jego giermkiem. Powinienem mieć prawo nacieszyć się tymi, którzy przeżyli. Minęło już zbyt wiele czasu, odkąd ostatnio ich widziałem.

We Wschodniej Strażnicy czarni bracia powiedzieli mu, że Manderly’owie z Białego Fortu nie darzą miłością Boltonów z Dreadfort. Żelazny Tron wyniósł Roose’a Boltona do godności namiestnika północy, należało więc oczekiwać, że Wyman Manderly opowie się po stronie Stannisa. Biały Port nie zdoła utrzymać się sam. Miasto musi mieć sojusznika, protektora. Lord Wyman potrzebuje króla Stannisa równie mocno, jak Stannis potrzebuje jego. Tak przynajmniej wydawało się Davosowi we Wschodniej Strażnicy.

Wizyta w Sisterton podważyła jednak te nadzieje. Jeśli lord Borrell nie kłamał i Manderly’owie rzeczywiście zamierzali połączyć siły z Boltonami i Freyami... nie, nie będzie o tym myślał. Wkrótce pozna prawdę. Modlił się o to, by się nie okazało, że przybył za późno.

Mur na molu ukrywa wewnętrzny port – uświadomił sobie Davos, gdy „Wesoła Akuszerka” zwinęła żagiel. Zewnętrzny port był większy, ale wewnętrzny oferował lepsze kotwicowisko, jako że z jednej strony osłaniały go miejskie mury, z drugiej zaś potężna bryła Wilczego Barłogu, a obecnie również mur na molu. We Wschodniej Strażnicy Cotter Pyke powiedział Davosowi, że lord Wyman buduje wojenne galery. Za murami mogło się kryć nawet dwadzieścia okrętów, czekających tylko na rozkaz, by wypłynąć na morze.

Za grubymi białymi murami miejskimi widział dumną, jasną sylwetkę Nowego Zamku, zbudowanego na wzgórzu. Dostrzegał też kopułę Śnieżnego Septu, zwieńczoną wysokimi posągami Siedmiu. Wygnani z Reach Manderly’owie przynieśli ze sobą na północ Wiarę. W Białym Porcie był również boży gaj, posępna plątanina korzeni, gałęzi i kamieni ukryta za rozsypującymi się czarnymi murami Wilczego Barłogu, starożytnej fortecy służącej obecnie za więzienie. Większą częścią miasta władali jednak septonowie.

Wszędzie można było zobaczyć trytona rodu Manderlych. Powiewał na wieżach Nowego Zamku, nad Foczą Bramą i na miejskich murach. We Wschodniej Strażnicy ludzie z północy zapewniali, że Biały Port nigdy nie wyrzeknie się wierności Winterfell, ale Davos nigdzie nie widział wilkora Starków. Ale lwów również nie ma. Lord Wyman z pewnością nie klęknął jeszcze przed Tommenem. W przeciwnym razie wywiesiłby jego sztandar.

Na nabrzeżach roiło się od ludzi. Przy targu rybnym cumowała grupa małych łodzi, wyładowujących połów. Davos zauważył też trzy rzeczne łodzie, długie, smukłe i solidnie skonstruowane, zdolne poradzić sobie z szybkimi prądami i kamienistymi odnogami Białego Noża. Najbardziej jednak interesowały go morskie statki. Para karak, brzydkich i odrapanych jak „Wesoła Akuszerka”, handlowa galera „Tancerka Burzy”, kogi „Dzielny Magister” i „Róg Obfitości”, galeasa z Braavos, o charakterystycznym fioletowym kadłubie i żaglach...

...a za nią okręt wojenny.

Jego widok był jak nóż wbity we wszystkie nadzieje Davosa. Kadłub pomalowano na czarno i złoto, a figura dziobowa przedstawiała unoszącego łapę lwa. „Lwia Gwiazda” – głosiły litery namalowane na rufie, a na powiewającej na wietrze chorągwi widniał herb chłopca zasiadającego na Żelaznym Tronie. Przed rokiem cebulowy rycerz nie byłby w stanie odcyfrować napisu, ale maester Pylos nauczył go trochę czytać, jeszcze na Smoczej Skale. Tym razem jednak znajomość liter nie sprawiła mu przyjemności. Podczas rejsu Davos modlił się o to, by galera zaginęła podczas tych samych sztormów, które zdruzgotały flotę Salli, ale bogowie nie okazali się tak łaskawi. Freyowie przybyli do miasta i będzie musiał stawić im czoło.