Выбрать главу

– Ryswellów i Dustinów połączyły z rodem Boltonów więzy małżeńskie – poinformował go Jon. – Pozostałe rody straciły swych lordów w wojnie. Nie wiem, kto teraz nimi włada. Wronojad nie jest pieskiem. Wasza Miłość postąpiłby rozsądnie, zgadzając się na jego warunki.

Stannis zazgrzytał zębami.

– Oznajmił mi, że Umber nie będzie walczył z Umberem, dla żadnej sprawy.

To nie zaskoczyło Jona.

– Jeśli dojdzie do bitwy, zobacz, gdzie powiewa chorągiew Hothera, i ustaw Morsa na drugim skrzydle.

Olbrzymobójca był innego zdania.

– W ten sposób Jego Miłość sprawiłby wrażenie słabego. Uważam, że powinniśmy zademonstrować siłę. Spalmy Ostatnie Domostwo i ruszmy na wojnę z głową Wronojada zatkniętą na włóczni, by była nauczką dla następnego lorda, który waży się ofiarować połowę hołdu.

– To piękny plan, jeśli chcesz, by wszyscy ludzie z północy zwrócili się przeciwko wam. Lepsza połowa niż nic. Umberowie nie darzą miłością Boltonów. Jeśli Kurwistrach dołączył do Bękarta, to z pewnością wyłącznie dlatego, że Lannisterowie trzymają Greatjona jako zakładnika.

– To tylko pretekst, nie prawdziwy powód – oznajmił ser Godry. – Jeśli ich bratanek sczeźnie w łańcuchach, stryjowie będą mogli zagarnąć jego ziemie i tytuł lordowski.

– Greatjon ma synów i córki. Na północy dzieci zawsze mają pierwszeństwo przed braćmi, ser.

– Chyba że umrą. Martwe dzieci nigdzie nie mają pierwszeństwa.

– Jeśli zasugerujesz coś takiego w obecności Morsa Umbera, ser Godry, wkrótce dowiesz się o śmierci więcej, niżbyś chciał.

– Zabiłem olbrzyma, chłopcze. Czemu miałbym się bać jakiegoś zapchlonego dzikusa z północy, który maluje sobie olbrzyma na tarczy?

– Olbrzym uciekał. Mors tego nie zrobi.

Wysoki rycerz poczerwieniał na twarzy.

– W królewskiej samotni przemawiasz śmiało, chłopcze, ale na dziedzińcu słyszę od ciebie inną pieśń.

– Och, daj spokój, Godry – odezwał się ser Justin Massey, tęgi, zawsze uśmiechnięty rycerz o długich rękach i lnianej czuprynie, który był jednym ze zwiadowców jadących w niewłaściwą stronę. – Wszyscy już wiemy, że masz bardzo duży miecz. Nie musisz ciągle nim wymachiwać na naszych oczach.

– To raczej ty wymachujesz językiem, Massey.

– Cisza – warknął Stannis. – Lordzie Snow, wysłuchaj mnie. Zwlekałem tu w nadziei, że dzicy okażą się na tyle głupi, by przypuścić kolejny atak na Mur. Ponieważ nie chcą pójść mi na rękę, pora już, bym policzył się z innymi wrogami.

– Rozumiem – rzekł Jon z ostrożnością w głosie. Czego ode mnie chce? – Nie darzę miłością lorda Boltona ani jego syna, ale Nocna Straż nie może ruszyć do walki z nimi.

Nasze śluby zabraniają...

– Wiem wszystko o waszych ślubach. Oszczędź mi swej prawości, lordzie Snow. I bez was wystarczy mi sił. Mam zamiar pomaszerować na Dreadfort. – Uśmiechnął się na widok wstrząśniętej miny Jona. – Dziwisz się? To dobrze. Co zaskoczy jednego Snowa, może też zaskoczyć drugiego. Bękart Boltona wyruszył na południe i zabrał ze sobą Hothera Umbera. W tej sprawie Mors Umber i Arnolf Karstark zgadzają się ze sobą. To musi oznaczać, że zamierza uderzyć na Fosę Cailin, by otworzyć swemu panu ojcu drogę na północ. Bękart z pewnością jest przekonany, że jestem zbyt zajęty dzikimi, by sprawić mu kłopoty.

I bardzo dobrze. Chłopak odsłonił przede mną gardło i zamierzam mu je rozerwać.

Roose Bolton może odzyskać północ, ale gdy to zrobi, przekona się, że jego zamek, stada i plony należą do mnie. Jeśli zdołam wziąć Dreadfort z zaskoczenia...

– Nie zdołasz – przerwał mu Jon.

To było tak, jakby uderzył kijem gniazdo os. Jeden z ludzi królowej roześmiał się, drugi splunął, trzeci zmełł w ustach przekleństwo, a cała reszta próbowała mówić jednocześnie.

– Chłopak ma w żyłach rozwodnione mleko – stwierdził ser Godry Olbrzymobójca.

– Tchórz widzi banitę za każdym źdźbłem trawy – wysapał lord Sweet.

Stannis uciszył ich, unosząc rękę.

– Wytłumacz dlaczego.

Od czego zacząć? Jon podszedł do mapy. W rogach stołu ustawiono świece, żeby się nie zwijała. Przez Zatokę Fok płynął palec ciepłego wosku, powoli jak lodowiec.

– Żeby dotrzeć do Dreadfort, Wasza Miłość musi pomaszerować królewskim traktem aż za Ostatnią Rzekę, a potem zawrócić na południe południowy wschód i przejść przez Samotne Wzgórza. – Wskazał je na mapie. – To ziemie Umberów. Znają tam każde drzewo i każdy kamień. Królewski trakt przez trzysta mil biegnie ich zachodnim pograniczem. Mors poszatkuje twój zastęp na plasterki, chyba że przyjmiesz jego warunki i skłonisz go do poparcia twej sprawy.

– Proszę bardzo. Powiedzmy, że to zrobiłem.

– To pozwoli ci dotrzeć do Dreadfort – przyznał Jon – ale w zamku będą wiedzieli, że nadchodzisz, chyba że twoje oddziały potrafią prześcignąć kruka albo szereg ognisk sygnałowych. Ramsay Bolton bez trudu będzie mógł odciąć ci odwrót i zostawić daleko od Muru, bez żywności i schronienia, otoczonego wrogami.

– Musiałby porzucić oblężenie Fosy Cailin.

– Fosa Cailin padnie, nim zdołasz dotrzeć do Dreadfort. Gdy lord Roose połączy siły z Ramsayem, będą mieli pięć razy więcej ludzi od ciebie.

– Mój brat wygrywał bitwy przeciwko większej przewadze.

– Zakładasz, że Fosa Cailin upadnie szybko, Snow – sprzeciwił się Justin Massey – ale żelaźni ludzie to dzielni wojownicy, a słyszałem też, że Fosy nigdy nie zdobyto.

Od południa. Nawet mały garnizon może zadać straszliwe straty armii posuwającej się groblą, ale od północy i od wschodu ruiny są odsłonięte. – Jon spojrzał na Stannisa. – Panie, to śmiały plan, ale ryzyko... – Nocna Straż nie opowiada się po niczyjej stronie. Baratheon czy Bolton, powinno mi być wszystko jedno. – Jeśli główne siły Roose’a Boltona zaskoczą was pod jego murami, to będzie koniec dla was wszystkich.

– Ryzyko to element wojny – oznajmił ser Richard Horpe, chudy rycerz o wyniszczonej twarzy, odziany w wams z podszewką, ozdobiony trzema ćmami trupimi główkami na polu z popiołu i kości. – Każda bitwa go wymaga, Snow. Ten, kto nic nie robi, również ryzykuje.

– Są różne postacie ryzyka, ser Richardzie. W tym przypadku... to zbyt wiele, za wcześnie i za daleko. Znam Dreadfort. To potężny zamek, cały zbudowany z kamienia.

Ma grube mury i masywne wieże. Choć nadchodzi zima, z pewnością nie brak w nim zapasów. Przed stuleciami ród Boltonów zbuntował się przeciwko królowi północy i Harlon Stark obiegł Dreadfort. Potrzebował dwóch lat, by wziąć zamek głodem. Żeby mieć szansę jego zdobycia, Wasza Miłość musiałby mieć machiny oblężnicze, wieże, tarany...

– Wieże oblężnicze można zbudować, jeśli będzie trzeba – odparł Stannis. – Można też ściąć drzewa i zrobić z nich tarany. Arnolf Karstark pisze mi, że w Dreadfort zostało niespełna pięćdziesięciu ludzi, z czego połowa to służba. Mocny zamek ze słabą załogą jest słaby.

– Pięćdziesięciu ludzi w zamku jest wartych pięciuset na zewnątrz.

– To zależy od ludzi – sprzeciwił się Richard Horpe. – To będą staruszkowie i zielone chłopaki, ci, których bękart uznał za niezdolnych do walki. Nasi ludzie posmakowali krwi nad Czarnym Nurtem i dowodzą nimi rycerze.

– Widziałeś, jak rozbiliśmy dzikich. – Ser Justin odgarnął z oczu kosmyk lnianych włosów. – Karstarkowie przysięgli, że dołączą do nas pod Dreadfort, i będziemy też mieli naszych dzikich. Trzystu mężczyzn w wieku odpowiednim do walki. Lord Harwood policzył ich, kiedy przechodzili przez bramę. A ich kobiety również walczą.