Albo równie kiepsko, gdy zapasy zaczną się kończyć.
Zapadła cisza. Dzicy wymieniali nieufne spojrzenia.
– Jeść – odezwał się kruk. – Ziarno, ziarno.
– Walczyć dla was? – zapytał ktoś mówiący z silnym akcentem. To był Sigorn, magnar Thennu, posługujący się tylko łamanym językiem powszechnym. – Nie będziemy walczyć. Lepiej was zabić. Zabić wszystkich.
Ojciec Sigorna, stary magnar, zginął przygnieciony spadającymi schodami podczas ataku na Czarny Zamek. Ja czułbym to samo, gdyby ktoś mi zaproponował połączenie sił z Lannisterami – pomyślał Jon.
– Twój ojciec próbował nas wszystkich zabić – przypomniał Sigornowi. – Magnar był odważnym człowiekiem, ale przegrał. A gdyby zwyciężył... kto teraz stałby na Murze? –
Odwrócił się od Thennów. – Fortyfikacje Winterfell również były mocne, ale zamek leży w gruzach, spalony i zburzony. Mur jest wart tylko tyle, ile broniący go ludzie.
– Zabijaliście nas i głodziliście, a teraz chcecie z nas zrobić niewolników zaprotestował staruszek przyciskający do piersi rzepę.
– Wolę chodzić nago, niż nosić na grzbiecie czarne łachmany – zawołał na znak poparcia tęgi mężczyzna o czerwonej twarzy.
Jedna z włóczniczek roześmiała się w głos.
– Nawet własna żona nie chce cię widzieć nago, Butts.
Kilkanaście głosów zaczęło mówić jednocześnie. Thennowie krzyczeli w starym języku. Jakiś chłopczyk wybuchnął płaczem. Jon Snow zaczekał, aż wszyscy się uspokoją.
Potem spojrzał na Kudłatego Hala.
– Hal, co powiedziałeś tej kobiecie?
– Chodzi ci o żarcie? – zapytał czarny brat ze zdziwioną miną. – Jabłko albo cebula?
Powiedziałem, że musi wybrać, to wszystko.
– Musicie wybrać – powtórzył Jon Snow. – Wszyscy. Nikt was nie prosi o złożenie ślubów i nic mnie nie obchodzi, komu oddajecie cześć. Moimi bogami są starzy bogowie północy, ale możecie sobie zachować czerwonego boga, Siedmiu albo innych bogów, którzy zechcą wysłuchać waszych modłów. To włóczni potrzebujemy. Łuków. Oczu na Murze. Przyjmę każdego chłopaka w wieku powyżej dwunastu lat, który potrafi utrzymać w ręce włócznię albo naciągnąć luk. Przyjmę waszych starców, rannych i kalekich, nawet tych, którzy nie mogą już walczyć. Znajdziemy dla nich inne zadania.
Produkcja strzał, zbieranie drewna na opał, czyszczenie stajni... pracy nie ma końca. I tak jest, przyjmę także kobiety. Nie potrzebujemy wstydliwych panien szukających opieki, ale wszystkie włóczniczki będą mile widziane.
– A dziewczęta? – zapytała dziewczynka nie starsza od Aryi w chwili, gdy Jon widział ją po raz ostatni.
– Co najmniej szesnastoletnie.
– Chłopców przyjmujesz od dwunastego roku życia.
W Siedmiu Królestwach dwunastoletni chłopcy często bywali paziami albo giermkami, wielu już od lat uczyło się władania bronią. Dwunastoletnie dziewczęta uważano za dzieci. Ale to są dzicy.
– Jak sobie życzysz. Chłopców i dziewczęta od dwunastego roku życia. Ale tylko tych, którzy umieją słuchać rozkazów. To samo dotyczy was wszystkich. Nie będę prosił, byście przede mną klęknęli, ale wyznaczę nad wami kapitanów i sierżantów, którzy będą wam mówili, kiedy macic wstawać, a kiedy kłaść się spać, gdzie jeść, kiedy pić, w co się ubierać, kiedy wyciągać miecze i wypuszczać strzały. Służba w Nocnej Straży jest dożywotnia. Nie żądam tego od was, ale dopóki będziecie na Murze, musicie słuchać moich rozkazów. Jeśli jakiegoś nie wykonacie, utnę wam głowę. Zapytajcie moich braci, jeśli nie wierzycie. Widzieli, jak to robię.
– Utnę – wrzasnął kruk Starego Niedźwiedzia. Utnę, utnę, utnę.
– Wybór należy do was – oznajmił Jon Snow. – Ci, którzy chcą nam pomóc w obronie Muru, niech wrócą ze mną do Czarnego Zamku. Dam im żywność i odzienie.
Reszta niech zabiera rzepy i cebule i wraca do swoich nor.
Pierwsza z tłumu wystąpiła dziewczynka, która odezwała się przedtem.
– Umiem walczyć. Moja mama była włóczniczką.
Jon skinął głową. Może nawet nie mieć dwunastu lat – pomyślał, gdy przeciskała się między dwoma starszymi mężczyznami. Nie miał jednak zamiaru odrzucać swej jedynej rekrutki.
Podążyła za nią para niedorostków, chłopaków najwyżej czternastoletnich. Za nimi jednooki mężczyzna naznaczony blizną.
– Ja też ich widziałem. Umarłych. Nawet wrony są lepsze od nich.
Za nim poszli wysoka włóczniczka, staruszek wspierający się na kulach, pyzaty chłopak z uschniętą ręką oraz młodzieniec o rudych włosach, przypominających Jonowi Ygritte.
A za nimi Halleck.
– Nie lubię cię, wrono – warknął – ale Mance’a też nigdy nie lubiłem, podobnie jak moja siostra. A mimo to walczyliśmy dla niego. Czemu nie miałbym walczyć dla ciebie?
Tama pękła. Halleck był sławnym wojownikiem. Mance się nie mylił. „Wolni ludzie nie mają szacunku dla imion ani małych zwierząt z materiału naszytych na bluzę” – tłumaczył mu kiedyś król za Murem. „Nie zechcą tańczyć za pieniądze, nie obchodzi ich, jaki tytuł nosisz, co oznacza łańcuch, który wisi na twojej szyi, ani kim był twój dziadek.
Szanują siłę. Słuchają tych, którzy ją mają”.
Kuzyni Hallecka poszli za jego przykładem. Potem dołączył do nich jeden z chorążych Harmy, za nim podążyli ludzie, którzy walczyli u jej boku, a za nimi inni, którzy słyszeli opowieści o ich czynach. Staruszkowie i zieloni chłopcy, mężczyźni w sile wieku, ranni i kalecy, około dwudziestu włóczniczek, a nawet trzech Rogostopych.
Ale nie Thennowie. Magnar odwrócił się i zniknął w tunelach. Jego zakuci w brąz słudzy natychmiast podążyli za nim.
Gdy już rozdano wszystkie wyschnięte jabłka, na wozy wleźli dzicy. Kolumna miała sześćdziesięciu trzech ludzi więcej niż rankiem, gdy wyruszała z Czarnego Zamku.
– Co z nimi zrobisz? – zapytał Jona Bowen Marsh, gdy wracali królewskim traktem.
– Wyszkolę ich, uzbroję, a potem podzielę i wyślę tam, gdzie są potrzebni. Do Wschodniej Strażnicy, Wieży Cieni, Icemarku i Szarej Warty. Zamierzam też otworzyć trzy kolejne forty.
Lord zarządca obejrzał się za siebie.
– Kobiety też? Nasi bracia nie są przyzwyczajeni do służby z kobietami, wasza lordowska mość. Ich śluby... zaczną się bójki, gwałty...
– Te kobiety mają noże i potrafią się nimi posługiwać.
– A co się stanie, gdy pierwsza włóczniczka poderżnie gardło któremuś z naszych braci?
– Będziemy mieli jednego człowieka mniej – odparł Jon. – Ale właśnie zdobyliśmy sześćdziesięciu trzech. Potrafisz biegle liczyć, panie. Popraw mnie, jeśli się mylę, ale mam wrażenie, że w takim przypadku nadal zyskamy sześćdziesięciu dwóch.
Marsh nie dał się przekonać.
– Dodałeś nam sześćdziesiąt trzy gęby do wykarmienia, panie... ale ilu z nich to wojownicy i po czyjej stronie będą walczyć? Przyznaję, że jeśli to Inni staną u bram, najpewniej po naszej... ale jeśli zawita do nas Tormund Zabójca Olbrzyma albo Płaczka z dziesięcioma tysiącami wyjących zabójców, co się stanie wtedy?
– Wtedy się przekonamy. Dlatego lepiej miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie.
TYRION
Śnił mu się pan ojciec i Zawoalowany Lord. We śnie byli jedną i tą samą osobą, a gdy ojciec objął go kamiennymi ramionami i pochylił się, by dać mu szary pocałunek, Tyrion obudził się nagle. W zaschniętych ustach czuł metaliczny smak krwi, a serce tłukło mu jak szalone.