Выбрать главу

Książę zerknął na niego nieufnie.

– Mam już po dziurki w nosie cyvasse.

– Chcesz powiedzieć, że masz po dziurki w nosie przegrywania z karłem?

To ukłuło dumę chłopaka, zgodnie z przewidywaniami Tyriona.

– Przynieś planszę i figury. Tym razem cię zniszczę.

Grali na pokładzie, siedząc ze skrzyżowanymi nogami za kajutą. Młody Gryf ustawił armię w ofensywnym szyku, wysuwając na czoło smoka, słonie i ciężką konnicę. To formacja godna młodzieńca, śmiała, ale głupia. Ryzykuje wszystko dla szybkiego zwycięstwa. Pozwolił, by książę wykonał pierwszy ruch. Haldon stał za nimi, przyglądając się grze.

Gdy chłopak sięgnął po smoka, Tyrion odchrząknął.

– Na twoim miejscu bym tego nie robił. To błąd wprowadzać smoka do akcji zbyt szybko. – Uśmiechnął się niewinnie. – Twój ojciec wiedział, czym grozi nadmierna śmiałość.

– Znałeś mojego prawdziwego ojca?

– No cóż, widziałem go dwa czy trzy razy, ale miałem tylko dziesięć lat, kiedy Robert go zabił, a do tego mój własny ojciec trzymał mnie ukrytego pod skałą. Nie, nie mogę twierdzić, bym znał księcia Rhaegara. Nie tak, jak twój fałszywy ojciec. Lord Connington był jego najbliższym przyjacielem, nieprawdaż?

Młody Gryf odgarnął z oczu niebieski kosmyk.

– Byli razem giermkami w Królewskiej Przystani.

– Nasz lord Connington to z pewnością wierny przyjaciel. Okazał wielką lojalność wobec wnuka króla, który zabrał mu ziemie i tytuły, skazując go na wygnanie. Wielka szkoda. W przeciwnym razie przyjaciel księcia Rhaegara mógłby być pod ręką, gdy mój ojciec złupił Królewską Przystań, i uratowałby drogocennego synka tegoż księcia przed rozbiciem królewskiej czaszki o mur.

Chłopak poczerwieniał.

– To nie byłem ja. Już ci mówiłem. To był syn jakiegoś garbarza znad Szczynowej Wody. Jego matka umarła przy porodzie, a ojciec sprzedał go lordowi Varysowi za dzban złotego arborskiego. Miał też innych synów, a złotego arborskiego nigdy nie kosztował.

Varys dał syna garbarza mojej matce, a mnie zabrał.

– Tak. – Tyrion wykonał ruch słoniami. – A kiedy książę ze Szczynowej Wody już szczęśliwie nie żył, eunuch przemycił cię za morze, do swego przyjaciela, grubego handlarza sera, który ukrył cię na flisackiej łodzi i znalazł wygnanego lorda gotowego podjąć się roli twego ojca. To wzruszająca opowieść i minstrele będą śpiewać wspaniałe pieśni o twojej ucieczce, gdy już zasiądziesz na Żelaznym Tronie... pod warunkiem że nasza piękna Daenerys zgodzi się ciebie poślubić.

– Zgodzi się. Musi.

– Musi? – Tyrion cmoknął. – To nie jest słowo, które królowe lubią słyszeć. Jesteś jej idealnym księciem, zgoda, promiennym, śmiałym i tak urodziwym, że żadna panna nie mogłaby pragnąć lepszego. Ale Daenerys Targaryen nie jest panną. Jest wdową po dothrackim khalu, matką smoków i niszczycielką miast. Aegonem Zdobywcą z cyckami.

Może się nie okazać taka chętna, jak byś tego pragnął.

– Będzie chętna. – W głosie księcia Aegona pobrzmiewał szok. Było oczywiste, że nigdy nie przyszło mu nawet do głowy, iż kandydatka na żonę może go odrzucić. – Nie znasz jej.

Wziął w rękę ciężką konnicę i postawił ją na planszy z głośnym stukiem.

Karzeł wzruszył ramionami.

– Wiem, że spędziła dzieciństwo na wygnaniu, w nędzy, karmiąc się marzeniami i spiskami, uciekała z miasta do miasta, zawsze pełna strachu, nigdy nie czuła się bezpieczna, nie miała przyjaciół poza bratem, który według wszystkich relacji był na wpół obłąkany... bratem, który sprzedał jej dziewictwo Dothrakowi w zamian za obietnicę armii. Wiem, że gdzieś pośród traw wykluły się jej smoki, a ona narodziła się na nowo. Wiem, że jest dumna. Jak mogłoby być inaczej? Cóż poza dumą jej zostało?

Wiem, że jest silna. Jak mogłoby być inaczej? Dothrakowie gardzą słabością. Gdyby Daenerys była słaba, zginęłaby razem z Viserysem. Wiem, że jest wojownicza. Astapor, Yunkai i Meereen najlepiej o tym świadczą. Przebyła stepy i czerwone pustkowia, przeżyła zamachy skrytobójcze, spiski i złowrogie czary, opłakała brata, męża i syna, zdeptała w pył miasta handlarzy niewolników swymi obutymi w zdobne sandałki stopy.

Jak twoim zdaniem zareaguje ta królowa, kiedy zjawisz się z żebraczą miseczką w dłoni i powiesz: „Dzień dobry, ciociu. Jestem twój bratanek Aegon. Wróciłem z grobu. Całe życie ukrywałem się na łodzi flisackiej, ale teraz zmyłem z włosów niebieską farbę i chciałbym dostać smoka, zgoda... aha, i czy wspomniałem o tym, że mam lepsze prawa do Żelaznego Tronu od ciebie?”.

Aegon wykrzywił usta w grymasie furii.

– Nie przyjdę do ciotki jako żebrak, lecz jako kuzyn. Przyprowadzę armię.

– Ale małą. – Proszę, udało się go rozgniewać. Karzeł nie potrafił powstrzymać myśli o Joffreyu. Mam dar do irytowania książąt. – Królowa Daenerys ma wielką, i to nie dzięki tobie.

Tyrion przesunął kuszników.

– Mów sobie, co chcesz. Zostanie moją żoną. Lord Connington się o to postara. Ufam mu, jakbyśmy byli tej samej krwi.

– Może to ty powinieneś zostać błaznem zamiast mnie. Nie ufaj nikomu, mój książę.

Ani swemu maesterowi bez łańcucha, ani fałszywemu ojcu, ani dzielnej Kaczce, pięknej Lemore czy innym twym wspaniałym przyjaciołom, którzy wyhodowali cię z ziarnka fasoli. A nade wszystko nie ufaj handlarzowi sera, Pająkowi i tej małej smoczej królowej, którą zamierzasz poślubić. To prawda, że od całej tej nieufności dostaniesz zgagi i nie będziesz mógł spać po nocach, ale lepsze to niż długi sen, który nie ma końca. – Karzeł przesunął czarnego smoka na drugą stronę łańcucha górskiego. – Ale co ja mogę wiedzieć? Twój fałszywy ojciec jest wielkim lordem, a ja tylko wypaczonym człowieczkiem podobnym do małpy. Niemniej na twoim miejscu postąpiłbym inaczej.

Te słowa przyciągnęły uwagę chłopaka.

– To znaczy jak?

– Na twoim miejscu? Popłynąłbym na zachód, nie na wschód. Wylądowałbym w Dorne i wzniósłbym chorągwie. Siedmiu Królestw nigdy nie będzie łatwiej podbić niż teraz. Na Żelaznym Tronie zasiada chłopiec. Na północy panuje chaos, dorzecze spustoszono, Koniec Burzy i Smocza Skała nadal są w rękach buntownika. Z nadejściem zimy w królestwie nastanie głód. A kto musi sobie radzić z tym wszystkim, kto włada małym królem władającym Siedmioma Królestwami? Ależ moja słodka siostra. Nie został już nikt inny. Mój brat Jaime jest spragniony walki, nie władzy. Uciekał przed każdą szansą objęcia rządów, jaka mu się nadarzyła. Mój stryj Kevan byłby całkiem niezłym regentem, gdyby ktoś mu zaoferował tę pozycję, ale sam nigdy po nią nie sięgnie. Bogowie uczynili go podwładnym, nie przywódcą. – Bogowie i mój pan ojciec.

– Mace Tyrell z chęcią zagarnąłby berło, ale moi kuzyni nie oddadzą mu go dobrowolnie.

A Stannisa wszyscy nienawidzą. Kto więc zostaje? Ależ tylko Cersei. Westeros jest rozdarte i krwawi z licznych ran, nie wątpię też, że moja słodka siostra robi wszystko, by je zamknąć... solą. Cersei jest łagodna jak król Maegor, bezinteresowna jak Aegon Niegodny i mądra jak Obłąkany Aerys. Nigdy nie zapomina zniewagi, prawdziwej czy wyimaginowanej. Ostrożność uważa za tchórzostwo, a krytykę za bunt. Jest też chciwa.

Chciwa władzy, zaszczytów i miłości. Panowanie Tommena wspiera się na licznych sojuszach, które mój pan ojciec budował tak starannie, ale Cersei wkrótce wszystkie zniszczy. Wyląduj i wznieś chorągwie, a ludzie pod nie napłyną. Lordowie wielcy i mali, a także prostaczkowie. Ale nie zwlekaj za długo, książę. Ta chwila nie będzie trwała wiecznie. Fala, która cię teraz unosi, wkrótce opadnie. Upewnij się, że dotrzesz do Westeros, nim moja siostra padnie, a jej miejsce zajmie ktoś bardziej kompetentny.