Którą grę? – mógłby zapytać Tyrion. Wdrapał się na krzesło.
– Lepiej gram z pełnym żołądkiem i kielichem wina pod ręką.
Chudzielec odwrócił się i kazał niewolnicy przynieść coś do jedzenia i picia.
– Szlachetny Qavo Nogarys jest urzędnikiem celnym w Selhorys – oznajmił Haldon.
– Nigdy nie zdołałem pokonać go w cyvasse.
Tyrion zrozumiał.
– Może ja będę miał więcej szczęścia.
Otworzył sakiewkę i zaczął układać srebrne monety w stosik obok planszy, aż do chwili, gdy Qavo się uśmiechnął.
– Jakie są wieści z dołu rzeki? – zapytał Haldon, gdy obaj gracze ustawiali figury za zasłoną. – Czy będzie wojna?
Qavo wzruszył ramionami.
– Yunkai’i jej chcą. Każą się zwać Mądrymi Panami. O ich mądrości nie mogę nic powiedzieć, ale nie brak im sprytu. Ich poseł przywiózł nam kufry pełne złota i klejnotów oraz dwustu niewolników, młode dziewczęta i gładkoskórych chłopców, nauczonych sztuki siedmiu westchnień. Słyszałem, że wyprawiane przez nich uczty są niezapomniane, a ich łapówki hojne.
– Yunkijczycy przekupili waszych triarchów?
– Tylko Nyessosa. – Qavo usunął zasłonę i przyjrzał się ustawieniu armii Tyriona. –
Malaquo może być stary i bezzębny, ale nadal pozostaje tygrysem, a Doniphosa nie wybiorą na następną kadencję. Miasto pragnie wojny.
– Dlaczego? – zapytał Tyrion. – Meereen leży wiele mil za morzem. Czym to słodkie dziecko obraziło Stare Volantis?
– Słodkie? – Qavo roześmiał się w głos. – Jeśli choć połowa opowieści docierających z Zatoki Niewolniczej mówi prawdę, to dziecko jest potworem. Powiadają, że królowa jest krwiożercza, a ci, którzy się jej sprzeciwiają, giną powolną śmiercią na palach. Ponoć jest czarodziejką karmiącą swe smoki mięsem noworodków i wiarołomczynią, która drwi z bogów. Łamie rozejmy, grozi posłom i zwraca się przeciwko tym, którzy wiernie jej służyli. Powiadają też, że jej żądzy nie sposób nasycić, że pokłada się z mężczyznami, kobietami, eunuchami, a nawet psami i dziećmi, i biada kochankowi, który nie zdoła jej zadowolić. Oddaje swe ciało mężczyznom, by wziąć w niewole ich dusze.
To świetnie – pomyślał Tyrion. Jeśli odda mi ciało, może sobie wziąć moją małą, skarłowaciałą duszę.
– Powiadają – zauważył Haldon. – A tymi, którzy tak powiadają, są handlarze niewolników, wygnani przez nią z Astaporu i Meereen. To zwyczajne kalumnie.
– Najlepsze kalumnie to te, które zawierają ziarnko prawdy – zasugerował Qavo. –
Niemniej nie sposób zaprzeczyć, na czym polega jej prawdziwy grzech. To aroganckie dziecko postanowiło zniszczyć handel niewolnikami. Ale ten handel nie ogranicza się do Zatoki Niewolniczej. Jest częścią morza wymiany okalającego cały świat, a smocza królowa zmąciła wody. Za Czarnym Murem wielmoże starożytnej krwi nie mogą spać, słysząc jak w ich kuchniach ostrzy się długie noże. Niewolnicy produkują naszą żywność, czyszczą ulice, uczą nasze dzieci. Strzegą naszych murów, wiosłują na galerach i walczą dla nas w bitwach. A teraz, gdy spoglądają na wschód, widzą dobiegający z oddali blask tej młodej królowej, tej wyzwolicielki z okowów. Ludzie z Dawnej Krwi nie mogą tego tolerować. Biedacy również jej nienawidzą. Nawet najnędzniejszy żebrak stoi wyżej od niewolnika, a smocza królowa pragnie go pozbawić tej pociechy.
Tyrion poruszył włócznikami. Qavo odpowiedział lekką konnicą.
– Czerwony kapłan na placu zdaje się sądzić, że Volantis powinno walczyć po stronie srebrnej królowej, nie przeciwko niej – zauważył karzeł, przesuwając kuszników o jedno pole.
– Gdyby czerwoni kapłani byli rozsądni, trzymaliby język za zębami – odparł Qavo Nogarys. – Już doszło do walk między ich zwolennikami a tymi, którzy oddają cześć innym bogom. Tyrady Benerra prędzej czy później ściągną na jego głowę gwałtowny gniew.
– Co to za tyrady? – zainteresował się karzeł, obracając w palcach swoją hałastrę.
Volanteńczyk machnął ręką.
– W Volantis tysiące niewolników i wyzwoleńców co noc zbierają się na placu świątynnym, by słuchać, jak Benerro wrzeszczy o krwawiących gwiazdach i ognistym mieczu, który oczyści świat. Głosi, że Volantis z pewnością spłonie, jeśli triarchowie wystąpią z bronią w ręku przeciwko srebrnej królowej.
– Takie proroctwo nawet ja potrafiłbym wygłosić. Ach, kolacja.
Na półmisku przyniesiono pieczone kozie mięso podawane na plasterkach cebuli.
Było dobrze przyprawione i wonne, przypalone na zewnątrz, a czerwone i soczyste w środku. Tyrion wziął sobie kawałek. Było tak gorące, że poparzył palce, ale takie smaczne, że nie mógł się powstrzymać przed sięgnięciem po drugi kęs. Popił go jasnozielonym volanteńskim trunkiem. Od wieków nie pił nic, co bardziej przypominałoby wino.
– Bardzo smaczne – stwierdził, unosząc swego smoka. – To najpotężniejsza figura w grze – oznajmił, zbijając jednego ze słoni Qava. – A Daenerys Targaryen podobno ma trzy.
– Trzy – przyznał Qavo – ale przeciwko niej rusza trzy razy po trzy tysiące wrogów.
Grazdan mo Eraz nie był jedynym posłem wysłanym z Żółtego Miasta. Gdy Mądrzy Panowie zaatakują Meereen, u ich boku będą walczyć legiony Nowego Ghis. Tolosowie.
Elyrianie. Nawet Dothrakowie.
– Macie Dothraków u własnych bram – zauważył Haldon.
– To khal Pono. – Qavo machnął lekceważąco ręką. – Władcy koni przybywają, dajemy im podarunki i władcy koni odchodzą. – Ponownie przesunął katapultę, wziął w rękę alabastrowego smoka Tyriona i zdjął go z planszy.
Reszta była rzezią, choć karzeł bronił się jeszcze przez kilkanaście ruchów.
– Nadszedł czas na gorzkie łzy – skwitował na koniec Qavo, zgarniając stos monet. –
Jeszcze jedną partyjkę?
– Nie ma potrzeby – odparł Haldon. – Mój karzeł odebrał lekcję skromności. Chyba już pora wracać na łódź.
Gdy wyszli na plac, nocne ognisko nadal płonęło, ale kapłan dawno już sobie poszedł i tłum się rozproszył. Z okien burdelu biło światło świec. Ze środka dobiegł kobiecy śmiech.
– Noc jest jeszcze młoda – zauważył Tyrion. – Qavo mógł nam nie powiedzieć wszystkiego. A kurwy dowiadują się bardzo wiele od mężczyzn, których obsługują.
– Czy aż tak bardzo potrzebujesz kobiety, Yollo?
– Mężczyzna z czasem nudzi się palcami. Potrzebuje innych kochanek. – Może to do Selhorys odsyła się kurwy. Może w środku jest Tysha, z łzami wytatuowanymi na policzku. – O mało się nie utopiłem. Po czymś takim mężczyzna potrzebuje kobiety.
Poza tym, chcę się upewnić, czy kutas nie zmienił mi się w kamień.
Półmaester wybuchnął śmiechem.
– Zaczekam na ciebie w gospodzie przy bramie. Nie zwlekaj tam zbyt długo.
– Och, bez obaw. Większość kobiet woli się mnie pozbyć jak najprędzej.
Burdel wyglądał skromnie w porównaniu z tymi, które karzeł odwiedzał w Lannisporcie i Królewskiej Przystani. Właściciel najwyraźniej nie mówił w żadnym języku poza volanteńskim, rozumiał jednak brzęk srebra. Zaprowadził Tyriona przez łukowate wejście do długiego pokoju wypełnionego zapachem kadzidła. Cztery znudzone niewolnice w różnych stopniach roznegliżowania wylegiwały się na sofach. Dwie sprawiały wrażenie, że widziały już co najmniej czterdzieści dni imienia, najmłodsza zaś wyglądała na piętnaście, góra szesnaście lat. Żadna nie była tak paskudna, jak kurwy, które widział w porcie, lecz nie można też ich było uznać za piękne. Jedna była w wyraźnej ciąży, a druga po prostu gruba i miała w obu sutkach żelazne pierścienie.