Выбрать главу

Rozdział V

1.

Następnego dnia rano Hawks siedział w swoim gabinecie, kiedy zapukał i wszedł Barker.

— Wartownik przy bramie powiedział mi, że mam tu do pana przyjść — powiedział badając wzrokiem twarz Hawksa. — Postanowił pan wyrzucić mnie z pracy, czy co?

Hawks potrząsnął głową. Zamknął teczkę z dokumentami i wskazał gościowi krzesło.

— Proszę siadać. Ma pan sporo do przemyślenia, zanim pójdzie pan do laboratorium.

— Jasne. — Twarz Barkera rozjaśniła się. Podszedł stukając podwyższonymi obcasami butów po posadzce. — A przy okazji, dzień dobry, doktorze. — Usiadł i założył nogę na nogę. Pod naciągniętą na kolanie gabardyną widać było umocowanie protezy.

— Dzień dobry — odpowiedział Hawks sucho. Otworzył teczkę i wyjął duży złożony arkusz papieru. Patrząc na Barkera rozłożył papier na biurku.

— Claire chce wiedzieć, o co chodzi — powiedział Barker nie opuszczając wzroku.

— Powiedział jej pan?

— Czyżby FBI przedstawiło mnie jako głupka?

— Nie w sprawach, którymi oni się zajmują.

— Mam nadzieję. Ja tylko zrelacjonowałem fakt, który może pana zainteresować. — Uśmiechnął się ponuro. — Kosztowało mnie to bezsenną noc.

— Czy jest pan w stanie dać z siebie pięć minut maksymalnego wysiłku fizycznego?

— Powiedziałbym, gdyby było inaczej.

— Dobrze zatem. Pięć minut to będzie wszystko. A tutaj jest miejsce, do którego zostanie pan przeniesiony. — Dotknął mapy. — To jest zbadana część odwrotnej strony Księżyca.

Barker zmarszczył czoło i pochylił się patrząc na precyzyjnie naniesione elementy powierzchni w prostokącie otoczonym strefami z grubsza tylko naszkicowanymi z napisem „Brak dokładnych danych”.

— Wyboisty teren — powiedział i oderwał wzrok od mapy. — Co to znaczy „zbadana”?

— Plan topograficzny. Marynarka ma posterunek tutaj — wskazał palcem mały kwadracik. — Tuż za skrajem widocznej tarczy przy maksymalnej libracji. A to — wskazał nieco większy krążek w odległości ćwierci cala — jest pański punkt docelowy.

Barker uniósł jedną brew.

— A co na to Rosjanie?

— Cała ta mapa — wyjaśnił Hawks cierpliwie — obejmuje pięćdziesiąt mil kwadratowych. Urządzenia marynarki i miejscem, do którego pan się przeniesie, mieszczą się na powierzchni połowy mili kwadratowej. Są to prawie jedyne nienaturalne formacje widoczne z góry. Inne to odbiornik materii obok bazy marynarki i wieża przekaźnikowa w pobliżu skraju widocznej tarczy. Wszystkie są zamaskowane, poza miejsce, do jakiego pana przeniesiemy, a którego ukryć nie można. Tymczasem zdjęcia radiowe z rosyjskiego sputnika okrążającego Księżyc obejmują strefę siedmiu milionów trzystu tysięcy mil kwadratowych. Czy dostrzegłby pan muchę na fasadzie Empire State Building? W dodatku przez brudne okulary?

— Gdybym był blisko.

— Rosjanie są daleko. Uważamy, że mają telemetryczną stację automatyczną gdzieś na widzialnej stronie i spodziewamy się, że wyślą tam ludzi w przyszłym roku. Nie mamy jeszcze precyzyjnych informacji, ale dane statystyczne lokują ich bazę około sześciu tysięcy mil od naszych urządzeń. Nie sądzę, żebyśmy musieli prosić kogoś o zgodę na nasze badania. Tak czy inaczej jesteśmy tam i pan tam dzisiaj będzie… A teraz opowiem, jak do tego doszło.

Barker odchylił się do tyłu, założył ręce i uniósł brwi.

— Podoba mi się sposób, w jaki prowadzi pan wykłady. Czy nigdy pan nie myślał o zmianie zawodu?

Hawks spojrzał mu w oczy.

— Nie mogę dopuścić, żeby umarł pan w nieświadomości — powiedział po chwili. — Ma pan prawo w każdej chwili opuścić ten pokój i wypowiedzieć nam pracę. Connington dziś rano dostarczył podpisaną przez pana umowę. Jeżeli ją pan czytał, to pamięta pan zapewne punkt dopuszczający zerwanie kontraktu.

— Na razie nie skorzystam.

— Dziękuję.

— Nie ma za co.

— Barker, pan wie, że nie mam z panem łatwego życia.

— Pan też mnie nie oszczędza.

Hawks poruszył stos papierowych teczek.

— To prawda. Litość jest stosunkowo świeżym wynalazkiem — powiedział starannie wymawiając słowa. — Wracajmy do pracy. Na początku roku siły powietrzne uzyskały drogą radiową jedno zdjęcie z rakiety, którą usiłowano wprowadzić na orbitę księżycową. Rakieta podeszła za blisko i spadła gdzieś za granicą strony oświetlonej. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności na zdjęciu było to. — Wyjął z teczki duże zdjęcie i podał je Barkerowi. — Jak pan widzi, obraz jest rozmazany i uszkodzony na skutek wad aparatury nadawczej rakiety. Ale tutaj w rogu widzimy coś, co wyraźnie nie jest formacją naturalną.

— Czy właśnie to pokazywał mi pan na zdjęciu z powierzchni? — spytał Barker.

— Tamtą fotografię zrobiono dużo później. Początkowo wiedzieliśmy tylko, że na Księżycu jest coś, czego rozległości i istoty nie sposób określić na podstawie zdjęcia i że to coś nie przypomina żadnej ziemskiej ani księżycowej formacji znanej człowiekowi. Od tego czasu dokonaliśmy pomiarów i wiemy, że ma około stu metrów średnicy i dwudziestu wysokości z nieregularnościami i trudnymi do opisania elementami. Nadal bardzo niewiele dowiedzieliśmy się o jego istocie, ale nie to jest teraz najważniejsze. Kiedy tę rzecz odkryto, rząd uznał jej zbadanie za sprawę wielkiej wagi. Wtedy jeszcze spodziewano się, że odwrotna strona Księżyca okaże się z grubsza podobna do strony widzialnej. Biorąc pod uwagę rosyjską przewagę w dziedzinie rakiet, stało się jasne, że jeżeli nie podejmiemy szybkich kroków, Rosjanie będą mieli wszelkie szanse dokonania epokowego odkrycia, którego istoty nie można przewidzieć, ale którego znaczenie mogło być decydujące w rywalizacji o Księżyc.

Hawks przetarł oczy.

— Tak się złożyło — podjął cichym głosem — że przed kilku laty marynarka wojenna podpisała z Continental Electronics kontrakt na badania naukowe, obejmujący moją pracę nad przekaźnikiem materii. W czasie, kiedy pojawiło się to księżycowe zdjęcie, eksperymentalne urządzenie, które pan oglądał w naszym laboratorium, zostało zbudowane i mimo krzyczących niedoskonałości osiągnęło poziom pozwalający przekazywać ochotników z nadajnika do odbiornika bez widocznej szkody. I stało się tak, że kiedy planowaliśmy pierwszy eksperymentalny transfer do odbiornika ustawionego w górach Sierra, władze zażądały przyśpieszonego przygotowania przerzutu ochotników na Księżyc.

Uruchomiono masę dodatkowych pieniędzy na sprzęt i ludzi, i po serii niepowodzeń rakieta wojsk lądowych zdołała umieścić wieżę przekaźnikową na oświetlonej stronie Księżyca, blisko skraju. Potem zrzucono raczej na chybił trafił prymitywny odbiornik w pobliże tego — postukał palcem w mapę. — Później za pośrednictwem wieży przekaźnikowej przesłaliśmy ochotnika do odbiornika, który ledwo mógł go pomieścić. Z chwilą, gdy już się tam znalazł, był zaopatrywany przez odbiornik. Udało mu się dotrzeć do wieży przekaźnikowej, ustawić ją trwale na fundamencie i okryć plastikowym namiotem maskującym i chroniącym przed mikrometeorytami. Następnie z przesyłanych mu elementów zbudował nowy odbiornik i powrotny nadajnik. Zbudował również prosty schron mieszkalny i wtedy, jak się domyślamy, zaczął wbrew rozkazom badać nieznaną konstrukcję, nie czekając na przybycie specjalistów z marynarki, którzy teraz stanowią załogę bazy.

Znaleziono go dopiero kilka tygodni temu. To była druga fotografia, którą panu pokazałem. Ciało odkryte wewnątrz tego czegoś wyglądało, według prowadzących sekcję lekarzy tak, jakby spadło z wysokości kilku kilometrów w warunkach ziemskiej grawitacji.