Выбрать главу

Barker na chwilę wygiął usta w podkowę.

— Czy to się mogło zdarzyć?

— Nie.

— Rozumiem.

— A ja nie rozumiem i nikt inny też. Nie wiemy nawet, jak to coś nazwać. Oko tego nie przyjmuje do wiadomości i zdjęcia też dają bardzo mętne wyobrażenie. Można podejrzewać, że to istnieje więcej niż w trzech wymiarach. Nikt nie wie, co to jest, dlaczego właśnie tam, do czego służy i kto je zbudował. Nie wiemy, czy to jest zwierzę, roślina czy minerał. Nie wiemy, czy to jest w jakiś sposób naturalne czy sztuczne. Na podstawie badań geologicznych kraterów meteorytowych przylegających do jego podstawy ustalono, że ma co najmniej milion lat. I wiemy, co to robi teraz. Zabija ludzi.

— Raz po raz i za każdym razem inaczej?

— Systematycznie, uporczywie i za każdym razem inaczej. Musimy poznać wszystkie jego metody. Musimy ustalić, bez cienia błędu, co ta rzecz może zrobić człowiekowi. Musimy zdobyć pełny przewodnik po jej możliwościach i ograniczeniach. Rozporządzając nim zaryzykujemy wreszcie wpuszczenie do środka specjalistów, którzy będą mogli to zbadać i rozłożyć na części. Zespoły badawcze wycisną z tego całą informację, którą zdoła pojąć ludzki umysł i włączą ją do ogólnego zasobu naszej wiedzy. Ale to jest normalne zadanie uczonych. Najpierw jednak potrzebny jest nam kartograf. Na mnie spoczywa bezpośrednia odpowiedzialność za to, że to coś zabije pana, mam nadzieję, po wielokroć.

— Cóż, to uczciwe ostrzeżenie, mimo że brzmi bez sensu. Nie mogę powiedzieć, że nie zostałem uprzedzony.

— To nie było ostrzeżenie — powiedział Hawks. — To była obietnica.

Barker wzruszył ramionami.

— Może pan to nazywać, jak chce.

— Często dobieram słowa na tej zasadzie — zauważył Hawks.

Barker błysnął zębami w uśmiechu.

— Powinien pan występować w duecie z Samem Latourettem.

Hawks przyglądał mu się przez dłuższą chwilę.

— Dziękuję za jeszcze jeden powód do zmartwienia. — Wybrał inną teczkę i podsunął ją Barkerowi.

— Niech pan to sobie obejrzy — powiedział wstając. — Jest tam tylko jedno wejście. Nasz pierwszy technik trafił na nie i prawdopodobnie obchodząc tę rzecz przypadkiem wszedł do środka. Nie jest to otwór w żadnym dającym się opisać sensie. Jest to miejsce, w którym charakter tej formacji pozwala na przepuszczenie istoty ludzkiej w sposób zaplanowany lub przypadkowo. Nie sposób tego wyjaśnić precyzyjniej, oko nie potrafi tego objąć, a — jak podejrzewamy — mózg również. Trzech ludzi zginęło, żeby sporządzić mapę, która obecnie pozwala innym wkroczyć na teren formacji pod warunkiem, że posługują się mapą według wyliczeń, jak nawigatorzy w nieprzeniknionej mgle. Inni ludzie zginęli, żeby przekazać nam następujące informacje o wnętrzu tej formacji:

Człowiek wewnątrz może być widoczny bardzo mgliście, jeżeli wiemy, gdzie go szukać. Nikt nie potrafi w sensowny sposób opowiedzieć, co widzi. Nikt nigdy nie wyszedł z tego żywy, nikt nie potrafi znaleźć wyjścia, wejście się do tego nie nadaje. Przedmioty nieżywe, takie jak fotografia albo trup, mogą być przekazane na zewnątrz, ale osoba, która je przekazuje, niezmiennie przypłaca to życiem. Ta fotografia ciała pierwszego ochotnika kosztowała życie innego człowieka. Formacja nie przepuszcza ze swego wnętrza sygnałów elektrycznych. Dotyczy to również człowieka w hełmie bełkocącego niezrozumiale do mikrofonu. Natomiast kaszel, stęki i inne nie niosące informacji dźwięki przechodzą. Próba kodowania w ten sposób informacji zawiodła.

Kontakt będzie niemożliwy ani drogą radiową ani za pomocą kabla. Będzie pan mógł dawać bardzo ograniczone sygnały rękami do obserwatorów z bazy i będzie pan mógł robić notatki na przywiązanej do sznura tabliczce, którą zespół obserwacyjny spróbuje wyciągnąć po pańskiej śmierci. Jeżeli to się nie uda, następny człowiek będzie musiał wejść tam i przekazać tabliczkę osobiście, jeżeli będzie czytelna. W przeciwnym razie spróbuje powtórzyć wszystkie pana ruchy i zapisywać je, aż znajdzie ten krok, który stał się przyczyną pańskiej śmierci. Mamy zapis bezpiecznych pozycji i ruchów, który powstał w ten właśnie sposób. Mamy też zapis pozycji i ruchów śmiertelnych. Śmiertelne jest na przykład przyklęknięcie na jedno kolano z twarzą zwróconą ku księżycowej północy. Śmierć powoduje uniesienie lewej ręki powyżej ramienia w każdej pozycji. Po przekroczeniu pewnej linii śmierć następuje, jeżeli węże powietrzne przechodzą przez barki. Za kolejną linią śmiertelne jest noszenie zbroi, której części połączone są ze skafandrem bezpośrednio. Do kalectwa prowadzi użycie skafandrów o rozmiarach odbiegających od tych, których używamy obecnie. Śmiertelne jest pisanie w powietrzu słowa „tak” lewą lub prawą ręką.

Nie wiemy dlaczego. Wiemy tylko, co człowiek może zrobić, a czego nie może w tej części formacji, którą dotychczas zbadaliśmy. Na razie sporządziliśmy plan bezpiecznej drogi na długości około dwunastu metrów. Rekord przetrwania człowieka w obrębie formacji wynosi obecnie trzy minuty pięćdziesiąt dwie sekundy.

Niech pan zapozna się z tymi mapkami, Barker. Będzie pan je miał z sobą, kiedy pan tam wejdzie, ale nie wiemy, czy posiadanie ich nie okaże się od któregoś miejsca śmiertelne. Może pan tu siedzieć i nauczyć się ich na pamięć. Jeżeli będzie pan miał jakieś inne pytania, proszę przejrzeć te raporty. Kiedy zejdzie pan do laboratorium, przekażę panu inne niezbędne informacje. Oczekuję pana za godzinę. Proszę usiąść na moim miejscu — skończył Hawks ruszając do drzwi. — Jest tu dobre światło.

2.

Hawks przeglądał dane astronomiczne z obserwatorium Mount Wilson przerzucając się uwagami z obsługą anteny, kiedy przez podwójne drzwi wkroczył wreszcie Barker trzymający pod pachą teczkę z planami formacji. Poruszał się szybko i precyzyjnie, twarz miał ściągniętą.

— W porządku, Will — powiedział Hawks odwracając się do inżyniera odpowiedzialnego za antenę. — Zacznij namierzać wieżę przekaźnikową za dwadzieścia minut. Jak tylko go ubierzemy, strzelamy.

Will Martin skinął głową i zdjąwszy swoje okulary do czytania wskazał nimi Barkera.

— Myśli pan, że stchórzy?

Hawks potrząsnął głową.

— Nie, zwłaszcza gdy tak to nazwać. A ja to zrobiłem.

Martin uśmiechnął się pod nosem.

— Cholerny sposób zarabiania na życie.

— On może kupić i sprzedać nas obu sto razy i nawet by nie zauważył, że mu coś ubyło w portfelu.

Martin spojrzał na Barkera z nowym zainteresowaniem.

— Więc po co on to robi?

— Bo taki już jest. — Ruszył w stronę Barkera. — Może też dlatego, że ja jestem taki, jaki jestem. I dlatego, że ta kobieta jest taka — mruknął już do siebie. Pewnie należałoby też dodać Conningtona. Wszyscy szukamy czegoś, co nam jest potrzebne do szczęścia. Ciekawe, co znajdziemy?

* * *

— Otóż — zaczął Barker uderzając dłonią w teczkę — z tego wynika, że jeżeli zrobić fałszywy krok, zostanę znaleziony obok kałuży mojej krwi, ale bez żadnego śladu na ciele. Kiedy zrobię następny ruch, zostanę sparaliżowany do pasa w dół i będę musiał się czołgać. Ale czołganie się powoduje, że człowiek zostaje cały wciśnięty do hełmu. I dalej w tym optymistycznym duchu. Jeżeli nie będę pilnował każdego swojego kroku jak linoskoczek i jeżeli nie będę przyjmował odpowiednich póz we właściwym czasie jak baletmistrz, nigdy nie dotrę nawet do końca tej znanej trasy. Można powiedzieć, że nie mam szansy wyjść z tego żywym.