Выбрать главу

— Może zostanie trochę we mnie. Razem z resztą ciebie.

Hawks spojrzał na nią, wyciągnął ręce i delikatnie, jak dziecko, które trzyma płatek śniegu, wziął ją w ramiona.

— Elizabeth, Elizabeth — powiedział. — Nie zdawałem sobie sprawy, na co mi pozwalasz.

— Kocham cię.

* * *

Szli we dwoje wzdłuż brzegu.

— Kiedy byłam małą dziewczynką — powiedziała Elizabeth — matka chciała, żebym grała w filmach i zgłosiła mnie do agencji. Któregoś dnia zadzwoniono, że szukają dziewczynek do roli córki meksykańskiego pastucha. Matka bardzo starannie wystroiła mnie w wiejską bluzkę oraz spódnicę w kwiatki i kupiła mi różaniec. Potem zaplotła mi warkocz, przyczerniła brwi i zawiozła mnie do studia. Kiedy tego popołudnia wróciłyśmy do domu, ciotka powiedziała „Nie udało się, co?” i wtedy moja matka, wściekła do łez, wyrzuciła: „W życiu nie widziałam czegoś obrzydliwszego! To było okropne! Prawie miała tę rolę, ale w ostatniej chwili dali ją jakiejś małej, brudnej Meksykance!”

Hawks objął ją mocniej. Spojrzał na morze, potem na niebo.

— To jest cudowne miejsce! — powiedział. — Wiesz, to jest cudowne miejsce!

Rozdział IX

1.

Barker stał oparty o szafkę z aparaturą, kiedy do laboratorium wszedł rano Hawks.

— Jak się pan czuje? — spytał Hawks podchodząc i przyglądając mu się uważnie. — W porządku?

Barker uśmiechnął się lekko.

— O co panu chodzi? Mamy się stuknąć rękawicami przed ostatnią rundą?

— Zadałem panu pytanie.

— Czuję się świetnie. Wulkan energii i optymizmu. Teraz w porządku, Hawks? Co pan chciał ode mnie usłyszeć? Że rozpiera mnie duma? Że wiem, jaki to olbrzymi krok naprzód w nauce i że jestem zaszczycony mogąc uczestniczyć w tym wspaniałym przedsięwzięciu? Dostałem już medal, panie doktorze, poproszę o dwie aspiryny.

— Barker, skąd ta absolutna pewność, że zdoła pan wyjść z drugiej strony formacji? — spytał Hawks z powagą.

— Dlaczego jestem tego pewien? Może logika formacji polega między innymi na tym, że nikt z nią nie może wygrać. Może zabije mnie przez zwykłą złośliwość. Tego nie wiem. Mogę tylko stwierdzić, że jestem o jeden krok od końca jedynej bezpiecznej drogi. Jeżeli następny ruch nie wyprowadzi mnie na zewnątrz, to będzie znaczyło, że wyjścia nie ma. Że to jest puszka po konserwach, a ja spadłem na dno. Jeżeli jednak jest tam coś innego, to tak, dzisiaj jest ten dzień, zbliża się godzina zero.

Hawks kiwnął głową.

— To wszystko, czego mam prawo od pana oczekiwać. Dziękuję. — Rozejrzał się. — Czy Gersten jest przy przekaźniku?

— Tak. Powiedział mi, że będziemy gotowi do nadawania za pół godziny.

Hawks kiwnął głową.

— Dobrze. W porządku. Może pan zacząć się ubierać, ale będzie pewne opóźnienie. Najpierw zrobimy mój wstępny zapis. Pójdę z panem.

Barker przydeptał niedopałek.

— Chyba powinienem to jakoś skomentować. Zrobić jakąś zjadliwą uwagę na temat brawurowego wkroczenia na wrogi brzeg po tym, jak wojska zajęły wyspę. Ale niech mnie diabli, jeżeli myślałem, że pan to w ogóle zrobi.

Hawks nic nie odpowiedział i oddalił się w kierunku przekaźnika.

* * *

— Wiedziałeś, że mamy zapasowe skafandry — powiedział Hawks do Gerstena leżąc w otwartej zbroi. Ludzie z marynarki krzątali się wokół dostosowując kombinezon do jego budowy. Chorąży doglądał wszystkiego z wyrazem wątpliwości na twarzy.

— Tak, ale one były tylko na wypadek, gdybyśmy stracili pierwszy przy nieudanym zapisie — z uporem w oczach nie dawał za wygraną Gersten.

— Zawsze mieliśmy zestaw skafandrów we wszystkich rozmiarach.

— Móc coś zrobić, a zrobić, to są dwie różne rzeczy. Ja…

— Posłuchaj, znasz sytuację. Wiesz, co tu robimy równie dobrze jak ja. Z chwilą, kiedy będziemy znali bezpieczną drogę, rozpoczną się prawdziwe badania. Będziemy musieli rozłożyć to coś jak bombę, a ja jestem odpowiedzialny za cały projekt. Aż do dzisiaj, gdybym zginął, strata dla przedsięwzięcia byłaby zbyt duża. Teraz jednak ryzyko jest już dopuszczalne. Chcę zobaczyć na własne oczy, jak to wygląda, aby wydawać potem sensowne polecenia. Czy to tak trudno zrozumieć?

— Hawks, jeszcze wiele rzeczy może się tam dzisiaj zdarzyć.

— Załóżmy, że wszystko pójdzie dobrze. Załóżmy, że Barkerowi się uda. I co wtedy? Wtedy on stoi tam, a ja siedzę tu, na dole. Czy sądzisz, że nie planowałem tego od samego początku?

— Jeszcze zanim poznałeś Barkera?

— Wolałbym go w ogóle nie poznawać. A teraz odsuń się i pozwól im zamknąć skafander. — Uważnie wsunął dłoń w rękawicę z zestawem narzędzi.

Wtoczono go do komory. Zadziałały magnesy i wyciągnięto spod niego stół. Zamknięto i zablokowano drzwi. Hawks zawisł w powietrzu z rozłożonymi rękami i nogami, otoczony setką tysięcy połyskujących oczu czytnika. Leżał patrząc przez okrągłą szybę hełmu z twarzą pozbawioną wyrazu.

— Jestem gotów, Ted — powiedział sennie do mikrofonu i światło w komorze zgasło.

* * *

W komorze odbiornika zaświeciło się. Hawks otworzył oczy, zamrugał. Drzwi komory otwarły się i wsunięto pod niego stół. Wyłączono magnesy poprzeczne i zetknął się z plastykową powierzchnią stołu.

— Czuję się normalnie — powiedział. — Czy macie dobry zapis?

— O ile wiem, tak — odpowiedział Gersten do mikrofonu. — Komputery nie stwierdziły żadnych przerw w transmisji.

— No, to nic więcej nie zrobimy — powiedział Hawks. — Dajcie mnie z powrotem do przekaźnika i trzymajcie tam. Ubierzcie Barkera w skafander, obniżcie stół i wsuńcie go pode mnie. Dzisiaj padnie jeszcze jeden rekord w kronikach badań kosmosu. Dziś po raz pierwszy wyślemy na Księżyc kanapkę.

Popychający stół Fidanzato roześmiał się nerwowo. Gersten spojrzał na niego gwałtownie odwróciwszy głowę.

2.

Hawks i Barker powoli stawali na nogi w komorze odbiornika na Księżycu. Czekający na zewnątrz specjaliści z marynarki otworzyli drzwi i odsunęli się, żeby ich przepuścić. Baza księżycowa była naga i szara, z pajęczyną plastykowych krokwi podtrzymujących elastyczną powłokę kopuły geodetycznej. Lampy zwisały z niej jak stalaktyty, podłogę stanowiły maty rozłożone na tym samym plastyku, który pokrywał kopułę. Hawks rozejrzał się z ciekawością, hełm jego skafandra obracał się z lekkim zgrzytem, który został natychmiast wzmocniony przez materiał powłoki. Najmniejszemu ruchowi ich obu towarzyszyło nasilone echo. Ani przez chwilę we wnętrzu kopuły nie panowała cisza. Konstrukcja nieustannie potrzaskiwała i pojękiwała wprawiając w drżenie lampy. Grupa mężczyzn, zespół obsługi w spodnich kombinezonach i Hawks z Barkerem w skafandrach, stała skąpana w ruchomych refleksach, jakby znajdowała się na dnie morza wstrząsanego na górze potężnym sztormem. Przy śluzie powietrznej technicy ubrali się w swoje skafandry z gumowanego brezentu i jeden za drugim wyszli na otwartą powierzchnię Księżyca.