Alanna spacerowała tam i z powrotem po niewielkim wnętrzu; jedwab warstwowo nałożonych spódnic szeleścił niczym miecze wysuwane z pochew. Na jej obliczu trudno się było doszukać choćby śladu pogody ducha.
— Ależ ten mężczyzna jest bezczelny. Co za tupet! On nas więzi! Krępuje restrykcjami!
Verin obserwowała ją przez kilka chwil, zanim się odezwała. Sama musiała odczekać dziesięć lat, zanim pogodziła się ze śmiercią Balinora i związała z sobą Ihvona. Śmierć Oweina mocno nadwerężyła emocje Alanny, która o wiele za długo powstrzymywała się z daniem im upustu. Sporadyczne wybuchy płaczu, na które sobie pozwalała od wyjazdu z Dwu Rzek, nie przyniosły ulgi.
— Przypuszczam, że straże przy bramach mogą zagrodzić nam drogę do Wewnętrznego Miasta, ale Rand raczej nie da rady zatrzymać nas w Caemlyn.
Tymi słowami słusznie ściągnęła na siebie miażdżące spojrzenie. Mogły wyjechać bez większego trudu — niezależnie od tego, ile Rand się nauczył, prawdopodobieństwo, że potrafił wykrywać zabezpieczenia, było raczej niewielkie — ale to oznaczałoby porzucenie dziewcząt z Dwu Rzek. Żadna Aes Sedai nie znalazła takiego skarbu jak ten w Dwu Rzekach od... Verin sama nie miała pojęcia, od jak dawna. Może nawet od czasu Wojen z trollokami. Wprawdzie nawet osiemnastoletnie kobiety — same wyznaczyły sobie taką barierę wieku — często nie bardzo sobie radziły z rygorami nowicjatu, niemniej jednak gdyby przesunęły barierę wieku o dalsze pięć lat, wówczas ona i Alanna wywiozłyby stamtąd dwakroć tyle, o ile nie więcej. Pięć spośród tych dziewcząt — pięć! — urodziło się z iskrą, w tym siostra Mata, Elle i młoda Janacy; te będą na pewno przenosić, niezależnie od tego, czy ktoś je tego nauczy czy nie, i będą bardzo silne. Ona i Alanna... A zostawiły za sobą dwie inne, które miały zostać zabrane po upływie mniej więcej roku, gdy będą dostatecznie dorosłe, by móc opuścić rodzinny dom. Rozwiązanie całkiem bezpieczne; dziewczyna z wrodzoną umiejętnością rzadko kiedy zdradzała ją przed ukończeniem piętnastu lat bez uprzedniego szkolenia. Pozostałe obiecywały podobnie dużo; wszystkie bez wyjątku. Dwie Rzeki były żyłą czystego złota.
Verin przyciągnęła już uwagę Alanny, więc mogła zmienić temat. Z pewnością nie zamierzała porzucać tych młodych kobiet. Albo oddalać się od Randa dalej, niż musiała.
— Czy twoim zdaniem on ma rację odnośnie rebeliantek?
Dłonie Alanny na moment zacisnęły się na fałdach spódnic.
— Taka ewentualność wzbudza we mnie odrazę! Czyżbyśmy rzeczywiście doszły do...? — Zawiesiła głos i zgarbiła ramiona; najwidocznej gubiła się w tym wszystkim. Ledwie się powstrzymywała, by nie wybuchnąć wzbierającymi w niej potokami łez.
Teraz, kiedy gniew drugiej kobiety przygasł, Verin musiała wystąpić ze swymi pytaniami, zanim zapłonie na nowo.
— Czy można liczyć, że wydusisz coś jeszcze z tej twojej rzeźniczki na temat zdarzeń w Tar Valon? — Rzeźniczka tak naprawdę nie była prywatną agentką Alanny, tylko Zielonych Ajah; zdemaskowaną, ponieważ Alanna zauważyła przed jej sklepem jakiś znak sygnalizujący krytyczną sytuację. Alanna, rzecz jasna, nie zdradziła, co to był za znak, tak jak Verin z pewnością nie zdradziłaby żadnego sygnału Brązowych.
— Nie. Ona nie dysponuje żadnymi innymi informacjami prócz tych, które mi przekazała, a nawet one sprawiły, że tak zaschło jej w ustach, iż ledwie potrafiła artykułować słowa. Wszystkie lojalne Aes Sedai mają wrócić do Wieży. Wszystko zostaje im wybaczone. — W każdym razie taki był ogólny sens tej wiadomości. — Oczy Alanny rozświetlił błysk gniewu, ale tylko na krótką chwilę i nie tak intensywny jak przedtem. — Gdyby nie te wszystkie pogłoski, w życiu nie pozwoliłabym ci się dowiedzieć, kim ona jest. — Ta jej skrytość i te labilne emocje. Ale przynajmniej przestała spacerować po izbie.
— Wiem — odparła Verin, siadając przy stole — i uszanuję zaufanie, jakim mnie obdarzyłaś. A teraz do rzeczy. Zgodzisz się chyba, że w świetle tej wiadomości plotki nabierają wymiaru prawdy. W Wieży doszło do rozłamu. Najpewniej rebeliantki ukryły się w jakimś miejscu. Pytanie tylko brzmi, co my z tym poczniemy?
Alanna spojrzała na nią takim wzrokiem, jakby zwariowała. I nic dziwnego. Zgodnie z prawem obowiązującym w Wieży, Siuan została usunięta ze swej pozycji przez Komnatę. Nawet sama sugestia wystąpienia przeciwko prawu Wieży była czymś nie do pomyślenia. Ale z kolei również rozłam w Wieży trudno było sobie wyobrazić.
— Przemyśl to, jeżeli w tym momencie nie potrafisz odpowiedzieć. I zastanów się nad jeszcze jedną rzeczą. Odnalezienie młodego al’Thora jest przede wszystkim dziełem Siuan Sanche. — Alanna otwarła usta, bez wątpienia chcąc spytać, skąd Verin o tym wie, i czy ona też brała udział w całej sprawie, ale Verin nie dopuściła jej do głosu. — Tylko ktoś bardzo naiwny uwierzyłby, że nie to było jedną z przyczyn jej obalenia. Tak wielkie zbiegi okoliczności się nie zdarzają. Zastanów się zatem, jakie muszą być zamysły Elaidy co do Randa. Ona należała do Czerwonych, weź pod uwagę. A zanim się zastanowisz, odpowiedz mi jeszcze na następujące pytanie. Co chciałaś osiągnąć poprzez nałożenie na niego zobowiązań?
To pytanie nie powinno było zaskoczyć Alanny, a mimo to stało się inaczej. Zawahała się, po czym przysunęła sobie krzesło, usiadła na nim, ułożyła spódnice i dopiero wtedy odpowiedziała.
— Był to jedyny słuszny pomysł. Zrozumiałam to, kiedy tylko stanął naprzeciwko nas. Już dawno trzeba było to zrobić. Ty nie mogłaś, a może nie chciałaś. — Jak większość Zielonych bawił ją nieco ten upór innych Ajah, przekonanych, że każda siostra może posiadać tylko jednego Strażnika. Tego, jak Zielone oceniały fakt, że Czerwone nie obierały sobie żadnego, lepiej było nie powtarzać na głos. — Obojętnie która powinna go była związać przy pierwszej lepszej okazji. Oni są zbyt ważni, by ich puszczać samopas, a zwłaszcza on. — Ni stąd, ni zowąd na jej policzkach wykwitły barwne plamy; minie znowu sporo czasu, zanim na powrót zapanuje nad emocjami.
Verin wiedziała, co jest przyczyną rumieńców; Alanna nie ugryzła się w porę w język. Przez długie tygodnie, w tym samym czasie, kiedy poddawały sprawdzianom młode kobiety z Dwu Rzek, miały na oku Perrina, ale Alanna prędko przestała poruszać temat związania go zobowiązaniami. Powód był prosty: żarliwa obietnica złożona przez Faile — oczywiście tak, żeby Perrin nie słyszał — że jeśli Alanna zrobi coś takiego, to nigdy żywa nie opuści Dwu Rzek. Ta pogróżka nie poskutkowałaby, gdyby Faile wiedziała coś więcej o zobowiązaniach łączących Aes Sedai z Gaidinami, a jednak to właśnie ta jej niewiedza, o ile nie coś innego, sprawiła, że Alanna się pohamowała. Do tego, co zrobiła z Randem, doprowadziła ją najprawdopodobniej frustracja, a także stargane nerwy. Nie dość, że go związała, to jeszcze uczyniła to bez jego zgody. Od stuleci żadna siostra tak nie postąpiła.
“No cóż — chłodno pomyślała Verin — sama w swoim czasie naruszyłam kilka obyczajów”.
— Jedynie słuszne? — powtórzyła, uśmiechając się, by złagodzić wrażenie, jakie mogły wywołać jej słowa. — Tak się wyrażasz, jakbyś należała do Białych. No cóż... Co właściwie zamierzasz z nim zrobić teraz, kiedy już go związałaś? Zwłaszcza jeśli weźmiesz pod uwagę nauczkę, jakiej nam udzielił. Przypomina mi się historia często opowiadana przy kominku w czasach, gdy byłam młodą dziewczyną, historia o kobiecie, która osiodłała i okiełznała Iwa. Otóż stwierdziła najpierw, że jeździ jej się wspaniale, ale niebawem przekonała się, że już w życiu nie zsiądzie z tego wierzchowca i na dodatek nigdy nie zazna snu.
Alanna dygotała i rozcierała ramiona.