Odnalezienie osoby, której szukała, trochę potrwało. Wypatrywała gromadek bawiących się dzieci, a takich w Salidarze nie było wiele. Tak, jak podejrzewała, Birgitte przyglądała się pięciu chłopcom, którzy rzucali w siebie małym woreczkiem wypełnionym kamykami i za każdym razem, gdy któryś został trafiony, zaśmiewali się serdecznie, łącznie z samym trafionym. Miało to tyle samo sensu co inne chłopięce zabawy. Albo męskie.
Birgitte oczywiście nie była sama. Rzadko bywała sama, o ile się o to szczególnie nie starała. Przy jej ramieniu stała Areina, która ocierała pot spływający z twarzy, starając się nie okazywać znudzenia. Rok, może dwa lata młodsza od Nynaeve, Areina splatała ciemne włosy na wzór sięgającego do pasa złotego warkocza Birgitte. Jej odzienie także stanowiło imitację ubrania Birgitte — długi do pasa, jasnoszary kubraczek i obszerne brązowe spodnie, zebrane w kostkach tuż nad krótkimi botkami o wysokich obcasach — łącznie z łukiem oraz kołczanem u pasa. Zdaniem Nynaeve, Areina nigdy nawet nie miała łuku w ręku, zanim nie poznała Birgitte. Teraz udała, że jej nie zauważa.
— Muszę z tobą pogadać — powiedziała do Birgitte. — W cztery oczy.
Areina zerknęła na nią, wyraz niebieskich oczu był niemal bliski pogardy.
— Bardzo się dziwię się, że nie nosisz szala w tak uroczystym dniu, Nynaeve. Ojej! Przecież ty się pocisz jak koń. Czemu to przypisać?
Twarz Nynaeve ściągnęła się. Obdarzyła tę kobietę przyjaźnią, jeszcze zanim uczyniła to Birgitte, ale po przybyciu do Salidaru przyjaźń gdzieś uleciała. Areina poczuła się bardziej niż rozczarowana, gdy się dowiedziała, że Nynaeve nie jest pełną Aes Sedai; jedynie na prośbę Birgitte powstrzymała się z poinformowaniem Aes Sedai, że podawała się za jedną z nich. Poza tym Areina złożyła przysięgi uczestnika Polowania na Róg, a Birgitte z pewnością mogła posłużyć za lepszy model do takiej roli niż Nynaeve. Pomyśleć, że ona kiedyś współczuła tej kobiecie jej siniaków!
— Sądząc po twojej minie — powiedziała Birgitte z uśmiechem na spoconej twarzy — albo jesteś gotowa kogoś udusić, prawdopodobnie obecną tu Areinę, albo spadła z ciebie suknia, gdy otaczał cię legion żołnierzy, a ty akurat nie miałaś na sobie bielizny.
Areina parsknęła śmiechem, mimo iż wyraźnie się zgorszyła. Nynaeve nie rozumiała dlaczego; ta kobieta miała mnóstwo czasu, żeby się przyzwyczaić do tego osobliwego poczucia humoru Birgitte, które bardziej przystawałoby do jakiegoś nie ogolonego mężczyzny z nosem wiecznie zanurzonym w kuflu i brzuchem pełnym ale.
Nynaeve przypatrywała się przez chwilę zabawie chłopców, czekając, aż fala wzburzenia minie. Lepiej nie wpadać w złość, kiedy trzeba poprosić o przysługę.
Wśród chłopców, którzy gonili się i rzucali woreczkiem, byli Seve i Jaril. Żółte miały rację co do ich stanu psychicznego — potrzebowali czasu. Po spędzeniu prawie dwóch miesięcy w Salidarze, w otoczeniu innych dzieci i bez żadnych powodów do strachu, śmiali się i pokrzykiwali równie głośno i swobodnie jak ich rówieśnicy.
Myśl, która jej nagle przyszła do głowy, poraziła ją z siłą pioruna. “Marigan” nadal się nimi opiekowała, niechętnie wprawdzie, ale jednak pilnowała, by byli wykąpani i nakarmieni. A oni teraz, kiedy znowu zaczęli mówić, mogli lada chwila komuś powiedzieć, że ona nie jest ich matką. Może nawet już to zrobili. To nie musiało, ale mogło sprowokować pytania, a pytania z kolei mogły spowodować, że zbudowany przez nie dom z cienkich gałązek runie im na głowy. W brzuchu Nynaeve znowu pojawiła się bryła lodu. Czemu nie pomyślała o tym wcześniej?
Aż podskoczyła, kiedy Birgitte dotknęła jej ramienia.
— Co się stało, Nynaeve? Masz taką minę, jakby najserdeczniejsza przyjaciółka ci umarła i na dodatek przeklęła cię wraz z ostatnim tchnieniem.
Areina oddalała się, nienaturalnie wyprostowana; rzuciła w ich stronę jedno spojrzenie przez ramię. Ta kobieta potrafiła się przypatrywać, jak Birgitte pije i flirtuje z mężczyznami, nawet nie mrugnąwszy powieką, wręcz starała się ją naśladować, a mimo to jeżyła się za każdym razem, gdy Birgitte chciała zostać sam na sam z Elayne albo Nynaeve. Mężczyźni nie stanowili zagrożenia, wedle zapatrywań Areiny tylko kobiety potrafiły się przyjaźnić, a uważała, że wyłącznie ona mogła się przyjaźnić z Birgitte. Idea posiadania dwóch przyjaciółek zdawała się jej obca. A zresztą dość przejmowania się tą kobietą!
— Czy mogłabyś załatwić dla nas konie? — Nynaeve starała się mówić spokojnym głosem. Wprawdzie nie o to przyszła prosić, ale za sprawą Seve i Jarila uznała, że doskonale będzie o to właśnie zapytać. — Ile by ci to zabrało czasu?
Birgitte wyprowadziła ją z ulicy do ujścia wąskiej alejki biegnącej między dwoma zapadającymi się domami i rozejrzała się ostrożnie dookoła, zanim jej odpowiedziała. W pobliżu nie było nikogo, kto by mógł je podsłuchać czy choćby w ogóle zwrócić na nie uwagę.
— Dzień, może dwa. Uno właśnie mi powiedział...
— Tylko nie Uno! Jego nie bierzemy. Tylko ty, ja, Elayne i Marigan. Chyba że Thom i Juilin wrócą na czas. I pewnie Areina, jeśli będziesz nalegała.
— Areina bywa głupia pod niektórymi względami — odparła wolno Birgitte — ale życie albo odsieje z niej tę głupotę, albo ją zwyczajnie wypluje. Wiesz przecież, że nie będę się upierała, by ją zabrać, jeśli ty i Elayne nie będziecie chciały.
Nynaeve milczała. Ta kobieta dawała jej do zrozumienia, że uważa ją za zazdrosną! A przecież jej zupełnie nie obchodziło, że Birgitte zadaje się z kimś równie płochym jak Areina.
Birgitte potarła dłonią dolną wargę i zmarszczyła czoło.
— Thom i Juilin to dobrzy ludzie, ale jak nie chcesz kłopotów, to postaraj się, by nikt ci ich nie przysparzał. Kilkunastu Shienaran w zbrojach, albo i bez nich, zrobi wiele, byle ci tylko w tym pomóc. Nie rozumiem tego, co jest między tobą i Uno. Przecież to twardy mężczyzna, który pójdzie za tobą i Elayne nawet do Szczeliny Zagłady. — Na jej twarzy nagle wykwitł uśmiech. — A poza tym jest znakomicie zbudowany.
— Nikt nas nie musi prowadzić za rękę — odparła sztywno Nynaeve. Dobrze zbudowany? W myślach błysnęła jej mdląca wizja łatki przykrywającej oko i blizny Shienaranina. Ta kobieta miała dość osobliwe gusta w stosunku do mężczyzn. — Poradzimy sobie ze wszystkim, co nam stanie na drodze. Moim zdaniem już to udowodniłyśmy, o ile coś takiego rzeczywiście trzeba udowadniać.
— Wiem, że sobie poradzimy, Nynaeve, ale kłopoty będą do nas ciągnąć niczym muchy do gnoju. Altara wrze na wolnym ogniu. Z każdym dniem przybywają świeże opowieści o Zaprzysięgłych Smokowi i jestem skłonna postawić moją najlepszą jedwabną suknię przeciwko twojej bieliźnie, że połowa z nich to zwykli bandyci, którzy uznają cztery samotne kobiety za łatwy łup. Co drugi dzień będziemy musiały udowadniać, że wcale nim nie jesteśmy. Słyszałam też, że w Murandy jest jeszcze gorzej; pełno tam Zaprzysięgłych Smokowi, bandytów i uchodźców z Cairhien, którzy się boją, że lada dzień runie na nich Smok Odrodzony. Przypuszczam, że nie zamierzasz przeprawiać się przez rzekę, żeby dotrzeć do Amadicii. Zakładam, że chcesz się udać do Caemlyn. — Kunsztownie zapleciony warkocz zakołysał się nieznacznie, kiedy przekrzywiła głowę, pytająco unosząc brew. — Czy Elayne zgadza się z tobą w odniesieniu Uno?