Выбрать главу

Nynaeve znowu ciężko przełknęła ślinę. Fakt, że Aes Sedai nie mogły kłamać, bynajmniej nie wiązał się z koniecznością brania każdej ich pogróżki dosłownie, ale czasami jaskółka zdechłaby z głodu, gdyby spróbowała pożywić się różnicą. Przy każdym innym prócz Nicoli byłaby krzyknęła: “Światłości!”, i pomknęła biegiem. Ale nie kiedy patrzyły na nią te oczy. Nie w obecności kobiety, która zdawała się przez cały czas dopisywać kolejne pozycje do listy jej słabości.

— W takim razie nie ma chyba potrzeby, byś ty biegła przede mną. Zajmij się swoimi obowiązkami. — Odwróciła. się tyłem do dygającej Nicoli, jakby nic na całym świecie nie obchodziło jej mniej, i odezwała się do Birgitte: — Porozmawiamy później. Sugeruję, byś do tego czasu nie robiła nic w tej sprawie. — To mogło ją trzymać z daleka od Uno, pod warunkiem, że Nynaeve nareszcie dopisze szczęście. Nadzwyczajne szczęście.

— Zastanowię się nad twoją propozycją — odparła poważnym tonem Birgitte, ale nie było nic poważnego w tej kombinacji współczucia i rozbawienia, jaka malowała się na jej twarzy. Ta kobieta dobrze znała Aes Sedai. Pod niektórymi względami wiedziała o nich więcej niźli jakakolwiek Aes Sedai.

Nynaeve nie mogła już zrobić nic więcej, tylko przystać na to i żyć nadzieją. Ruszyła w górę ulicy i w tym momencie dopadła ją Nicola.

— Powiedziałam, że masz się zająć swoimi obowiązkami.

— One kazały mi wrócić, jak już cię znajdę, Przyjęta. Czy to któreś z twoich ziół? Po co ci te zioła? Czy to dlatego, że nie możesz...? Wybacz mi, Przyjęta. Nie powinnam była o tym wspominać.

Nynaeve zamrugała na widok saszetki z gęsią miętą w swoim ręku — nie pamiętała, kiedy ją wyciągnęła — po czym wepchnęła ją z powrotem do sakwy. Miała ochotę przeżuć natychmiast cały zapas. Zignorowała przeprosiny, a także to, czego dotyczyły — aż ociekały fałszem, wiadomo przecież, że powiedziała to z całkowitym rozmysłem.

— Używam ziół, bo przecież Uzdrawianie nie jest zawsze konieczne. — Czy Żółte wyraziłyby dezaprobatę, gdyby to do nich dotarło? One gardziły ziołami, z pozoru interesowały się tylko takimi chorobami, które wymagały Uzdrawiania. Co ona wyprawia? Przejmuje się tym, co mówi do Nicoli na wypadek, gdyby to miało dotrzeć do Aes Sedai? Ta kobieta jest tylko nowicjuszką, jakkolwiek patrzyłaby na nią i na Elayne. Zupełnie nie miało znaczenia, jak ona na nie patrzy. — Cicho bądź — powiedziała z irytacją. — Chcę pomyśleć.

Nicola zachowała milczenie, kiedy przedzierały się przez zatłoczone ulice, a za to jakby specjalnie powłóczyła nogami. Może była to tylko jej wyobraźnia, ale z wysiłku, by jej nie wyprzedzić, Nynaeve rozbolały kolana. Nie dopuści, w żadnych okolicznościach, by tamta odniosła wrażenie, że ona bodaj próbuje iść szybciej.

Cała ta sytuacja sprawiła, że w głębi duszy zaczynała się powoli gotować. Ze wszystkich osób, jakie mogły zostać po nią przysłane, trudno było sobie wyobrazić kogoś gorszego niż Nicola, z tymi jej oczyma. Birgitte zapewne już w tej chwili biegła na poszukiwanie Uno. Zasiadające bez wątpienia powiedziały Tarnie, że są gotowe uklęknąć i ucałować pierścień Elaidy. Seve i Jaril wyznali Sheriam, że nie mają pojęcia, kim tak naprawdę jest “Marigan”. Taki to już był dzień, a palące słońce musiało pokonać na bezchmurnym niebie jeszcze przynajmniej ćwierć drogi, zanim dotrze do szczytu.

Janya i Delana czekały we frontowej izbie małego domku, który dzieliły razem z trzema innymi Aes Sedai. Oczywiście każda miała własną sypialnię. Wszystkie Ajah dysponowały własnymi domami, w których odbywały posiedzenia, ale poszczególne Aes Sedai rozproszyły się po całym Salidarze, zajmując przypadkowe domy, w miarę jak przybywały do wioski. Janya siedziała z wzrokiem wbitym w podłogę, ze skrzywioną twarzą i wydętymi wargami, zdając się nie zauważać ich przybycia. Za to jasnowłosa Delana — włosy miała tak jasne, że nie sposób było orzec, czy znajdą się w nich jakieś siwe — wbiła w nie spojrzenie bladoniebieskich oczu, ledwie przestąpiły próg. Nicola aż podskoczyła. Nynaeve byłaby poczuła się teraz lepiej, ale niestety, sama też się wzdrygnęła. Zazwyczaj oczy krępej Szarej nie różniły się niczym od oczu pozostałych Aes Sedai, ale gdy ich spojrzenie skupiło się na człowieku, to wszystko inne przestawało istnieć. Twierdzono nawet, że Delana odnosi sukcesy jako negocjatorka, ponieważ obie strony godziły się na wszystko, byle skrócić czas tego świdrowania wzrokiem. Człowiek zaczynał się zastanawiać, co zrobił złego, nawet jeśli nie zrobił nic. Lista win, która wraz z tą myślą pojawiła się w głowie Nynaeve, sprawiła, że mimo woli dygnęła, równie głęboko jak Nicola.

— Ach! — powiedziała Janya i zamrugała ze zdumieniem, jakby nagle wyrosły spod ziemi. — Jesteście już.

— Wybaczcie spóźnienie — rzekła pospiesznie Nynaeve: Niech sobie Nicola słyszy, co chce. Patrzyła na nią Delana, nie Nicola. — Straciłam rachubę czasu i...

— Nieważne. — Delana miała głos nieco zbyt głęboki jak na kobietę i mówiła shienarańskim akcentem stanowiącym gardłowe echo akcentu Uno. Ten głos dziwił melodyjnym brzmieniem u osoby tak tęgiej, zresztą Delanie nie sposób było odmówić wdzięku. — Nicola, możesz odejść. Do następnej lekcji będziesz wykonywała polecenia Faolain. — Nicola nie marnowała czasu na następne dygnięcie, tylko od razu pomknęła przed siebie. Może nawet chciała usłyszeć komentarz Aes Sedai dotyczący spóźnienia Nynaeve, ale zgodnie z powszechnie przyjętym obyczajem nie mogła się sprzeciwić poleceniu przez nią wydanemu.

Nynaeve nawet by nie obeszło, gdyby Nicoli wyrosły skrzydła, ponieważ właśnie się zorientowała, że na stole, przy którym Aes Sedai spożywały posiłki, nie ma kałamarza, miseczki z piaskiem, pióra i papieru. Niczego, co było jej potrzebne do pracy. Miała to wszystko przynieść z sobą? Delana nadal się w nią wpatrywała. Jak nigdy dotąd. Nigdy, o ile nie miała wyraźnego powodu.

— Masz może ochotę na chłodną miętową herbatę? — spytała Janya i tym razem to Nynaeve zamrugała. — Uważam, że taka herbata naprawdę pomaga. Moim zdaniem zawsze ułatwia rozmowę. — Nie czekając na odpowiedź, podobna do ptaka Brązowa siostra jęła napełniać filiżanki, każda należała do innego kompletu, z dzbanka w niebieskie paski stojącego na kredensie. Kredens podparto kamieniem ze strony, gdzie brakowało mu nogi. Aes Sedai miały być może więcej przestrzeni, za to umeblowanie ich izb było godne pożałowania. — Razem z Delaną zadecydowałyśmy, że nasze notatki mogą poczekać. W zamian tylko sobie pogawędzimy. Miodu? Ja osobiście wolę bez miodu. Słodycz tylko zabija smak. Młode kobiety zawsze chcą miodu. Robicie takie wspaniałe rzeczy. Ty i Elayne. — Głośne chrząknięcie sprawiło, że spojrzała pytająco na Delanę. Po chwili powiedziała: — Ach. Tak.

Delana przestawiła jedno z krzeseł stojących przy stole na sam środek nagiej posadzki. Krzesło wyściełane było plecionką z trzciny. Gdy Janya wspomniała o gawędzeniu, Nynaeve wiedziała od razu, że to wcale nie będzie pogawędka. Delana wskazała jej krzesło i Nynaeve przysiadła na jego skraju, przyjęła filiżankę na wyszczerbionym spodku z rąk Janyi i mruknęła:

— Dziękuję, Aes Sedai. — Nie musiała czekać długo.

— Opowiedz nam o Randzie al’Thorze — zaczęła Janya. Wyraźnie chciała dodać coś jeszcze, ale Delana znowu chrząknęła; Janya zamrugała i umilkła, popijając herbatę. Stanęły po obu stronach krzesła Nynaeve. Delana zerknęła na nią, westchnęła i przeniosła Moc, by podać sobie trzecią filiżankę. Naczynie przefrunęło przez izbę. Delana znowu utkwiła w niej wzrok, w taki sposób, że zdawała się wywiercać dziury w czaszce. Janya wyraźnie zatopiła się w myślach i zdawała się w ogóle jej nie widzieć.