Выбрать главу

— A jeśli wcale się nie starasz zajrzeć do środka? — Kiedy Melaine obdarzyła ją spojrzeniem pełnym wdzięczności, poczuła wyrzuty sumienia. Ale nie dostatecznie silne, by wyzbyła się zamiaru rozpytywania o tę historię kiedy indziej. Wszystko, co sprawiło, że Melaine tak się czerwieniła, musiało być bardzo śmieszne.

— Słyszałam o takim przypadku — odparła Bair — kiedy byłam młoda i właśnie zaczynałam się uczyć. Moją nauczycielką była wtedy Mora, Mądra z Siedziby Colrada; twierdziła, że w przypadku bardzo silnych emocji, miłości albo nienawiści tak wielkiej, że brakuje miejsca na cokolwiek innego, wystarczy wiedzieć o śnie danej osoby, by dać się do niego wciągnąć.

— Nigdy o czymś takim nie słyszałam — rzekła Melaine. Amys zrobiła tylko minę wyrażającą powątpiewanie.

— Ja też słyszałam o tym wyłącznie z ust Mory — powiedziała im Bair — ale to była niezwykła kobieta. Kiedy zmarła od ukąszenia węża, mówiono, że miała niebawem ukończyć trzysta lat, a mimo to wyglądała równie młodo jak każda z was. Ja byłam wtedy młodą dziewczyną, ale pamiętam ją bardzo dobrze. Znała się na mnóstwie rzeczy i bardzo silnie przenosiła. Przychodziły się do niej uczyć Mądre z wszystkich klanów. Moim zdaniem rzadko się trafia miłość albo nienawiść tak wielka, niemniej jednak Mora twierdziła, że jej to się zdarzyło dwukrotnie, raz z pierwszym mężczyzną, którego poślubiła, i raz z rywalem jej trzeciego męża.

— Trzysta lat? — zakrzyknęła Egwene, w połowie przerywając sznurowanie buta. Nawet Aes Sedai z pewnością nie żyły tak długo.

— Przecież powiedziałam, że tak było — odparła Bair, uśmiechając się. — Niektóre kobiety starzeją się wolniej niż inne, jak na przykład Amys, a w przypadku kobiety takiej jak Mora, rodzą się legendy. Któregoś dnia opowiem wam o tym, jak Mora przeniosła górę.

— Innego dnia? — spytała Melaine odrobinę zbyt uprzejmie. Najwyraźniej ciągle jeszcze boleśnie przeżywała to, co jej się przytrafiło we śnie Baela, cokolwiek to było, a także fakt, że inne Mądre o tym wiedziały. — Nasłuchałam się opowieści o Morze, kiedy byłam mała; chyba wszystkich nauczyłam się na pamięć. Musimy dopilnować, by Egwene została nakarmiona, o ile ona kiedykolwiek skończy się ubierać. — Błysk w zielonych oczach mówił, że zamierza dopilnować, by każdy kęs trafił do żołądka Egwene, najwyraźniej nie wyzbyła się podejrzeń co do stanu jej zdrowia. — I musimy też odpowiedzieć jej na pozostałe pytania.

Spanikowana Egwene gorączkowo próbowała wymyślić jakieś inne. Zazwyczaj dysponowała całym wachlarzem pytań, ale po zdarzeniach tej nocy przychodziło jej do głowy tylko tamto jedno. Gdyby na nim poprzestała, wówczas mogłyby się zastanawiać, czy przypadkiem nie dlatego je zadała, bo wykradła się, żeby podglądać cudze sny. Jeszcze jedno pytanie. Nie dotyczące jej własnych, dziwacznych snów. Niektóre z nich prawdopodobnie miały jakieś znaczenie, tylko niestety, na razie nie potrafiła ich rozszyfrować. Anaiya twierdziła, że Egwene jest Śniącą, zdolną przepowiadać przebieg przyszłych zdarzeń i razem z pozostałymi uważały, że to możliwe, jednak utrzymywały, że musi dojść do tego sama. Poza tym nie była pewna, czy rzeczywiście chce z kimś rozmawiać o swoich snach. Jak na jej gust, te kobiety wiedziały już za dużo na temat tego, co się działo w jej głowie.

— Aha... a co z tymi spacerującymi po snach, które nie są Mądrymi? Chcę spytać, czy zdarza wam się spotykać inne kobiety w Tel’aran’rhiod?

— Czasami — odrzekła Amys — ale nie często. Bez przewodnika, który mógłby ją nauczać, taka kobieta może sobie nie zdawać sprawy z tego, co robi, i wierzyć tylko, że ma bardzo żywe sny.

— No i oczywiście — dodała Bair — przez to, że nie wie, jak jest naprawdę, może w takim śnie zginąć, zanim się nauczy...

Egwene odprężyła się, bo udało jej się oddalić od niebezpiecznego tematu. Uzyskała bardziej wyczerpującą odpowiedź, niż oczekiwała. Wiedziała teraz, że kocha Gawyna. “Czyżby? — szepnął jakiś głos. — A byłabyś gotowa przyznać się do tego?” A jego sny z pewnością oznaczały, że on kochał ją. Ale z kolei mężczyźni potrafili na jawie mówić rzeczy, które mijały się często z prawdą, a więc prawdopodobnie one mogły też im się śnić. Ale przecież uzyskała potwierdzenie Mądrych, że on kocha ją tak mocno, że aż pokonał wszystko, co ona...

Nie. Tym zajmie się kiedy indziej. Nawet nie wiedziała, w jakiej części świata on teraz przebywał. Najważniejsze, że wie już, na czym polega niebezpieczeństwo. Będzie potrafiła rozpoznać sny Gawyna następnym razem i dzięki temu ich uniknie. “O ile rzeczywiście tego chcesz” — szepnął cichy głos. Miała nadzieję, że Mądre wzięły ten pąs, który wykwitł na jej policzkach, za rumieniec zdrowia. Bardzo żałowała, że nie może się dowiedzieć, co znaczą jej sny. O ile cokolwiek w ogóle znaczyły.

Elayne, ziewając, wspięła się na kamienną werandę, dzięki czemu mogła się rozejrzeć ponad głowami tłumu. W Salidarze nie było tego dnia żołnierzy, ale ludzie bez reszty wypełnili ulicę, a także wywieszali się z okien, uciszali się wzajem i czekali z napięciem, wszyscy bez wyjątku wpatrzeni w Małą Wieżę. Słychać było jedynie szuranie stóp i sporadyczne pokasływania powodowane przez unoszący się w powietrzu kurz. Upał wczesnego poranka sprawiał, że mało kto się w ogóle ruszał; tylko ten czy ów chłodził się za pomocą wachlarza albo kapelusza.

W przestrzeni między dwoma krytymi strzechą domami stała Leane, wsparta na ramieniu wysokiego mężczyzny o zaciętym wyrazie twarzy. Elayne nigdy go przedtem nie widziała. Bez wątpienia jeden z agentów Leane. Podczas gdy siatki szpiegowskie Aes Sedai składały się zasadniczo z samych kobiet, siatkę Leane zdawali się tworzyć przede wszystkim mężczyźni. Zazwyczaj nie afiszowała się z nimi publicznie, ale raz czy dwa Elayne zauważyła, jak klepała w policzek jakiegoś nieznajomego albo jak uśmiechała się do pary obcych oczu. Nie miała pojęcia, jak Leane to robi. Była przekonana, że gdyby sama wypróbowała którąś z tych sztuczek Domani, to wbrew jej zamierzeniom taki mężczyzna pomyślałby, że ona obiecuje znacznie więcej, ci natomiast przyjmowali klepnięcie i uśmiech od Leane, a zaraz potem odbiegali tak uszczęśliwieni, jakby dostali skrzynię pełną złota.

W innym miejscu Elayne wypatrzyła w tłumie Birgitte, roztropnie tego ranka trzymającą się od niej z daleka. Nigdzie natomiast nie widziała tej strasznej Areiny. Ta noc była bardziej niż szalona i Elayne położyła się spać dopiero wtedy, gdy niebo zaczęło już szarzeć. Tak naprawdę to w ogóle by się nie położyła, gdyby Birgitte nie powiedziała Ashmanaille, że jej zdaniem Elayne wygląda trochę mizernie. Nie chodziło zresztą o to, jak wyglądała; więź ze Strażnikiem działała w obie strony. No i co tego, jeśli była trochę zmęczona? Było mnóstwo rzeczy do zrobienia i nadal potrafiła przenosić silniej niż połowa Aes Sedai w Salidarze. A dzięki więzi dowiedziała się, że Birgitte w ogóle jeszcze nie kładła się spać! Ją odesłano do łóżka jak jakąś nowicjuszkę, a tymczasem Birgitte całą noc nosiła rannych i usuwała zniszczenia!

Jedno spojrzenie upewniło ją, że Leane jest sama, że wciska się w tłum, szukając miejsca, skąd mogłaby lepiej wszystko obserwować. Wysoki mężczyzna zniknął bez śladu.

Tuż obok Elayne stanęła ziewająca Nynaeve; mimo zaspanych oczu skarciła wzrokiem jakiegoś odzianego w skórzaną kamizelę drwala, który usiłował wejść przed nią na werandę. Mężczyzna, burcząc coś do siebie, wcisnął się z powrotem w tłum. Elayne wolała, żeby Nynaeve tego nie robiła. To znaczy, żeby tak nie ziewała. Szczęka jej trzasnęła, zanim zdołała się powstrzymać. Birgitte miała może jakąś wymówkę, niewielką, ale nie Nynaeve. Theodrin raczej nie mogła od niej oczekiwać, że po takiej nocy nie będzie spała i Elayne na własne uszy słyszała, jak Anaiya kazała jej iść do łóżka, a mimo to, kiedy wróciła do izby, zastała Nynaeve balansującą na stołku z wywichniętą nogą, co dwie minuty kiwała głową i mruczała, że już ona pokaże Theodrin, w ogóle wszystkim pokaże.